Z NOGĄ W GŁOWIE. Rekordy w czasie burzy. Jak trudno być Robertem Lewandowskim

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
lewyglowne-1.jpg
M. Donato/FC Bayern via Getty Images

Nabierająca tempa publiczna wojna Roberta Lewandowskiego z Cezarym Kucharskim powiedziała nam coś nowego o polskim napastniku. Pokazała, że jest jeszcze bardziej wyjątkowym sportowcem, niż do tej pory podejrzewaliśmy.

Ugruntowana przez ponad dziesięć lat wersja historii sukcesu Roberta Lewandowskiego, co do której panowała powszechna zgoda, opierała się na wizji życia w każdym aspekcie pełnego harmonii. Żaden element, który może Lewandowskiemu pomóc stać się choć odrobinę lepszym, nie był przez niego zaniedbany. Każdy, który mógł go w choć drobnym stopniu osłabić, był odcinany. Wszyscy w ostatniej dekadzie przeczytaliśmy dziesiątki artykułów o tym, jaki wpływ miała na Lewandowskiego żona, która nie tylko nie odwodziła go od pracoholizmu, ale jeszcze wspomagała w trzymaniu się restrykcyjnej diety i planów ćwiczeń. O trenerach snu, o domowej siłowni, o rodzinie i kręgu przyjaciół, którzy dawali mu oparcie, a nie mieli destrukcyjnego wpływu na jego karierę. Wreszcie o menedżerze, który środowisku się nie kłaniał, ale potrafił wysoko wieszać swojemu klientowi poprzeczkę i wspólnie z nim doszedł ze Znicza Pruszków do Bayernu Monachium.

KONTROLOWANE NAGŁÓWKI

Lewandowskiemu udawała się sztuka, która nie udaje się niemal nikomu, o kim pisze się tak wiele w tak różnych mediach z tylu krajów. Na nagłówki trafiał albo z rzeczami, z którymi chciał na nie trafiać, albo z takimi, które tylko poprawiały jego wizerunek. Zdecydowana większość tekstów, jakie o nim powstała, poświęcona była aspektom boiskowym albo okołosportowym. Zdarzały się oczywiście liczne teksty dotyczące jego nowych inwestycji, drogich samochodów, jego żony, czy córek, ale nigdy stawiające go w negatywnym świetle. Ot, czasem gdzieś ukazało się zdjęcie, jak skręca łóżeczko albo prowadzi wózek. Jeśli wywoływał kontrowersje, to tylko świadomie. Pisząc „le cabaret“ po rozstrzygnięciu w plebiscycie, z którego nie był zadowolony. Albo udzielając wywiadów po Euro 2012, w którym uderzył we Franciszka Smudę, czy tego z „Der Spiegel“, w którym krytykował politykę transferową Bayernu Monachium. To nie były żadne trzy słowa za dużo chlapnięte w pomeczowych emocjach, tylko starannie wymyślone, przemielone i zautoryzowane słowa. Lewandowski kontrolował przekaz.

triumfglowne1228174735.jpg
Michael Regan / UEFA / Handout/Anadolu Agency via Getty Images

WIZERUNKOWE MISTRZOSTWO

Jednocześnie mam wrażenie, że udało mu się przy tym nie stworzyć wrażenia, że oderwał się od ziemi i żyje na zupełnie innej planecie, na co Polacy są bardzo uczuleni. Nigdy nie zgrywał biedaka, ale niewiele w nim pozerstwa. O jego profesjonalizmie sam miałem się okazję przekonać przy okazji prozaicznych spraw, czyli pomeczowych rozmówek w strefie mieszanej. Nie jest przypadkiem, że pierwszy tekst, jaki opublikowano mi w „Przeglądzie Sportowym“, był rozmówką z Lewandowskim. Gdy było się na meczu w Niemczech, można było mieć pewność, że kiedy usłyszy „panie Robercie“, nie uda, że to nie do niego, tylko zatrzyma się i poświęci kilka minut nawet 20-letniemu szczylowi, którego pierwszy raz widzi na oczy. Ilekroć byłem na jego meczach, wiedziałem, że porozmawia. A dla dziennikarza, którego redakcja wysyła do Niemiec głównie dla tych kilku minut, to bardzo uspokajająca perspektywa. Inni polscy piłkarze często trzymali w tej kwestii w niepewności. Mogło im się akurat nie chcieć, mogli udać, że nie słyszą albo że ktoś do nich akurat zadzwonił. Lewandowski takich numerów nigdy nie robił. Także dzięki takim drobiazgom osiągał wizerunkowe mistrzostwo. Nawet gdyby ktoś chciał coś złego o nim napisać, narażał się tylko na śmieszność. Bo naprawdę trudno było znaleźć punkt, w którym można się było do niego przyczepić. W świecie piłkarzy ciągle zmieniających partnerki, wyskakujących na imprezy i wracających z nich pod wpływem, jeżdżących bez prawa jazdy i rozbijających fury, Lewandowski dostarczał bardzo mało tego rodzaju materiałów.

TRWAŁA RYSA

W tym sensie Kucharski już osiągnął cel i jego wojenka z Lewandowskim pewnie pozostawi rysę na tym cukierkowym wizerunku. Opinia publiczna nie czeka na dementi i nie czyta sprostowań. Jeszcze przez wiele lat u cioci na imieninach wujkowie będą mówić, że ten Lewandowski coś kręci z podatkami. To, czy tak jest naprawdę, nie ma znaczenia. Tu nie trzeba wyroku, wystarczy samo oskarżenie, cień podejrzeń i to wspomnienie będzie się ciągnąć. Z drugiej strony, nie będzie to nigdy sprawa najważniejsza, dopóki Lewandowski będzie sobie dobrze radził na boisku. Na co dzień gra i rywalizuje z masą zawodników, którzy wpadali w znacznie poważniejsze problemy wizerunkowe. I którym nikt ich nie wypomina, dopóki grają dobrze.

WZÓR BUDOWY ŚWIATA

Mając względną zgodę co do źródeł historii sukcesu Lewandowskiego, można było przekazywać kolejnym zawodnikom podobne wzorce. Można się spierać, czy napastnik Bayernu jest najlepszym polskim piłkarzem w historii, ale na pewno jest jedynym, który w obecnych realiach wszedł na taki poziom. Doświadczenia Zbigniewa Bońka z drogi z Bydgoszczy do Turynu mogą już być nieadekwatne do obecnych realiów. Jednak doświadczenia Lewandowskiego w drodze z Pruszkowa do Monachium są dla młodszych od niego polskich piłkarzy bezcenne. I od dziesięciu lat czerpią z nich garściami. Na przykładzie Lewandowskiego wyrosło całe pokolenie piłkarzy zorientowanych na sukces, starających się być profesjonalistami, dbających o każdy aspekt w karierze już od najmłodszych lat. Powstało przekonanie, że aby zrobić karierę na Zachodzie, trzeba być jak Lewandowski. I dotychczas wydawało się, że główna trudność polega na takim poukładaniu wszystkich aspektów, jak zrobił to napastnik Bayernu. Od konfliktu z Kucharskim wiemy, że sprawa jest jeszcze bardziej skomplikowana. Bo Lewandowskiemu udaje się błyszczeć także w zupełnie zdezorganizowanym świecie. Zachowywać się tak, że nikt nawet nie przypuszcza, że coś może być u niego nie w porządku.

CIENKI LÓD

Wielu nas pewnie przypuszcza, że bycie piłkarzem na tym poziomie jest bardzo trudne. Wymaga wielu lat absolutnej dyscypliny, samokontroli, zbudowania całego otoczenia, które pracuje na sukces. Mentalnej siły, by codziennie chciało się być jeszcze lepszym, nawet jeśli wszystko już się osiągnęło. I by wytrzymywać presję najważniejszych momentów. Inteligencji, by zrozumieć i przyswoić wszystkie skomplikowane założenia taktyczne. Kondycji i końskiego zdrowia. Odporności na stres i krytykę. Ostrożności w kontaktach z mediami. Umiejętności funkcjonowania w grupie. I wielu innych składników. Jednocześnie jednak takie konflikty jak Kucharskiego z Lewandowskim pozwalają jeszcze dokładniej zajrzeć w życie piłkarza z tego poziomu i uświadomić sobie, po jak kruchym lodzie ktoś taki stąpa.

PROBLEM ZAUFANIA

Kiedy słucha się wszystkich taśm, nagrań i przecieków z tego konfliktu, natychmiast rzuca się w uszy, jak często mowa o milionach. Złotych czy euro, ale zawsze milionach. Tu 39 milionów odszkodowania, tu 4 miliony do oddania, tam 4 miliony zainwestowane, tam 20 milionów za spokój. Zwykle ludzie, którzy obracają milionami, robią to na pełny etat. Analizują, sprawdzają, spotykają się z ludźmi, by wiedzieć, w jaki sposób obracać takimi kwotami. Lewandowski – i inni piłkarze z jego poziomu – nie mogą tego robić na pełny etat. Robią to tylko dorywczo. Po godzinach. Ich praca jest do wykonania na siłowni, boisku, w sali odpraw. Ich praca to podróż na drugi koniec Europy co trzy dni. I odpowiednie skoncentrowanie się przed nadchodzącym wysiłkiem psychicznym. Milionami obracają przy okazji. To już nie jest kupowanie mieszkań i wynajmowanie ich, co też oczywiście wymaga czasu i zaangażowania, tylko naprawdę olbrzymie kwoty. Zwykle piłkarze nie robią tego osobiście, tylko mają ludzi, którzy dbają o wszelkie aspekty biznesowe. Ale ostatecznie albo sami muszą nad nimi czuwać, albo muszą mieć do nich absolutne zaufanie. Bo przecież jeśli coś pójdzie nie tak, to Lewandowski trafi na nagłówek jako oszust podatkowy. Czasem słyszy się, że jeden czy drugi wielki piłkarz mają wręcz obsesyjny brak zaufania i otaczają się tylko ludźmi z rodziny albo takimi, których znają od dwudziestu lat. Da się to doskonale zrozumieć. Bo musi być naprawdę trudno oddać komuś obcemu zarządzanie własnymi milionami w taki sposób, by ogóle się tym nie zajmować i skupić się tylko na boisku.

GettyImages-1267205832-Copy-1.jpg
Fot. Julian Finney - UEFA via Getty Images

NIEWIDOCZNE STRESY

Wydawało się, że Lewandowski kogoś takiego miał, jednak wydarzenia z ostatnich tygodni pokazują, że przynajmniej od kilku lat już niekoniecznie. Bił rekordy strzeleckie, a w międzyczasie musiał rozwiązywać konflikt z byłym menedżerem, tłumaczyć się – jak ujawnił Krzysztof Stanowski — szefom z wpływających od niego donosów, nagrywać go, dociekać, o co mu chodzi i wreszcie wysłuchiwać prób szantażu. Nie było tak, że jedynym, co mogło zakłócić spokojny sen Lewandowskiego, był zły sen córek. Po wielu piłkarzach tego rodzaju stresy i problemy pozaboiskowe widać, bo odbijają się na formie. Nie wiemy, co konkretnie jest nie tak, ale widzimy, że coś jest. A w przypadku Lewandowskiego trudno gdzieś w ostatnich dziesięciu latach wskazać jakiś poważniejszy dołek, nie mówiąc o kryzysie.

DOBRA GRA W TRAKCIE BURZY

O Lewandowskim, gdy toczyły się wokół niego plotki transferowe, mówiło się, że potrafi całkowicie wyłączyć głowę i zostawić tę sprawę menedżerom. Dziś wiemy, że nawet gdy sprawy z menedżerami, czyli ich teoretycznie najbliższymi ludźmi w tym zawodowym świecie, kompletnie się nie układają i tak potrafi się absolutnie odciąć od zewnętrznego świata. To dla młodych polskich piłkarzy chcących go naśladować jest akurat złą wiadomością. Nawet jeśli poślubią koleżankę z dzieciństwa, dbającą o dietę i będą jej wierni, nawet jeśli znajdą mądrego menedżera i będą się go trzymać, nawet jeśli otoczą się ludźmi lojalnymi i zaufanymi, zbudują domową siłownię i opłacą trenera snu, mogą dalej nie być tacy, jak idol. Bo od teraz wiemy, że jego siłą nie jest tylko utrzymywanie wokół siebie zawsze dobrej pogody. Robert Lewandowski świetnie gra także w trakcie burzy.

Podziel się lub zapisz
Michał Trela
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.