Zakaukazie udźwignięte. Śląsk potrafi stracić głowę, ale nauczył się stawiać pewne kroki

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Pilka nozna. Liga Konferencji Europy. Ararat Erewan - Slask Wroclaw. 22.07.2021
Fot. KRYSTYNA PACZKOWSKA/ 400mm.p

Śląsk Wrocław wrócił do klasycznego ustawienia i przywiózł z Armenii bardzo korzystny rezultat. Z perspektywy polskiego futbolu, czyli 30. siły Starego Kontynentu, trzeba do takich meczów podchodzić z gigantycznym szacunkiem i doceniać ich wartość. Piłkarze Jacka Magiery po ograniu 4:2 Araratu Erywań są jedną nogą w III rundzie eliminacji Ligi Konferencji. Pokazali mocne stałe fragmenty gry, siłę indywidualności, napastnika pracującego poza szesnastkę, ale zarazem umiejętność straty głowy po utracie piłki. Mimo obnażenia kilku słabości wrocławian, poradzili sobie z kolejną wyjazdową misją.

Czy Śląsk mógł się wyłożyć na wyjeździe na Zakaukazie? Węgierski Fehervar przed chwilą został tam zaskoczony (0:2), ale nadal dużą kontrowersją byłaby strata punktów piłkarzy Jacka Magiery w Erywaniu. Musimy jednak pamiętać, że ostatnie lata będące pasmem nieustających klęsk nauczyły polskiego kibica pokory, więc na świat patrzymy z perspektywy 30. ligi Europy, a nie pępka świata. Nadal gonimy Słowację, Azerbejdżan, Białoruś czy Kazachstan, a to wiele tłumaczy w kontekście podejścia do nieznanych wyjazdów. Sukcesy trzeba brać z pocałowaniem ręki.

Śląsk Wrocław ograł 4:2 Ararat Erywań, co jeszcze rok temu byłoby znakomitym rezultatem, biorąc pod uwagę prehistoryczną już zasadę goli na wyjeździe. Dzisiaj to dwie bramki zaliczki na Stadionie Wrocław, gdzie kontrola meczu przy ponad 10-tysięcznej publice powinna być znacznie prostsza. Tym bardziej to budujące, oglądając kolejne doświadczenia Szymona Lewkota (22 lata) czy Rafała Makowskiego (24 lata) na europejskiej scenie. Nawet jeśli jeszcze egzotycznej i mało ekskluzywnej, ale kolejnym krokiem może być już rywalizacja z Hapoelem Beer Szewa, zeszłorocznym uczestnikiem fazy grupowej Ligi Europy, który urwał punkty Slavii Praga oraz Nice.

Co spotkanie w Erywaniu powiedziało nam o wrocławskiej ekipie? Przede wszystkim, że znacznie lepiej radzi sobie w otwartej grze, kiedy na boisku wkrada się lekki chaos i pojawia się więcej przestrzeni. Śląsk cały czas uczy się kontroli gry i ataku pozycyjnego. W tym aspekcie powinien mieć twarz oraz spokój Krzysztofa Mączyńskiego. W poprzednim sezonie miał bardzo niskie średnie posiadanie piłki (40 procent) oraz był jednym z gorzej punktujących zespołów na wyjazdach (15 pkt), więc za Jacka Magiery przechodzi zmianę tożsamościową, mającą uczynić ze Śląska odważniejszy, bardziej zdecydowany zespół.

Chociaż jedną nogą wrocławianie są w kolejnej rundzie, Ararat obnażył z pewnością kilka słabości. W oczy rzucały się niepewne wyjścia do piłki Michała Szromnika, bo 28-letni bramkarz kilkukrotnie podgrzał temperaturę swoimi decyzjami lub ich brakiem. Śląsk też miał sporo problemów z Ormianami po stracie futbolówki: trochę kosztowało ich zorganizowanie się, przypilnowanie przestrzeni między obroną a wracającą linią pomocy, kiedy rozpędzali się przebojowi Mory Kone oraz Serges Deble. Zwłaszcza na wyjazdach w defensywie Śląska lubi się wkradać nerwówka.

Za to zobaczyliśmy pokaz indywidualnych umiejętności w ataku: najbardziej Erika Exposito oraz Roberta Picha. Panowie zamienili się rolami, bo to kanaryjski strzelec wypracował dwie asysty, a Słowak wbił dwie bramki. Chociaż nie jest powiedziane, czy 25-letni Hiszpan pozostanie we Wrocławiu, udowadnia jak bardzo pracującym na rzecz zespołu jest napastnikiem. Exposito był bardzo aktywny w bocznych sektorach, wyciągał środkowych obrońców, grał umiejętnie tyłem do bramki, też sprytnie zgrywał piłki wbiegającym Piaseckiemu czy Pichowi. Na Półwyspie Iberyjskim mówią, że świeżo sprowadzony Caye Quintana jest w rozegraniu o niebo lepszy od rodaka, co stanowi dla Śląska obiecujące wieści.

Po wrocławskiej drużynie widać, że ma sporo do zaoferowania, zwłaszcza w porównaniu ze stabilnymi, ale mało emocjonalnymi czasami Vítězslava Lavički. U niego wszystko było rozpisane od A do Z, przez co brakowało elementu zaskoczenia. Nawet teraz Jacek Magiera zmienił wyjściowe ustawienie i bardzo często oglądaliśmy Śląska w systemie 4-4-2 na Zakaukaziu. Proces trwa, piłkarze chłoną od szkoleniowca, ale póki co wrocławskie puchary to trzy mecze i trzy zwycięstwa. I z tą pozytywną myślą zostajemy po wyjeździe do Erywania.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.