Yeboah: To mój czas. Trener Gula mówi: „Yaw, masz wszystko, żeby być piłkarzem z topu” (WYWIAD)

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Yaw Yeboah - Wisła Kraków
Fot. Piotr Kucza / 400mm.pl

Dlaczego w Twente najlepiej grało mu się z Mateuszem Klichem? Co ogranicza polskich zawodników? Jakie rady udzielali mu koledzy z Manchesteru City i dlaczego odpalił dopiero w tym sezonie, stając się w Ekstraklasie piłkarzem-zjawiskiem? Rozmawiamy z Yawem Yeboahem, pomocnikiem Wisły Kraków.

PAWEŁ GRABOWSKI: Jak wrażenia po wyjeździe do Ghany? Pierwszy raz zagrałeś w meczu o punkty dorosłej reprezentacji.

YAW YEBOAH: To jest dla mnie duży krok. Kiedy dostałem powołanie, powiedziałem sobie: „To jest mój czas. Grałem dobrze cały miesiąc. Muszę to kontynuować”. To samo miałem w głowie podczas meczu z Etiopią. „Yaw, dostałeś 20 minut, pokaż się”. Wierzę w siebie. Wierzę w swoje umiejętności. Trenerowi chyba spodobał się ten mecz, bo w kolejnym z RPA zagrałem od pierwszej minuty. Myślę, że gdybyśmy wygrali, wracałbym w dużo lepszym nastroju. Ale i tak jest dobrze. Za trzy tygodnie gramy z Zimbabwe. Chciałbym znowu dostać szansę.

Koledzy z reprezentacji pytali, co ty w ogóle robisz w Polsce? Zakładam, że nie wiedzą dużo o tej lidze.

Dużo takich pytań dostaję. Dlaczego jesteś w Polsce? Co to za liga? Dla mnie najważniejsze jest koncentrowanie się na swojej grze. Chcę eksponować umiejętności, a Polska mi to daje. Pytają mnie: dlaczego tu jestem? Bo dostałem szansę. Ostatnio, gdy zaczęłam strzelać, moje bramki fruwały po Internecie. Dużo ludzi w Ghanie zwróciło na to uwagę i coraz cześciej pytają mnie o Ekstraklasę. Koledzy zastanawiają się, czy warto tu grać. Wcześniej nie byli tacy ciekawi. Mówię im, że Polska to duże stadiony, żywiołowi fani i fajne miasta. Nie oceniam poziomu. Dla mnie to jest plac, na którym chcę się pokazać.

Jest jakiś piłkarz w Ekstraklasie, którego umiejętności robią na tobie wrażenie?

Oglądam ligę, ale obserwuję jak grają całe zespoły. Nie analizuję indywidualnie. Trudno mi kogoś teraz wyróżnić.

Pytam cię, bo w Polsce cały czas narzekamy, że nasi piłkarze nie dryblują. Niewielu chce tu robić show.

Myślę, że to kwestia pewności siebie. Widzę to po sobie. Jestem młody, ale zebrałem lekcje w Manchesterze City, Lille, Twente, Celcie Vigo itd. Znam różne typy gier. Tam cały czas mówiono mi: bądź sobą, graj swoją piłkę. Nikt mnie nie krępował. Polscy piłkarze potrafią grać technicznie, jest wielu nieźle wyszkolonych, ale muszą cześciej ryzykować. W piłce musisz umieć pokazać siebie. Jestem szczęśliwy, że mam teraz trenera, który nie narzuca na mnie presji. Adrian Gula sam był piłkarzem i to w dodatku lewonożnym jak ja. Wie jak najlepiej można mnie wykorzystać. Wie, że kocham być z piłką przy nodze.

Yaw Yeboah - Wisła Kraków
Fot. Jakub Gruca / 400mm.pl

Słyszałeś, że ostatnio w Polsce w grupach 6-11 lat skasowano tabelę? Dzieci mają się w pierwszej kolejności bawić, rywalizacja schodzi na dalszy plan.

To jest bardzo dobre. Kiedy miałem 18 lat i byłem w Manchesterze City, trenerzy często z nami rozmawiali i nie robili dramatów, gdy osiągaliśmy zły wynik. Wiadomo, że każdy chce wygrywać, ale nigdy nie czułem dużego ciężaru, gdy patrzyłem na wyniki i tabele. My mieliśmy cieszyć się piłką i próbować nowych rzeczy. „Pokaż swoją grę”, cały czas to słyszałem. Myślę, że w Polsce za parę lat będziecie czerpać z tej zmiany korzyści.

Skąd u ciebie taka zmiana w tym sezonie? Jesteś w Polsce rok, ale dopiero teraz odpaliłeś na dobre.

W ostatnim sezonie nie było fanów na stadionie. Nie czułem się wtedy dobrze. Teraz widzę, że to mogło mieć wpływ, dlaczego grało mi się trudniej. Poza tym byłem nowy w kraju. Musiałem wszystko poznawać od nowa, zaadaptować się, a trudno się adaptuje, gdy jest pandemia. Niektóre mecze miałem dobre, niektóre złe, były zmiany trenerów. Pod tym względem teraz jest dużo stabilniej. Znam ludzi i znam zespoły. Publika na stadionie Wisły mnie nakręca. Kiedy ich widzę, cały czas myślę, że trzeba im coś pokazać. To duża różnica.

Kto ci najbardziej pomógł w trakcie tego roku?

Myślę, że dużo rzeczy zmieniłem w sobie sam. Wiele miałem takich myśli, że okej, jeśli chcę grać na wyższym poziomie, to teraz jest ten czas. Dużo pomógł mi trener Adrian Gula. Już w pierwszym tygodniu dostałem dużo pozytywnych sygnałów. Dużo dzwoni, dużo rozmawiamy. Powtarza mi: „Yaw, ty masz wszystko. Masz talent, dryblujesz, umiesz grać w obronie. Ty możesz być graczem z topu! Jedyną rzecz, jaką musisz zmienić to twoja pewność siebie. Nie obniżaj swojej wartości”. Czasami grałem słabszy mecz, ale trener był pierwszym, który mówił: „Nie ma problemu. Jesteśmy tylko ludźmi. Każdy popełnia błędy”. To mi naprawdę pomogło. Nie wszyscy trenerzy są tacy.

Twój taniec z piłką to jest coś do czego dochodziłeś latami czy po prostu już się z tym urodziłeś?

To dar od Boga. Jestem chrześcijaninem, mój ojciec jest pastorem. Wierzę, że mój talent to coś, co dostałem z nieba, ale też potem cały czas to rozwijałem. Gdy mama wysyłała mnie do sklepu, zawsze szedłem prowadzać piłkę. Grałem rano, grałem po południu, grałem wieczorem. Zobacz, przechylę telefon i nawet teraz, kiedy rozmawiamy, to pięć metrów ode mnie leży piłka, a dalej jest ogród, gdzie gram. Myślę, że z pewnymi rzeczami trzeba się urodzić. Dostać od Boga tę iskrę. Wierzę, że mnie to spotkało.

Kto cię najbardziej inspirował?

Do dziś uwielbiam oglądać piłkarzy z dobrą lewą nogą. Douglas Costa, Leo Messi, David Silva... Często oglądam ich i patrzę jak schodzą do środka, jak prowadzą piłkę albo ją zastawiają. Jakie decyzje podejmują w konkretnych sytuacjach. Jak szybko myślą. Podobają mi się szczególnie ruchy Davida Silvy. To on mówił mi: „Nie przejmuj się straconą piłką, próbuj dalej”. Nigdy nie dał mi odczuć, że jest wkurzony na jakąś akcję. Trenerzy to samo. Próbuj, próbuj. Błąd nie był dla nich problemem. Jeśli nie robisz pomyłek, to się nie rozwijasz.

Silva był najlepszym piłkarzem, z którym grałeś?

To zależy od klubu. W City to byli Silva i Yaya Toure. W Celcie najlepszy był Iago Aspas. W Lille Soufian Boufal, a w Twente powiedziałbym, że Mateusz Klich.

Dlaczego akurat on?

Od początku wiedziałem, że to jest piłkarz, z którym warto wymieniać podania. Lubiłem go też, bo dawał mi wiarę w siebie. Mówił: „Yaw, ja będę ci grał piłki, a ty wjeżdżaj w pole karne i wykorzystuj swój potencjał”. Tak było. Akurat on potem te faule wykorzystywał. W jednym sezonie miał chyba 6 goli z karnych. Lubiłem go, bo był zawsze uśmiechnięty i grał kreatywnie. Dałeś mu piłkę, to wiedział, co z nią zrobić. To nie przypadek, że trafił do Premier League. Cieszę się, że gra na takim wysokim poziomie.

Yaw Yeboah - Wisła Kraków
Fot. Grzegorz Radtke / 400mm.pl

Jak ludzie w Ghanie przyjęli informację, że zostałeś piłkarzem sierpnia? Tam się w ogóle ogląda Ekstraklasę?

Dostaję po meczach mnóstwo screenshotów albo linków do bramek. Dużo Ghańczyków ogląda. Moja mama ostatnio mówiła mi: „Płakałam, bo widziałam, że ktoś cię mocno sfaulował”. Ona nie ogląda dużo piłki, więc nie wie, że to jest normalne. Mówię jej: „Mamo, to moja praca”. Nakręca mnie to, że ludzie tutaj tak mocno fascynują się moją grą. Rozmawiam z chłopakami z mojej wioski i mówię im: „W życiu wszystko jest możliwe. Możesz przejść drogę taką ja ja. Naprawdę mamy na to wpływ”.

Dokument o Sadio Mane pokazuje, że to jednak jest dużo bardziej długa i wyboista droga niż w przypadku zwykłego piłkarza z Europy. Tobie wybić się pomogła akademia Right to Dream? Jej właściciel to szef FC Nordsjælland.

To człowiek z Anglii, który otworzył szkółkę w Ghanie. Szkolą tam piłkarzy i trenerów. Zarażają nas europejską mentalnością. Nie musisz martwić się o sprzęt do grania albo miejsce do spania. Afryka pod tym względem idzie do przodu, podobne miejsca budują Samuel Eto’o albo Didier Drogba. Tutaj dużo chłopaków ma ogromny potencjał, ale ktoś musi się nimi zaopiekować i wskazywać drogę. Podróż do Europy nie jest łatwa. Jeśli już udało ci się przejść tę drogę, to wiesz, że jesteś szczęściarzem. Często na ulicy możesz spotkać lepszych piłkarzy niż ja. Tyle, że oni nigdy nie dostali szansy.

Pod koniec lata, gdy zrobiło się o tobie głośno, rozważałeś oferty z innych klubów? Był plan, żeby wyjechać już teraz?

Byłem skupiony na graniu, a mój agent pracował. Oczywiście, że były zapytania, ale nie brałem sobie tego do głowy. Wiem, że w tym momencie idę dobrą drogą i chcę to kontynuować. Dla siebie i dla Wisły. Czasami trudno jest się skupić, gdy co chwilę czytasz na swój temat mnóstwo rzeczy. Ale ja ufam swojemu agentowi, ufam Wiśle. Za mną najlepszy miesiąc, od kiedy jestem w Polsce. Chcę dalej robić swoje.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.