Z NOGĄ W GŁOWIE. Najlepsze, co wiceprezes Cracovii mógłby zrobić dla jej trenera

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
PROBIERZGLOWNE.jpg
WOJCIECH FIGURSKI / 400mm.pl

Jednym z największych sukcesów Michała Probierza w Cracovii jest to, że z zawodników, których sam ściąga, udaje mu się wyciskać całkiem niezłe wyniki. Jako wiceprezes stanowczo zbyt często robi sobie jednak jako trenerowi pod górkę.

Michała Probierza zapytano przed meczem z Legią Warszawa, czy w kadrze Cracovii jest ktoś dający nadzieję na strzelenie dwunastu goli w sezonie. W pierwszej kolejności wymienił Tomasa Vestenicky’ego, który na razie poza Słowacją zdobył łącznie pięć bramek. A w ojczyźnie też nigdy nie przekroczył bariery dziesięciu goli. W dalszej kolejności dorzucił jeszcze Filipa Piszczka, który strzelił wprawdzie trochę więcej niż dwanaście, bo całe trzynaście goli w ekstraklasie. Ale łącznie. A ma 25 lat. Potem przypomniał, że są jeszcze Rivaldinho, który wprawdzie ma zaległości po koronawirusie i nigdzie nie strzelał za często oraz Marcos Alvarez, chwilę później wykluczony z gry do końca roku. On też jednak, choć dobija trzydziestki, miał tylko jeden sezon w życiu, gdy strzelił dwanaście goli. Czyli, w skrócie mówiąc: nie, wedle wszelkiego prawdopodobieństwa, w Cracovii nie ma nikogo, kto dawałby nadzieję na taki wynik. Trener Pasów odpowiedział na to pytanie, wymieniając wszystkich napastników, których ma w kadrze, bo głupio było powiedzieć po prostu: niestety, w tym roku musimy rozłożyć gole na całą drużynę.

WŁADCA ABSOLUTNY

Zazwyczaj, gdy rozmawia się o Michale Probierzu, ocenia się go jako trenera. Można go lubić, nie lubić, ale jeśli chce się być obiektywnym, nie można z niego robić nieudacznika. Sam, siadając do rankingu najlepszych aktualnie trenerów w lidze, intuicyjnie na pewno nie umieściłbym go tak wysoko. Jednak po przeanalizowaniu wielu kryteriów, musiałem dojść do wniosku, że tak, Probierz, jaki jest, każdy widzi, ale wielu lepszych od niego tutaj po prostu nie ma. Probierz nie jest już jednak tylko trenerem. Od trzech lat w unii personalnej pracuje też jako wiceprezes ds. sportowych. Formalnie to stanowisko objął później, ale w praktyce od początku był szefem całej piłkarskiej sekcji i decydował o wszystkim, co się w niej dzieje. Żaden trener w żadnym polskim klubie nie otrzymał takiej władzy.

TRENER RATUJE RENOMĘ WICEPREZESA

Traktując Probierza jako całość, jego pobyt w Cracovii jest na razie dla tego klubu całkiem dobry. Drugi raz w historii awansował do europejskich pucharów, później zdobył pierwsze trofeum od siedemdziesięciu lat, dokładając kolejny występ w Europie, a potem jeszcze jeden wymierny sukces do gabloty. Przygotował Krzysztofa Piątka do transferu, na którym Pasy sporo zarobiły i ustabilizował pozycję krakowian w czołówce. O ile wcześniej miejsce w górnej części tabeli było raczej wyjątkiem, w ostatnich latach stało się regułą. O ile dotąd miejsce ponad Wisłą zdarzało się rzadko, teraz zaczęło się zdarzać często. Także w innych aspektach klub rośnie. Może nie tak szybko, jak by mógł, może nie bez momentów stagnacji, ale jednak długofalowo, przesuwa się do przodu i zatrudnienie Probierza dobrze mu zrobiło. Do całokształtu pracy Probierza w Krakowie wlicza się jednak siłą rzeczy to, jak radzi sobie na boisku treningowym i przy linii bocznej, co – nie ma większych wątpliwości – potrafi robić całkiem dobrze. Gdyby jednak oceniać go wyłącznie jako szefa pionu sportowego, wypadłby znacznie gorzej. Jednym z największych sukcesów trenera Probierza w Cracovii jest to, że z zawodników, których sam ściąga, udaje mu się wyciskać całkiem niezłe wyniki.

probierz.jpg
Grzegorz Radtke/400mm.pl

MODEL, KTÓRY ZADZIAŁAŁ TYLKO RAZ

Najłatwiej tendencję uchwycić na pozycji napastnika. W pierwszym sezonie Cracovia miała w ataku Piątka, który już rok wcześniej strzelił w ekstraklasie dwanaście goli, czyli osiągnął wynik nieosiągalny dla jakiegokolwiek obecnego napastnika Pasów. Po przyjściu Probierza jeszcze się poprawił, trafiając do siatki 21 razy. W tamtym momencie model, o którym mówił trener-wiceprezes wydawał się genialny: raz w roku promować kogoś w stylu Piątka, nawet trochę tańszego i gorszego, zasilając budżet milionami złotych, które przeznaczane byłyby na utrzymanie reszty składu. Reszta miała być budowana z graczy już ogranych, doświadczonych, ale nie starych, bez potencjału sprzedażowego, ale dających jeszcze nadzieję na kilka lat gry na dobrym poziomie. W ten sposób można by zarabiać na transferach, jednocześnie grając prawie cały czas tym samym składem. Nawet widać było kolejnego po Piątku kandydata do drogiego transferu, bo Michał Helik rozwijał się w świetny sposób. Gdy zgłaszał się po niego klub z Serie A, Probierz z przekonaniem mówił, że nie stać go na Helika. Cena, jaką podawał za niego w mediach, to pięć milionów euro.

CORAZ SŁABSZE POSTACI

Helik miał się więc promować w drugim sezonie Probierza, dostał nawet opaskę kapitańską i został wyznaczony do wykonywania rzutów karnych, co miało podbić cenę, a do ataku Pasy ściągnęły Airama Cabrerę, zawodnika zupełnie innego niż Piątek, ale podobnego do niego o tyle, że znów wyróżniał się w skali ligi. Wsparciem dla Hiszpana był jego rodak Javi Hernandez, z którym Cabrera tworzył jeden z najlepszych duetów ofensywnych ekstraklasy. W trzecim sezonie Probierza żadnego z nich już jednak w klubie nie było. W ich miejsce przyszli Rafael Lopes i Pelle Van Amersfoort, wciąż zawodnicy nieźli i pożyteczni, ale jednak wyraźnie słabsi od poprzedników. Także w bardzo wymiernych czynnikach. Obaj obronili się jednak na tyle, że jeden awansował do Legii, a drugi zaczął nawet w Cracovii sporadycznie nosić opaskę kapitańską. Przez cały czas obecności w klubie Probierza, zawodnikiem Pasów był też Vestenicky. Trenerowi nigdy nie przyszło do głowy, że mógłby zacząć na niego stawiać kosztem Piątka, Cabrery, czy Lopesa. Potencjał na dwanaście goli w sezonie dostrzegł w nim nie dlatego, że tak się rozwinął, ale dlatego, że wszyscy lepsi od niego już z Cracovii odeszli.

ZJAZD STOPERÓW

Można by tak wyliczać także inne miejsca na boisku, ale skupię się tylko na środku obrony. Rok temu o tej porze to była najrówniej obsadzona pozycja w drużynie. Obok Helika, na środku obrony grali solidni Ołeksij Dytiatjew, David Jablonsky czy Niko Datković. Którykolwiek z nich wypadał z gry, wskakiwał następny. Bez żadnego spadku jakości. To w dużej mierze dzięki takiej obsadzie środka obrony Pasy kończyły zeszły rok jako całkiem poważnie wyglądający kandydat do mistrzostwa. Dawid Szymonowicz i Milan Rodin, gdyby trafili do Cracovii rok temu, byliby na piątym-szóstym miejscu w hierarchii stoperów. Dziś są na pierwszym i drugim, bo nikogo innego nie ma. Z Datkoviciem klub nie przedłużył kontraktu, Helika sprzedał (nie za pięć milionów euro, jak może nawet była szansa w szczytowym momencie, lecz za niespełna milion), Jablonsky’ego stracił przez zawieszenie za korupcję (ale nie ma co klubu żałować, bo od początku Cracovia wiedziała, kogo bierze i że prędzej czy później z tego powodu go straci) i Dytiatjewa, który doznał poważnej kontuzji. Tylko tę ostatnią kwestię da się wytłumaczyć pechem. W pozostałych przypadkach Pasy po prostu wymieniały lepszych zawodników na gorszych.

ODZIEDZICZONE ZASŁUGI

Co warte podkreślenia ani Piątek, ani Helik nie byli transferami Probierza. Jako trener przyczynił się do ich rozwoju, ale jako wiceprezes nie miał wpływu na to, że w ogóle trafili do Cracovii. Mateusz Wdowiak, o którym ostatnio głośno, a który wiosną pociągnął Pasy do sukcesów, też nie był transferem Probierza, tylko wychowankiem, który debiutował jeszcze u Roberta Podolińskiego. Kamil Pestka, inny z zawodników Cracovii, o którego wyjeździe za granicę mówiło się sporo w ostatnich latach, to kolejny wychowanek, wpuszczony do gry jeszcze przez Jacka Zielińskiego. Podobnie jak Dimun, ostatnio pełniący funkcję zastępczego kapitana. Probierz każdego z nich potrafił rozwinąć, bo jest niezłym trenerem, ale obecności żadnego z nich nie można zapisać na konto jego zasług jako wiceprezesa. LISTA WPADEK Nie można też zapisać jako jego zasług pozyskania Jaroslava Mihalika, który był w klubie już przez pół roku i kompletnie nie wypalił, co widział także Zieliński, ale Probierz musiał udowodnić, że widzi lepiej. I wyrzucił rekordowe w dziejach klubu pieniądze na zawodnika, którego pół roku później już nie chciał. Trener Probierz lubi się chwalić tym, kogo wprowadził do ekstraklasy, ale nie lubi się tym chwalić wiceprezes Probierz. A wprowadził m.in. Antoniniego Culinę, Sergeja Zenjova, Sierdiera Sierdierowa, Lennarda Sowaha, Elady’ego Zorillę, Gerarda Olivę, Viniciusa Ferreirę i Matheusa Santosa, Bojana Cecaricia czy Rubio.

BILANS URZĘDNIKA MIEJSKIEGO

Oczywiście, że robiąc transfery bezgotówkowe do polskiej ligi, nie jest łatwo trafić na kogoś dobrego, ale skuteczność transferowa Cracovii jest niska nawet na tle innych klubów z ekstraklasy. Nie można powiedzieć, że wiceprezes Probierz nikogo dobrego nie ściągnął do Polski, bo Sergiu Hanca, Florian Loshaj, Lopes, Pelle, Jablonsky czy nawet Michal Siplaka i Dytiatjew to ruchy, które się bronią. Najlepiej wychodziły mu jednak transfery ludzi, których znał z polskiego rynku – Michala Peskovica, Cornela Rapy, Cabrery, Hernandeza, czy Janusza Gola. Nie ma tu jednak praktycznie ruchów spektakularnych, które byłyby prawdziwymi strzałami w dziesiątkę, przyszłymi gwiazdami ligi. A przecież Cracovia, chcąc tę ligę wygrywać, powinna takich piłkarzy mieć. Pod tymi transferami mógłby się równie dobrze podpisać jakiś urzędnik miejski, który wcześniej zajmował się wodociągami, ale został przesunięty do zarządzania klubem. On też, mając pieniądze Cracovii, byłby w stanie wziąć kilku niezłych graczy, którzy już się sprawdzili w ekstraklasie, trafić z paroma zagranicznymi piłkarzami i pomylić się z kilkunastoma.

STAGNACJA MŁODZIEŻY

Z wprowadzaniem młodzieży w Cracovii też nie stało się za czasów Probierza lepiej, choć wcześniej wychodziło to całkiem przyzwoicie, bo w ciągu kilku lat udało się sprzedać za granicę szkolonych u siebie choć przez jakiś czas Mateusza Klicha, Bartosza Kapustkę, Pawła Jaroszyńskiego, czy choćby Sebastiana Stebleckiego. Probierz w swoim stylu wpuścił do ligi wielu młodych, ale żaden z nich nie został u niego mocną albo nawet średnią postacią zespołu. W Centralnej Lidze Juniorów najlepsze wyniki (wicemistrzostwo w 2018) odniosła jeszcze drużyna montowana bez jego większego udziału. Ale i z tamtego zespołu ani jednego zawodnika nie udało się na razie wdrożyć do ekstraklasowej piłki. Na plus Probierzowi w kwestii szkolenia gra już prawie gotowa baza treningowa w Rącznej, przy której wkrótce będzie się mógł fotografować i która medialnie będzie szła na jego konto. Pierwsze umowy w jej sprawie podpisywano jednak jeszcze za wczesnego Zielińskiego. Nie jest więc tak, że dopiero Probierz przekonał Cracovię, że warto zainwestować w bazę.

ZEPSUTA OPINIA

Są powody, by sądzić, że rynek będzie dla Cracovii coraz trudniejszy, bo klub mocno na to pracuje. W czerwcu 2017 roku, gdy Damian Kądzior dowiedział się, że w Krakowie będzie musiał pracować z Probierzem, wycofał się rakiem z transferu. Poszedł do Marcina Brosza i dziś jest w La Liga. Wtedy takie zachowanie zawodnika Wigier Suwałki wydawało się czymś wyjątkowym, ale może przestać takie być. Już słychać sygnały, że jeżdżący na zgrupowania kadr młodzieżowych piłkarze Cracovii raczej nie reklamują rówieśnikom przenosin do ich klubu. Sposób, w jaki potraktowany został Wdowiak, też może mieć poważne konsekwencje. To środowisko jest małe, a Wdowiak, choć najgłośniejszy, wcale nie był jedyny, bo podobne perypetie mieli też w ostatnich latach choćby Radosław Kanach czy Patryk Zaucha. Oczywiście, nadal młodzi polscy zawodnicy będą czasem przychodzić do Cracovii, jak stało się w przypadku Niemczyckiego, który był już jedną nogą w Stali Mielec. Ale jeśli będą mieli dwie opcje na podobnym poziomie, jest ryzyko, że nie będą wybierać Cracovii. Z perspektywy klubu lepiej też, by potencjalne hiszpańskie wzmocnienia nie dzwoniły do Hernandeza i Olivy, a bałkańskie do Covilo, bo trener Probierz będzie miał jeszcze więcej powodów do mówienia o tym, jak trudny jest to rynek. Tych, którzy nie mają zielonego pojęcia o polskiej lidze, można przekonywać dymiącym tatarem w Wierzynku. Jednak tym, którzy głębiej zajrzą w temat, może się zapalić lampka.

wdowiakglowne.jpg
MARCIN SZYMCZYK/ 400mm.pl

DALEKO OD ANGLII

Jestem w stanie po ludzku zrozumieć Probierza, że po latach pracy w polskiej lidze chciał spróbować czegoś nowego. Próbował wyjechać za granicę, myślał o zainwestowaniu w klub. Nie wyszło, więc wylądował w Cracovii, ale silną pozycję wykorzystał do wynegocjowania sobie bardzo szerokich kompetencji. Uwierzył, że skoro jest dobrym trenerem, będzie też dobrym dyrektorem sportowym. Może nawet by nim był. Nie wykluczam. Gdyby miał czas, pełnić tę funkcję na cały etat. Nie musiałby spędzać kilkunastu godzin w tygodniu na boiskach treningowym, chodzić na konferencje prasowe, tłuc się autokarem na mecze dzień wcześniej, czy prowadzić indywidualnych rozmów z zawodnikami. Nie przez przypadek ludzkość uznała, że jedna osoba nie jest w stanie ogarnąć prowadzenia drużyny i dobrego przygotowania transferów. Nawet jeśli mówi się, że Probierz jest menedżerem w angielskim stylu, nie jest to prawdą. Pep Guardiola nie zajmuje się w Manchesterze City rzeczami, którymi zajmuje się Probierz w Cracovii. Ma do tego sztab ludzi, sam tylko wytycza kierunek i podejmuje ostateczne decyzje, a nie robi analizy nowego wzmocnienia pomiędzy meczem, konferencją prasową, treningiem, wojenką na Twitterze i pisaniem książki.

PRZYKŁAD Z ZABRZA

Trener Cracovii chwycił wszystkie sroki za ogon, przestał być szefem sekcji, a sam został sekcją i jedna z tych działek, ta nowa dla niego, coraz gorzej mu idzie, ciągnąc w dół tę, w której jest naprawdę dobry. Najlepsze, co wiceprezes Probierz mógłby dziś zrobić dla trenera Probierza, to zatrudnić dyrektora sportowego, który pozwoliłby się trenerowi skupić na tym, co potrafi najlepiej. Brosz, kolega Probierza z czasów gry w Górniku, podobnie jak on ma zapędy menedżerskie i chce wpływać na funkcjonowanie całego klubu. Jemu też jednak, jako trenerowi, bardzo dobrze zrobiło to, że w Zabrzu pojawił się Artur Płatek z notesem kontaktów i dobrym okiem do zawodników. Płatek też kiedyś był trenerem i radził sobie kiepsko. A potem został działaczem i zaczął radzić sobie dobrze. To naprawdę są dwie różne prace. Można być dobrym w jednej, a kiepskim w drugiej. Żadna ujma nie znać się na wszystkim.

Podziel się lub zapisz
Michał Trela
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.