Wygrać teraz, a kosztami martwić się później. Los Angeles Rams wchodzą all-in po Super Bowl

Zobacz również:Gdy legenda szokuje cały świat sportu. Co jeszcze chce udowodnić Tom Brady?
Odell Beckham Jr.
Fot. Kevin C. Cox/Getty Images

Mówi się, że najłatwiejszy sposób na zbudowanie drużyny w NFL to oparcie jej na wyborach z draftu i mądrym rozwijaniu z sezonu na sezon. Los Angeles Rams postanowili jednak zadać kłam tej teorii i udowodnić, że kandydata do Super Bowl można stworzyć dzięki niekonwencjonalnym metodom. Właśnie dodali do składu Odella Beckhama Jr., a rywale zastanawiają się, jak oni to robią.

W ostatnich dniach Los Angeles Rams zadbali o to, by było o nich głośno w świecie NFL. Najpierw tuż przed deadline day pozyskali Vona Miller, byłego MVP Super Bowl i legendę Denver Broncos, a kilka dni temu znów skradli nagłówki, kiedy dość nieoczekiwanie pozyskali Odella Beckhama Jr. Skrzydłowy uznawany jeszcze parę lat temu za jednego z najlepszych na swojej pozycji żegnał się z Cleveland Browns i początkowo mówiło się, że faworytami do jego pozyskania są chociażby Green Bay Packers czy New Orleans Saints, tymczasem Rams po cichu zgarnęli z rynku spory talent.

W obu przypadkach powtórzył się ten sam motyw. Nic nie zapowiadało, że Miller i Beckham Jr. trafią do Los Angeles i nawet nie pojawiali się w plotkach, aż nagle wieści spadały jak grom z jasnego nieba. W obu przypadkach Rams dokonali też ciekawej gimnastyki kontraktowej i choć nie potrzebowali pilnych wzmocnień, bo z bilansem 7-2 są czołową drużyną konferencji NFC, to te ruchy pokazują filozofię klubu w pigułce. Tu nikt nie ma czasu na cierpliwość. Liczy się to, co tu i teraz i zdobycie Super Bowl – najlepiej w tym sezonie, gdy finał odbywa się na nowym stadionie Rams w Los Angeles. Konsekwencjami będą się martwić później.

KUPIĘ WETERANA, TANIO!

Pozyskanie weteranów z tak mocnym CV jak Miller i Beckham Jr. to nie jest łatwa sprawa, gdy masz kadrę zbudowaną w taki sposób, jak Rams, a mimo tego w obu przypadkach się udało. To zasługa odrobiny kreatywnej księgowości – szczególnie w pierwszym przypadku.

Miller przez całą karierę grał w Denver Broncos, którzy są w trakcie przebudowy. 32-latek nadal może być pożytecznym pass-rusherem i w LA wreszcie to nie na nim będzie w największym stopniu ciążyła odpowiedzialność za wywieranie presji na rozgrywających rywali, ale mało kto byłby skłonny zaoferować za zawodnika w tym wieku tak dużo, jak Rams. Ci bowiem oddali do Denver wybory w drugiej i trzeciej rundzie przyszłorocznego draftu, a trudno wyobrazić sobie, by ktokolwiek inny oferował więcej niż czwarta, może w porywach jedna trzecia runda.

Jest jednak haczyk. Rams zależało na tym, by Miller z marszu wzmocnił ich zespół, dlatego w zasadzie go kupili. W NFL oczywiście nie ma takich transferów jak w piłce, ale tak w praktyce można wyjaśnić ten układ. Broncos bowiem zgodzili się pokryć większość umowy Millera, a jego kontrakt obciąży Rams na jedynie... 900 tysięcy dolarów. Około 1150 zawodników w lidze kosztuje swoje zespoły więcej. Za taki gest ze strony Broncos, Rams odwdzięczyli się wysokimi wyborami i wszyscy są zadowoleni – pretendent dostaje jednego z najlepszych obrońców minionej dekady, a potrzebująca świeżej krwi drużyna zyskuje wybory w drafcie.

WZMOCNIENIE CZY TYLKO WYPOŻYCZENIE?

W przypadku Beckhama Jr. kwestia była inna, bo on był wolnym agentem. Ponadto można powiedzieć, że o ile Miller był potrzebny, bo w defensywie za dużo koncentrowało się wokół liderów – Aarona Donalda i Jalena Ramseya – o tyle nowy skrzydłowy to już luksus. Ofensywa Rams jest po dziewięciu kolejkach najbardziej efektywną w NFL (co wyznacza współczynnik „expected points added” w przeliczeniu na każde posiadanie piłki). Ich rozgrywający Matthew Stafford według tej samej metryki jest najlepszy w lidze. Atak kierowany przez niego zdobywa średnio 29 punktów na mecz, co daje trzeci wynik. Krótko mówiąc: Beckham Jr. nie był tu niezbędny, choć tuż po jego zatrudnieniu okazało się, że inny skrzydłowy Robert Woods zerwał więzadła krzyżowe, więc nagle rola nowego nabytku może urosnąć.

Rams wiedzieli więc, że to oni są wabikiem dla zawodnika i podczas gdy inni mogli obiecać mu ważniejszą rolę w ataku lub nawet większe pieniądze, to w LA rysuje się jasna perspektywa walki o Super Bowl. Zaproponowali zawodnikowi więc taki kontrakt, który gwarantuje mu odzyskanie tych pieniędzy, jakie stracił w tym sezonie z uwagi na zwolnienie z Cleveland Browns, a dodatkowe zarobki obwarowane są osiągnięciami drużynowymi. Beckham Jr. ma łatkę „atencjusza” i skrzydłowego, który domaga się piłki w każdej akcji. Kuszenie go do lepszej gry statystykami indywidualnymi mogłoby nie być najlepszym pomysłem, dlatego OBJ zarobi więcej, jeżeli Rams będą wygrywać. W ten sposób szefowie zespołu chcą, by w pełni skupił się na celu.

Minus pozyskania obu? Po zakończeniu sezonu zarówno Miller, jak i Beckham Jr. będą wolnymi agentami. W najgorszym wypadku spędzą więc w LA pół roku i pójdą gdzieś dalej, choć generalny menedżer Les Snead już stwierdził, że nie zamyka możliwości, by obu zatrzymać. Jak to zrobi? To już inna kwestia, bo w salary cap na przyszły sezon Rams mają około 6 mln dolarów do wydania. Nawet jeśli się to nie uda, to pozyskanie tej dwójki pokazuje w pigułce, jak agresywni są Rams. Dla nich liczy się tylko najbliższy cel.

AGRESYWNY JAK SNEAD

Snead to zresztą w całej układance kluczowa postać. Od jego przyjścia widać w klubie wyraźną zmianę podejścia. 50-latek przez 16 lat pracował jako skaut – najpierw w Jacksonville Jaguars, a później w Atlanta Falcons – i na stanowisku „director of player personel” w tym drugim klubie, co w praktyce oznacza zarządzanie kadrą zespołu. W 2012 roku Rams zatrudnili go jako swojego generalnego menedżera i powierzyli zadanie posprzątania bałaganu.

Drużyna występowała wówczas jeszcze w St. Louis i była w ogromnym dołku. Nie wchodziła do play-offów w żadnym z siedmiu wcześniejszych sezonów, a tuż przed przyjściem Sneada z bilansem 2-14 otarła się o wybór numer 1 w drafcie. Lata nieudanych wyborów w drafcie i nietrafionych decyzji w sprawie trenerów sprawiły, że Rams stali się synonimem zespołu z piwnicy tabeli. Nawet dobrze zapowiadający się rozgrywający Sam Bradford, którego wybrali z jedynką draftu 2010 z roku na rok obniżał poziom i nigdy nie wrócił do formy po zerwaniu więzadeł i wydawało się, że nad Rams ciąży jakieś fatum.

Snead pracę zaczął od transferu, który z perspektywy czasu wygląda jak zwiastun tego, jakim jest działaczem. Mimo że Rams mieli w drafcie 2012 wybór numer 2 i wiadomo było, że dostępny będzie z nim Robert Griffin III, niezwykle utalentowany rozgrywający typu „dual-threat” (świetnie rzucający i jeszcze lepiej biegający), to nowy generalny menedżer Rams stwierdził, że kadra ma tyle dziur, a na RG3 jest tylu chętnych, że otrzymanie większej liczby wyborów to lepsza decyzja. Oddał więc numer 2 do Waszyngtonu i w zamian otrzymał wybory tego zespołu w pierwszych rundach trzech najbliższych draftów.

ROZGRYWAJACY JEST BEZCENNY

Picki otrzymane w tej wymianie nie sprawiły, że Rams z dnia na dzień przeszli przemianę, ale drużyna powoli zaczęła iść w górę. Gdy w drafcie 2014 dołożyła Aarona Donalda i Todda Gurleya w 2015 (obaj sezon po sezonie zdobyli nagrody odpowiednio defensywnego i ofensywnego debiutanta roku) i pod wodzą trenera Jeffa Fishera kończyła kolejno z bilansami 7-8-1, 7-9, 6-10 i 7-9, to wydawało się, że tworzy się tam coś obiecującego. Brakowało jednak rozgrywającego z prawdziwego zdarzenia, dlatego to był następny cel Sneada.

W 2016 roku Rams przenosili się do Los Angeles i w wyraźny sposób chcieli zaznaczyć początek nowej ery. W ówczesnym drafcie mieli wybór numer 15, ale chcieli wskoczyć na samą górę, by rozdawać karty i z jedynką sięgnąć po rozgrywającego. Tę mieli Tennessee Titans i aby przeskoczyć aż o 14 numerów w górę, Rams musieli zaoferować im konkretną paczkę wyborów i tak też zrobili. Snead oddał wspomniany nr 15, a do tego oba wybory Rams w drugiej rundzie oraz wybór w trzeciej rundzie draftu 2016, a dodatkowo pierwszą i trzecią rundę rok później. Z numerem 1 sięgnęli wówczas po Jareda Goffa.

Od tego czasu Snead upodobał sobie handlowanie wyborami w drafcie. Goff to może niezbyt udany przykład, bo choć pod wodzą zatrudnionego w 2017 roku młodego trenera Seana McVaya ciekawie się rozwijał, to w pewnym momencie się zatrzymał. Błędem było też na pewno przyznanie mu nowej umowy, w ramach której miał zarobić 134 mln dolarów. Co jednak zrobił Snead, gdy dwa lata później okazało się, że z Goffem nie zmierza to donikąd? Znów dokonał głośnego transferu, tym razem po to, by się go pozbyć.

Tuż po zakończeniu poprzedniego sezonu Rams szukali nowego rozgrywającego i dogadali się z Detroit Lions. Tam od ponad dekady grał Matthew Stafford, który nigdy nie miał odpowiedniego wsparcia i skoro zaczynała się tam kolejna przebudowa, wolał odejść. Stafford powędrował więc do LA, a w drugą stronę poszedł Goff, jednak z racji tego, że jego umowa to spore obciążenie i przy jego dyspozycji nikt nie chciałby mu tyle płacić, Rams dorzucili do Goffa wybory w pierwszych rundach draftów 2022 i 2023.

DRAFT? A KOMU TO POTRZEBNE?

Snead wychodzi bowiem z założenia, że jeśli da się ulepszyć zespół, przyszłe wybory są do tego najlepszą walutą. Po pierwsze, inni mają obsesję na punkcie zbierania ich i pierwsza runda draftu to oferta, którą większość ekip NFL rozważy. Po drugie, Rams uznają, że lepszy jest pewniak niż los na loterii.

Poza tym, wybory „wydają” tylko na zawodników z pozycji premium. W NFL można za takie uznać rozgrywającego, pass-rushera, klasowego blokującego (szczególnie z pozycji left tackle) czy cornerbacka. I jeśli spojrzymy na ruchy Sneada, to zobaczymy, że głównie dokonywał transferów za takich graczy. Goff i Stafford kosztowali go w sumie cztery wybory z pierwszych rund draftu, pierwsze rundy z lat 2020 i 2021 oddał z kolei za Jalena Ramseya, zapewne najlepszego cornerbacka w NFL, a do tego był transfer za skrzydłowego Brandina Cooksa, który „kosztował” wybór z pierwszej rundy draftu 2018.

By zobrazować to, jak lekką ręką Rams oddają picki w drafcie za zawodników, wystarczy powiedzieć tyle: jeśli nic się nie zmieni, w LA nie będą wybierali w pierwszej rundzie draftu ani razu w latach 2017 – 2023. A do tego trzeba doliczyć takie transakcje jak ta z Millera, która pozbawia ich jeszcze wyborów w rundach drugiej i trzeciej.

OTWARTE OKNO

Snead działa ryzykownie, jednak na razie nie można odmówić mu skuteczności. Odkąd został generalnym menedżerem, Rams przeprowadzili 48 transferów – to szósta największa liczba w tym czasie. Nie jest jednak tak, że draftu nie używa zupełnie. Spośród 63 wybranych w tym czasie zawodników, sześciu znalazło się choć raz w All-Pro, czyli najlepszej drużynie sezonu. To najlepszy wynik od 2012 roku.

Rams to dziś zespół, który dokonuje agresywnych ruchów, ale nie panuje tam ciągły przemiał. Najlepsi mogą liczyć na wysokie kontrakty, co pokazują przykład Aarona Donalda czy Todda Gurleya, którzy otrzymując podwyżki i nowe umowy, stawali się najlepiej zarabiającymi zawodnikami na swoich pozycjach w NFL. Cała konstrukcja kadry Rams jest mocno odchylona w stronę liderów – w przyszłym sezonie ponad 20 mln dolarów na sezon zarobią tam Stafford, Donald, Ramsey i Leonard Floyd, a w przedziale 14.5-18 mln zmieszczą się jeszcze Cooper Kupp, Robert Woods i Andrew Whitworth. A przecież za chwilę ustawi się kolejka po następne podwyżki, na czele być może z Millerem i Beckhamem Jr.

To sprawia, że Rams zapewne w przyszłości spotkają problemy z salary cap, bo taki sposób działania ma swój okres ważności. Drużyny w NFL zawsze znajdą sposób, by manipulować budżetem, przerobić część pieniędzy w bonusy dla zawodników i poluzować miejsce w limicie płac, jednak rzadko udaje się utrzymać kadrę pełną doświadczonych graczy na dłuższą metę. Szczególnie, gdy nie masz wysokich wyborów i nie jesteś w stanie zastąpić odchodzących futbolistów młodszymi, a jednocześnie tańszymi zastępcami.

Zanim jednak w LA będą myśleć o tym, jak zaradzić na problemy z salary cap, nastawiają się na walkę o Super Bowl. Niektórzy twierdzą, że tak zdecydowane ruchy powodują, że tzw. „mistrzowskie okno” jest dla Rams otwarte bardzo krótko, ale wygląda na to, że nawet jeżeli w tym sezonie nie uda się zdobyć tytułu, ta drużyna powinna liczyć się jeszcze w dwóch lub trzech najbliższych latach. Pozyskanie Millera i Beckhama Jr. pokazuje ponadto, że Rams zawsze będą szukać okazji.

Już raz w erze Sneada i McVaya udało im się dojść do finału, ale wówczas przegrali z New England Patriots prowadzonymi przez Toma Brady'ego. Teraz też najpoważniejszą przeszkodą na drodze do mistrzostwa jest Brady, choć występujący już w Tampa Bay Buccaneers, i można powiedzieć, że ma to swoją symbolikę. Nikt bowiem nie uosabia filozofii „all-in” lepiej niż te dwie ekipy. Buccaneers rok temu świętowali zdobycie Super Bowl, a finał odbywał się na ich stadionie. W tym roku jego areną jest SoFi Stadium w Los Angeles, czyli nowy obiekt Rams. Czy historia powtórzy się w tym sezonie?

Podziel się lub zapisz
Futbol angielski i... amerykański. Przez cały rok na okrągło żyje wydarzeniami w Premier League, której mecze komentuje w Canal+, oraz NFL. Usłyszycie go w również audycjach Kick Off i NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.