Zagadkowa przyszłość brazylijskich dzieciaków. Dokąd zaprowadzi Real polityka Florentino?

Zobacz również:Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi
Deportivo Alaves v Real Madrid CF  - La Liga
Fot. Quality Sport Images/Getty Images

Sympatycy Królewskich cały czas rozważają, czy Vinicius i Rodrygo to potencjalni przyszli zdobywcy Złotej Piłki, gamechangerzy na wiele lat i fundament wyjściowej jedenastki czy jednak wieczni zmiennicy o nierównej formie. Ten drugi wypadł przez kontuzję na trzy miesiące, co znów wstrzyma jego rozwój. Florentino Perez nie chciał płacić za największe gwiazdy, tylko je sobie wychować, ale rzeczywistość pokazuje, że to wcale nie takie proste.

Przy okazji tak znaczącej pauzy 19-letniego Rodrygo można się zastanowić, jaka będzie przyszłość dwóch Brazylijczyków. Pamiętajmy, że nadal mówimy o bardzo młodych, nierównych zawodnikach o wielkim potencjale. Vinicius Junior ma dopiero 20 lat, ale wymaga się od niego bardzo dużo. Wiele kosztuje go złapanie chemii z resztą składu – najczęściej kiedy RM sobie nie radzi, to on potrafi go uratować i wygrać mecz, ale kiedy cała drużyna rozgrywa partidazo, Vinicius często nie dojeżdża i odstaje poziomem.

Na ten moment nie można żadnego z nich nazwać piłkarzem wyjściowej jedenastki. Na pewno nie takim niekwestionowanym. Na to za wcześnie, mimo że już od kilku sezonów starają się udowodnić swoją wartość w madryckim klubie. Zinedine Zidane chętnie korzysta z brazylijskich talentów, ma w pamięci wiele sytuacji, kiedy ratowali mu punkty, ale brakuje mu jeszcze pełnego zaufania, by to na nich oprzeć atak obok Karima Benzemy.

Na 15 kolejek ligi hiszpańskiej Vinicius zaczynał spotkanie od początku 8 razy, do tego dwukrotnie w Champions League, w przypadku Rodrygo to zaledwie cztery zawody od pierwszej minuty plus jeszcze trzy w Lidze Mistrzów. Nawet zyskał już w szatni przydomek „Mr Champions League”, bo to właśnie w Europie nastolatek częściej rozgrywał fenomenalne mecze. Także Zizou podchodzi do nich zadaniowo, ma indywidualny pomysł na każdego, ale nie powiedzielibyśmy, że to na nich opiera się atak Królewskich. Raczej grają w roli jokerów, mają dać dodatkowe impulsy, nie mieszczą się w koncepcji tej gołej jedenastki z „grubymi rybami”.

Pewnie francuski trener potrzebowałby wyraźnego potwierdzenia formy i regularności, aby jednoznacznie wkleić któregoś z nich do składu. Tak jak w pewnym momencie od Viniciusa, gdy był wyróżniającym się zawodnikiem Realu. Zgasł jednak na tyle szybko, że utracił ten status. W jego przypadku bywają mecze, kiedy wszystko robi dobrze, ale brakuje mu wykończenia. Podobnie miewał swego czasu Raheem Sterling, jego przykład jest nadzieją, że 20-latek jeszcze zacznie wykręcać liczby tak jak Anglik u Pepa Guardioli. To jednak nieustanne oczekiwanie, odliczanie, aż coś im przeskoczy w głowie, jak zwykło się mawiać w naszym kraju.

Patrząc na rozwój czy odwagę innych nastolatków w świecie futbolu, ci dwaj z Realu Madryt nie wyglądają jak przyszli najlepsi zawodnicy globu. Potrafią przebojem wygrywać mecze, ale nie mogą złapać takiego rytmu, aby zachwyt trwał przez kilka miesięcy. Częściej mają status Lucasa Vazqueza niż potencjalnego cracka na lata, który pozwoliłby zapomnieć o erze Cristiano Ronaldo w ataku. Jedynym nietykalnym w ofensywie pozostaje Benzema, który najbardziej wypełnił lukę po Portugalczyku.

Obaj kosztowali po 45 milionów euro, to prawie 100 zainwestowanych w brazylijski potencjał. Florentino Perez dał w ten sposób wyraz sprzeciwu pędzącemu rynku, nie chciał przystać na płacenie szalonych kwot odstępnego, aby nie zrujnować finansów klubu. Eden Hazard stanowił wyjątek ostatnich lat i pokazał, jak dużym ryzykiem są takie transfery. Na razie jeszcze można być wobec Brazylijczyków cierpliwym, ale pewnie przyjdzie moment, że naleganie na ten „krok do przodu” będzie wyraźne.

Kiedy Rodrygo zaczynał nabierać regularności, przyszło wykluczenie na trzy miesiące. To zawsze trudny moment, który każe się zastanawiać, w jakim miejscu nastolatek będzie za pięć sezonów. Czy będziemy mówili o pewnej postaci Królewskich, czy kandydacie na sprzedaż. Czy bardziej pójdzie w ślady zadaniowego Lucasa, czy fenomenu Benzemy, który w młodziutkim wieku zaczął stawiać pierwsze kroki w Madrycie. Ten eksperyment Florentino Pereza nie powinien przynieść strat, bo Brazylijczycy wiele punktów i milionów już zarobili, a poza tym zawsze można na nich dodatkowo zarobić. Ciekawe jednak, jak bardzo spełnią jego nadzieje w kontekście długoterminowej wizji i pierwotnych oczekiwań.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.