Zniszczone relacje czy tylko mocna karta negocjacyjna? Aaron Rodgers ma dosyć Green Bay Packers

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Aaron Rodgers
Fot. Sean Gardner/Getty Images

Aktualny MVP ligi NFL ma rzekomo dosyć Green Bay Packers, w barwach których gra od początku kariery. Jedna bomba informacyjna goni w tym temacie drugą i wielu dobrze poinformowanych dziennikarzy twierdzi, że Aaron Rodgers rzeczywiście zrobi wszystko, by odejść.

Fani NFL wydarzenia w trakcie przerwy między sezonami mogą śledzić niczym serial. Najpierw zakończył się poprzedni sezon produkcji, w finale którego Tom Brady znów pokazał swoją wyższość i przypomniał, że nieprzypadkowa odgrywa tu główną rolę od 20 lat. Później starzy znajomi lądowali w nowych miejscach, gdy zaczęło się okno transferowe. Następnie pojawił się temat Deshauna Watsona, który najpierw naciskał na odejście z Houston Texans, a później okazało się, że może mieć problemy prawne oraz zostać zawieszonym przez ligę za oskarżenia na temat molestowania przeszło 20 kobiet. Ostatnie tygodnie to już z kolei draft – wyjątkowe w skali NFL wydarzenie, podczas którego przeszło 250 nowych zawodników rozpoczyna zawodową karierę.

W tym cyklu wydarzeń zwykle po drafcie następuje okres posuchy i odliczania do sezonu zasadniczego, ale NFL nie znosi tej wiosny próżni. Już pierwszego dnia draftu, zamiast ekscytować się pierwszą rundą, czyli przyszłością w teorii największych talentów, kibice dostali do przetrawienia informację, która może odmienić cały krajobraz ligi. Kilku dobrze poinformowanych dziennikarzy podało, że Aaron Rodgers – MVP poprzedniego sezonu i wieloletni lider Green Bay Packers, z pewnością przyszły członek NFL Hall of Fame – zamierza wymusić transfer. I się zaczęło.

Jak na razie doniesienia są sprzeczne, ale jedno klaruje się coraz mocniej – Rodgers nie chce już grać w Packers. Pojawiły się już plotki, że San Francisco 49ers byli poważnie zainteresowani taką wymianą i skłonni oddać za Rodgersa bardzo dużo, a potem już trudno było skontrolować, kto tak naprawdę ma rację. Jedni informowali, że Rodgers od zakończenia sezonu 2020 żegnał się z poszczególnymi kolegami z Packers, inni, że klub właściwie obiecał mu transfer, z czego się nie wywiązał, na co zawodnik zareagował ultimatum: albo odejdę ja, albo generalny menedżer Brian Gutekunst. Trudno tu rozeznać się w sytuacji i stwierdzić, kto tak naprawdę ma rację, ale stara prawda głosi, że nie ma dymu bez ognia. Rodgers sam nie zabrał w tej sprawie głosu, jednak skoro kilkunastu czołowych newsmanów ze świata NFL pisze takie rzeczy, to coś musi być na rzeczy.

Żeby zrozumieć, z czego bierze się taka postawa, trzeba wrócić do zeszłorocznego draftu, a nawet sezonu 2019. Packers byli wtedy świeżo po odpadnięciu w finale konferencji, czyli u progu Super Bowl, a w decydującym spotkaniu przegrali zdecydowanie z San Francisco 49ers. Mimo wszystko to był dla nich udany rok, ale też taki, który pokazał, gdzie leżą rezerwy i co trzeba poprawić, by zrobić następny krok i bić się o tytuł. W drafcie 2020 wszyscy spodziewali się albo wzmocnień w defensywie, albo – to szczególnie Rodgers – chcieli kolejnego utalentowanego zawodnika do ataku. Ten w Green Bay wprawdzie nie zawodzi, ale w dużej mierze opiera się na trzech świetnych graczach – Rodgersie, jego ulubionym skrzydłowym Davante Adamsie oraz biegaczu Aaronie Jonesie. Taki tercet na tych pozycjach jest być może najlepszym w lidze, jednak pozostali futboliści odstają od niego poziomem, szczególnie w grze podaniowej. Wzmocnienie skrzydeł było więc wskazane, szczególnie, że zeszłoroczna „klasa” draftu była dobrze obsadzona na tej pozycji.

To, co zrobili Packers, zszokowało wszystkich. Powoli kończyła się pierwsza runda, gdy wskoczyli o kilka miejsc w górę i sięgnęli po... rozgrywającego Jordana Love'a. Rodgers tego samego wieczora był gościem draftowego live'a na kanale Pata McAfee'ego i chwilę wcześniej pożegnał się z widzami, a ci mogli żałować, że nie zobaczyli jego reakcji na żywo. W Green Bay uznali, że zamiast szukać wzmocnień „na już”, wybiorą gracza, który optymalnie w perspektywie kilku lat zastąpi ich największą gwiazdę. Rodgers wprawdzie wcześniejsze sezony miał nieco gorszy, jak na swoje standardy, ale on sam ujął to najlepiej. – Mój słaby sezon to dla innego rozgrywającego życiówka – powiedział w jednym z programów i choć to dość prowokacyjne i aroganckie stwierdzenie, to mające jednocześnie mnóstwo wspólnego z prawdą.

Kilka kolejnych miesięcy Rodgers spędził na odpowiadaniu na pytania o wybór Love'a. Wspomniał, że gdy tylko usłyszał w telewizji, po kogo sięgają Packers, nalał sobie dużą szklankę whisky, bo wiedział, że zaraz telefon zaleją powiadomienia i wiadomości. Ani razu nie skrytykował drużyny wprost za wzięcie młodszego konkurenta, ale też wyraźnie dawał do zrozumienia, że liczył na wybór, który pomoże jej poprawić się tu i teraz. Robił dobrą minę do złej gry, ale widocznie coś zaczęło w nim pękać.

Rodgers wykorzystał decyzję Packers jako motywację. W 2020 roku rozegrał doskonały sezon zwieńczony trzecią w karierze nagrodą MVP NFL i we wszystkich rozmowach z dziennikarzami podkreślał, że nie zaprząta sobie głowy „tym, na co nie ma żadnego wpływu” i nie trzeba mieć tu tajemnej wiedzy, że chodziło o ruchy zarządu, jak np. wzięcie Love'a w pierwszej rundzie draftu. Rodgers grał tak dobrze, że o tym już zresztą większość kibiców zdążyła zapomnieć, za to zaczęła się inna dyskusja – kiedy w Green Bay dadzą mu do podpisania nowy kontrakt.

I tu dochodzimy do sedna. Packers bowiem, według różnych źródeł, tej umowy mu nie zaoferowali. Próbowali jedynie wynegocjować z Rodgersem restrukturyzację dotychczasowej, a sam zawodnik liczył, że dołożą kilka kolejnych lat i kilkadziesiąt milionów dolarów. Obecna umowa Rodgersa wygasa wprawdzie dopiero po sezonie 2023, ale z uwagi na specyficzną strukturę kontraktów w NFL, pozostało na niej niedużo kwoty gwarantowanej. W praktyce oznacza to, że jeśli Packers zwolnią go po sezonie 2022, to będą musieli „przełknąć” w salary cap około 17,2 mln dolarów, a Rodgers będzie zwyczajnym wolnym agentem. Wszyscy jednak oczekiwali, że po sezonie z nagrodą MVP i kolejnej wizycie w finale konferencji zarząd Packers uzna, że należy mu się podwyżka i dłuższa umowa. Tymczasem przedłużające się negocjacje doprowadziły do ostatniej medialnej burzy.

Nie będzie to zbyt daleko idąca teza, jeśli stwierdzimy, że doniesienia z ostatnich dni rozsiewa obóz Rodgersa albo nawet on sam i jest zdecydowany w swoich staraniach. Niektórzy twierdzą, że szanse na to, że pozostanie w Packers są „mniejsze niż 5%”. Mówi się o tym, że rozgrywający ma już dość ludzi w zarządzie drużyny, szczególnie generalnego menedżera Gutekunsta, który jego zdaniem źle buduje kadrę, podejmuje błędne decyzje i przede wszystkim podpadł mu wyborem Love'a rok temu. W tym temacie też pojawiły się różne ciekawe głosy, bowiem przecieki wychodzą także ze strony trenera Packers Matta LaFleura. Młody szkoleniowiec, który osiągnął najlepszy łączy bilans w dwóch pierwszych sezonach pracy w lidze spośród wszystkich trenerów w historii NFL, miał sam być zaskoczony decyzją o wzięciu Love'a. Ligowi insiderzy podali, że LaFleur nie wiedział, że tak się stanie i była to samodzielna akcja Gutekunsta.

Robi się więc interesująco. Wolta największej gwiazdy i chęć wymuszenia transferu to jedno, ale czym innym w tym układzie są głosy, że Rodgersa popiera trenera. Robi się więc obraz pęknięcia na samym szczycie organizacji i podział na dwa fronty – jednym jest GM Packers, a drugim trener do spółki z rozgrywającym.

Jest tu sporo szumu, być może dezinformacji i sprzecznych interesów, ale trzeba ocenić sytuację realnie. Trudno sobie wyobrazić, że Rodgers zostanie wytransferowany, skoro draftu dobiegł końca i zespoły nie mają już kart przetargowych w postaci tegorocznych wyborów. Mogą wprawdzie oferować Packers te z draftu 2022, ale wydaje się to obecnie bezsensowne. Ich wartość jest na ten moment nieduża, bo nie wiemy, kto gdzie będzie wybierał – jeśli więc w Green Bay chcieliby je dostać, to mogą spokojnie czekać do stycznia. Szczególnie, że cena za Rodgersa raczej się nie zmieni.

Jak poważne są groźby rozgrywającego Packers? Jedni twierdzą, że bardzo i „jest mniej niż 5% szans”, że Rodgers jeszcze kiedykolwiek zagra dla tej drużyny. Inni z kolei uważają, że tylko używa on całego tego medialnego cyrku, by wymusić podwyżkę, bo wie, że opinia publiczna będzie po jego stronie. Ma w końcu za sobą doskonały sezon, w cień zepchnął debatę o tym, kiedy Love zastąpi go w składzie i jeśli w świat pójdzie przekaz, że zły zarząd chce się go pozbyć w białych rękawiczkach, odmawiając przedłużenia kontraktu, to kibice zrozumieją jego chęć odejścia z Green Bay.

Zanosi się więc na kolejny odcinek sagi między sezonami NFL i wydaje się, że ten wątek szybko się nie skończy. Dopóki którakolwiek ze stron otwarcie niczego nie powie, fani pozostaną w zalewie domysłów, przecieków i sprzecznych informacji. Rodgers zmieniający drużynę świeżo po sezonie z nagrodą MVP to byłaby rzecz bez precedensu, porównywalna jedynie z odejściem Toma Brady'ego z New England Patriots. Mówi się zresztą, że to ma być poniekąd jego motywacja. Packers działają w bardzo tradycyjny sposób i jeden zawodnik nigdy nie jest większy od klubu, ale w NFL często rozgrywającego tego kalibru mają wiele do powiedzenia. Rodgers też chciałby mieć taką możliwość, choć wydaje się, że dziś frustracja wzięła górę i nie ma możliwości, by dogadał się z generalnym menedżerem.

Tak czy inaczej wygląda na to, że główny temat sezonu ogórkowego w NFL znalazł się sam. Z jednej strony trudno wyobrazić sobie odejście Rodgersa, a z drugiej widzieliśy już bardziej szalone rzeczy. Packers mogą nie mieć innego wyjścia, a skoro rok temu wzięli młodego rozgrywającego pod kątem przyszłości, to mogą uznać, że wejdą w tryb przebudowy wcześniej niż zakładali. Ta saga dopiero się zaczęła i każde jej zakończenie wchodzi w grę.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.