Wybory na pierwszy rzut oka nieoczywiste. Kubo ma stać się mężczyzną w Getafe (KOMENTARZ)

Zobacz również:DETALE I NIUANSE. Czas taniego populizmu i szybkiego bohaterstwa
Real Madrid v Fenerbahce - Audi Cup 2019 3rd Place Match
Fot. Adam Pretty/Bongarts/Getty Images

Skoro nie wypaliło z ofensywnym, atakującym Villarrealem, to z pomocą Takufusie Kubo przychodzi Getafe, czyli drużyna o zupełnie odmiennym stylu gry. Tam też 19-latek nie dostanie gwarancji występów, wręcz nie wydaje się skrojony profilem pod madrytczyków, ale chce u Jose Bordalasa przejść szkołę, która znacząco rozwinęła Marca Cucurellę, Nemanję Maksimovicia czy Cucho Hernandeza. Z tego wypożyczenia ma wrócić twardszy, lepszy w pressingu i przystosowany do bezpośredniej gry. Japończyk, jak swego czasu David Silva w Eibarze, zamierza przejść próbę charakteru.

Kiedy drobniutkiego, filigranowego i technicznego Davida Silvę wysłano na wypożyczenie do Eibaru, mógł pukać się w głowę, widząc niektóre treningi. Jose Luis Mendilibar wysyłał drużynę na boisko do rugby, ponadto w pełni zaśnieżone, a zawodnicy sami musieli je oczyścić, by w ogóle przystąpić do zajęć. Warunki, eufimistycznie mówiąc, nie rozpieszczały, ale koniec końców pracowali nad aspektami piłkarskimi. Kanaryjczyk zaskoczył, bo nigdy nie odstawiał nogi, harował za dwóch, wchodził też ostro, gdy starsi byli przy piłce. Zamiast spękać, zostawiał całe zdrowie na murawie, czym kupił Mendilibara. Później po latach podkreślał, że ten etap nie był bez znaczenia w tak udanej aklimatyzacji w Manchesterze City.

Zachowując wszelkie proporcje, na podobną szkołę życia w Getafe będzie liczył wypożyczony tam na pół roku Takefusa Kubo. Będzie rozliczany z pracowitości, aktywnego pressingu, wybiegniętych kilometrów i konkretów w grze. U Pepe Bordalasa nie ma miejsca na bezcelowe przekładanie nóg nad piłką, tam liczy się celny strzał, centra albo zagranie, które jakkolwiek rozwija występ zespołu. Ponad wszystko premiowana będzie jednak ciężka praca w defensywie, agresja, nawet cwaniactwo, by regularnie wyprowadzać przeciwnika z równowagi i zyskiwać na tym samemu.

Myśląc o nastolatku Kubo, na pierwszy rzut oka nie widzisz żadnego połączenia z Getafe. Wydaje się zaprzeczeniem takiej gry, ale właśnie podobny zawodnik był potrzebny ekipie spod Madrytu, która zdobywa absolutnie najmniej bramek w całej lidze hiszpańskiej i cierpi w ataku. Piłkarze Bordalasa strzelili dopiero 12 goli, tyle samo co beniaminek Cadiz, ale to rezultat, którego należy się wstydzić na tym etapie. W końcu rewelację poprzednich sezonów dotknął wyraźny kryzys, czego efektem były zimowe wypożyczenia Kubo oraz Carlesa Alenii z Barcelony. To zawodnicy szerokiego składu gigantów mają dać oddech oraz inspirację w drugiej części sezonu.

Akurat Japończyk zdaje sobie sprawę, że technicznie jest brylancikiem. Tu nie ma czego udowadniać. Chciałby popracować nad tym, gdzie inni widzą u niego mankamenty. Udowodnić, że Unai Emery mylił się, sprowadzając go jedynie do roli zmiennika, zwykle na ostatnie minuty. Początkowo nawet chciał zostać w Villarrealu i za wszelką cenę walczyć o swoje, lecz klub dość wyraźnie zakomunikował mu, że pisze się co najwyżej na półroczne grzanie trybun, bo na jego pensji lepiej oszczędzić. Getafe z pozoru nie wygląda na logiczny wybór, ale przecież Kubo wcześniej błyszczał w walczącej o utrzymanie Mallorce. I teraz też trafia do drużyny na musiku, z punktem przewagi nad strefą spadkową, gdzie zmiany w jedenstce będą konieczne. Może to właśnie ekosystem, który pozwoli mu rozwinąć skrzydła jak na Balearach.

Do Realu Madryt Takefusa chciałby wrócić jako żołnierz. Wykonać podobny postęp do Marca Cucurelli, który stał się wyrzutem sumienia Barcelony, patrząc na wieloletnie problemy Katalończyków ze zmiennikiem Jordiego Alby. Cucurellę oddali pół-darmo, będąc w takim dołku finansowym, że nawet odsprzedali możliwość zarobku w przyszłości, byle tylko dostać natychmiast drobną kwotę.

Nagle techniczny, drobny piłkarz musi się odnaleźć w najbardziej fizycznej drużynie Hiszpanii. Ale przecież opowieści wyłącznie o fizycznej piłce stanowią pewien mit, co widzimy między innymi po takich postaciach jak Pedri w Barcelonie. Gra głową, inteligencją i sprytem, a nie mięśniami. Kiedy po Ligę Mistrzów sięgał Bayern Monachium, mózgiem operacji był filigranowy Thiago Alcantara. Tak samo widzi to Takefusa Kubo, który ma pół roku na odczarowanie obrazu poprzednich miesięcy. I pokazanie Villarrealowi, jaki błąd popełnił, tak mocno ograniczając rolę 19-latka.

W Madrycie mimo wszystko wierzą w powrót Bruce'a Lee. W przypadku tego piłkarza trudno nawet wskazać jego naturalną pozycję, zapewne zagra na prawym skrzydle po jednej stronie z Damiánem Suárezem lub Allanem Nyomem, czyli największymi cwaniakami LaLiga. To będzie ciekawy eskperyment, jak Kubo odnajdzie się w drużynie tak niepasującej do jego preferencji piłkarskich. Ale on lepszy z piłką przy nodze się nie stanie, ćwiczyć musi nad innymi aspektami. Nikt nie da mu gry za ładne oczy albo rekomendacje, ale akurat Takefusa doskonale o tym wie. Musi zmienić otoczenie i wygrać rywalizację, inaczej sny o Królewskich można odkładać w nieskończoność. Ten eksperyment zderzający dwie różne szkoły futbolu będzie ekscytujący do śledzenia.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.