Zabawa dzieci Neostrady. Internet Football Quiz, czyli kuźnia kadr polskiej piłki i „Jednego z dziesięciu”

IFQ
Kirill Kukhmar\TASS via Getty Images

Co łączy byłego dyrektora wykonawczego Arki Gdynia, agenta Radosława Majeckiego, skauta Familicao oraz wielu komentatorów telewizyjnych i dziennikarzy sportowych? To, że jako nastolatkowie w niedzielne wieczory rywalizowali ze sobą z wiedzy o tym, w jakim klubie grał Fatmir Vata i gdzie zaczynał karierę Hami Mandirali. IFQ już nie istnieje, ale przez lata przewinęła się przez tę grę masa osób pracujących dziś w branży sportowej.

Jest niedziela, krótko po 21. Grupa nastolatków, w większości w wieku licealnym, siedzi przed komputerami stacjonarnymi w większości podpiętymi do powszechnej wtedy Neostrady i wchodzi do umówionego wcześniej pokoju na czasie. Sprawdzają obecność, wymieniają kilka zdań uprzejmości, a potem szukają koncentracji, rozgrzewają palce i w oczekiwaniu wpatrują się w ekran, na którym za moment czerwoną czcionką wyświetli się pytanie. Gdy się pojawi, nie będą mieli nawet czasu w całości go przeczytać. Muszą jedynie przebiec po nim wzrokiem, a potem natychmiast wstukać właściwą odpowiedź. Bo wiedzą, że po drugiej stronie czatu siedzą szaleńcy, którzy sprawiają wrażenie, jakby nauczyli się na pamięć wszystkich Skarbów Kibica z ostatnich lat. Ale skoro czytają to pytanie, sami są szaleńcami. Inaczej nikt by ich nie zaprosił do Internet Football Quiz, przez który w ciągu ponad dziesięciu lat jego istnienia przewinęło się spore grono późniejszych polskich działaczy, agentów piłkarskich, skautów, czy dziennikarzy sportowych.

CZTERY SEKUNDY NA ODPOWIEDŹ

W końcu jest pytanie. Sędzia chce znać nazwisko 33-letniego chorwackiego snajpera, który po kilku sezonach świetnych występów w barwach Dinama Zagrzeb postanowił osiąść w Portugalii. W Lizbonie spędził najlepsze lata kariery, w Porto z kolei prawdopodobnie najgorsze. Po nieudanej przygodzie w barwach Smoków wrócił do ojczyzny, później próbował jeszcze sił w Belgii, a dziś (czyli w 2010 roku) dogorywa piłkarsko w Słowenii. Każdy głupi wie, że chodzi o Tomislava Sokotę. Sztuką jest jednak wiedzieć to już po czterech sekundach od wysłania pytania. Pierwszą poprawną odpowiedź przesyła „Wronek” i zgarnia trzy punkty. „Kryslaw44” spóźnił się o sekundę i dostaje tylko dwa. Poprawna reakcja po sześciu sekundach od pytania oznacza już tylko zgarnięcie minimalnej części puli.

WYCHOWANKOWIE IFQ

IFQ powstało w 2003 roku. Jego założycielem był Rafał Żurowski, do niedawna dyrektor wykonawczy Arki Gdynia. Przez grę przewinęło się około tysiąca osób. Wśród nich. m.in. komentatorzy sportowi Tomasz Ćwiąkała (Canal+), Filip Kapica (Eleven), Kacper Bartosiak czy Adrian Pudło (TVP Sport), agent Piotr Jóźwiak (Box2Box Agency), dziennikarze Przemysław Michalak (Weszlo.com), Tomasz Szuchta („Gazeta Wyborcza”), Marcin Borzęcki (sport.tvp.pl), Bartek Szulga (Polsat Sport) i Dominik Mucha, skaut Jacek Kulig (Familicao), czy Krzysztof Pieczyński, dzisiejszy przewodniczący Komisji Kultury Promocji i Sportu Rady Miasta Katowice. A oprócz nich całe grono ludzi, dla których pytanie o pierwszy klub Camela Meriema byłoby zbyt proste.

Piotr Jóźwiak - Piotr Kucza/400mm

POMYSŁ 17-LATKA

Gdy Żurowskiego zapyta się o początki gry, przypomina sobie internetowy mem z galerii sztuki współczesnej. – Na białej ścianie wisi sama rama, a w niej cały biały obraz. I dialog: „I could do the same…” – „Yes. But you didn’t”. Mój pomysł też nie był z cyklu genialnych, tylko najprostszych z możliwych. Ale akurat jeszcze czegoś takiego nie było – wspomina. – Miałem z 17 lat, gdy to się zaczęło. Był podobny quiz żużlowy o podobnej formule, w którym brałem udział. Zdziwiło mnie, że choć jest w Polsce dużo większa społeczność kibiców piłkarskich, podobnej zabawy o futbolu nie było – mówi.

ZAWROTNE TEMPO

Jak na grę stworzoną przez nastolatka, dla nastolatków, IFQ miało bardzo ścisłe reguły. Zawodnicy nie grali indywidualnie, lecz w drużynach. W każdej serii pytań odpowiadało po dwóch uczestników z każdego zespołu. Pierwszy, który odpowiedział poprawnie, zgarniał dla ekipy trzy punkty, drugi dwa itd. Gole strzelało się procentowo. Jeśli w danej turze któraś z drużyn wygrała stosunkiem punktów 5:1, kolejną rozpoczynała od wyniku 80%: 20%, co oznacza, że potrzebowała zdobyć jeszcze tylko jeden punkt, by wyjść na prowadzenie w meczu. Czy można było szukać podpowiedzi w wyszukiwarce? Teoretycznie tak. Niektórzy gracze nawet specjalizowali się w googlowaniu. Ale zwykle wszystko rozgrywało się zbyt szybko, by szukać gdzieś podpowiedzi. Albo wiedziałeś od razu, albo byłeś za wolny.

TRENERZY, SKAUCI, SĘDZIOWIE

O porządek oraz różnorodność pytań dbali sędziowie. Oczywiście licencjonowani. Zanim dopuszczano ich do prowadzenia meczów, musieli przejść odpowiednie kursy z konstruowania pytań, a potem spisać się w sparingach pod okiem bardziej doświadczonego obserwatora. Każda drużyna miała też trenerów, którzy decydowali, których zawodników wysłać do odpowiedzi, a których przytrzymać na „ławce rezerwowych”. – Robiliśmy też regularny skauting. Sprawdzaliśmy różne fora piłkarskie, ogólnosportowe, bukmacherskie. Pisaliśmy do redakcji różnych stron klubowych, zapraszaliśmy zawodników na testy – śmieje się Żurowski.

POCZĄTKI NETWORKINGU

Gra pochłonęła go w pewnym momencie całkowicie. – To była taka szajba, że jako trenerzy klubów organizowaliśmy też treningi. Nie z wiedzy o piłce, lecz z szybkiego pisania i czytania. Ćwiczyliśmy wyłapywanie słów kluczowych ze ściany tekstu. Podchodziliśmy do tego bardzo poważnie. Mieliśmy też drużyny rezerw, które grały w trzeciej lidze, kiedy gra do tego stopnia się rozrosła, że uczestniczyło w niej tyle ekip, by stworzyć trzy poziomy rozgrywkowe. Był moment w życiu, kiedy myślałem, że za bardzo mnie to pochłania. Czułem, że przez IFQ przegrywam życie. Z perspektywy czasu, gdy widzę, ile osób z tego quizu jest dziś w środowisku sportowym, oceniam jednak, że to było świetne doświadczenie, które dziś nazywa się networkingiem. Jesteśmy jak grupa kombatantów z tego samego oddziału. Jest nas bardzo dużo, znamy się z lat błogiej nastoletniości. To był fajny, sentymentalny czas. Wtedy się kłóciliśmy, byliśmy „wrogami”, dziś staramy się korzystać z kontaktów i dobrych relacji z tamtych czasów – mówi Żurowski, który jest właścicielem agencji marketingowej, współpracującej z wieloma podmiotami sportowymi. I nie ukrywa, że wielokrotnie angażował w niej ludzi, których znał z IFQ.

ROZRYWKA MĄDRYCH DZIECI

Jedną z osób, która grała w jego drużynie, jest Ćwiąkała. – Miałem kilkanaście lat, gdy ktoś się do mnie zgłosił, zapraszając mnie do gry. W mojej pierwszej drużynie wykręcałem bardzo dobre liczby, ocierałem się o punktowe rekordy i Rafał zaproponował mi przejście do jego zespołu. Do dziś jesteśmy kumplami. Z Filipem Kapicą najpierw przez wiele lat pisaliśmy ze sobą na różnych czatach IFQ, a dopiero potem poznaliśmy się w Krakowie – opowiada. Zdaniem Żurowskiego obecny komentator Canal+ to jedna z legend quizu. – Absolutne top 5 w historii gry. Przez dwa-trzy sezony był bezsprzecznie najlepszy – mówi były dyrektor Arki. Jego zdaniem sukcesu w grze nie zapewniała jednak wyłącznie wiedza o piłce. – Chodzi o specyficzny sposób myślenia. Wielu byłych graczy IFQ świetnie wypadało w „Jednym z dziesięciu”. Mamy chyba z pięciu finalistów tego teleturnieju. To nie była rozrywka dla jakichś kiboli, tylko dla w miarę mądrych dzieci. Przewinęło się przez nią trochę „wielkich łbów”. Rozmawiamy o osobach, które są dziś znane, ale niektórzy quizowicze poszli w zupełnie różnych kierunkach. Jeden z uczestników pracuje dziś np. w CERN-ie przy zderzaczu hadronów – opowiada Żurowski.

Zrzut ekranu 2021-01-04 o 22.01.37.png

WYKUWANIE TURECKICH NAZWISK

Jedną z osób, które obecnie nie pracują w środowisku piłkarskim, ale są jedną z absolutnych legend quizu, jest Maciej Nędzi, znany jako „MaciekRzg”. Był jedną z osób najbardziej zaangażowanych w rekrutację nowych członków gry. Dla wielu z nich pierwsze zetknięcie z nim było szokiem. Każda z nich w swoim środowisku szkolnym i koleżeńskim uchodziła za osobę, która o piłce wie wszystko. Czasem nawet myślały o sobie, że faktycznie tak jest. Po czym poznawały w internecie tajemniczego „MaćkaRzg” i już wiedziały, jak wiele im brakuje. Dziś Nędzi zawodowo nie ma nic wspólnego z futbolem, ale jego zainteresowania się nie zmieniły. Ogląda praktycznie wszystkie dostępne mecze. Także z najpopularniejszych lig. Zamiast o Juventusie, woli jednak rozmawiać o Crotone. Oprócz tego jest mocno wciągnięty w ligę egipską. Zagląda też do rozgrywek w Wenezueli czy w Hondurasie. IFQ wciągnęło go przed laty maksymalnie. Teoretycznie, jaka osoba o głębokiej wiedzy na temat futbolu, nie musiał się szczególnie przygotowywać, ale dla lepszych wyników, poszerzał horyzonty. – Osoby zainteresowane piłką zwykle mają łatwość w przyswajaniu nazwisk. Pamiętam, że specjalnie pod IFQ „zrobiłem” sobie specjalność, jaką była liga turecka. Po prostu się do niej wykułem. Katowaliśmy ją w drużynie cały czas. Później, gdy graliśmy „u siebie”, mogliśmy wybrać pytanie o Turcję, co dawało nam jakiś przywilej – tłumaczy.

PISANIE I MYŚLENIE

On też jednak początkowo przeżył szok, jaki później przeżywali później ci, których werbował do gry. – Każdy, kto interesuje się piłką, zna przykładowego Marouana Chamakha. Nie każdy jednak potrafi w dwie sekundy skojarzyć, że w pytaniu chodzi o niego. Dopiero w tej grze zobaczyłem, co to znaczy szybko pisać i szybko myśleć. To były podstawowe wymagania. Sprowadziłem do gry wielu zawodników z wiedzą, ale nie byli w stanie poukładać jej sobie tak szybko w głowach. Zresztą bez jakiegoś treningu pierwsze pół roku nigdy nie było olśniewające – mówi. Niezwykła wiedza o piłce nie gwarantuje późniejszej pracy w branży, co zobaczył na przykładzie użytkownika ze Szczecina o nicku „Yeboah”. – Zadałeś mu dowolne pytanie zwłaszcza z Bundesligi po 1985 roku i od razu odpowiadał. Wystarczyło, że przeczytał, iż ktoś urodził się 2 lutego 1959 i strzelił gola Werderowi w 1987, a on już pisał nazwisko. Do tego miał dziwne hobby. Znał wszystkich reprezentantów Argentyny i Brazylii w historii. A trochę ich było. Jego mi najbardziej żal, że nie zaistniał w piłce – mówi.

NAUKA JĘZYKA

Wielu z tych, którzy przewinęli się przez grę, wspomina ją dziś jako ważny etap dla przyszłego zawodowego życia. – Mam wrażenie, że IFQ na swój sposób ukształtowało mnie nie tylko jako internautę, ale jako człowieka – mówi Bartek Szulga z Polsatu Sport. –Żadna kartkówka w szkole czy lekcje nie dały mi tyle, jeśli chodzi o posługiwanie się ojczystym językiem, co tydzień na forum IFQ. Od kilku lat, już jako dorosły facet, pracuję w mediach sportowych. Śmiało mogę stwierdzić, że gdyby nie IFQ, z pewnością zajmowałbym się czymś innym – podkreśla. Podobne przemyślenia ma Marcin Borzęcki z TVP Sport. - Udzielałem się w wielu miejscach w sieci, ale z tak radykalnymi wymogami posługiwania się poprawną polszczyzną nie spotkałem się już nigdy. Z perspektywy czasu wiem, że musiało to ukształtować mój język. Choć czasami łapię się na tym, że być może niepotrzebnie pamiętam daty urodzenia tak wielu piłkarzy – mówi. – Ja z kolei na pewno spożytkowałem treningi szybkiego pisania, którymi katował nas „MaciekRzg” – podkreśla Dominik Mucha.

EKSKLUZYWNA ROZRYWKA

W trakcie działalności IFQ najbardziej zaangażowani w grę próbowali ją upowszechnić i zamienić w sukces także biznesowy. Nie było na to jednak szans. – Mieliśmy problem z tym, by szybko się rozrastać, bo to był strasznie ekspercki quiz. Pytania były często ekstremalnie trudne – mówi Żurowski. Nędzi wspomina, że wiele osób nawet nie wiedziało o istnieniu IFQ, bo cała gra była oparta o forum internetowe, które wcale nie wyskakiwało wysoko w wynikach wyszukiwania. – Praktycznie nie było możliwości, by ktoś sam nas znalazł, albo aby trafił do nas przypadkiem. Każdy uczestnik musiał być przez kogoś zaproszony. Głównym źródłem naboru było forum pilkanozna.pl, ale sam byłem zaskoczony, jak wiele osób z dużą wiedzą znalazłem na portalach typu fotka.pl – opowiada.

NATURALNY KONIEC

Zabawa umarła śmiercią naturalną po mniej więcej dziesięciu latach działalności. – Przyjąłbym, że ostatni sezon został rozegrany koło 2014 roku. Skończyło się, gdy najbardziej zwarta tkanka tej społeczności dorosła. Wszyscy zaczynaliśmy w takim czasie, gdy rozrywek przy komputerze nie było tak wiele, jak dziś. Play Station miały tylko najbogatsze dzieci. Mediów społecznościowych nie było w ogóle, przez co cały kontakt odbywał się przez Gadu-Gadu. Osoby zainteresowane piłką nie miały w internecie tyle do znalezienia, ile dzisiaj. Gdy ekipa, która rozwinęła quiz, zaczęła się zajmować poważniejszymi sprawami, druga fala młodzieży, teoretycznie mogąca nas zastąpić, nie była już aż tak zaangażowana. Miała więcej alternatywnych rozrywek do wyboru, przez co zabawa naturalnie wygasła – kończy Rafał Żurowski. Po świecie polskiego sportu wciąż jednak chodzą ludzie, którzy dziesięć lat temu podczas domówek u kumpli nagle na jakąś godzinę znikali, by zamknąć się w osobnym pokoju. Impreza imprezą, ale niedzielny mecz w IFQ to była przecież świętość.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.