Klub godny maskotki feniksa. Od Turynu po Rzgów, czyli wzloty i upadki Widzewa

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Ekstraklasa
Norbert Barczyk/Pressfocus

Kibice beniaminka Ekstraklasy wybrali feniksa na jego nową maskotkę. Do jedynego polskiego klubu, który grał zarówno w Lidze Mistrzów, jak i na piątym poziomie rozgrywkowym, pasuje jak ulał.

Nie ma w Polsce drugiego klubu, którego postrzeganie tak mocno różniłoby się w zależności od reprezentowanego pokolenia. Ci, którzy wychowali się na wielkim Widzewie lat 80., uważają go za jeden z największych polskich klubów. Podobnie jak ci, którzy w połowie lat 90. emocjonowali się jego występami w Lidze Mistrzów. W międzyczasie było jednak wiele okresów, w których Widzew nie tyle był przeciętny, ile niemal w ogóle nie istniał w świadomości polskiego kibica. Dla starszych fanów Widzew w Ekstraklasie zawsze był “nowy”. Dla młodszych obecność tego klubu w Ekstraklasie wcale nie była żadną normą. Pojawiał się i znikał. Czasem naprawdę głęboko. Niewiele polskich klubów w momentach świetności potrafiło dotrzeć tak wysoko, jak Widzew. Ale też niewiele w chudych latach spadało tak nisko. Łódzka linia życia znów jest na górze.

1
Pierwszy wzlot – powojenna Ekstraklasa

Ci starsi kibice, którzy mówią, że Widzew to nie była żadna wielka historyczna firma, jak Ruch Chorzów, Cracovia, Legia czy Wisła, mają rację, ale tylko częściowo. Przed wojną Łódź istniała na ligowej mapie przede wszystkim za sprawą ŁKS-u, czy nieistniejących już tworów jak Klub Turystów, Union-Touring czy ŁTSG. Widzew był tylko klubem dzielnicowym, a na dobrą sprawę w ogólnopolskiej świadomości zaczął istnieć dopiero od połowy lat 70. Mógł jednak się pochwalić bardzo dużym sukcesem w postaci występów w pierwszym powojennym sezonie Ekstraklasy. Debiut Widzewa na tym poziomie nastąpił już w 1948 roku. To sprawia, że łódzki klub zadebiutował w najwyższej lidze wcześniej niż uznawane dziś za wielkie firmy Górnik Zabrze, Pogoń Szczecin, Śląsk Wrocław czy Lechia Gdańsk, a równolegle choćby z Lechem Poznań. Sezon nie przyniósł jednak wielkich sukcesów. Widzew spadł z hukiem, stracił 99 goli w 26 meczach i zaliczył kilka wstydliwych porażek, jak 1:13 z Ruchem, 0:8 z Wisłą czy 0:7 z Cracovią. Nie poradził sobie też w pierwszych ekstraklasowych derbach. Z bardziej doświadczonym ŁKS-em przegrał 2:6 i 1:6.

2
Pierwszy upadek – 27 lat na prowincji

Po tamtym powojennym epizodzie Widzew bardzo długo odgrywał tylko marginalną rolę. Cztery lata spędził na drugim szczeblu, po czym obsunął się jeszcze niżej. W 1953 do III, a w 1955 do IV ligi, w której spędził aż cztery lata. Aż do początku lat 70. łodzianie kursowali między tymi dwoma poziomami. Na zaplecze najwyższej ligi udało im się wrócić dopiero w 1972 roku, a do Ekstraklasy jeszcze trzy lata później. W tym czasie bezsprzecznie piłkarską wizytówką Łodzi był ŁKS, który w 1958 roku świętował mistrzostwo, a w latach 50. zdobywał jeszcze srebrny i brązowy medal. To sąsiedzi jako pierwsi przywieźli też do Łodzi europejskie puchary już w 1959 roku. Widzew na podobny zaszczyt musiał czekać jeszcze długie 18 lat.

3
Drugi wzlot – pierwsze puchary i mistrzostwo

Odkąd Widzew w połowie lat 70. pojawił się w Ekstraklasie, szybko zaczął w niej odgrywać znaczącą rolę. Jako beniaminek zajął piąte miejsce, uzyskując prawo gry w Pucharze Intertoto. Po drugim miejscu rok później przyszedł pełnoprawny debiut w Europie. Widzew w pierwszej rundzie przebrnął przez Manchester City po dwóch remisach, a odpadł z Pucharu UEFA dopiero w rywalizacji z PSV Eindhoven. To wskazywało, że w polskiej piłce pojawiła się nowa siła. Pomiędzy 1979 a 1984 rokiem łodzianie ani razu nie zajęli w lidze miejsca niższego niż drugie. Na podium trzymali się aż do 1986 roku. Co najważniejsze, zaczęli zdobywać trofea. W 1981 zdobyli pierwsze w historii klubu mistrzostwo, które obronili rok później. W 1985 roku sięgnęli po jedyny jak dotąd Puchar Polski. Szybko stali się tym samym najbardziej utytułowanym łódzkim klubem. I zyskali kibiców daleko poza swoim miastem i regionem.

4
Chwila największego triumfu: europejskie podboje

Dobre wyniki w kraju stanowiły dla łodzian przepustkę do regularnej rywalizacji w Europie. I to z niej najbardziej pamiętany jest Widzew z lat 80. Łodzianie mieli wówczas jedną z najsilniejszych drużyn na kontynencie. W 1980 roku wyrzucili z Pucharu UEFA najpierw Manchester United, a później Juventus, zatrzymując się na Ipswich Town. Dwa lata później, po wyeliminowaniu m.in. Rapidu Wiedeń i Liverpoolu, dotarli do półfinału Pucharu Mistrzów, odpadając dopiero po zaciętej rywalizacji z Juventusem, w którym grał już wówczas Zbigniew Boniek, największa gwiazda łodzian z tamtych czasów i bohater pierwszego wielkiego transferu zagranicznego w historii polskiej piłki. W kolejnych latach Widzew nie potrafił już nawiązać do aż takich sukcesów, ale wciąż w Europie zdarzały mu się dobre wyniki, jak wyeliminowanie Borussii Moenchengladbach. Nigdy wcześniej ani później Widzew nie był silniejszy niż w latach 80.

5
Drugi upadek — spadek w 1990 roku

Ledwie cztery lata po zaciętej pucharowej rywalizacji z bundesligowym Bayerem Uerdingen, Widzewa Łódź nie było już w najwyższej lidze. Pierwszy sezon po upadku komunizmu w Polsce zakończył się dla niego spadkiem z ligi po piętnastu latach. Teoretycznie był to tylko wypadek przy pracy, bo łodzianie po zaledwie roku przerwy wrócili do elity i jako beniaminek błyskawicznie zakwalifikowali się do europejskich pucharów, ale tam też przekonali się, że są tylko echem drużyny sprzed dekady. Przegrane 0:9 spotkanie z Eintrachtem Frankfurt należy do największych upokorzeń w historii polskich występów w Europie. W nowych realiach pierwszej połowy lat 90. Widzew musiał znaleźć sobie dopiero miejsce. O rywalizacji z Legią, Lechem czy klubami śląskimi nie mogło być mowy. Nawet w swoim mieście Widzew przestał być główną siłą, dwukrotnie kończąc ligę za plecami ŁKS-u.

6
Trzeci wzlot – wielki Widzew lat 90.

W 1993 roku zaczęły powstawać zręby kolejnej wielkiej drużyny Widzewa. W czasach rodzącego się kapitalizmu klub przejęła trójka biznesmenów — Andrzej Grajewski, Andrzej Pawelec i Ismat Koussan, którzy zabrali się do odbudowy nie tak dawnej potęgi. Razem z trenerem Franciszkiem Smudą dokonali transferów, które miały uczynić z Widzewa czołowy zespół ligi. Ściągnęli m.in. Marka Citkę, Rafała Siadaczkę czy Marka Koniarka. W 1995 roku ich drużyna została wicemistrzem, przegrywając z Legią, z którą toczyła wówczas bardzo zacięte pojedynki. W 1996 Widzew po raz pierwszy od czternastu lat został mistrzem Polski, a rok później obronił tytuł, wygrywając na Łazienkowskiej jeden z najsłynniejszych i najbardziej dramatycznych meczów w historii polskiej ligi. Widzewiacy mieli już wówczas za sobą debiut w Lidze Mistrzów, po tym, jak wyeliminowali Broendby, dzięki czemu w fazie grupowej mogli się zmierzyć z Atletico Madryt, Borussią Dortmund i Steauą Bukareszt. W Polsce wybuchła Citkomania a jej bohater strzelił Jose Molinie gola z połowy boiska. Na blisko dwie dekady Widzew pozostał ostatnią polską drużyną, która zakwalifikowała się do tych rozgrywek.

7
Trzeci upadek – spadek w 2004 roku

Jeszcze w 1999 roku łodzianie toczyli zaciekłe i prestiżowe boje w Europie. W eliminacjach Ligi Mistrzów bili się z Fiorentiną, w Pucharze UEFA remisowali z Monaco. Pięć lat później trzeci raz w historii spadli z Ekstraklasy. Czasy Grajewskiego minęły, a w klubie już od dawna ledwo wiązali koniec z końcem. Klub, którego kibice wciąż mieli świeżo w pamięci występy w Lidze Mistrzów, zajął ostatnie miejsce, nawet za Świtem Nowy Dwór Mazowiecki i Górnikiem Polkowice. Co gorsze, tym razem nie udało się wrócić od razu, bo w barażach lepsza okazała się Odra Wodzisław Śląski. Powrót w 2006 roku tylko na chwilę poprawił nastroje, bo już dwa lata później klub znów skończył sezon w strefie spadkowej. Przez cały rok nie zdołał wygrać ani jednego meczu na wyjeździe i musiał pogodzić się z czwartym spadkiem.

8
Czwarty wzlot – chwilowa odbudowa z Cackiem

W 2007 roku władzę w klubie przejął Sylwester Cacek, co chwilowo poprawiło sytuację Widzewa. Nie obeszło się jednak bez turbulencji. Po spadku z ligi zmontowano silną drużynę, która już w pierwszym sezonie pewnie wygrała zaplecze Ekstraklasy. Klub nie został jednak dopuszczony do najwyższej ligi, bo równolegle został ukarany degradacją za czyny korupcyjne podczas walki o awans kilka lat wcześniej. Łodzianie nie zrazili się jednak i rok później wywalczyli promocję. Czasy Cacka przyniosły jednak tylko chwilową poprawę sytuacji. Widzew po powrocie spędził w Ekstraklasie tylko cztery sezony, w których najwyższe miejsce, jakie udało się zająć, to dziewiąte, a z każdym kolejnym rokiem sytuacja była coraz gorsza, aż w 2014 roku skończyła się już piątym w historii spadkiem z Ekstraklasy. Jak dotąd ostatnim.

9
Czwarty upadek – bankructwo

Jak w pierwszej połowie lat 80. Widzew osiągnął szczytowy punkt istnienia, tak w drugiej połowie drugiej dekady XXI wieku przeżył najczarniejsze chwile w historii. Inaczej niż w przypadku poprzednich spadków, tym razem nie udało się skomponować drużyny zdolnej od razu walczyć o powrót do elity. Łodzianie przez cały sezon zmagali się z problemami finansowymi i organizacyjnymi. Ostatecznie udało im się dograć rok do końca, ale sportowo byli najsłabszą drużyną w lidze i wyprzedzili tylko Flotę Świnoujście, która wycofała się z rozgrywek. Po zakończeniu sezonu klub zbankrutował i w 2015 roku zakończył istnienie w dotychczasowej formie.

10
Piąty wzlot – wstawanie z kolan

Widzew jako formalnie nowy twór przystąpił w sezonie 2015/2016 do rozgrywek IV ligi łódzkiej. Po raz pierwszy w historii klub znalazł się na piątym poziomie rozgrywkowym. Jego rywalami zamiast Liverpoolu, Monaco czy Juventusu były Andrespolia Wiśniowa Góra, Zawisza Rzgów czy LKS Rosanów. Widzew zdołał awansować, ale powrót do najlepszych nie był łatwą wędrówką. W III lidze Widzew utknął na dwa lata, bo za pierwszym razem dał się wyprzedzić Finishparkietowi Drwęcy Nowe Miasto Lubawskie i ŁKS-owi. W pierwszym sezonie w II lidze nie dał rady Radomiakowi, Olimpii Grudziądz czy GKS-owi Bełchatów, a po awansie do I ligi zajął miejsce w środku tabeli. Ostatecznie jednak siedem lat po reaktywacji w 2022 roku wrócił do Ekstraklasy. Już z nowym stadionem, który został zbudowany na miejscu starego i otwarty w 2017 roku, gdy drużyna grała jeszcze na czwartym szczeblu rozgrywkowym. Na razie jeszcze nie wiadomo, czy klub znajduje się w fazie ciągłego wzlotu, czy teraz czas na kolejny upadek. Ale pewne jest, że życie kibica Widzewa na pewno dostarczy mu kolejnych mocnych wrażeń. Ten klub tak ma.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Komentarze 0