Za dobry, by go odpuścić, za słaby, by go wystawiać. Paradoksy Krzysztofa Piątka

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Matteo Guendouzi
Soeren Stache - Pool/Getty Images

Jest najskuteczniejszym zmiennikiem w Bundeslidze, czołowym strzelcem zespołu i wykorzystuje zdecydowaną większość sytuacji. A jednak Hercie reprezentant Polski przydaje się tylko jako rezerwowy. I tak byłoby pewnie w praktycznie każdym ambitnym klubie. Bo pewnych ograniczeń nie udaje mu się przeskoczyć.

Ten tekst był w redakcji zapowiedziany roboczym hasłem „zmarnowana szansa Piątka”. Mecz otwierający 2021 rok Herthy był bowiem pierwszym, w którym po dwumiesięcznej przerwie wrócił do gry Jhon Cordoba. Trener Bruno Labbadia nie zwlekał ani na moment. Gdy tylko mógł wziąć Kolumbijczyka do kadry, od razu wystawił go w podstawowym składzie. Jakby wyczekiwał na tę chwilę od deszczowego listopadowego popołudnia w Augsburgu, gdy podstawowy napastnik doznał kontuzji. Jakby wiedział, że bez Cordoby jego drużyna bardzo dużo traci. W tym kontekście już samo czytanie wyjściowego składu berlińczyków potwierdzało tezę o zmarnowanej szansie Piątka. Dwa miesiące jego regularnej gry w żaden sposób nie zmieniło hierarchii w ataku Herthy. To, że jego konkurent uświetnił powrót ważnym golem na 2:0, zdawało się tylko potwierdzać nadchodzące trudne – które to już – tygodnie polskiego napastnika w stolicy Niemiec.

ŚWIETNY IMPULS

A jednak mimo tego, jak rozwijały się wydarzenia w sobotni wieczór, mimo tego, że Hertha bez Piątka przełamała początkowy opór Schalke i weszła w nowy rok swobodnie, wręcz efektownie, narracja o zmarnowanej szansie jakoś się jednak przeterminowała. Nie można czegoś takiego napisać o napastniku, który wchodząc na boisko na dwanaście minut, dwa razy trafia do siatki. Jednego z goli traci wskutek minimalnego spalonego, ale i tak to wejście było definicją tego, czego można oczekiwać od wpuszczanego z ławki napastnika. Wykorzystał pojawiające się na boisku przestrzenie i narastające przygnębienie rywali, ustalając wynik. Właściwie powinno to stanowić reklamę, by za tydzień wystawić Piątka w podstawowym składzie. Ale im więcej takich wejść, po których następują bezbarwne mecze w pierwszej jedenastce, tym trudniej będzie przekonać Labbadię, by dawał Polakowi więcej czasu.

DOBRY ZMIENNIK

Od majowego wznowienia Bundesligi Piątek jako rezerwowy potrzebował dziewięciu strzałów, by zdobyć sześć bramek. Od soboty już samodzielnie jest najskuteczniejszym w tym sezonie zmiennikiem ligi niemieckiej. Ma w tych rozgrywkach na koncie cztery gole. Wszystkie po wejściu z ławki. Ogólnie w Bundeslidze sześć z ośmiu trafień Piątek zaliczył, wchodząc w trakcie meczu. Były gracz Milanu jako rezerwowy nie tylko strzela, lecz także asystuje. Mając na koncie dwa podania prowadzące do goli, wśród zmienników zajmuje drugie miejsce, ustępując tylko Ihlasowi Bebou z Hoffenheim.

PRZYZWOITY DOROBEK

Piątek słusznie uchodzi za niewypał, ale jednocześnie, jak na niewypał, ma całkiem przyzwoity dorobek. Nieznacznie ustępuje Matheusowi Cunhi i Dodiemu Lukebakio, którzy grają dwa razy częściej od niego. Ma tyle samo goli i jedną asystę więcej od chwalonego Cordoby, choć zagrał od niego tylko o 90 minut więcej. W 1/3 klubów Bundesligi tegoroczny dorobek Piątka wystarczyłby, aby być najlepszym strzelcem zespołu, choć przecież Polak gra w drużynie z dolnej części tabeli. Najlepszy strzelec Lipska ma tyle goli, ile on. Alexander Soerloth i Hee-Chan Hwang, na których Red Bull wydał latem 29 milionów euro, nie mają jeszcze w Bundeslidze ani jednej bramki.

POZYTYWNE SYGNAŁY

To wszystko nie służy udowadnianiu karkołomnej tezy, że u Piątka wszystko w porządku, lecz pokazaniu, że jego rok w Hercie wymyka się prostym narracjom. Ilekroć wydaje się, że jego sytuacja robi się fatalna, reprezentant Polski natychmiast robi coś, by ją poprawić. Kiedy po początku sezonu, spędzonym w podstawowym składzie, stracił miejsce w zespole, zaliczył asystę i bardzo dobre wejście przeciwko Bayernowi. Kiedy pod koniec października dostawał tylko kilkuminutowe ogryzki, nagle Cordoba doznał kontuzji, a on po wejściu na boisko zaliczył asystę i strzelił gola. Kiedy po kilku nieudanych występach, mimo absencji Cordoby, Labbadia zdecydował się na pozostawienie Piątka na ławce, co było już bardzo niebezpiecznym sygnałem, Polak został bohaterem derbów Berlina. Teraz kiedy Kolumbijczyk wrócił, by się rozgościć w ataku, Piątek znów zaliczył dobre wejście. 25-latek ani nie ułatwia Labbadii decyzji o postawieniu krzyżyka na Polaku, ani klubowi o sprzedaży go. Bo, jak by nie patrzeć, kogoś dającego takie impulsy dobrze na ławce mieć. Piątek jest bardzo blisko przyklejenia sobie w Berlinie niezbyt korzystnej dla siebie łatki. Zbyt potrzebnego, by go odpuścić lekką ręką, ale i zbyt słabego, by regularnie wystawiać go w podstawowym składzie.

KRÓL KOŃCÓWEK

Nie chodzi bowiem tylko o liczby. Mecz z Schalke był kolejnym, który pokazał, że Hertha z Cordobą wygląda zwykle lepiej niż bez niego. Kolumbijczyk nie był centralną postacią spotkania z najgorszą drużyną ligi. Tymi byli Matteo Guendouzi, po raz kolejny przerastający całą drużynę oraz Vladimir Darida, który zaliczył dwie asysty. Cordoba jednak wiązał grę kombinacyjną. Dobrze się zastawiał. Grał na ścianę. Drobnymi dotknięciami piłki sprawiał, że akcje wyglądały płynniej. Raczej nie ma przypadku w tym, że Hertha więcej punktów zdobywa w meczach, w których Cordoba gra od pierwszej minuty. W zamkniętych spotkaniach Piątek często niknie, biegając między stoperami rywali i próbując osłonić przed nimi piłkę. Pełnię atutów pokazuje, dopiero gdy na boisku pojawia się przestrzeń. Nie dziwi, że przez rok w Bundeslidze siedem z ośmiu goli strzelił po 60 minucie, z czego pięć w ostatnim kwadransie.

ŚWIETNY EGZEKUTOR

Za to egzekutorem, nawet w skali ligi niemieckiej, jest ponadprzeciętnym. Bardzo rzadko jest okazja zobaczyć marnowaną przez niego okazję. Gdy dochodzi do sytuacji sam na sam, raczej ją wykorzysta. Statystyka jego spodziewanych goli za ten sezon wskazuje, że miał sytuacji na 1,3 bramki. Zdobył cztery. Być może ma szczęście, bo u nikogo w lidze rzeczywisty dorobek aż tak mocno nie odbiega od sugestii modelu. Według algorytmów najmniejsze było prawdopodobieństwo jego goli z derbów Berlina, gdy dla obu sytuacji wynosiło poniżej 10%. Jednak wielkie znaczenie dla skuteczności Piątka ma też to, skąd oddaje strzały. Aż dwanaście z czternastu jego uderzeń w tym sezonie odbywało się z pola karnego. Stamtąd, nawet jeśli pozycja strzelecka nie jest czysta, a linię uderzenia zasłania wielu rywali, łatwiej, jak przeciwko Unionowi, o szczęśliwy rykoszet.

DOMINUJĄCA HERTHA

Hertha, patrząc na pozycję w tabeli, jest oczywiście wciąż co najwyżej średnia. Ale myśli o sobie jako o dużej i tak też myśli o niej wielu rywali z podobnej lub niższej półki. Trener Labbadia też stara się, znając oczekiwania szefów, raczej nie chować się przed rywalami za podwójną gardą. Choć berlińczycy są w dole tabeli, częściej niż sąsiedzi z tych rejonów muszą prowadzić grę, budując ataki pozycyjne. To zresztą zazwyczaj jest ich główny problem, bo gdy już wyjdą na prowadzenie i mogą grać z kontry, zwykle wychodzi im to znacznie lepiej. To nie zdarza się jednak często. Jeśli chodzi o średnie posiadanie piłki, berlińczycy są na szóstym miejscu w lidze, ustępując tylko Bayernowi, obu Borussiom, Lipskowi i Bayerowi Leverkusen. W meczach u siebie czas spędzany przy piłce wzrasta do aż 58%, co daje piąte miejsce w lidze. Piątek nie rozwinął się od wyjazdu z Polski na tyle, by dobrze odnajdywać się w zespole bazującym na posiadaniu piłki i prowadzącym grę. Chyba że przy korzystnym wyniku. Albo wchodząc z ławki. To wciąż napastnik, który – jak w Cracovii, czy Genoi – wie, co zrobić z piłką, gdy da się mu przestrzeń, ale nie radzi sobie, gdy mu się ją ograniczy.

KLUCZOWE PYTANIE

Kluczowe pytanie, na jakie musi sobie odpowiedzieć sam piłkarz i jego otoczenie, dotyczy roli, jaką Piątek ma odgrywać w zachodniej piłce. Jego wejścia z ławki Herthy pokazują, że nie zatracił atutów, nie jest w dołku i nie zgubił formy. Jego występy w pierwszym składzie pokazują, jakie ma ograniczenia, powstrzymujące go na razie przed robieniem kariery w większych klubach. Piątek pewnie może być dla nich pożyteczny, ale właśnie głównie jako zmiennik. Jeśli miałby grać od deski do deski i nie zawodzić, pewnie musiałby trafić do klubu z dolnej części tabeli swojej ligi i bazującego w większości meczów na kontratakach.

SZERSZY PROBLEM

Warto odpowiedzieć sobie na to pytanie przed zrobieniem kolejnego kroku w karierze. To nie jest tak, że Piątek nie pasuje do Herthy, ale już do Bayeru Leverkusen czy Napoli by pasował. Nie jest tak, że Labbadia nie może do niego dotrzeć, ale już Peter Bosz czy Paulo Fonseca by dotarł. Raczej nie pasowałby do żadnej drużyny, która chce grać pozycyjnie i sporo czasu spędza w tłoku i raczej pasowałby do każdej, która chce grać z kontry, ma jedną sytuację w meczu i potrzebuje kogoś, kto jej nie zmarnuje. Do tego Piątek nadaje się idealnie. Tyle że na poziomie wyższym niż średni powiedzenie, że napastnika rozlicza się z goli, już nie obowiązuje. Rozlicza się go z masy rzeczy, z których gole są tylko jednym z aspektów. Ktoś, kto potrafi tylko strzelać, może liczyć co najwyżej na rolę ekskluzywnego, ale jednak rezerwowego.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.