Z NOGĄ W GŁOWIE. Aleksander Buksa i sprawa, którą wszystkie strony przegrały

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Wychowanek Wisły Kraków
Jakub Gruca/400mm

W medialnej naparzance, która wytworzyła się wokół wychowanka Wisły Kraków, umknął gdzieś sam piłkarz i jego dobro. Klub niewątpliwie przegrał negocjacje na temat nowego kontraktu Aleksandra Buksy. Jednak wiele wskazuje na to, że on też je przegrał.

Po serii wywiadów Tomasza Jażdyńskiego dla Interii i „Gazety Krakowskiej” na temat negocjacji w sprawie kontraktu Aleksandra Buksy wyjątkowo nie mam ochoty krytykować Wisły, że nie potrafiła dobrze rozegrać rozmów. Że wiedząc, iż ma po drugiej stronie trudnego gracza, nie rozeznała dostatecznie rynku grzańców. Że sprawie, która dobrze poprowadzona mogłaby rozwiązać problemy finansowe klubu, trzeba było nadać najwyższy priorytet. Pewnie byłoby w tym wiele prawdy. A jednak byłby to kolejny w tym wątku tekst o mechanizmach w piłce. Jażdżyński opowiedział o negocjacjach, klauzulach i kruczkach, żeby wiślacka społeczność uznała drugą stronę za winną fiaska. Adam Buksa senior odpowiedział w meczyki.pl innymi negocjacjami, klauzulami i kruczkami, by odbić piłeczkę. Ja opowiedziałbym o tym, jak moim zdaniem powinna wyglądać perspektywiczna polityka sportowa klubu. Lecz koniec końców znów zgubiłby się w tym sam zainteresowany. Aleksander Buksa. Mam wrażenie, że ciągle gdzieś w tym okładaniu się medialnymi pałkami umyka.

FENOMEN, KTÓRY MINĄŁ

Kiedy w maju ekstraklasa szykowała się do wznowienia rozgrywek, przegrzebałem na transfermarkt. de wszystkie najwyższe ligi w Europie, poszukując zawodników z rocznika 2003, którzy mieli już za sobą debiuty w pierwszych drużynach. Znalazłem tylko nieliczne przypadki. Buksa nie tylko zadebiutował, ale wręcz miał na koncie trzy ekstraklasowe gole. Co czyniło go zjawiskiem na skalę europejską. To właśnie ta statystyka, a nie jego umiejętności, tłumaczyła pojawiające się w jego kontekście nazwy największych klubów Europy. Atrakcyjne z perspektywy Juventusu czy Barcelony nie było to, że Buksa dobrze gra w piłkę, tylko to, czego można go nauczyć, skoro już w takim wieku strzela w seniorskiej piłce. Najwięcej kart w ręku Buksa trzymał w tamtym momencie: kiedy jego europejscy rówieśnicy ciągle jeszcze grali w juniorskich drużynach. Wtedy, a jeszcze bardziej w sierpniu 2019, gdy strzelał pierwszego gola w lidze, był fenomenem na skalę światową. To był optymalny moment na granie va banque.

RÓWIEŚNICY JUŻ GRAJĄ

Od tego czasu trochę się zmieniło. Na jego niekorzyść. Jude Bellingham przeszedł do Borussii Dortmund za 23 miliony euro i zadebiutował w reprezentacji Anglii. Florian Wirtz został liderem Bayeru Leverkusen. Jamal Musiala zaczął regularnie występować w Bayernie Monachium. Rayan Cherki zagrał w półfinale Ligi Mistrzów. Rok młodszy Youssoufa Moukoko strzelił pierwszego gola w Bundeslidze. A Buksa skończył osiemnaście lat i został rezerwowym Wisły Kraków. O ile w sierpniu 2019, gdy jakiś europejski skaut wybrał filtr „rocznik 2003”, jedno z pierwszych nazwisk, jakie wyskoczyło mu na liście, należało do nastolatka z Wisły Kraków, o tyle w lutym 2021 już gdzieś ginęło wśród znacznie sławniejszych. Z każdym dniem rynek coraz mniej będzie oceniał Buksę pod kątem tego, kim może być, a coraz bardziej pod kątem tego, kim jest. A to dla niego gorzej.

ZAPOMNIANY ZAWODNIK

Całą sytuację odbieram jak biznesową walkę kogutów, którzy tak zatracili się w rywalizacji, kto kogo przelicytuje, że właściwie zapomnieli, po co właściwie się spotkali. I o ile Wiśle trudno zarzucić, że widziała w wychowanku głównie pieniądze, bo co miała widzieć, o tyle ojciec siłą rzeczy powinien stawiać na pierwszym miejscu dobro syna. A jakoś mam wrażenie, że sytuacja, do której obie strony doprowadziły, jest dla Aleksandra Buksy najmniej korzystna. Zupełnie odrzucając, jakiego koloru są ściany w jego pokoju. Tak, Wisła przegrała sprawę Buksy. Ale Buksa chyba też ją przegrał.

HARMONIJNE WEJŚCIE

Jakkolwiek jestem zwolennikiem sensownego wprowadzania młodych, czytając oświadczenie, jakie Adam Buksa wysłał portalowi meczyki.pl, zastanawiałem się, czego jeszcze oczekiwałby w kwestiach sportowych od Wisły Kraków. Śledząc z bliska cały rozwój kariery jego syna w pierwszej drużynie, mam wrażenie, że wszystko tutaj odbywało się bardzo harmonijnie. Wczesne zaproszenie do pierwszej drużyny, treningi u Macieja Stolarczyka, potem regularne szanse w sparingach, po których nastąpił ligowy debiut, następnie pierwsze występy od pierwszej minuty już u Artura Skowronka. Miesiąc po siedemnastych urodzinach Buksa miał już odhaczone wszystkie te punkty. Trudno powiedzieć, by w klubie bali się go wystawić, bo był zbyt młody.

MOŻLIWOŚĆ GRY

Sytuacja kadrowa, jaką stworzono, niekoniecznie była dobra dla Wisły, ale już dla Buksy całkiem niezła. Po pierwszej rundzie w seniorach, która była dla niego przetarciem, zaczął być traktowany jako pełnoprawny napastnik do rywalizacji ze schodzącym ze sceny Pawłem Brożkiem, który nie był już w stanie regularnie grać, więc wiadomo było, że nastolatek będzie mógł zbierać minuty, co faktycznie robił. Ściągnięcie Alona Turgemana wcale nie musiało być dla Buksy złą informacją, bo zdejmowało z niego presję strzelania goli co mecz, która dla każdego młodego napastnika na świecie byłaby trudna do uniesienia.

DOBRE PERSPEKTYWY

Fatos Beciraj czy Felicio Brown Forbes też nie byli rywalami nie do przeskoczenia. Buksa miał wszelkie szanse, by po prostu wygrać z nimi rywalizację i jeszcze przed osiemnastymi urodzinami być podstawowym napastnikiem klubu ekstraklasy. Słabość Wisły akurat dla niego była szansą. Zatrudnienie dodatkowo zachodniego trenera, specjalizującego się w szkoleniu młodzieży, wrzucającego w derbach do gry debiutanta Konrada Gruszkowskiego i wpuszczającego na końcówkę meczu Piotra Starzyńskiego, pokazuje, że dla młodych mogą w Krakowie zaczynać się złote czasy. Buksa senior pisze tymczasem o braku sportowych perspektyw. Tak, Wisła nie daje realnych perspektyw na grę w pucharach, zdobywanie medali, czy trofeów. Ale daje nastoletniemu napastnikowi realne perspektywy regularnej gry w pierwszym składzie. Na razie o inne perspektywy nie powinien się martwić. Wszędzie na świecie uważają, że nie ma dla nastolatka nic bardziej rozwijającego niż granie z seniorami.

Wisła Kraków
Jakub Gruca

TRZY GRUPY

Piłkarzy wyjeżdżających z ekstraklasy można podzielić na trzy grupy: niepełnoletnich, których kupuje się za potencjał, a nie za to, co zrobili (Kacper Urbański z Lechii Gdańsk do Bolonii), około 20-letnich, którzy już w lidze udowodnili, że potrafią (Karbownik, Moder, Piątkowski, kiedyś Lewandowski) i w pełni ukształtowanych piłkarzy, którzy są gwiazdami ligi (np. Świerczok, gdy przenosił się do Łudogorca). Buksa powoli robi się za stary, by należeć do pierwszej grupy – zwłaszcza że najbliższa runda też nie zapowiada się dla niego kolorowo — ale na boisku zrobił za mało, by należeć do drugiej. Skoro do osiemnastego roku życia nie wyjechał z Polski, teraz, żeby wyjechać do naprawdę silnej ligi i silnego klubu, musiałby zacząć już coś znaczyć w drużynie. By jednak było to możliwe, musi się rozwinąć. Bo choć nigdy nie zgadzałem się z deprecjonującymi jego umiejętności i od początku uważałem go za naprawdę duży talent, to nie oznacza, że jest już gotowy do podboju świata. Gotowy będzie, gdy się przygotuje.

JEDEN Z WIELU

Oczywiście, że mając kartę na ręku i całkiem niezłe CV jak na osiemnastolatka, nie będzie miał problemu ze znalezieniem zagranicznego klubu, który go przygarnie, nie ponosząc wielkiego ryzyka. Ale to już dobra perspektywa tylko dla tego klubu, nie dla zawodnika, którego nikt tak naprawdę nie chce, tylko zatrudnia na zasadzie „a nuż odpali”. W Wiśle Buksa jeszcze długo byłby oczkiem w głowie, na które się chucha i dmucha. Gdzie indziej, jeśli okaże się, że odstaje, wezmą następnego. Dla nich nie będzie już nikim wyjątkowym, kogo ustawia się na zdjęciach obok legendy klubu, by poprawić nastroje kibiców.

ZAWODOWA DŻUNGLA

Choć wiele się mówi o perspektywach, polityce i szansach rozwoju, w którymś momencie futbol zawodowy staje się po prostu dżunglą, do której wchodzisz i albo sobie radzisz, albo nie. Buksa ma w szatni kogoś, kto w wieku 19 lat wszedł z IV ligi prosto do walczącej o mistrzostwo Wisły. Błaszczykowski się obronił i zrobił karierę. Nie dlatego, że ktoś rozrysował przed nim tak dokładny plan rozwoju, nie dlatego, że był przepis o młodzieżowcu i nie dlatego, że klub potrzebował pieniędzy z transferu, tylko dlatego, że wygrał rywalizację. W normalnych warunkach porównywanie kogokolwiek do młodego Błaszczykowskiego uważałbym za słabe, bo to oczywiste, że nie każdy ma talent przyszłego finalisty Ligi Mistrzów. Ale akurat Buksę się o taki podejrzewa.

SPALONY MOST

Przykład Błaszczykowskiego mógłby pokazać Aleksandrowi Buksie jeszcze jedno. Że nie warto robić kariery na kontrze. Że czasem po prostu opłaca się zostawiać za sobą mosty. Że można pozwolić zarobić klubowi, w którym się wychowało, bez strat na własnej karierze. Że nigdy nie wiadomo, jak się potoczą dalsze losy. Błaszczykowski, wyjeżdżając z Wisły w wieku 22 lat, nie sądził pewnie, że kiedyś będzie jednym z następców Bogusława Cupiała. A Mario Goetze, odchodząc w atmosferze skandalu z Borussii Dortmund, nie zakładał raczej, że kilka lat później będzie próbował odbudować się właśnie w Dortmundzie. Z kolei Michałowi Karbownikowi krzywda się nie stała, że pół roku przed transferem do Premier League, podpisał z Legią nowy kontrakt. Wszyscy rozeszli się w zgodzie, wszyscy zadowoleni. Jeśli mu nie wyjdzie, zawsze będzie miał opcję odbudowania się w Warszawie. Jeśli mu wyjdzie, może w wieku 40lat zakończyć tam karierę jako legenda. To nie jest jedyna droga do sukcesu, ale im więcej lat gry ma się przed sobą, tym więcej furtek warto trzymać otwartych.

KARIERA NA KONTRZE

Robienie kariery na kontrze jest trudniejsze. Trudniej się strzela gole, gdy kibice są wrogo nastawieni. Trudniej zachowuje się dobry nastrój, gdy czyta się o sobie pełno negatywnych komentarzy w mediach społecznościowych. Łatwiej wraca się do swojego miasta, gdy ludzie nie patrzą na ciebie krzywo. Jest się poważniejszym człowiekiem, gdy pół roku po zapozowaniu z koszulką Wisła 2023 i całowaniem jej herbu, nie odchodzi się z klubu w atmosferze konfliktu. Buksa senior powie, że jego syn do tego wszystkiego miał prawo, nie zrobił niczego nielegalnego i w ogóle, jeśli nosi się nazwisko Buksa, trzeba się cenić. Z jego perspektywy to pewnie prawda. Na wszystko jest jednak odpowiedni moment.

ROZWÓJ NA PIERWSZYM MIEJSCU

Osiemnastolatek na pierwszym miejscu powinien stawiać rozwój, a dopiero dalej cenienie się i uzyskiwanie od innych dowodów szacunku. Zwykli osiemnastolatkowie zbierają truskawki i maliny, przynoszą kawę na darmowych stażach, dorabiają w restauracjach, na stacjach benzynowych, myjniach i zmywakach. Zdobywają doświadczenie. Kształtują charakter. Uczą się funkcjonowania w grupie. Jeśli robią to całe życie, jest problem. Ale jeśli robią to jako 18-latkowie, by trochę wzmocnić kręgosłup, wszystko jest w porządku. Robert Lewandowski uniósł się honorem, gdy usłyszał, że nie może zarabiać najwięcej w Borussii Dortmund, dopiero wtedy, gdy miał już odpowiednią pozycję, by unieść się honorem. Robert Lewandowski ma wizerunek chłodnego profesjonalisty, bo nigdy, w żadnym klubie, nikt nie przyłapał go na jakichś dowodach przywiązania, które potem można by użyć przeciwko niemu. Pewnie dlatego wszędzie go szanują.

HISTORIĘ PISZĄ ZWYCIĘZCY

Oczywiście, że jeśli Aleksander Buksa ostatecznie zrobi wielką karierę, wyjdzie na jego. Chodzi jednak o to, by zrobienie wielkiej kariery sobie ułatwiać, a nie utrudniać. Zrobienie wielkiej kariery składa się z tysiąca drobnych dobrych decyzji. Odchodząc w atmosferze konfliktu z miejsca, w którym miał najlepsze perspektywy rozwoju, Buksa postawił się pod presją. On sam. Nie jego menedżer ani ojciec. Skoro może prowadzić samochód, mieć dzieci, wybierać prezydenta i kandydować do sejmiku, może też decydować o tym, w jakim klubie będzie grał. Skoro uznał, że nie podpisze kontraktu, to znaczy, że to on zdecydował, że nie warto. Czas oceni jego wybory, ale musi pamiętać, że jeśli mu się nie powiedzie, nikogo nie będzie już obchodziło, że w 2020 roku Obidziński coś powiedział nie tak do jego ojca, Bałaziński krzywo spojrzał, a ktoś jeszcze nie ukłonił się w pas. Historię piszą zwycięzcy. Pozostali tylko biografie, w których tłumaczą, dlaczego im nie wyszło.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.