Pokaż, jak prowadzi piłkę, a powiemy o nim więcej. Nicola Zalewski, dzieciak ilustrujący problemy polskiego szkolenia

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Pilka nozna. Eliminacje do MS 2022. San Marino - Polska. 05.09.2021
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Debiuty nastolatków z San Marino (7:1) potwierdziły, że Paulo Sousa miał nosa, umieszczając Nicolę Zalewskiego na pierwotnej liście powołanych, a Jakuba Kamińskiego dowołując w drugiej kolejności. 24 minuty wychowanka Romy pozostawiły znacznie lepsze wrażenie, niż występ od początku skrzydłowego Lecha Poznań. Tak jak nagle Zalewski nie zostanie zbawieniem drużyny narodowej, tak samo Kamińskiego absolutnie nie powinno się skreślać po pierwszym kontakcie z kadrą. Ale wejście pomocnika wychowanego w Italii pokazało, czego w naszej kadrze nie ma: kreatywności, odwagi, luzu, przyjemności z trzymania piłki przy nodze. Tym krótkim występem 19-letni Zalewski, zresztą tak samo jak Kacper Kozłowski, powiedział sporo o problemach polskiego futbolu.

Aby zaznaczyć na samym początku: rywal pokroju San Marino nie jest najlepszym polem do oceny, bo na jego tle Rafał Boguski, Waldemar Sobota czy Jakub Kosecki wyglądali na topowych graczy, ale nie muszą nim być również mecze w seniorskiej piłce albo szeroko pojęte doświadczenie. 24 minuty – tyle Nicola Zalewski rozegrał dotąd w Romie, a jednak nie przeszkadzało mu to, aby wyglądać lepiej niż jego rówieśnik Jakub Kamiński z 72 występami w Lechu. Nie chodzi o to, aby deprecjonować lechitę, bo to jedna z największych nadziei kadry, lecz jako piłkarze z rocznika 2002 stanowią dobry materiał porównawczy.

Na tle najsłabszego możliwego rywala Kamiński nie mógł złapać właściwego rytmu. Po zejściu Roberta Lewandowskiego w drugiej połowie męczyła się cała drużyna. Drugi, a może nawet trzeci garnitur reprezentacji, miał problemy z płynnością gry, zdobywaniem przestrzeni, konkretami pod bramką czy zwykłym opanowaniem. Jak to niezwykle trafnie ujął dziennikarz Mateusz Święcicki: „Dlaczego polski piłkarz jest permanentnie zestresowany na boisku? Z kimkolwiek gra”. To było właściwe odczucie, nawet mimo końcowego rezultatu 7:1. Aż przyszedł debiut 19-letni Nicoli Zalewskiego i nagle pojawiło się coś innego. Coś, do czego w tej kadrze nie byliśmy przyzwyczajeni, chyba że oglądając Piotra Zielińskiego, Mateusza Klicha, Krystiana Bielika albo nawet Kacpra Kozłowskiego.

OSOBOWOŚĆ I PIŁKA W NOGACH

Pierwszy kontakt z piłką – od razu atak w kierunku rywala. Trzeci – to samo, minięcie go i dośrodkowanie. Pod własną bramką spokojna przeplatanka pod presją. Później odważne wejście w szesnastkę, w którym sędzia pierwotnie widział rzut karny. Następnie odwrócenie się z dwoma rywalami na plecach w środku i rajd w kierunku bramki. Na koniec świetna wizja gry i asysta lewą nogą do Adama Buksy. Ledwie 16 kontaktów z piłką, ale pokazujących jakość piłkarza: asysta, 2 kluczowe podanie, 5/6 wygranych pojedynków, 2 udane dryblingi, wyłącznie celne podania.

I tu absolutnie nie chodzi o liczby, bo one nic nie mówią o potencjale piłkarza, nie chodzi też o przeciwnika, bo on nie uprawnia do zachwytu, ale chodzi o samą wizję gry, mądrość i kreatywność. Tam zawsze był pomysł, łatwość wykonania, a do tego lekkość kontaktu z piłką, jakiej nie oglądamy u polskich piłkarzy. Jeden występ nie oznacza, że Zalewski zbawi polską kadrę, ale że warto w niego inwestować, bo niewielu mamy takich graczy. To wszystko uwiarygadnia Jose Mourinho, który nie chciał wypuścić chłopaka z Romy i postanowił rozwijać go pod własnym okiem. A przecież nie mówimy o menedżerze, którzy jakoś specjalnie przesadnie zakochuje się w młodych piłkarzach.

„Nie jestem trenerem, który wyróżnia indywidualnie piłkarzy, ale muszę powiedzieć co nieco o Nikoli Zalewskim. To był jego debiut i zdążył pokazać swoją osobowość. Grał na dwóch pozycjach i ważne dla niego było to, by koledzy z drużyny dostrzegli w nim to, co my w nim widzimy. To gracz, który może pomóc naszej reprezentacji” – powiedział po ostatnim gwizdku Paulo Sousa, niejako potwierdzając trafność swojego wyboru.

MĄDROŚĆ I PRZYGOTOWANIE DO GRY

Polski kibic wiedział o Zalewskim niewiele. W zasadzie tyle, że szkolił się przez całe życie we Włoszech i bazuje na technice. Wiedział, że pojechał na mundial U-20 jako wynalazek i najmłodszy z naszej kadry, że spodobał się Jackowi Magierze i w debiucie z Tahiti (5:0) asystował. Wiedział, że ma dobre wejścia, bo jak dostał jedną szansę w Serie A, to również asystował, a jak zagrał z Manchesterem United w Lidze Europy, to miał udział w akcji bramkowej. Innymi słowy: potrafi w pierwsze razy.

Stąd ciekawość tego gracza była tym większa, bo kibice nie mieli zbyt wielu okazji, aby oglądać go w akcji. Bazowali na wyobrażeniach, krótkich kompilacjach i szczątkowych opiniach. I nic dziwnego, że wpadli w zachwyt po debiucie w dorosłej reprezentacji Polski, bo zobaczyli coś innego niż zwykle. Nie było widocznych nerwów, nie było poprawiania piłki, nie było też gry na alibi ani oddawania do starszych, tylko konkrety. Podanie przy bramce Buksy trafiło idealnie między bramkarza a linię obrony, co Zalewski skwitował słowami: „Było gorszą nogą, ale fajnie, że udało się pomóc w bramce”. Tej gorszej nogi też nie było widać, bo zagrał bardzo naturalnie.

Prosta sprawa, ale po samym teście oka czuć, że nie ma u niego elektryki, wręcz domaga się piłki do nogi i wtedy czuje się najpewniej. Przyjęcie zawsze we właściwym kierunku, odważne granie po to, aby doprowadzić do sytuacji bramkowej, postawienie na szybkość i bezpośredniość. To nie jest nieprzygotowane wejście w pojedynek ani młodzieńcza, spontaniczna szarża, tylko zaufanie do własnych umiejętności i świadomość talentu. Jakby wiedział, że z piłką krzywda mu się nie stanie, gorzej może być bez niej, a zwykle w przypadku młodych polskich graczy wchodzących w seniorskie granie bywa odwrotnie.

UNIWERSALNOŚĆ I ŚWIADOMOŚĆ TAKTYCZNA

To znamienne, gdy 17-letni Kacper Kozłowski wychodzi na Hiszpanię podczas Euro 2020 i nie pęka albo gdy dopiero jego wejście z Islandią (2:2) rozrusza grę, daje kreatywność, wchodzenie w pojedynki i posuwa grę do przodu. Tak samo było z wejściem Zalewskiego z San Marino – dało nową jakość. Najmłodsi na placu, a łączy ich właśnie bezczelność, pomysłowość, kreatywność.

To miła odmiana w kraju pozbawionym dryblerów i kreatywnych piłkarzy. W kraju nastawionym na proste, konkretne granie, zakochanym w aspektach fizycznych oraz cechach wolicjonalnych. Waleczność zawsze ceniliśmy wyżej, niż fantazję. Ilekroć słyszeliśmy, że Piotr Zieliński to kwiat na piłkarskiej pustyni. Dlatego wejście takiej młodzieży stanowi pewien ewenement. Nie chodzi o to, że Zalewski jest produktem włoskiego systemu szkolenia, bo w polskim też można wychować jakościowych graczy. Mamy na to kilka dowodów. Może oni wyrwali się z łap systemu, może byli wybitni, ale z pewnością Zieliński, Lewandowski czy Kozłowski są potwierdzeniem, że nad Wisłą da się grać w piłkę z przyjemnością. Większość zawodników wchodzących do ligowej piłki, nawet tych wyróżniających, nie pokazuje takiej jakości technicznej. Bazuje na czymś zupełnie innym, wyróżnia się dynamiką, czasem przebojowością, ma lepszy zespół i korzysta z tego ekosystemu, lecz nie wyrasta wizją gry kilka poziomów ponad. Dzisiaj Jakub Kamiński jest jednym z bardziej fascynujących ligowców, dlatego dostał szansę w drużynie narodowej. I może zaraz podbije kadrę, pójdzie śladami Kamila Jóźwiaka, lecz to nadal nie będzie dowód ofensywnego bogactwa polskiej piłki.

Młodych piłkarzy na takim poziomie nie uwiarygadniają liczby meczów, bo każdy klub ma swoją politykę i też zależy mu na promocji talentów. Uwiarygadnia ich to, jak widzą ich w większym futbolu oraz co potrafią zrobić z piłką, kiedy ją dostaną. Nieprzypadkowo Wolfsburg walczy o Kamińskiego kolejnymi ofertami, a Zalewski został z szansą w szerokiej kadry Romy. U Nikoli z San Marino dostaliśmy też popis uniwersalności i świadomości: Paulo Sousa najpierw posłał go na lewe wahadło, by później w krótkim czasie przenieść go na dziesiątkę. W obu rolach zdążył pokazać ciekawe zagrania, jakby nie szukając wymówek, że musiał pokazać się na pozycji, która nie jest jego ulubioną.

JAK UCZYNIĆ Z TEGO NORMĘ

Miłą odmianą było wejście nastolatka biorącego na siebie grę, pomysłowego, kreatywnego, asystującego gorszą nogą, eleganckiego i wychodzącego ponad przeciętne granie. Nie dostaliśmy strachu w oczach ani prostego „zagraj i wyjdź na pozycję”, tylko autentyczną radość z piłki. Należy się zastanowić, czy to efekt nieco innej mentalności, jedenastu sezonów spędzonych w Romie, treningów z Alberto De Rossim, ojcem Daniele, czy może jeszcze czegoś innego.

To na pewno zupełnie inny profil piłkarza, niż oglądaliśmy ostatnio w kraju cierpiącym na deficyt skrzydłowych. Przemysław Frankowski i Przemysław Płacheta to szybkościowcy bazujący głównie na przyspieszeniu i odejściu z piłką, Sebastian Szymański lepiej czuje się w środku, Kamil Grosicki opiera się na odważnych, spontanicznych zrywach, z Dawida Kownackiego uczyniono zawodnika pragmatycznego, a zbierający najwięcej minut u Sousy Kamil Jóźwiak na co dzień występuje w dolnych rejonach Championship. Na skrzydłach mierzymy się z taką suszą, że sam obiecujący debiut Nicoli Zalewskiego z jedną z najgorszych reprezentacji świata jest wydarzeniem.

Być może dlatego, że chcielibyśmy oglądać więcej takich graczy, którzy przez lata słyszeli „drybluj, ryzykuj, baw się”, a później styczność z seniorską piłką nie wywołała u nich całkowitej zmiany przyzwyczajeń i mentalności. To dla PZPN-u zadanie na najbliższe lata, aby zastanowić się, dlaczego produkujemy tak niewielu wartościowych bocznych pomocników, tak niewielu dryblerów i tak niewielu graczy wychodzących poza schematy. A jeśli produkujemy, to dlaczego nie przebijają się w dorosłej piłce. Po Zalewskim widać, że jest przygotowany do gry na wyższym poziomie, ale nie mamy pewności, czy w skali świata jakkolwiek zaistnieje albo wybije się ponad przeciętność. Ale to, co pokazuje, już wystarczyło, aby podnieść debatę, dlaczego zawodników z takim potencjałem nie ma w Polsce więcej.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.