Z NOGĄ W GŁOWIE. Co przydomki klubów z Bundesligi mogą powiedzieć o Niemczech

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
Opel Arena
Alex Grimm/Bongarts/Getty Images

Futbol to odbicie społeczeństwa, a w Niemczech widać to wyjątkowo mocno. Nic dziwnego, że lektura dowolnego wydania “Kickera” może wiele powiedzieć o tym, gdzie w kraju są najsłynniejsze karnawały, które miasto miało pierwszą na świecie dzielnicę socjalną i w której części Berlina było najwięcej zakładów ślusarskich.

Kiedy czasem fani niemieckich klubów pytają mnie, jak zaczęło się u mnie zainteresowanie Bundesligą, zwykle muszę ich rozczarować. Nie ma tam żadnej romantycznej historii o oglądaniu “Ran”, ślęczeniu przy transmisjach z DSF-u i noszeniu koszulek Mehmeta Scholla. Niemiecką piłkę śledziłem przez wiele lat tak samo, jak każdą inną silną ligę zagraniczną. W miarę możliwości. Tym, co naprawdę popchnęło mnie zawodowo w jej stronę, był język, którego twarde brzmienie zawsze mnie przyciągało, zamiast odpychać. Gdy inni, słysząc “Der Schmetterling”, z odrazą zasłaniają uszy, ja zawsze widziałem motyla, o którym mowa. Kiedy trzeba było podjąć decyzję na temat studiów, połączyłem kropki: znajomość języka, który nie wszyscy w Polsce znają+moje zainteresowanie futbolem+polskie zainteresowanie Bundesligą, uznałem, że to droga, którą warto iść. Studia ze specjalizacją niemcoznawstwo, silniejsze skupienie na Bundeslidze i Erasmus w deszczowej Norymberdze zamiast gdzieś w słonecznej Sewilli. Bo redakcja “Kickera” jest w Norymberdze, nie w Sewilli. A na Bundesligę bliżej z Frankonii niż z Andaluzji.

ŁĄCZENIE ŚWIATÓW

Opisuję to wszystko, żeby wytłumaczyć, dlaczego śledząc niemiecką piłkę, zawsze starałem się łączyć oba wątki. Futbol i studia. Studia i futbol. Czytając artykuły w “11Freunde”, szukałem czegoś, co przyda mi się na studiach. Studiując, szukałem czegoś, co przyda się w tekstach. Wkrótce obie dziedziny do tego stopnia zaczęły się przenikać, że nie było na studiach przedmiotu, w który nie byłbym w stanie wpleść prezentacji tematycznie powiązanej z Bundesligą. A gdy raz, w trakcie pisania licencjatu, uznałem, że czas wreszcie oderwać się od piłki, żeby nie zajmować się tylko nią, promotor przeczytał całość i uznał, że brakuje mu rozdziału o piłkarzach. Nie ironizował. Naprawdę uważał, że praca na temat muzułmanów w Niemczech powinna zawierać wątki o zawodnikach tureckiego pochodzenia. Zwłaszcza Mesuta Oezila. Chcąc nie chcąc, dopisałem.

GEOGRAFICZNE TROPY

To jasne, że przez futbol da się nauczyć geografii każdego kraju. I że w Niemczech nie jest inaczej, bo same nazwy klubów zdradzają, że Monachium jest w Bawarii, Kassel w Hesji, a Aue leży w Rudawach. Nazwy stadionów sugerują, jaka rzeka przepływa przez Bremę, a jaka przez Bochum. Ale każdego dnia się przekonuję, że to nie tylko kwestia geografii, ale w ogóle wiedzy o Niemczech. Z prasy sportowej można naprawdę wiele wyczytać. Zwłaszcza jeśli czyta się ją w oryginale. I wie się, że na Bayer Leverkusen nikt nie mówi “Aptekarze”, tylko “Werkself”, czyli “jedenastka zakładowa”. A Hoffenheim to nie “Wieśniacy”, tylko “Kraichgauer”, czyli ludzie z wyżyny Kraichgau.

SŁOŃCE I ŚLUSARZE

Niektóre skojarzenia są oczywiste. Bo to, jasne, dlaczego Wolfsburg określa się jako “Autostadt” i dlaczego akurat piłkarze Bayernu wskakują raz do roku w skórzane stroje i koszule w kratę, chwytają kufle piwa i wchodzą do namiotów na Oktoberfeście. Jednak by wyłapać niektóre, trzeba się zagłębić mocniej. Informacja o tym, że na nowym stadionie SC Freiburg zamontowano dach solarny, jest kompletna dopiero wtedy, gdy wie się, że Fryburg Bryzgowijski to w skali roku najbardziej słoneczne miasto w Niemczech. Gdzie mieści się centrala firmy farmaceutycznej Bayer, odpowie każdy kibic obudzony w środku nocy. Ale tego rodzaju śladów jest więcej. Nazwa dawnego drugoligowca Carl-Zeiss zawiera wiedzę o tym, że słynne zakłady optyczne mają siedzibę w Jenie. A to, który klub nazywa się Wacker, sugeruje, że wielka firma chemiczna mieści się w Burghausen. Kiedy podczas meczu Unionu Berlin słyszymy skandowanie “Eisern Union”, czyli “żelazna unia” i widzimy transparenty “Schlosserjungs”, czyli ślusarze, możemy to dopełnić informacją, że dzielnica Koepenick była niegdyś zagłębiem zakładów ślusarskich. Obecny prezydent klubu Dirk Zingler pracował zresztą w młodości w tym zawodzie.

KARNAWAŁOWE STOLICE

W trakcie sezonu mogą nas nagle w któryś weekend zaskoczyć wyjątkowo pstrokate stroje, w których zaprezentują się piłkarze 1. FC Koeln albo FSV Mainz. Warto to skojarzyć z karnawałem, z którego oba miasta są słynne. Na hasło “karnawał w”, mózg w Polsce zawsze dopowiada automatycznie “Rio”, ale w Niemczech Kolonia i Moguncja to karnawałowe stolice. Stąd w trakcie ich trwania kolorowe stroje na trybunach i koszulki nawiązujące do tego, co dzieje się na ulicach. I prześmiewcze okrzyki rywali “Ihr seid nur ein Karnevalsverein”. Gdy w którymś z tych klubów zaczyna rządzić chaos i dochodzi do jakichś absurdalnych wydarzeń, także media chwytają się karnawałowych metafor. Za to, kiedy wszystko jest dobrze, Kolonię określa się dumnie jako “Domstadt”, czyli “miasto katedry”. Zresztą wystarczy rzut oka na klubowy herb, by wiedzieć, gdzie mieści się najsłynniejsza katedra w Niemczech.

HISTORYCZNE PRZYDOMKI

Przydomki zwierzęce, tak popularne w angielskim futbolu, nie są w Niemczech częste. Występują oczywiście “Źrebaki”, czyli Borussia Moenchengladbach, “Wilki”, czyli Wolfsburg i “Bociany”, czyli Holstein Kilonia, jednak znacznie częściej ksywka klubu odnosi się do jakiejś lokalnej specyfiki. I tak FC Augsburg, w języku polskim nieznany pod żadnym przydomkiem, w niemieckich mediach funkcjonuje jako “Fuggerstaedter”. Rozsławia tym samym Fuggerei, czyli słynną pierwszą na świecie dzielnicę socjalną, założoną w tym mieście w XVI wieku, a dziś będącą jedną z atrakcji turystycznych. Jej nazwa upamiętnia założyciela, czyli Jakoba Fuggera. Z kolei w 2. Bundeslidze prowadzi obecnie położony po sąsiedzku klub z Ratyzbony, upamiętniający Friedricha Ludwiga Jahna, XIX-wiecznego pruskiego pedagoga, propagującego gimnastykę i kulturę fizyczną. W Bielefeld czczą natomiast wojownika Arminiusza, który w Lesie Teutoburskim nieopodal miasta w 9 roku n.e. pokonał trzy rzymskie legiony, przez co nazwano go "wyzwolicielem Germanii". O historii opowiada też określenie “Hanseaten”, którym obdarza się najczęściej piłkarzy Hamburgera SV i Werderu Brema. Oba miasta, podobnie jak Rostock, gdzie gra II-ligowa Hansa, należały w średniowieczu do Ligi Hanzeatyckiej, czyli do ponadpaństwowej unii gospodarczej zrzeszającej miasta z północnej części Europy. Wystarczy przeczytać dowolny numer “Kickera”, by nie mieć najmniejszych problemów ze wskazaniem przynajmniej trzech miast, które należały do tego związku.

ROBOLSKA MENTALNOŚĆ

Nie chcę oczywiście sugerować, że nie da się zainteresować Bundesligą, gdy nie jest się zorientowanym we wszystkich lokalnych niuansach niemieckich, ale nie mam wątpliwości, że znając je, łatwiej wsiąknąć w klimat tej ligi. I zrozumieć, że gdy w Gelsenkirchen powie się o jakimś piłkarzu, że ma “Malocher Mentalitaet”, nie ma większego komplementu. Bo “mentalność robola” to do dziś najbardziej pożądana cecha u piłkarzy grających w klubach z Zagłębia Ruhry. Nawet jeśli wychowali się tysiące kilometrów od Bochum i zarabiają miliony. Co przejdzie w Hamburgu i w Berlinie, w Gelsenkirchen i Dortmundzie może być dyskwalifikujące. Tak samo nikt, kto zna Bundesligę i choć raz widział Ulego Hoenessa, nie będzie zdziwiony, że akurat Bawaria szczyci się w skali kraju sztuką konstruktywnego kłócenia się. Regionalna specyfika wciąż jest w niemieckim futbolu bardzo mocno widoczna. I to kolejny dowód podkreślanego często wyjątkowo silnego zakorzenienia niemieckich klubów w swoich regionach.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.