Z NOGĄ W GŁOWIE. Dlaczego Rafał Gikiewicz faktycznie sam skreślił siebie z kadry

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Reprezentacja Polski
Wojciech Tarchalski/400mm

Kamil Grabara ostro zaatakował w "Foottrucku" bramkarza FC Augsburg. I nawet jeśli ktoś żywi wobec niego cieplejsze uczucia niż Grabara, z dwiema rzeczami z jego wywodu trudno się nie zgodzić: tak, Gikiewicz sam sobie zaszkodził w kontekście reprezentacji Polski. I tak, poświęcanie tak wiele uwagi temu, kto będzie trzecim bramkarzem reprezentacji naprawdę robi się już nudne. Dopóki jakiś selekcjoner nie uzna, że woli Gikiewicza od Wojciecha Szczęsnego, sytuacja się nie zmieni. Bo są bramkarze, których bierze się albo na jedynkę albo wcale.

W najnowszym wydaniu programu “Budestalk” w Kanale Sportowym Rafał Gikiewicz opowiadał o kulisach pierwszego spotkania z Paulo Sousą, do którego doszło po zeszłotygodniowym meczu jego Augsburga z Borussią Moenchengladbach. Selekcjoner podkreślał wprawdzie wcześniej, że bramkarz nie znajduje się na jego radarze, więc można przypuszczać, że głównym celem wyjazdu było obejrzenie w akcji Roberta Gumnego, ale przy okazji kurtuazyjnie spotkał się też z Gikiewiczem. Co oczywiście po raz kolejny wywołało w mediach falę nagłówków dotyczących sytuacji polskiego bramkarza. I komentarzy w mediach społecznościowych. Mam wrażenie, że o żadnym piłkarzu niepowoływanym do kadry nie mówi się tak wiele, jak o bramkarzu Augsburga.

TRUDNO NIE WSPIERAĆ

Nie da się ukryć, że — jak wiele osób kraju, nie licząc Kamila Grabary — lubię Gikiewicza i cieszę się, że jego kariera tak dobrze się układa. Zgadzam się z Pawłem Grabowskim, że jego kariera jest najlepszym wzorcem dla każdego polskiego piłkarza. Bo pokazuje, że na wysoki poziom można się po prostu wdrapać. Charakterem, nieustępliwością, ciężką pracą, pozytywnym nastawieniem. To przecież znakomite, że bramkarz, który w wieku 27 lat wyjeżdżał z Polski, nie mając rozegranego ani jednego pełnego sezonu w ekstraklasie, właśnie rozgrywa w Niemczech ósmy, z czego sześć spędził między słupkami. Jeśli nie wydarzy się nic niespodziewanego, w tych rozgrywkach będzie świętował sto meczów w Bundeslidze. Żaden polski bramkarz tego nie osiągnął. Do lidera pod względem liczby występów, czyli Adama Matyska, Gikiewicz traci cztery spotkania. To piękne. Zwłaszcza że pozostał przy tym uśmiechniętym i otwartym gościem, który załatwia bilety kibicom, odpisuje im na Twitterze, odbiera telefony od dziennikarzy. Nie robi z siebie ważniejszego, niż jest. Więc jest facetem, któremu trudno nie kibicować.

gikiewiczsrodekGettyImages-1228133999.jpg
Harry Langer/DeFodi Images via Getty Images

CECHY, KTÓRE ZASZKODZIŁY

Z każdym miesiącem coraz bardziej mam jednak wrażenie, że cechy, które pomogły mu przebić się z rezerw Śląska Wrocław do podstawowego składu w średnim klubie Bundesligi, w karierze reprezentacyjnej akurat mu przeszkodziły. Ilekroć Gikiewicza ktoś pytał o kadrę, tyle razy się do niej jawnie wpraszał. Im dłużej był pomijany, tym jawniej. Jak zawsze w takich sytuacjach, jedna wypowiedź nakręcała następną. Bo każdy z licznych dziennikarzy, który z nim rozmawiał, czuł się w obowiązku spytać o kadrę, licząc na jeszcze bardziej smakowity cytat. Doszło do sytuacji, w której przy każdych powołaniach kolejnych selekcjonerów podstawowym pytaniem było: dlaczego nie ma Gikiewicza? A przecież z perspektywy kadry i kolejnych trenerów to kwestia absolutnie drugorzędna. Temat zastępczy.

PECH POLAKA

Oczywiście, że Gikiewicz, jakkolwiek to zabrzmi, ma pecha, że jest Polakiem. Gdyby był na przykład Holendrem, pewnie miałby nawet szansę być pierwszym bramkarzem reprezentacji. Jednak w Polsce jest aktualnie pięciu regularnie grających w ligach top 5, z czym w Europie mogą się równać, oprócz gospodarzy tych lig, tylko Szwajcarzy. Gikiewicz ma prawo mieć poczucie, że na co dzień spotyka w lidze bramkarzy, którzy nie są słabsi od niego, ale w przerwach na kadrę jeżdżą na zgrupowania reprezentacji, zamiast trenować w klubie. Tomas Koubek, jego zmiennik w Augsburgu, ma na koncie jedenaście występów w reprezentacji Czech i Euro 2020 oglądał jako uczestnik, a nie ekspert telewizyjny. To musi być frustrujące.

MINIMALNE RÓŻNICE

Gikiewicz jest naturalnie pewny siebie jak większość bramkarzy. A może nawet bardziej niż większość. W dużej mierze właśnie to zaprowadziło go tak wysoko. Objawia się to w cesze, która sprawia, że czasem swoje zasługi ocenia wyżej niż innych. Interwencję, którą u siebie nazwałby dobrym ustawieniem, u innego bramkarza nazwie często, że “został trafiony”. Wypowiadał się kiedyś, że z polskich bramkarzy uznaje wyższość jedynie Wojciecha Szczęsnego. Tyle że to pewnie nieaktualne, bo mówił to w czasach, gdy Szczęsny był najlepszym bramkarzem w Serie A. Dziś pewnie nie widziałby większej różnicy. Z tym widzeniem różnicy też jest zresztą ciekawie. Szczęsny, pytany kiedyś o Łukasza Fabiańskiego, stwierdził coś w stylu, że bramkarza z poziomu West Hamu od bramkarza z poziomu Juventusu odróżniają absolutne detale. Nie jest tak, że istnieje między nimi przepaść. O czym zresztą świadczy fakt, że Alisson, świetnie później broniący w Liverpoolu, był jego zmiennikiem w Romie. Gdyby była między nimi przepaść, do niczego takiego by nie doszło. Ale może akurat w tamtym momencie, w tamtej konkretnej drużynie, szczegóły przemawiały na korzyść Polaka, a nie Brazylijczyka.

SILNA KONKURENCJA

Polska ma więc do wyboru pięciu bramkarzy na bardzo podobnym, wysokim poziomie. Grają w trzech różnych ligach. Szczęsny jako jedyny w klubie z najwyższej półki, pozostali w średniakach, które, gdy mają lepszy sezon, kręcą się w okolicach strefy pucharowej, a gdy gorszy, muszą patrzeć za siebie, ale zasadniczo lądują zwykle w środku tabeli. Nie ma idealnych narzędzi do mierzenia występów bramkarzy, jednak są coraz lepsze. Względnie miarodajną statystyką są uniknięte gole, czyli odwrotność goli oczekiwanych. Biorąc pod uwagę jakość strzałów oddawanych na ich bramkę oraz liczbę rzeczywiście puszczonych goli, można oszacować, który bramkarz na dłuższą metę daje zespołowi coś ekstra, który nie zawala, ale i nie pomaga, a który bardziej przeszkadza, niż wspiera.

gikiewiczglowneGettyImages-1228133512.jpg
Harry Langer/DeFodi Images via Getty Images

MIERZENIE BRAMKARZY

Bazując na danych z Wyscouta za sezony 2019/20 (pierwszy pełny Gikiewicza w Bundeslidze), 20/21 i początek sezonu 21/22, różnice pomiędzy polskimi bramkarzami są minimalne. Najlepiej w tym okresie wypada Szczęsny z wynikiem 0,21 unikniętego gola na mecz. Kolejne miejsca zajmują Łukasz Skorupski (0,10), Łukasz Fabiański (0,06), Rafał Gikiewicz (-0,17) i Bartłomiej Drągowski (-0,75). Przekładając to na bardziej ludzki język, Szczęsny średnio raz na pięć meczów chroni drużynę przed straceniem pewnego gola, Skorupski robi to raz na dziesięć meczów, Fabiański raz na szesnaście. Z kolei Gikiewicz raz na pięć meczów puści gola, którego dało się uniknąć, a Drągowski robi to nawet w co drugim meczu.

SZCZĘSNY I RESZTA

Oczywiście statystyki warto rozpatrywać w długim okresie, bo pojedyncze sezony mogą zakrzywiać wyniki. Skorupski w poprzednim sezonie z wynikiem +0,21 był drugi w Serie A, ustępując tylko Gianluigiemu Donnarummie, ale teraz zaczął słabiej i jest 0,11 na minusie. Gikiewicz w poprzednich rozgrywkach był w tej statystyce najlepszym bramkarzem Bundesligi (+0,3), ale w tym ma na razie wynik na poziomie –0,28, a w Unionie Berlin też był minimalnie pod kreską. Co ciekawe, tak krytykowany za ten sezon Serie A Szczęsny ma wynik +0,07. Szósty wśród najwyższych w lidze. Coś zawalił, ale ogólnie rzecz biorąc nadal lepiej mieć go w bramce niż nie mieć. Odcinając jednak zakrzywienia i patrząc na ostatnie dwa sezony z kawałkiem, widać, że Szczęsny w samej obronie strzałów prezentuje się najlepiej. A różnice pomiędzy pozostałymi są minimalne.

SKUPIENIE NA DETALACH

Na tyle minimalne, że można ich uznać za bramkarzy na bardzo podobnym poziomie i skupić się na detalach, które komuś bardziej pasują, a komuś mniej. Gra na przedpolu. Gra nogami (w tym akurat Gikiewicz pod presją ma pole do poprawy). Charakter. Zachowanie w szatni. Czy wreszcie także wiek. Odcinając Fabiańskiego, który po najbliższym zgrupowaniu zakończy reprezentacyjną karierę, hierarchia z pierwszym Szczęsnym i drugim Skorupskim odpowiada ich bramkarskim statystykom w dłuższym okresie. Gikiewicz mógłby ewentualnie wskoczyć za Drągowskiego, od którego, gdy jest w szczytowej formie, być może faktycznie jest dziś trochę lepszy, ale naprawdę ma z perspektywy selekcjonera sens brać na numer trzy zawodnika dziesięć lat młodszego, który jednak ma większe pole do rozwoju i z którego kadra może mieć docelowo więcej niż z Gikiewicza. Dla bramkarza Augsburga to okrutne, bo zabiera mu marzenia. Ale z perspektywy reprezentacji to racjonalne.

BEZPIECZNIEJSZY DRĄGOWSKI

Zwłaszcza że Drągowski, choć też potrafi mieć niewyparzony język, na razie nie kwestionuje swojej pozycji w hierarchii i nie narzeka głośno, gdy nie jeździ na zgrupowania albo nawet na Euro. A co do Gikiewicza nie ma pewności, że po trzech treningach z kadrą nie stwierdziłby, jak już kiedyś sugerował Krzysztof Stanowski w “Stanowisku”, że właściwie to nie czuje się słabszy od nikogo i dlaczego ma bronić Szczęsny, a nie on? Sousa, który od pierwszego zgrupowania próbował zapewnić sobie spokój na pozycji bramkarza, kończąc rotację między Szczęsnym oraz Fabiańskim i opowiadając się za jasną hierarchią, chce, by każdy z bramkarzy wiedział, po co przyjeżdża na zgrupowanie. Nie chce problemów. Ani kogoś, kto kwestionuje jego wybory. Więc także po ludzku bezpieczniej jest mu powołać Drągowskiego zamiast Gikiewicza.

gikiewiczglowne.jpg
Maja Hitij/Getty Images

DALSZY RADAR

Wypowiedź Sousy o tym, że nie ma bramkarza Augsburga na radarze, nie spodobała mi się, bo od selekcjonera oczekuję, by każdego piłkarza z polskim paszportem miał na radarze i przyglądał się jego rozwojowi. Zwłaszcza jeśli gra na poziomie czołowej ligi świata. Ale rozumiem też, dlaczego poza trójką, którą powołuje, najbardziej uważnie przygląda się Radosławowi Majeckiemu czy Kamilowi Grabarze. 34-letni (rocznikowo) Gikiewicz, 31-letni Szczęsny, 36-letni Fabiański i 30-letni Skorupski to mniej więcej to samo pokolenie, które będzie ze Szczęsnym rywalizować tak długo, jak potrwa jego kariera. Być może w którymś momencie któryś z nich przeskoczy na chwilę Szczęsnego, jak Jens Lehmann przeskoczył Olivera Kahna, którego przez wiele lat był zmiennikiem, ale żaden z nich nie będzie dla kadry docelowym rozwiązaniem na wiele lat. Do tego potrzeba kogoś z innego pokolenia. Lehmann zdążył pobronić w dwóch turniejach, ale dopiero siedemnaście lat młodszy Manuel Neuer okazał się rozwiązaniem na kolejną dekadę.

SCHEDA PO SZCZĘSNYM

W tym kontekście Drągowski, dzisiejszy trzeci bramkarz, to aktualny lider walki o schedę po Szczęsnym. Majecki i Grabara to jego potencjalni rywale. Sousy oczywiście już wtedy w Polsce nie będzie, więc mógłby się tym nie zajmować. Ale nie czyniłbym selekcjonerowi zarzutu, że myśli odrobinę do przodu i nie chce zostawić całkowicie spalonej ziemi. Gdy Majecki, Drągowski, Grabara i pewnie jeszcze kilku innych będą rywalizować o miejsce w kadrze, Gikiewicz będzie już pewnie po zakończeniu kariery. Nikt, nawet Sousa, nie neguje, że jest dziś od nich lepszy. Ale akurat z nimi nie rywalizuje o to, kto jest lepszy. Dopiero, gdyby Szczęsny i Skorupski zerwali jednocześnie więzadła krzyżowe, na pierwszy plan weszłyby w jego przypadku kryteria sportowe. I jakoś jestem dziwnie spokojny, że gdyby do tego doszło, Gikiewicz znalazłby się w kadrze.

SPRAWA JANASA

Jakkolwiek aktualnych bramkarzy to boli, jakkolwiek im się to nie podoba, branie na trzeciego kogoś, kto przyjeżdża się uczyć, zbierać doświadczenie, chłonąć atmosferę kadry i bronić na treningach strzały Lewandowskiego, naprawdę długofalowo ma sens. W 2006 roku cała Polska dyskutowała o Janasie, który zwariował. Zawołanie “ ale, że Dudka nie wzięli na mundial?!”, weszło na dobre do języka. Jednak z ręką na sercu i z perspektywy piętnastu lat, kto miał rację: upominający się o Dudka, który później zagrał w kadrze jeszcze tylko cztery razy, czy Janas, wybierający 21-letniego Łukasza Fabiańskiego z Legii, wystawionego później przez kolejnych selekcjonerów 54-krotnie? W tamtym momencie lepszym bramkarzem był Dudek z Liverpoolu. Ale bardziej opłacalne dla polskiej było zostawienie jednego miejsca dla najlepiej rokującego przedstawiciela kolejnego pokolenia.

DWA RANKINGI

Sousa ma dwa rankingi. Jeden stricte sportowy, w którym prowadzi Szczęsny, a drugi jest Skorupski, który nie kwestionuje pierwszeństwa bramkarza Juventusu. Drugi sportowo-przyszłościowy, w którym prowadzi Drągowski, przed Majeckim i Grabarą. Drugi jest dla Gikiewicza ze względów metrykalnych zamknięty. W grę wchodzi tylko pierwszy. By jeździć na kadrę, nie wystarczy jednak wyprzedzić w nim Skorupskiego, na co Gikiewicza pewnie stać, może nawet już dzisiaj. Wizerunek, na który bramkarz Augsburga pracował przez lata, sprawia, że są uzasadnione powody, by sądzić, że kwestionowałby pierwszeństwo Szczęsnego. A tego Sousa raczej nie chce, skoro tak klarownie i od razu zaznaczył, że to jego numer jeden i konsekwentnie się tego trzyma.

WALKA ZE SZCZĘSNYM

Przy następnych powołaniach nie pytajmy więc, czy Gikiewicz jest słabszy od Majeckiego, Drągowskiego, czy Skorupskiego. Pewnie nie jest, ale nie o to chodzi. Pytajmy, czy jest słabszy od Szczęsnego. Dopiero, jeśli uznamy, że nie, brak powołań dla Gikiewicza będzie dziwny. Trzeba jednak mieć świadomość, że oznaczałoby to automatycznie całkowite wykluczenie Szczęsnego z kadry. Bo przecież on też nie zaakceptowałby bycia zmiennikiem Gikiewicza. Są po prostu bramkarze, którzy nadają się na zmienników. I są tacy, których albo ma się jako podstawowych, albo lepiej ich nie mieć w ogóle. Mówimy często, że kadra to nie jest zwyczajnie zbiór najlepszych piłkarzy z danego kraju. I właśnie w tej sytuacji dobrze to widać.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.