Chłopak zza rogu, który staje się liderem Manchesteru United. Wysokie loty Scotta McTominaya

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
Scott McTominay
Fot. Michael Regan/Getty Images

Manchester United sprowadza drogich pomocników, ale bez niego środek pola nie działa, choć nie kosztował ani grosza. Scott McTominay przeżywa właśnie najlepszy czas w karierze, a fanom Czerwonych Diabłów łatwo się z nim utożsamiać – w końcu to kolejny chłopak z linii produkcyjnej na Old Trafford.

To już jest jego „życiówka”. Licząc wszystkie rozgrywki Scott McTominay strzelił siedem bramek, co dla defensywnego pomocnika jest bardzo dobrym wynikiem. W samym 2021 roku zdobył ich cztery, dlatego śmiało można uznać, że tak dobrze reprezentant Szkocji nie grał jeszcze nigdy. Właśnie został bohaterem pucharowego starcia z West Hamem, strzelając zwycięskiego gola w dogrywce. Zresztą takie miano nie jest mu obce, bo jego trafienie dawało już Manchesterowi United awans w III rundzie z Watfordem. McTominay formę pokazuje również w Premier League. Strzelał gole w dwóch ostatnich spotkaniach – z Southamptonem (9:0) i Evertonem (3:3) – a w końcówce listopada został najszybszym zdobywcą dubletu w historii ligi. Dwie bramki z Leeds miał już na koncie po trzech minutach od pierwszego gwizdka.

ULUBIENIEC MENEDŻERÓW

Osiągnięcie Szkota jest tym bardziej imponujące, jeśli zestawimy je z jego konkurentami. Miejsce Bruno Fernandesa jest nietykalne, więc rywalizacja toczy się o pozostałe pozycje w pomocy. I choć McTominay na pierwszy rzut oka wydaje się piłkarzem mniej bramkostrzelnym, to jego siedem goli to więcej niż mają jego konkurenci do gry – Paul Pogba, Donny van de Beek, Nemanja Matić i Fred... razem wzięci. Wymieniona czwórka ma sześć trafień, z czego pięć to dorobek samego Pogby. Ole Gunnar Solskjaer po prostu nie ma innego wyjścia i musi wystawiać McTominaya, bo nie dość, że zawsze może liczyć na jego zaangażowanie i dobrą grę w odbiorze, to teraz ma w nim jeszcze skutecznego pomocnika.

– Wiem, że w juniorach był napastnikiem, dlatego kończy akcje z dużą pewnością. Inni powinni się tego od niego uczyć. To zdrowy nawyk na pozycji defensywnego pomocnika. Jeszcze bardziej będziemy musieli go uwolnić i puścić go do przodu, bo stanowi zagrożenie w polu karnym i ma dobry strzał – mówił Solskjaer po ostatnim meczu z West Hamem i bramce na wagę ćwierćfinału FA Cup. Widać zresztą, że Norweg bardzo go lubi. Już w poprzednim sezonie rozpływał się nieraz nad McTominayem. – On nigdy, przenigdy nie zawiódł, kiedy na niego stawiałem – mówił na jednej z konferencji prasowych. – Nietrudno sobie wyobrazić, że rozegra bardzo dużo meczów w koszulce Manchesteru United. Ma fantastyczne podejście i mentalność – dodawał.

Szkot to jednak pupilek nie tylko jednego trenera. Solskjaer dziś go szlifuje i uznaje za jednego z najważniejszych piłkarzy w drużynie, ale szlak w pierwszym zespole przetarł McTominayowi Jose Mourinho. To on pozwolił mu zadebiutować w seniorskiej drużynie jeszcze w końcówce sezonu 2016/17, a już w kolejnym stawiał na Szkota dość regularnie. Skończyło się nawet tym, że na dorocznej gali na sam koniec rozgrywek Portugalczyk wybrał McTominaya... najlepszym piłkarzem drużyny, zaskakując wszystkich. – Decydowałem pomiędzy nim a Maticiem – tłumaczył. – Miałem wybrać go, ale wtedy zdałem sobie sprawę, że Scott nie dostał ani jednej z nagród dla piłkarzy z zespołu młodzieżowego i zmieniłem zdanie, bo to było nie do zaakceptowania. Zrobił wszystko, by zasłużyć na wyróżnienie. Zaczynał sezon w akademii, a kończył, grając w dużych spotkaniach w Premier League. Pomyślałem, że ten ambitny chłopak nie może wrócić do domu bez nagrody. Ale tu nie chodzi o wiek. On ma wszystko, czego chce trener – jakość i osobowość. Dla młodych chłopaków, którzy chcą przebić się do pierwszej drużyny to znakomity przykład – opowiadał Mourinho w klubowej telewizji.

CIĄGŁY KONTAKT Z MOURINHO

Angielskie media zrobiły wtedy McTominayowi trochę krzywdy. Dziennikarze, lubujący się w doszukiwaniu się drugiego dna w każdym zdaniu i decyzji Mourinho, uznali, że Portugalczyk takim wyborem chciał pokazać swoim największym gwiazdom, że go zawiodły, więc nagrodę wręczył komuś kompletnie niespodziewanemu. Ale to naprawdę było dużo prostsze – Mourinho docenił niezwykłe zaangażowanie i pracowitość skromnego chłopaka. Do dziś zresztą panowie utrzymują ze sobą kontakt i pozostają w bardzo dobrych relacjach. W poprzednim sezonie, kiedy Portugalczyk prowadził już Tottenham, po ostatnim gwizdku obaj podeszli do siebie, ucisnęli się i wymienili kilka ciepłych słów.

– Jose był dla mnie znakomity – mówił McTominay w wywiadzie „The Times”. – Owszem, początkowo, kiedy dołączyłem do pierwszej drużyny, dostałem od niego ostrą zjebkę. Pokłóciłem się z dużo bardziej doświadczonym kolegą na treningu i wziął mnie na bok, mówiąc: „Dzieciaku, dopiero tu przyszedłeś i nie jesteś jeszcze żadną supergwiazdą. Musisz znać swoje miejsce i sprawić, że inni cię polubią”. Zrobiło mi się głupio. Wracając do domu byłem przekonany, że zniszczyłem się na starcie. Miałem nadzieję, że zobaczy, że nie jestem jakimś gwiazdorkiem. Ale później nie wracaliśmy do tematu i pokazałem mu, że jest inaczej – dodawał.

Mourinho w typowy dla siebie sposób raczej chciał takimi słowami sprowadzić Szkota na ziemię i zobaczyć, jak zareaguje. McTominay wziął sobie to mocno do serca i zaimponował Mourinho. Nagroda z rąk menedżera w sezonie 2017/18, występy w ważnych spotkaniach czy wypowiedź z grudnia 2019 roku, kiedy Portugalczyk, wymieniając najlepszych piłkarzy, jacy u niego debiutowali, wymienił szkockiego pomocnika, nazywając go „jednym z czołowych piłkarzy w Manchesterze United”, tylko to potwierdzają. Była też słynna scenka po meczu Ligi Mistrzów, kiedy menedżer posadził na ławce Pogbę i cała dyskusja skupiła się wokół ich rzekomoego konfliktu. W końcu jednak jeden z reporterów zapytał nie o nieobecnego, a o McTominaya, który zagrał w jego miejsce i Mourinho postanowił go wyściskać za zwrócenie uwagi na ważniejszy aspekt, a potem pochwalił Szkota. Sam sr Alex Ferguson miał zresztą podpowiadać Portugalczykowi, by go częściej wystawiał. Nic dziwnego, że do dziś McTominay może od niego liczyć na dobrą radę.

BYĆ LIDEREM

W tamtym momencie zespół prowadził już Solskjaer, którego przyjście McTominay uznał za ogromną szansę. – Wiedziałem, że prowadził drużynę młodzieżową MU i że będzie chciał zrobić nowe otwarcie. A jestem takim typem piłkarza, że gdziekolwiek się znajduję, to chcę być liderem drużyny i kierować innymi. Chciałbym, aby inni patrzyli na mnie i widzieli, że wyznaczam standardy – tłumaczył. Kiedy więc Norweg w swojej pierwszej rozmowie z piłkarzami dał do zrozumienia, że ci, którzy dadzą z siebie najwięcej, również najwięcej otrzymają, McTominay nabrał jeszcze większej pewności siebie. W międzyczasie zdecydował też, że na międzynarodowej scenie będzie reprezentował Szkocję, kraj swoich przodków, a nie Anglię, gdzie się urodził.

Dziś, choć na Old Trafford przychodzili za duże pieniądze Pogba, Fred czy Van De Beek, to 24-letni Szkot, wychowanek klubu, jest dziś ważniejszym zawodnikiem i jednym z filarów drużyny. Kibice Manchesteru United już nazywają go „McDominate” i widzą w nim przyszłą legendę klubu. Na razie McTominay stawia spokojne kolejne kroki – dopiero przebił 100 występów w barwach swojej drużyny, ale ostatnio nabrał takiego rozpędu, że coraz wyższe oczekiwania są naturalną kolejną rzeczy.

McTominay lata wysoko, choć ubolewa jednak nad tym, że wszystko toczy się przy pustych trybunach. Swojego ojca nazywa „prawdziwym Stretford Enderem”, który najpierw zabierał go na mecze, później śledził jego rozwój w akademii, a później przeżywał każde spotkanie w pierwszej drużynie. – Tata pracował długimi godzinami i po powrocie do domu zawsze mówił: „Synu, uwierz mi, że chcesz od życia czegoś więcej i zasługujesz na to. Masz talent i musisz go wykorzystać. Musisz zrobić wszystko, by mieć w przyszłości lepsze życie” – wspominał Scott. To jednak takie podejście i narzucone w domu standardy oraz szacunek do pracy i miłość do Manchesteru United sprawiły, że teraz McTominay jest w tym miejscu, co teraz. Szkocki pomocnik udowadnia, że choć czasy się zmieniają, to w piłce wciąż jest miejsce dla chłopaków zza rogu, którzy oddadzą na boisku serce za swój klub.

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje Premier League i NFL, o kórych pisze w newonce.sport. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.