Wybierz sobie gwiazdę. Najlepsze klasy draftu w historii NBA

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
1996 NBA draft Rookie Photo Shoot
Fot. Nathaniel S. Butler/NBAE via Getty Images

Przed nami kolejny nabór do NBA. W tym roku wyjątkowy, bo w klasie 2022 znajdzie się Jeremy Sochan, a więc reprezentant Polski. Zanim jednak nowy narybek zasili najlepszą koszykarską ligę świata, sprawdźmy który draft w historii NBA zrobił największą różnicę i wyprodukował najwięcej gwiazd.

Draft to niewątpliwie jedno z najważniejszych wydarzeń w całym sezonie NBA. Odbywa się niedługo po zakończeniu finałów i dla wielu drużyn jest wielką szansą na nowe otwarcie. Dla szerokiej grupy zawodników jest z kolei pierwszym rozdziałem nowego życia, choć nie każdemu udaje się spełnić oczekiwania i nadzieje. Były jednak w historii ligi takie klasy draftu, które obfitowały w znakomitych graczy: przyszłych mistrzów, all-starów oraz członków Hall of Fame.

Patrząc tylko na ostatnią dekadę, a więc licząc od draftu w 2012 roku, najlepiej wypada chyba klasa z 2016 roku. Znaleźli się tam m.in. Ben Simmons, Brandon Ingram, Jaylen Brown, Domantas Sabonis, Pascal Siakam czy Dejounte Murray. Wszyscy zagrali już co najmniej raz w Meczu Gwiazd. Oprócz nich do ligi trafili też wtedy Jamal Murray, Caris LeVert czy wybrany dopiero w drugiej rundzie Malcolm Brogdon, który ostatecznie zdobył przecież nagrodę dla najlepszego debiutanta.

Całkiem mocno wygląda też 2018 rok, choć to głównie za sprawą Luki Doncica oraz Trae Younga, czyli uznanych już ligowych gwiazd. Ta dwójka została zresztą w noc draftu wymieniona, bo Doncić tak naprawdę został wybrany z trzecim numerem przez Hawks, a Young dwa numery później przez Mavericks. W tamtej klasie znajdziemy też jednak takich graczy jak m.in. Deandre Ayton, Jaren Jackson Jr., Shai Gilgeous-Alexander, Miles Bridges, Michael Porter Jr. czy Robert Williams III.

Z kolei w XXI wieku, nie licząc draftu 2003, który oczywiście znajdziecie na poniższej liście, warto też wspomnieć o klasie z 2009 roku. Bo choć już z drugim numerem wybrany został Hasheem Thabeet, a Minnesota Timberwolves wybrali aż dwóch innych rozgrywających przed Stephenem Currym, to w samym drafcie było sporo świetnych graczy, jak choćby MVP tegorocznych finałów właśnie. W tamtym roku do ligi trafili też przecież m.in. James Harden, Blake Griffin, DeMar DeRozan oraz Jrue Holiday.

Jeszcze kilka innych klas miałoby poważne argumenty, aby wystartować w wyścigu o miano najbardziej utalentowanej, natomiast na każdej takiej liście miejsca z pewnością nie może zabraknąć dla poniższej piątki.

1
1985

Największe nazwiska: Patrick Ewing, Karl Malone, Detlef Schrempf, Chris Mullin

Inni znani zawodnicy: Joe Dumars, Charles Oakley, Xavier McDaniel, AC Green

Historyczny nabór, gdyż pierwszy, w którym o tym, kto wybierał z „jedynką”, decydowała loteria. W dość podejrzanych okolicznościach zwyciężyli New York Knicks, zgarniając w ten sposób Patricka Ewinga. Zespół z dużego rynku zyskał w ten sposób nową twarz na długi czas. Środkowy był wtedy jednym z najbardziej atrakcyjnych zawodników trafiających do ligi od wielu lat. Świetne warunki fizyczne, duże umiejętności i sukcesy akademickie na koncie sprawiały, że był pewniakiem do bycia wielką gwiazdą w NBA.

Oprócz niego w tym naborze wybrano też jeszcze kilku innych przyszłych członków Hall of Fame. Wspomnieć należy przede wszystkim o jednej z największych legend Utah Jazz. Karl Malone, a więc przyszły MVP ligi i jeden z najlepszych jej strzelców w historii, wylądował dopiero na 13. miejscu. Było to spore zdziwienie dla samego zawodnika, który ponoć był tak pewny, że z „ósemką” postawią na niego Dallas Mavericks, że jeszcze przed naborem wynajął sobie mieszkanie w jednym z największych miast Teksasu.

Liga w 1985 roku zdecydowała się też nieco skrócić draft. I tak zamiast aż dziesięciu rund, było ich tylko siedem, a to oznaczało, że łącznie wybrano ponad 160 zawodników. Wśród największych perełek dalszych rund znaleźli się m.in. Michael Adams, Spud Webb czy Arvydas Sabonis, choć w przypadku tego ostatniego NBA wybór anulowała, bo legendarny środkowy w momencie draftu nie miał jeszcze skończonych 21 lat. I choć do ligi trafił dopiero dziesięć lat później, to jak widać już wtedy nie był w USA postacią anonimową.

2
1987

Największe nazwiska: David Robinson, Reggie Miller, Scottie Pippen, Mark Jackson

Inni znani zawodnicy: Kevin Johnson, Horace Grant, Reggie Lewis, Muggsy Bogues

W jednym tylko drafcie Chicago Bulls pozyskali dwóch kluczowych zawodników dla ich mistrzowskich marszów w latach 90. To właśnie w 1987 roku sięgnęli po Scottiego Pippena oraz Horace’a Granta. Od dawna polowali przede wszystkim na tego pierwszego, dlatego wymienili się z Seattle SuperSonics, by móc sprowadzić szerzej nieznanego skrzydłowego z małej uczelni Central Arkansas, która nie rywalizowała nawet w NCAA, lecz pod egidą dużo mniejszej ligi NAIA. W tym roku w drafcie „do wzięcia” jest jego syn Scotty Pippen Jr.

Tej samej nocy swoją przygodę z ligą rozpoczęli też m.in. Reggie Miller, Mark Jackson czy David Robinson. Na tego ostatniego z pierwszym numerem draftu postawili San Antonio Spurs, choć dobrze wiedzieli, że będą musieli poczekać na „Admirała” aż dwa lata ze względu na jego zobowiązania wobec Akademii Marynarki Wojennej USA, gdzie studiował od 1983 roku. Opłaciło się, a Robinson jest dziś jedną z legend teksańskiej drużyny, z którą zdobył m.in. dwa mistrzowskie tytuły, a w 1995 roku statuetkę MVP sezonu zasadniczego.

Draft 1987 był ostatnim aż tak długim. Już w kolejnym roku zamiast siedmiu rund były tylko trzy, a od 1989 roku wprowadzono wciąż obowiązujący format z dwoma rundami. Miano najciekawszego gracza wybranego z odległym numerem w 1987 roku powinno trafić najprawdopodobniej do Šarūnasa Marčiulionisa. Członek Hall of Fame został wybrany dopiero w szóstej rundzie. W lidze zadebiutował dwa lata później i był jednym z pierwszych Europejczyków, któremu udało się regularnie występować na parkietach NBA.

3
2003

Największe nazwiska: LeBron James, Dwyane Wade, Carmelo Anthony, Chris Bosh

Inni znani zawodnicy: David West, Josh Howard, Mo Williams, Kyle Korver

Najbardziej „polski” ze wszystkich draftów NBA był też jednym z najmocniejszych i najgłębszych w historii. Nic dziwnego, skoro w pierwszej piątce znalazło się czterech przyszłych członków Hall of Fame, w tym LeBron James, który rzucił wyzwanie Michaelowi Jordanowi o miano najlepszego gracza w historii dyscypliny. Co więcej, w pierwszej rundzie wybrani zostali też jeszcze m.in. David West czy Josh Howard, a w drugiej Mo Williams czy Kyle Korver. Cała czwórka choć raz w karierze wystąpiła w Meczu Gwiazd.

Od początku pewne było jednak tylko jedno. Cleveland Cavaliers zaraz po wygraniu loterii draftu obwieścili światu, że z „jedynką” postawią na Jamesa. Żaden inny zawodnik nie przychodził wcześniej do ligi z tak wielkimi oczekiwaniami. Po latach okazało się jednak, że klasa z 2003 roku wyprodukowała mnóstwo innych dobrych graczy, którzy potem zdobywali złoto olimpijskie (czołówka naboru stanowiła potem podstawę amerykańskiej kadry) albo… wygrywali na przykład konkursy rzutów za trzy (jak Jason Kapono czy James Jones).

Draft z 2003 roku był też jak do tej pory najbardziej „polskim”, bo to właśnie wtedy do ligi trafiło dwóch z trzech Polaków kiedykolwiek w naborze do NBA wybranych. Tę statystkę zmieni oczywiście zaraz Jeremy Sochan, natomiast tak Maciej Lampe (30. numer draftu), jak i Szymon Szewczyk (35.) mogą dziś powiedzieć, że byli częścią iście historycznego wydarzenia. W NBA kariery nie zrobili, jednak w ostatnich latach pozostawali w coraz węższym gronie wciąż aktywnych graczy z tego draftu.

4
1984

Największe nazwiska: Michael Jordan, Hakeem Olajuwon, Charles Barkley, John Stockton

Inni znani zawodnicy: Sam Perkins, Alvin Robertson, Otis Thorpe, Kevin Willis

Na rok przed wprowadzeniem loterii draftu odbył się jeden z najbardziej pamiętnych naborów w dziejach. Rzut monetą o pierwszy numer wygrali wtedy Houston Rockets, którzy postawili na Akeema Olajuwona. Ale to był dopiero początek. Wyboru numer dwa nie wspominajmy ze względu na kibiców Portland Trail Blazers, natomiast już z „trójką” do Chicago Bulls trafił Michael Jordan, który w kolejnych latach miał odmienić oblicze ligi. Niedługo po nim wybrano też Charlesa Barkleya oraz Johna Stocktona.

To łącznie aż czterech przyszłych członków Hall of Fame w odstępie ledwie kilkunastu numerów. W tym naborze był jeszcze jeden – piąty i na razie ostatni. To legendarny brazylijski zawodnik Oscar Schmidt wybrany w szóstej rundzie draftu. Brazylijczyk nigdy w NBA nie zagrał (zrezygnował ze względu na niezadowalający kontrakt oraz brak możliwości dalszej gry w kadrze), ale w Europie, w Brazylii i w rozgrywkach międzynarodowych dominował jak mało kto. W całej karierze zdobył ponad 49 tysięcy punktów!

Bulls tymczasem wybrali w tamtym drafcie nie tylko Jordana, ale też... Carla Lewisa, choć ten ani w szkole średniej, ani na uniwerku w koszykówkę nie grał. Był jednak fantastycznym skoczkiem w dal i sprinterem, a w ciągu swojej kariery zdobył aż dziewięć złotych medali olimpijskich (w tym aż cztery właśnie w 1984 roku, wygrywając m.in. bieg na 100 metrów oraz skok w dal). Byki poświęciły na niego swój wybór w dziesiątej rundzie. Kilka miesięcy wcześniej Lewisa wybrano także w… drafcie do ligi NFL.

5
1996

Największe nazwiska: Kobe Bryant, Allen Iverson, Ray Allen, Steve Nash

Inni znani zawodnicy: Stephon Marbury, Peja Stojaković, Jermaine O’Neal, Antoine Walker

Jubileuszowy, bo 50. draft w historii ligi, dostarczył lidze mnóstwo fantastycznych zawodników. Dość powiedzieć, że aż 1/3 graczy wybranych w pierwszej rundzie zagrała potem co najmniej raz w Meczu Gwiazd. Dodatkowo trzech zawodników z tej klasy – Kobe Bryant, Allen Iverson oraz Steve Nash – złożyło się wspólnie na cztery nagrody MVP sezonu zasadniczego. Łącznie ośmiu graczy wylądowało też w pewnym momencie kariery w którejś z najlepszych piątek ligi na koniec sezonu, co jest liczbą rekordową.

W drafcie 1996 wybrano też kilku znakomitych defensorów (patrz: Marcus Camby) czy specjalistów od trójek (patrz: Peja Stojaković), w tym przede wszystkim Raya Allena, który przez ponad dekadę zasiadał na tronie króla rzutów za trzy punkty, zanim w grudniu 2021 roku nie zdetronizował go Stephen Curry. W tamtym drafcie nie został za to wybrany Ben Wallace, choć to właśnie w 1996 roku przyszły czterokrotny najlepszy obrońca ligi, mistrz z Detroit Pistons i członek Hall of Fame, rozpoczął karierę.

Pewniakiem do „jedynki” był Allen Iverson i to pomimo jego problemów z prawem w przeszłości. Szansy na rozgrywającego nie mieli wtedy Vancouver Grizzlies oraz Toronto Raptors, bo choć w poprzednim (pierwszym dla obu kanadyjskich drużyn) sezonie w NBA oba zespoły sporo przegrywały, to zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami pierwszego numeru w drafcie wylosować po prostu nie mogły. Najlepszym graczem całej klasy został jednak Kobe Bryant, który w dniu draftu nie miał nawet skończonych 18 lat.

Co myślisz o tym artykule?

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Komentarze 0
newonce.radio - Wciśnij play

newonce.radio

Wciśnij play