Spalona ziemia. Za co powiesiłby Probierz zagranicznego trenera, gdyby zbudował coś takiego, jak on?

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
PROBIERZGLOWNE.jpg
WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

Pomiędzy fatalnym startem a nędznym finiszem był całkiem ładny środek. Jednak trzy i pół roku pobytu trenera i wiceprezesa w krakowskim klubie na pewno nie okazało się spektakularnym sukcesem. A zbudować czegoś trwałego na przyszłość też się raczej nie udało.

Michał Probierz zrobił to tak, jak lubi. Szokując wszystkich wokół. Po fatalnym w wykonaniu Cracovii meczu z Wartą Poznań (0:1), podał się do dymisji. Powiedział, że potrzebuje odpoczynku i czasu dla rodziny. Rozbrajająco stwierdził, że takie rozwiązanie chodziło mu po głowie już od jakiegoś czasu. Do czynów przeszedł jednak tuż po zakończonym okresie przygotowawczym. Chwilę po pierwszym meczu rundy wiosennej. Co musi pozostawiać niesmak. Bo jeśli miał takie myśli już w grudniu, to wtedy był dobry moment na wyplątanie się z obowiązującego kontraktu i danie czasu następcy na poukładanie drużyny. A skoro je miał i zdecydował się je wtedy odgonić, podejmować taką decyzję dziś jest mocno niepoważne.

NĘDZNY OBRAZ

Oglądając mecz w Grodzisku Wielkopolskim, trudno było nie mieć kolejnych gorzkich refleksji na temat tego, dokąd zaprowadziły tę drużynę wieloletnie transferowe rządy Probierza. Na boisku był tylko jeden dobrze rokujący zawodnik, z potencjałem sprzedażowym. Ten, którego obecność wymusił na trenerze PZPN, wprowadzając przepis o młodzieżowcu. Na większości pozostałych pozycji grali piłkarze nijacy. Bezbarwni. Czyli tacy, których Probierz ściągnął przez ostatnie trzy i pół roku dziesiątki. Jeśli ktoś wybijał się ponad przeciętność, zwykle był natychmiast przycinany. Ta drużyna miała mieć tylko jedną gwiazdę. Trenera i wiceprezesa w unii personalnej.

SYNONIM NAJGORSZEGO

Dopóki w kadrze Cracovii ostawało się wielu zawodników pozyskiwanych jeszcze w czasach przedprobierzowych, dopóty bywali w niej jeszcze piłkarze, na których można było zawiesić oko. Krzysztof Piątek, Mateusz Wdowiak, Michał Helik. Stopniowo jednak ubywali. Często w atmosferze konfliktu z klubem i z trenerem. Z każdym odchodzącym Miroslavem Covilo czy Damianem Dąbrowskim pozostawała w Krakowie drużyna coraz bardziej bez wyrazu. Coraz mocniej bazująca na długich zagraniach do przodu, stałych fragmentach gry i chaosie. Cracovię coraz trudniej było lubić. A z perspektywy neutralnego kibica zakochać się w niej było prawie niemożliwe. Stała się synonimem tego, co najgorsze w polskiej lidze. Bez stylu, bez wyraźnego pomysłu, bez sensownej polityki, bez rozpoznawalnych postaci.

UDANY OKRES

Tak wyglądał koniec Probierza, czyli jego ostatni sezon. Tak wyglądał też początek, gdy przez klub przewijały się tabuny zawodników, których Probierz wybierał, sprawdzał, a potem odrzucał, często po kilka razy na rundę. Pomiędzy początkiem i końcem był jeszcze środek. Czyli jego najlepszy okres. To w tamtym czasie awansował do pucharów, zajmując czwarte miejsce, wyrównując najlepszy wynik w erze Comarchu. To w tamtym czasie zdobył Puchar Polski, czyli pierwsze od siedmiu dekad trofeum w historii klubu. Gdy odpocznie, odsapnie, to właśnie na tym okresie Probierz na pewno się skupi w wywiadach, przedstawiając pobyt w Cracovii jako pasmo sukcesów.

WSZYSTKIE SROKI ZA OGON

To nie było jednak pasmo sukcesów. To było minimum przyzwoitości, jak na warunki, które dostał. Pełnię władzy. Możliwość poukładania klubu według własnego pomysłu. Czas, który pozwalał mu bezkarnie przegrywać praktycznie każde derby, w których uczestniczył, dwa razy rozgrywać fatalne rundy jesienne, a raz wiosenną, odpadać z europejskich pucharów na pierwszych przeszkodach. Trener, który samego siebie widzi jako najlepszego w kraju i lepszego od wielu zagranicznych, dostał od jednego z najbogatszych ludzi w Polsce możliwość działania. I nie potwierdził w tym czasie, że jest tak niesamowity, jak sam mówi. Jego największym problemem okazało się złapanie wszystkich srok za ogon. Zarządzanie przez konflikt i nieumiejętność dokonywania dobrych transferów, notorycznie osłabiały mu drużynę. Niewątpliwie jest solidnym – jak na polskie warunki – trenerem. Ale niewątpliwie jest beznadziejnym dyrektorem sportowym. A nawet najlepszy trener przy beznadziejnym dyrektorze sportowym ma spętane nogi.

BRAK STRUKTUR

Wyniki, czy transfery to jednak kwestia uznaniowa. Probierz powie, że ktoś, kogo wszyscy oceniają jako średniego, tak naprawdę jest świetny. Probierz powie, że wycisnął z tych zawodników 120 procent. Jego prawo. Futbol to gra opinii. Najgorsze jednak, że Probierz nie zrobił tego, z czym w Cracovii wiązano największe nadzieje. W żaden sposób nie zbudował struktur. On był strukturami. Najlepszą drużyną juniorów starszych była ta, na którą miał najmniejszy wpływ. Im dłużej pracował, tym dalej wychowankowie byli od poziomu ekstraklasy. Choć przecież mowa o klubie, który kilka ciekawych postaci jednak w ostatnich latach wypuścił. W latach przed Probierzem. Nie ma wyraźnej poprawy szkolenia młodzieży. Nie ma sieci skautów. Nie ma struktur działu sportowego. Nie ma wychowanego jakiegoś młodego miejscowego trenera, który mógłby teraz czy w przyszłości być kandydatem do przejęcia drużyny. Nie ma Probierza, nie ma niczego. Trzeba budować od nowa. Niech nikogo nie zmyli nowa baza treningowa. O tym, że powstanie, zdecydowano jeszcze, gdy Probierz był w Białymstoku. A na to, czy i kiedy zostanie wybudowana, akurat nie miał wpływu.

WSTRZĄSNĄĆ SAMYM SOBĄ

Jako że to Probierz, trzeba zawsze brać pod uwagę, że to tylko jakaś szopka. Że podał się do dymisji, by tylko pogrozić palcem. Że zadziałał w emocjach, a Janusz Filipiak przekona go, żeby został. Jeśli tak, to nie szkodzi. Ten tekst nie pójdzie do śmietnika. Wszystkie zarzuty pozostaną aktualne. Jeśli Michał Probierz wykonał ten ruch, by kimś wstrząsnąć, najlepiej, by zaczął od siebie. To powinien być dla niego samego sygnał, że zabrnął w ślepy róg. Na początku pracy w Cracovii powiedział, że gdyby on, jak Nenad Bjelica, prowadząc Lecha, przegrał w finale Pucharu Polski, zajął trzecie miejsce w lidze i odpadł w pucharach, to by go „powiesili za jaja”. Teraz można odwrócić tę kwestię: za co powiesiłby Michał Probierz zagranicznego trenera, gdyby w trzy i pół roku zbudował coś takiego, jak on w Cracovii?

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.