Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?

Zobacz również:Przewodnik po NFL. Obszerna zapowiedź sezonu 2020 i analiza drużyna po drużynie
Tampa Bay Buccaneers Training Camp
Fot. Mike Ehrmann / Getty Images

Dwadzieścia lat w jednej drużynie. Sześć pierścieni mistrzowskich. Trzykrotny MVP ligi i czterokrotny MVP Super Bowl. Bycie nazywanym najlepszym futbolistą w historii w zasadzie na każdym kroku. Czy można chcieć jeszcze czegoś innego niż zakończenia kariery w jednym zespole i odjechania ku zachodzącemu słońcu w glorii i chwale? Można. Tom Brady wciąż pragnie nowych wyzwań.

Gdy w marcu pojawiła się informacja, że Tom Brady przechodzi do Tampa Bay Buccaneers, cały świat nie tylko futbolu, ale i sportu, wstrzymał oddech. 43-letni rozgrywający od dawna jest twarzą NFL, znaną nawet tym, którzy tą ligą nie do końca się interesują. Jego nazwisko zawsze wiązało się jednak z New England Patriots, drużyną, którą wraz z trenerem Billem Belichickiem wyniósł na futbolowe wyżyny sześciokrotnie wygrywając mistrzostwo ligi. Tylko Pittsburgh Steelers mają tyle samo pierścieni za zwycięstwo w Super Bowl, jednak oni zdobyli je na przestrzeni kilkudziesięciu lat, a nie niecałych dwudziestu z tymi samymi ludźmi za sterem. Mimo to Brady nie zamknie tej legendarnej dynastii kończąc karierę na Gillette Stadium w Foxborough, czyli domu Patriots.

WIECZNY UNDERDOG

Sto dziewięćdziesiąt dziewięć. Każdy fan NFL doskonale zna znaczenie tej liczby. Właśnie z tym numerem w szóstej rundzie draftu 2000 roku New England Patriots wybrali chuderlawego i mało atletycznego rozgrywającego z uniwersytetu Michigan. Oczywiście nikt, włącznie z decydującym o wyborze Belichickiem, nie przewidywał, że to początek największej dynastii w historii ligi. Ot, kolejny młody rozgrywający, którego warto wziąć na treningi i sprawdzić, co z niego będzie.

Dla Brady’ego konieczność udowadniania własnej wartości nie była niczym nowym. Na uniwersytecie w Michigan zaczynał jako… siódmy w kolejce do gry. Kiedy w końcu został podstawowym rozgrywającym również musiał regularnie pokazywać swoją wyższość, ponieważ przez pewien czas trenerzy dzielili czas gry między dwóch zawodników (mimo że Brady był od samego początku wyraźnie lepszy).

Kolejnym etapem tej niedowartościowanej podróży był wybór aż 198 zawodników przed nim w ostatnim drafcie XX wieku. Belichick był zdziwiony, że młody rozgrywający spadł aż tak nisko, bo sam oceniał go na talent nieco wyższej jakości (okolice 3-4 rundy). Wziął go więc z jednym z ostatnich wyborów szóstej tury picków, mimo że Patriots rozgrywającego nie potrzebowali. Mieli Drew Bledsoe, którego uważali za swoją gwiazdę na długie lata.

Wchodząc do drużyny nie oczekującej po nim zbyt wiele, Brady spisał się na tyle dobrze na treningach, że Belichick specjalnie dla niego wziął aż czterech rozgrywających do ostatecznego składu na sezon (zazwyczaj zostaje ich dwóch lub trzech). Jednak po jego pierwszym sezonie Bledsoe podpisał rekordowy, dziesięcioletni kontrakt na grube miliony dolarów. Powiedzieć, że była to trudna sytuacja do przeskoczenia, to nic nie powiedzieć.

GettyImages-1198903712.jpg
Fot. Maddie Meyer/Getty Images

G.O.A.T

Brady jednak już wtedy był specjalistą od sytuacji beznadziejnych. Na obozie przed sezonem był tak dobry, że – według historii opowiadanych po latach – Belichick uważał go za lepszego od Bledsoe. Postawienie na niego byłoby jednak ogromnym ryzykiem. Podkopanie powszechnej wiary w wieloletniego rozgrywającego, który dopiero co podpisał kontrakt na ponad 100 milionów dolarów i to dla „świeżaka”, który jeszcze nawet nie zagrał meczu, było wsadzaniem siebie i drużyny na minę, szczególnie że Belichick nie był wtedy jeszcze uznawany za ten genialny, futbolowy umysł, który znamy teraz.

Z pomocą przyszedł los. Bledsoe złapał kontuzję w drugim meczu sezonu i wtedy już nic nie powstrzymało Belichicka przed postawieniem na Brady’ego. Reszta jest w zasadzie historią. Młody zawodnik przejął tę drużynę dla siebie i poprowadził ją do trzech pierścieni mistrzowskich w ciągu pierwszych czterech lat. Następnie bił rekordy, zdobywał nagrody, ciągle występował w playoffach i dorzucił kolejne trzy zwycięstwa w Super Bowl w drugiej części kariery.

Głosy na temat nowego GOATa („Greatest of All Time”) pojawiały się już na początku drugiej dekady XXI wieku. Od tamtej pory Brady rozmontował znakomitą defensywę Seattle Seahawks w Super Bowl 49, dokonał niemożliwego powrotu przeciwko Atlanta Falcons w Super Bowl 51 (wynik 3:28 jeszcze pod koniec trzeciej kwarty), zdobył MVP mając 40 lat i dołożył kolejny pierścień w wieku 41.

I nigdy nie zapomniał o numerze 199.

BRADY VS BELICHICK

Ten krótki zarys historyczny idealnie pokazuje, skąd wzięła się aktualna mentalność Brady’ego. Może mieć wszystkie rekordy, nagrody i więcej wygranych Super Bowl niż 30 z 32 drużyn ligi, jednak w swojej głowie jest wciąż tym niedocenionym chuderlakiem z uniwersytetu Michigan, który krok po kroku musi udowadniać wszystkim, do czego jest zdolny. I kiedy ktokolwiek zaczyna w niego wątpić – nie może się doczekać, by udowodnić, jak bardzo się myli.

Dyskusje na temat najlepszego w historii zawodnika będą się pojawiać zawsze. Nie ma chyba sportu, gdzie wśród ekspertów i fanów byłaby w tej kwestii jednomyślność. W NFL jednak to Brady jest odnośnikiem. W rozmowach na ten temat pojawia się wiele nazwisk – Joe Montana, Peyton Manning, Aaron Rodgers czy nawet Patrick Mahomes jako potencjalny następca tronu za kilkanaście lat. Każda taka dyskusja opiera się jednak na porównaniach do Brady’ego.

Sam zainteresowany w Patriots zrobił wszystko, co mógł, by zdobyć ten status. Nawet kolejne Super Bowl nie przekonałoby jego przeciwników, a pozostałej większości nie trzeba dalej przekonywać. Mógł więc zakończyć karierę w Nowej Anglii za rok czy dwa z wszystkim, co było możliwe do zdobycia i pozycją żyjącej legendy. Drugą opcją była zmiana drużyny, z szansą na wytrącenie przeciwnikom ich głównego argumentu – bycia produktem systemu Billa Belichicka. Brady nigdy nie miał największego talentu atletycznego ani najmocniejszej ręki ze wszystkich rozgrywających. Miał za to genialny futbolowy umysł, idealnie pasujący do tego, co w Patriots starał się wdrożyć Belichick, uznawany z kolei za najlepszego trenera w historii.

GettyImages-879672840-1024x539.jpg
Fot. Adam Glanzman / Getty Images

Ta sytuacja przerodziła się z czasem w dyskusję na temat tego, kto jest bardziej odpowiedzialny za lata sukcesów Patriots – genialny (a może nie?) rozgrywający czy wybitny trener, który ma na swoim koncie długą listę zawodników wyciągniętych na wyżyny ich własnych możliwości. Znając charakter Brady’ego, był to jeden z głównych powodów jego odejścia.

W dodatku ostatni sezon nie skończył się w relacjach Brady - Patriots zbyt dobrze. Sam rozgrywający – jak się potem okazało – już przed sezonem zdecydował, że raczej odejdzie po zakończeniu kontraktu, choć rzecz jasna nikomu o tym nie powiedział. Belichick w tym czasie próbował mu ściągnąć pomoc w walce o kolejne mistrzostwo, jednak wychodziło to co najmniej słabo (jeden skrzydłowy wyleciał po tygodniu z oskarżeniem o gwałt, drugi szybko złapał kontuzję i nie pomógł zbyt wiele). W dodatku po Bradym już w trakcie sezonu, np. na konferencjach prasowych, widać było mocne niezadowolenie z sytuacji w drużynie. Skończyło się to porażką już w pierwszej rundzie play-offów z Tennessee Titans.

KORSARZ Z FLORYDY

Saga transferowa z Bradym w roli głównej trwała kilka miesięcy. Zostanie, czy odejdzie gdzieś i napisze nowy rozdział w historii NFL? Ostatnim rozgrywającym tego kalibru, który mógł przebierać w ofertach był Peyton Manning, jednak on został zwolniony przez Indianapolis Colts. Odszedł wówczas do Denver Broncos i dołożył kolejne mistrzostwo, co czyni go jedynym rozgrywającym w historii, który wygrał Super Bowl z dwoma różnymi klubami. Brady też chciał udowodnić, że jest w stanie zwyciężać gdzie indziej. Sam zdecydował, że nie chce już dłużej grać w Patriots.

Kandydatur było wiele. Od uznanych firm, przez drużyny z wielką dziurą na tej pozycji, po te, gdzie teoretycznie rozgrywającego nie potrzeba. W końcu jak można mieć Brady’ego, to warto się kilka razy zastanowić.

Ostatecznie wybrał Tampa Bay Buccaneers, szybko przemianowane przez samego zainteresowanego i fanów na „Tompa”, jakkolwiek dziwacznie by to nie brzmiało. Miejsce było lekkim zaskoczeniem, bowiem Bucs są drużyną, która przez ostatnie lata kojarzyła się w NFL… raczej z niczym. Idealny ligowy średniak. Niewystarczająco dobry, by walczyć o play-offy i najlepsze cele, ale też nie aż tak słaby, by figurować w zestawieniach najsłabszych ekip. Drużyna interesująca jedynie fanów z Tampy.

Teraz wszystkie oczy zwrócone są na nich. Bucs prawdopodobnie nigdy nie interesowali tak całej ligi, jak teraz. Generalny menadżer Jason Licht i doświadczony trener Bruce Arians starają się za wszelką cenę zbudować wokół Brady’ego skład zdolny wygrać Super Bowl. Do tego stopnia, że ściągnęli z emerytury Roba Gronkowskiego, wieloletniego tight enda Patriots. Dodatkowo na skrzydłach brylują młodzi skrzydłowi Chris Godwin i Mike Evans. To dwójka, jakiej Brady nie miał na tej pozycji od lat. Bardzo szybko podpisali Leonarda Fournette’a, biegacza zwolnionego przez Jacksonville Jaguars. Ogólnie rzecz biorąc – jeśli jakiś interesujący gracz ofensywny staje się dostępny, możemy być pewni, że Licht już wykonuje telefon do jego agenta. Obrona ma swoje luki, jednak jest młoda i rozwijająca się, co daje Bucs szansę na zaatakowanie play-offów. A tam może wydarzyć się wszystko. Choć przyznać trzeba, że wybierając drużynę z konferencji NFC, doświadczony rozgrywający bardzo utrudnił sobie wyzwanie (być może celowo).

Brady podpisał dwuletnią umowę wartą łącznie 50 milionów dolarów, w związku z czym pogra jeszcze co najmniej dwa sezony, do 45. roku życia. Czy zdoła wygrać jeszcze jeden pierścień i zamknąć usta pozostałej grupce niedowiarków? I jednocześnie pobić rekord w liczbie wygranych w Super Bowl, mając ich wtedy więcej niż… każda drużyna w lidze? Będzie to niezwykle trudne, ale to nie pierwsze tego typu wyzwanie, jakie stoi przed panem numer sto dziewięćdziesiąt dziewięć.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.