Wybiegane szczęście. Holenderska kultura kontra polska praca fizyczna (ANALIZA)

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
Grzegorz Krychowiak
Paweł Andrachiewicz/Pressfocus

Tylko w futbolu mecz o tak wyraźnej dysproporcji w umiejętnościach może się zakończyć remisem. Polacy po laniu w Belgii pokazali jednak, że z nastawieniem na ciężką, zbiorową pracę bez piłki, nie muszą przegrywać nawet z lepszymi od siebie. A to może mieć efekt drużynotwórczy.

Jeśli analiza meczu Polski w Holandii ma być uczciwa, trzeba rozpocząć od rozmowy o szczęściu w piłce nożnej. Które, wbrew popularnemu powiedzeniu, nie sprzyja nikomu, ale w tej dyscyplinie istnieje. Im mniej zdarzeń kluczowych dla wyniku odbywa się w danym sporcie, tym większe ryzyko, że o wyniku zdecyduje przypadek. To dlatego w koszykówce, siatkówce, tenisie czy piłce ręcznej znacznie rzadziej drużyny niżej notowane ogrywają faworytów: bo tam szczęśliwie można stracić jeden, czy dwa punkty, ale to nie decyduje o wyniku całego meczu. W piłce szczęśliwe strzelenie lub uniknięcie gola może mieć kluczowy wpływ na wynik. Patrząc z neutralnej perspektywy, mecz Holandia – Polska był klasycznym przykładem tego, że lepszy zespół nie zawsze wygrywa. Odbicie się piłki od słupka o kilka centymetrów w inną stronę po rzucie karnym Memphisa Depaya, wykorzystanie jednej z trzech doskonałych holenderskich sytuacji, gorsza dyspozycja Łukasza Skorupskiego w ostatnich minutach meczu i o wieczorze w Rotterdamie myślałoby się w Polsce w zupełnie innych nastrojach. Tak, drużyna Czesława Michniewicza miała w sobotę bardzo dużo szczęścia. A skoro mamy to wyznanie za sobą, możemy porozmawiać o meczu.

Widowisko na stadionie Feyenoordu od pierwszych minut było doskonałym potwierdzeniem wszystkiego, co stereotypowo myśli się od przynajmniej czterdziestu lat o futbolu w Polsce i Holandii. Nie było najmniejszych wątpliwości, jak rozkłada się w tym meczu układ sił, kto jest faworytem, kto będzie miał piłkę przy nodze, a kto nastawia się na bieganie za nią. Polacy wyszli tym razem na mecz w ustawieniu 4-2-3-1 i z wyborami personalnymi zdradzającymi defensywne nastawienie. Środek pola mieli spróbować zaryglować Grzegorz Krychowiak i Jacek Góralski, dwaj typowo defensywni środkowi pomocnicy. Skrzydłowy Przemysław Frankowski, choć zakończył mecz z asystą, zdecydowanie częściej był widziany w grze defensywnej. Zaliczył tyle samo odbiorów, ile Góralski i regularnie wchodził w linię obrony, pilnując rozciągającego grę lewego wahadłowego Holandii. Pomocnik Lens był bardzo zdyscyplinowany we wspieraniu względnie ofensywnego Matty’ego Casha. Po drugiej stronie sytuacja była inna — skrzydłowy Nicola Zalewski miał więcej swobody w grze do przodu, natomiast grający za nim Bartosz Bereszyński skupiał się przede wszystkim na pilnowaniu własnej połowy.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
newonce.radio - Wciśnij play

newonce.radio

Wciśnij play