Serce dynastii. Julian Edelman jako przykład wykorzystania każdej szansy do maksimum

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Julian Edelman
Fot. Jim Rogash/Getty Images

Bez niego nie da się opowiedzieć historii wielkich New England Patriots z ostatnich dwudziestu lat. Bez niego być może Patriots nie byliby w stanie w ogóle „odświeżyć” swojej dynastii i zdobyć trzech kolejnych tytułów mistrzowskich po dłuższej przerwie. W ostatnim sezonie próbował być liderem tego, co pozostało po drużynie po odejściu Toma Brady’ego, aż zdrowie powiedziało „dość”. Julian Edelman właśnie zakończył swoją 12-letnią karierę w najlepszej lidze świata.

O futbolowej przygodzie Edelmana często mówi się, że „wykorzystał każdą daną mu szansę”, jednak jeśli przyjrzymy się temu bliżej to jest to historia nie tylko zawodnika, który dawane szanse wykorzystywał, ale też tego, który momentami sam musiał je sobie kreować, a dopiero potem z nich skorzystać.

ALL IN

Od czasów liceum grał na pozycji rozgrywającego, ale bynajmniej nie był typem talentu, o którego biłyby się uniwersytety. Idąc do szkoły średniej ważył około 50 kilogramów i dopiero tam nieco się „rozrósł”. Prowadził swoją małą drużynę do sukcesów, jednak na poziomie licealnym robią to setki, jeśli nie tysiące graczy.

Nic więc dziwnego, że ten nie za duży rozgrywający, nierzucający jakoś wybitnie (równie często sam biegał z piłką, co rzucał), nie miał zbyt wielu chętnych na swoje umiejętności. Albo powiedzmy wprost – nie miał żadnego. Trafił do tzw. „community college”, czyli szkoły policealnej, która kształci zawodowo albo pomaga dostać się na uniwersytety. Tam oczywiście nadal grał w futbol i wychodziło mu to na tyle dobrze, że już po roku udało mu się dostać wyżej, czyli na uniwersytet Kent State.

Lepsza opcja? Zdecydowanie, ale czy dobra w perspektywie zawodowego sportu to już inna kwestia. Kent State nie należy do wybitnych futbolowych programów, szkoła jest częścią dywizji IA, będącej niejako „poddywizją” dla najlepszych akademickich drużyn w Stanach Zjednoczonych. Ostatnie trzy lata studiów Edelman spędził właśnie tam, wciąż grając na pozycji rozgrywającego i tak jak przez całą dotychczasową przygodę z futbolem – nikomu nie przyszło do głowy, że ten niewysoki, rzucający przeciętnie gracz będzie rozgrywającym na najwyższym światowym poziomie.

Nawet Edelmanowi, który kończąc szkołę i przystępując do draftu wiedział, że nie ma żadnych szans być wybranym jako rozgrywający. Mógł gdzieś dostać się na testy, ewentualnie na obóz treningowy jako czwarty czy piąty quarterback w kolejce, ale nic więcej. To wtedy postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Do drużyn poszła informacja, że Edelman, znany na swoim uniwersytecie z tego, że dobrze biegał z piłką, chce zmienić pozycję i jest w stanie zrobić wszystko, by tylko zwrócić na siebie uwagę sztabów szkoleniowych i skautów z NFL. Jednak jako talent z niewielkimi szansami na draft nie dostał zaproszenia na NFL Combine, gdzie co roku masa topowych talentów przekonuje do siebie wszystkie drużyny. Uwagę wszystkich przyciągnął na tzw. „pro dayu” Kent State, czyli testach, na których można oglądać kandydatów do draftu z danej uczelni. W testach szybkościowych spisał się nieźle jak na rozgrywającego, ale jak na skrzydłowego, do czego aspirował, było co najwyżej przeciętnie. Co innego w ćwiczeniach zwinnościowych. W obu tego typu konkurencjach poszło mu fantastycznie, a w jednej z nich ustanowił czas, którego na NFL Combine nie uzyskał nikt, nawet skrzydłowi.

To sprawiło, że jedna z drużyn zapisała go sobie w notesie. Tą drużyną byli New England Patriots, bowiem sztab trzykrotnych (wtedy) mistrzów NFL bardzo cenił sobie zwinność u skrzydłowych. Zaprosili go nawet na prywatny trening przeddraftowy, żeby zobaczyć go po swojemu. Spodobał się, jednak graczy, o których można było to powiedzieć, była cała masa, więc nie dostał żadnej obietnicy. W końcu nigdy wcześniej nie grał w meczu na pozycji, na której miałby ostatecznie się znajdować. Wielu graczy przechodzi przez zmianę pozycji czy to w liceum, czy na studiach, ale rzadko kiedy zdarza się, żeby w drafcie pojawił się ktoś, kto na docelowej pozycji nie rozegrał żadnego meczu. Niektórzy eksperci przed, a nawet po drafcie wpisywali mu w pozycyjną rubrykę słowo „nieokreślona”.

SZANSA

Draft NFL ma to do siebie, że poza wybieraniem największych uniwersyteckich talentów jest też miejsce na wybory niecodzienne. Im dalej w draft, tym bardziej. Siódma, czyli ostatnia runda jest momentem, w którym drużyny wybierają graczy, którzy w jakichś sposób przyciągnęli ich uwagę, mimo tego że nie przewiduje się, że zrobią karierę. Tym czymś w przypadku Edelmana była wspomniana zwinność. Na tyle spodobała się Patriots, że sztab ekipy z Nowej Anglii wybrał go na kilka picków przed końcem draftu, z numerem 232.

O graczach wybranych w siódmej rundzie zazwyczaj mówi się niewiele. Kosztują niezbyt dużo, więc jeśli nie wypalą, są zwalniani już na pierwszym obozie treningowym i nikt raczej nie zwraca na to uwagi. Drużyny wybierają w tym momencie bardzo różnych graczy z wielu różnych powodów i najczęściej te „powody” okazują się złudne, więc siódme rundy z reguły mają bardzo niewielką wartość i nikt nie przywiązuje do nich wagi, nawet we wszelakich transakcjach między drużynami. Jednak w przypadku Edelmana pojawili się tacy, którzy stwierdzili, że jest on całkowitym błędem, nawet jak na małą wartość wyboru i że można było wybrać gracza, który może wypali, a tymczasem został wybrany ten, który nie wypali na pewno.

Są jednak cechy, których o graczu nie można powiedzieć z perspektywy kanapy ani nawet kilku spotkań, które mają z nimi drużyny. Waleczność, serce do gry, upartość w dążeniu do celu, wytrzymałość psychiczna – Edelman to wszystko miał i to sprawiło, że ostatecznie zrobił karierę, jednak wtedy mało kto o tym wiedział. Zwątpienie dawało mu motywację, co zresztą pokazał kilka lat później, umieszczając te negatywne opinie w jednym ze swoich filmików.

Pierwsze mecze przedsezonowe pokazały, że Edelman niekoniecznie musi zostać zwolniony już po obozie treningowym. W jednym z nich grał jako returner i zdobył touchdown, a trener Bill Belichick pół żartem, pół serio powiedział do Wesa Welkera (innego świetnego skrzydłowego z rodzaju „mały i zwinny”), że Edelman zrobi z nim to, co legendarny baseballista Lou Gehrig ze swoim poprzednikiem, o którym mało kto już pamięta - zastąpi i będzie lepszy.

Edelman został podstawowym returnerem (odbierającym kopnięcia) Patriots, a w trakcie sezonu dostał też kilka szans obok Toma Brady’ego, zastępując… Welkera, który był kontuzjowany. Radził sobie bardzo dobrze, jednak sam doznał kontuzji i mimo dobrego - jak na siódmorundowca - sezonu, jego status wciąż nie był pewny, biorąc pod uwagę, że za moment wracał Welker.

Przez następne dwa lata Edelman grał w zasadzie wszędzie. Jako returner (zdarzały się przyłożenia w tej trudnej funkcji), jako rezerwowy skrzydłowy, ale też… w obronie. Robił wszystko, żeby trzymać się w drużynie i nie narzekał, kiedy potrzebowano go gdzie indziej. W sezonie 2011, w finale konferencji z Baltimore Ravens, stał się wręcz całkowicie dwustronnym zawodnikiem, mimo że tacy są od dawna rzadkością w futbolu. Zagrał ponad 20 akcji w ataku, ponad 20 w obronie (krył nawet Anquana Boldina, znakomitego skrzydłowego) i wciąż odbierał kopnięcia, a Patriots awansowali do Super Bowl. Przegrali je, jednak Edelman miał swoje momenty, które wciąż pokazywały, że warto na niego stawiać.

To jednak tylko momenty, a po sezonie 2012, który wiele nie zmienił, skończył mu się kontrakt. Patriots chcieli go z powrotem, jednak postanowili poczekać na rozwój sytuacji, bo Edelman nie był w tamtym momencie kluczowym graczem, w dodatku miał często problemy z kontuzjami. Nie był też wartościowy dla żadnej innej drużyny, dlatego ostatecznie wrócił do Patriots na rocznym kontrakcie wartym zaledwie milion dolarów, co na standardy NFL jest po prostu promocją.

To zmotywowało go jeszcze bardziej, bo rok 2013 to rok wybuchu Edelmana, jakiego poznaliśmy później. Pierwszy sezon, w którym złapał 1000 jardów (w pierwszych czterech złapał około 700… łącznie) i nowy, 4-letni kontrakt od Patriots, mimo że zaczęli się nim interesować też San Francisco 49ers, klub z jego rodzinnych stron. Jedną z mentalnych cech Edelmana, za którą pokochali go fani Patriots, jest jednak lojalność. Zawsze dziękował Belichickowi za daną szansę, traktował go jak ojca i wydawało się, że nigdy nie chciałby odejść z Patriots, chyba że sami go wyrzucą.

POWRÓT DO PRZESZŁOŚCI

Im bardziej Edelman pojawiał się w mediach, tym częściej wyciągano różne momenty z jego przeszłości, głównie oczywiście to, że był rozgrywającym na studiach. Stało się to w zasadzie żartem i memem wśród kibiców NFL. Ta anegdota jest powtarzana tak często jak fakt, że Tom Brady został wybrany z numerem 199, a Ryan Fitzpatrick ukończył Harvard – to po prostu powszechna futbolowa wiedza, dlatego gdy ktoś pyta „a wiecie, że Edelman był rozgrywających na studiach?”, to wśród fanów NFL może zobaczyć co najwyżej przewrócenie oczami.

I kiedy wszyscy już się o tym dowiedzieli i zaczęło ich to nudzić, a może i denerwować, wtedy wyszli trenerzy Patriots i powiedzieli: „Ej, a wiecie, że Edelman był rozgrywającym na studiach?”

Kluczowy mecz sezonu, kolejny finał konferencji z Ravens, Patriots dwukrotnie odrabiają przewagę 14 punktów, a jednym z przyłożeń jest pierwsze w karierze podanie Edelmana w NFL. Planowano to ponoć pięć lat, by wyciągnąć w jednym z kluczowych momentów sezonu, a może nawet najbardziej kluczowym, bo bez tego zwycięstwa nie byłoby Super Bowl, słynnego Super Bowl, w którym Malcolm Butler dał zwycięstwo Patriots przechwytem w ostatnich sekundach. Mniej przypominanym faktem jest jednak ten, że Patriots ponownie musieli gonić wynik i odrobić 10 punktów w samej czwartej kwarcie. Wiecie kto zdobył przyłożenie dające ostatecznie pierścień mistrzowski?

Edelman nie tylko złapał najważniejsze przyłożenie, ale był też sercem zespołu. Przy stanie 14:24 złapał kluczową piłkę w trzeciej próbie, mimo że w tym samym momencie otrzymał potężne uderzenie od jednego z najlepszych obrońców ligi, Kama Chancellora. Nie tylko nie upuścił podania, ale wstał i pobiegł dalej, co nakręciło cały atak Patriots.

Dwa lata później mała powtórka z rozrywki. Patriots grają w Super Bowl, potrzebują odrobić straty (i to znacznie większe, bo przegrywali już 3:28 z Atlantą Falcons), a w kluczowym momencie sygnał do ataku daje obrona zabierająca piłkę i po raz kolejny Edelman, łapiący być może najlepszą piłkę w historii Super Bowl.

Dorzućmy kolejne dwa lata, szczególnie, że w sezonie 2017 Edelman nie zagrał ze względu na zerwane więzadła krzyżowe w kolanie. Jest kolejne Super Bowl i o ile żadna z akcji w tym meczu nie była tak pamiętna (bo i mecz – delikatnie mówiąc – do takich nie należał), o tyle Edelman złapał 10 piłek na aż 141 jardów i to w spotkaniu, w którym obie strony nie rzucały najlepiej. Dało mu to tytuł MVP najważniejszego futbolowego meczu.

FOXBOROUGH FOREVER

Było to ostatnie Super Bowl Patriots, a co za tym idzie ostatnie Super Bowl Edelmana. Kiedy Tom Brady odszedł do Tampa Bay Buccaneers i namówił też do tego Roba Gronkowskiego, Edelman prawdopodobnie mógł zrobić to samo, pójść do Belichicka i powiedzieć „wymień mnie do Bucs”, tak jak Gronkowski, wracając z emerytury. Nie zrobił tego, chciał pociągnąć to, co zostało z wielkiej dynastii w małym miasteczku Foxborough, gdzie swój stadion mają Patriots.

Nie udało się to, bo Edelman przez kontuzję zagrał raptem kilka meczów, a drużyna z nowym rozgrywającym Camem Newtonem nie radziła sobie tak dobrze i nie weszła nawet do playoffów. Mimo to skrzydłowy pozostał liderem w szatni i nie opuścił kolegów nawet na moment, a jeszcze do niedawna zapowiadał, że wraz z Newtonem i innymi graczami z ataku wrócą mocniejsi i będą walczyć, jak tylko się da.

Nie wrócą, przynajmniej nie z Edelmanem. Pięć miesięcy po zaplanowanej operacji kolan, które wykluczyły go z sezonu 2020, okazało się, że nogi skrzydłowego wciąż odmawiają posłuszeństwa i pewnie nie będzie w stanie dalej grać. To spowodowało, że gruchnęła wieść o zwolnieniu Edelmana, ze względu na testy fizyczne, które nie przeszedł.

Okazało się, że to tylko procedura, którą Belichick chciał złożyć ostatni ukłon swojemu najwierniejszemu żołnierzowi. Zwolnienie z dopiskiem „nie przeszedł testów medycznych” da Edelmanowi dwumilionowy bonus, rekompensatę od NFL i od Patriots. Zwykłe zakończenie kariery po prostu skończyło by ją taką, jaka była.

Była znakomita. 12 lat, z czego pierwsze 4 musiał się jeszcze przebijać do świadomości sztabu i kibiców. Potem znikąd został kluczowym zawodnikiem drugiej młodości wielkiej dynastii, a jego odporności, wytrzymałości i akcji w kluczowych momentach fani Patriots na pewno nigdy nie zapomną. Przy Edelmanie od dłuższego czasu trwa dyskusja o tym, czy zawodnik tego typu powinien mieć szansę dostać się do Galerii Sław. Jego kariera to – według opinii większości - za mało na tak ogromne wyróżnienia, bo i same kluczowe momenty nie powinny na to wystarczyć.

To nie zmienia jednak faktu, że dla fanów Patriots zawsze będzie jednym z największych. Kimś, kto obiecał im, że zostanie i będzie zasuwał na 120 procent, dopóki „nie spadną mu koła”. Faktycznie, odchodzi dopiero wtedy, gdy "spadły". Będzie kimś, kto dał im najważniejsze momenty w ich kibicowskim życiu i pojawiał się zawsze wtedy, kiedy drużyna potrzebowała ważnej akcji i pomocy. A przede wszystkim kimś, kto jako najbardziej lojalny dynastyczny żołnierz Belichicka, pozostał nim od pierwszej do ostatniej piłki w karierze. Sam zresztą ujął to najlepiej: Foxborough Forever.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.