Po pierwsze człowiek, po drugie kierowca. Film „Schumacher” przypomina o latach świetności Niemca

Zobacz również:„Pobyt kierowcy w zespole to romans, nie małżeństwo”. Świat Formuły 1 z perspektywy dyrektora (WYWIAD)
Michael Schumacher
Fot. Clive Mason/Getty Images

Od prawie ośmiu lat Michaela Schumachera przypomina się przede wszystkim w kontekście dramatycznego wypadku, którego doznał na nartach w grudniu 2013 roku. Nic zresztą dziwnego – kwestia jego zdrowia elektryzowała cały świat sportu, szczególnie że rodzina starała się to zachować w jak największej tajemnicy. Trzeba więc zacząć przypominać o tym, jak wybitnym był kierowcą, choćby w filmie dokumentalnym.

Informacja o produkcji filmu „Schumacher” przez Netflixa bardzo szybko zwróciła uwagę fanów sportów motorowych. W końcu o samym Michaelu od lat nie mówi się nic. Chwilę po feralnym wypadku na nartach wszystkie media wrzały, próbując być pierwsze z informacją o czymkolwiek, nawet najdrobniejszej sprawie. W tym samym czasie rodzina prosiła o prywatność i ostatecznie ją dostała. Od lat jedyne co słyszymy o legendarnym niemieckim kierowcy to jakieś pojedyncze szalone teorie z Internetu (np. że rodzina wydaje wszystkie pieniądze świata na tajną rehabilitację, która cudownie przywróci go do pierwotnego stanu) czy próby doszukania się czegokolwiek w wypowiedziach osób mu bliskich, jak ostatnio w przypadku Micka, jego syna.

RODZINA I FORMUŁA, W TEJ KOLEJNOŚCI

Patrzenie na niego przez pryzmat wypadku i ukrytego stanu zdrowia miało miejsce również przy ogłoszeniu filmu. Bo co mogło sprawić największą ciekawość? Oczywiście pytanie, czy dostaniemy jakieś nowe informacje na temat jego stanu zdrowia. Szczególnie że w dokumencie zapowiedziana została cała rodzina Schumachera. Dokument jednak miał być o Michaelu-kierowcy, ale może przede wszystkim o Michaelu-człowieku, który zazwyczaj chował swoje życie prywatne, ale teraz jego rąbek zostanie uchylony.

Jeśli jednak zatwardziali fani F1 obawiali się o za małą ilość sportu, to już pierwsze sekundy sugerują co innego. Przejazd Schumachera po torze w Monako, nagrany z jego kamery pokładowej i połączony z muzyką wejściową, wywoła duże emocje u każdego, kto kiedyś oglądał F1 na żywo w telewizji. Wielki kierowca w połączeniu z tymi, którzy najlepiej wiedzą, jak o nim opowiadać – żoną, dziećmi, ojcem, bratem, przyjaciółmi z padoku (tu pojawiają się naprawdę potężne nazwiska) czy rywalami (tu tym bardziej) – takim zdaniem możemy określić tematykę „Schumachera”.

Michael Schumacher
Peter Timmullstein bild via Getty Images

Nie da się jednak szczegółowo opowiedzieć kariery tak wielkiego kierowcy w niecałe dwie godziny, więc o ile mamy przegląd jego rywalizacji z Damonem Hillem czy Miką Hakkinenem, o tyle część fanów zwraca już uwagę na to, że niektóre fakty się rozmywają (np. kontrowersje na torze, których wokół Schumachera nie brakowało), przez co nie dostajemy pełnego obrazu tego, co niemiecki kierowca pozostawił po sobie w padoku. Jednak chyba nie do końca o to chodziło.

„Schumacher” miał pokazać też swojego bohatera z innej strony. Bohatera, który wielokrotnie był określany jako „trudny”, „zimny” czy po prostu zamknięty na cały świat zewnętrzny, a w rzeczywistości był niezwykle prywatną osobą, która poza torem i światłami reflektorów zmieniała się nie do poznania. Stąd też sukcesy czy kłótnie (słynna przepychanka z Davidem Coulthardem) przeplatane są niewidzianymi wcześniej filmami i zdjęciami z prywatnych archiwów oraz wyjaśnieniem, czemu Schumacher był taki, a nie inny, w stosunku do np. dziennikarzy.

TABU

Dla tych, którzy spodziewali się uaktualnienia na temat stanu zdrowia Schumachera, też się coś znajdzie. Moment, w którym film przybiera znacznie ciemniejszych barw, w końcu przychodzi i tam już emocji podkreślać nie trzeba. Słowa Corriny Schumacher o ochronie Michaela tak, jak on wcześniej chronił resztę rodziny, mówią wiele o ich podejściu do informacji na temat stanu zdrowia, ale między wierszami można wyczytać naprawdę sporo. A już ogólne wypowiedzi Corriny i Micka, który poszedł w ślady ojca (jest kierowcą Haasa w F1) są bardzo mocne, o ile to w ogóle właściwe słowo w tej sytuacji.

Film może nie mieć zbyt wielu informacji na temat wybitnej serii pięciu tytułów mistrzowskich Ferrari (złośliwi powiedzą, że i tak wiało tam nudą przy tej dominacji), ale fanów F1 zainteresują obrazki z lat 90. i kilka znanych im historii w nieco innym świetle. Po drugiej stronie będzie atmosfera pozatorowa, od samego początku ściskająca gardło z emocji i niepuszczająca do samego końca. Więc jeśli ktoś ogląda Formułę 1 tak długo, by pamiętać Michaela Schumachera, a może wręcz mu kibicować, to w tym wypadku bez chusteczek się nie obędzie…

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.