Wszystkie grzechy Kyrie Irvinga. Emerytura w kwiecie wieku coraz bardziej realna

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
Kyrie Irving
Fot. Sarah Stier/Getty Images

Sam kiedyś stwierdził, że być może odejdzie od koszykówki w środku swoich najlepszych lat. Z drugiej strony, od dawna nie wiemy, czy Kyrie Irvinga można brać na poważnie. Kilka dni temu 28-latek tak po prostu zniknął z radarów. Czyżby więc rzeczywiście wcielał w życie plan wcześniejszej emerytury?

Przez kilka pierwszych lat w Cleveland było całkiem spokojnie. Kyrie Irving trafił do Cavs z jedynką w drafcie, a potem budował swoją markę jako utalentowany rozgrywający. Wszystko zmieniło się w 2014 roku, kiedy do Ohio powrócił LeBron James i nagle Irving został „tym drugim”. To rola, z którą najwyraźniej nigdy się nie pogodził, choć to z LeBronem u boku święcił największe sukcesy w swojej karierze, w tym swoje jedyne jak do tej pory mistrzostwo NBA z 2016 roku. Ostatecznie z nie do końca wyjaśnionych powodów nie chciał już dłużej dzielić świateł reflektorów z LeBronem.

1
ZIEMIA JEST PŁASKA

W międzyczasie „zasłynął” ze stwierdzenia, że ziemia jest „niewątpliwie płaska” i nie jest to wcale żadna teoria spiskowa. Potem jednak z tych słów się wycofał, mówiąc że chciał po prostu wywołać dyskusję. Po czym jakiś czas później w kolejnym wywiadzie wrócił do pierwotnego założenia. Trudno jest nadążyć za Irvingiem. Jeszcze w tym samym roku zażądał transferu z Cleveland, a jego relacje z Jamesem pozostają dość zimne do dziś. Najlepszym tego dowodem są komentarze Irvinga wygłoszone w środku trwania ubiegłorocznych finałów:

LeBron dopiero po kilku tygodniach zapoznał się z dokładną treścią tej rozmowy i przyznał, że słowa Irvinga faktycznie go zabolały. Ostatecznie jednak to on mógł śmiać się ostatni, gdy na początku stycznia ani Irving, ani Kevin Durant nie byli w stanie trafić rzutu na zwycięstwo w pojedynku z Washington Wizards.

2
ZŁAMANA OBIETNICA

Żądanie transferu z Cleveland skutkowało przenosinami do Bostonu. Tym samym Irving trafił do Celtics i wydawało się, że ten mariaż ma sporą szansę na sukces. Irving mówił, że marzy o tym, by koszulka z jego numerem zawisła kiedyś pod kopułą dachu TD Garden. Co więcej, nagrał nawet reklamę dla Nike z takim właśnie przesłaniem, a do udziału w niej zaprosił swojego tatę.

Potem w październiku 2018 roku, jeszcze przed startem sezonu, obiecał fanom Celtics zgromadzonym w hali, że gdy latem 2019 roku skończy mu się kontrakt, to podpisze nową umowę z Bostonem. Szybko zaczął jednak wycofywać się z tych słów. Gra Celtów pozostawiała wiele do życzenia, a Irving znalazł sobie nawet kozła ofiarnego: młodszych kolegów, na których często zrzucał winę za niepowodzenia. Potem w fazie play-off spisał się fatalnie, a gdy po kolejnym słabym meczu stwierdził, że drugi raz nie spudłuje już 14 rzutów, to tym razem słowa dotrzymał. W następnym spotkaniu spudłował 15 swoich prób.

Warto dodać, że Celtowie trzy razy w czterech ostatnich sezonach meldowali się w finałach konferencji. Znamienne jest, że ani razu nie byli tam z Irvingiem. On sam przyznał po czasie, że zawiódł jako lider. Zresztą w bostońskiej szatni działo się wtedy sporo złych rzeczy, choć dziwne zachowania Irvinga zdawały się być podłożem tych problemów, a nie tylko wierzchołkiem góry lodowej. On sam w Bostonie od tamtego czasu pojawił się tylko raz, na świąteczny mecz kilka tygodni temu. Sądząc po ciepłym przywitaniu ze swoimi byłymi kolegami z Bostonu, tam akurat złej krwi nie ma.

3
KTO POTRZEBUJE TRENERA?

Irving daje jednak wiele powodów ku temu, by w szatni go nie lubić. Niedługo po transferze do Nets stwierdził nawet, że w sumie to pół składu trzeba wymienić. Sam podał natomiast listę tych zawodników, których na Brooklynie powinno się zostawić. Na atmosferę w szatni takie słowa dobrze wpływać nie mogą. Kolejna niepoważna wypowiedź przywitała natomiast nowego trenera zespołu, a więc Steve’a Nasha. Ten na samym początku swojej trenerskiej przygody usłyszał od Irvinga, że tak w zasadzie to Nets wcale nie muszą mieć szkoleniowca. „Ja mogę być trenerem, KD może być trenerem” – stwierdził wtedy 28-latek.

4
MEDIA TO PIONKI

Żaden z dziennikarzy nie zdążył jednak zapytać Irvinga o te słowa. Powód? Rozgrywający jeszcze przed startem rozgrywek ogłosił, że zamierza ograniczyć kontakty z mediami. Zamiast tego chciał, żeby przemówiła jego gra oraz rzeczy robione poza parkietem. O tych można pisać sporo dobrego, bo Irving całkiem aktywnie działa społecznie. W ostatnich latach mocniej zaangażował się także w działanie na rzecz indiańskiej kultury, gdy dowiedział się, że jego mama pochodziła z plemienia Siuksów. To również z tego powodu przed meczem w Bostonie rozpalił kadzidło. Chciał się w ten sposób pozbyć złej energii tak, jak robili to jego przodkowie.

Po meczu stwierdził, że zamierza tak robić przed każdym meczem, jeśli rywal mu na to pozwoli. Wtedy już rozmawiał z dziennikarzami, bo unikanie kontaktu z mediami to w NBA rzecz karana grzywną. Nie przeszkodziło to jednak Irvingowi w tym, by dziennikarzy określić mianem „pionków”, którzy nie zasługują na jego uwagę. Wcześniej w specjalnym oświadczeniu pisał, że jest gotów, by codziennie ciężko pracować w drodze po mistrzostwo. Ograniczenie kontaktów z mediami argumentował natomiast konieczną według niego zmianą, jaka musi nastąpić w jego zachowaniu w tym pandemicznym świecie.

5
NIE GRAM, BO NIE CHCĘ

Ze słów o ciężkiej pracy każdego dnia zostało dziś niewiele. Kyrie Irving od 8 stycznia nie gra i opuścił już cztery kolejne mecze Nets. Według doniesień Adriana Wojnarowskiego, rozgrywający nie pojawi się na parkiecie co najmniej do końca tygodnia. Na Brooklynie nie chcą mówić, jaki jest powód absencji, zasłaniając się „prywatnymi” powodami zawodnika. Nieobecność Irvinga zbiegła się z wydarzeniami na Kapitolu – gracz miał po prostu być zbyt przygnębionym, by wybiec na parkiet. „Nie gram, bo nie chcę” – takie zdanie przekazało jedno ze źródeł, a na dalszy rozwój sytuacji nie trzeba było długo czekać.

W poniedziałek pojawiły się bowiem informacje o tym, jakoby Kyrie miał imprezować razem z rodziną i przyjaciółmi. 11 stycznia urodziny obchodzi jego ojciec, dzień później świętuje siostra (w tym roku Asia Irving obchodziła okrągłe 30. urodziny). Dowodem w sprawie stały się materiały wideo, a dochodzenie popularnego na koszykarskim twitterze Roba Pereza wykazało, że impreza miała miejsce w New Jersey i musiała odbyć się kilka dni temu:

Całej sytuacji przygląda się już NBA, która może nałożyć na zawodnika karę za złamanie protokołów bezpieczeństwa. Gracze nie mogą bowiem chodzić do klubów, ani też brać udziału w zgromadzeniach powyżej 15 osób. Co więcej, na filmikach trudno stwierdzić przygnębienie Irvinga. Na domiar złego, organizacja tego typu wydarzenia dokonała się w trakcie najgorszego od początku pandemii tygodnia w Stanach Zjednoczonych. A przecież nie tak dawno sam Irving pisał, że modli się o „bezpieczeństwo i zdrowie” całego amerykańskiego społeczeństwa. Jakby tego było mało – on imprezuje, podczas gdy reszta zawodników robi po prostu swoje, dzięki czemu sezon odbywa się mimo pandemii, a gracze (w tym Irving) dostaną miliony zapisane w kontraktach.

6
WIĘCEJ EMPATII

Jak karykaturalnie wygląda dziś więc wypowiedź Irvinga sprzed kilku lat, kiedy prosił publikę o „więcej empatii” dla koszykarzy i ich codziennych zmagań. – Wystawiamy swoje ciała na ryzyko, jak również nasze umysły, gdy dzień po dniu staramy się być jeszcze lepszymi. Wszystko ma swoją cenę, ale godzimy się na to i jest to poświęcenie, które jestem gotów zaakceptować tak długo, jak to możliwe – mówił wtedy Kyrie. Jak zwykle podkreślał, że choć kocha koszykówkę samą w sobie, to jednak nie po drodze mu z całą otoczką. A przecież sam z tej otoczki często i chętnie korzystał – choćby jako Uncle Drew z reklamy Pepsi i pełnometrażowego filmu.

Od początku swojej przygody na Brooklynie rozegrał 27 z 88 możliwych do rozegrania meczów. W trakcie wtorkowego meczu Nets z Nuggets wziął natomiast udział w... spotkaniu online zorganizowanym przez Tahanie Aboushi, czyli kandydatkę na prokuratora generalnego Manhattanu. W tym samym czasie Kevin Durant dwoił się i troił, by zapewnić swojej drużynie zwycięstwo – robiąc coś, na co ciężko pracował przez długie miesiące po zerwaniu ścięgna Achillesa. Można rzec, że KD sam jest sobie winny, bo to on dogadał się z Irvingiem, by przenieść się na Brooklyn. Skrzydłowy na własnej skórze przekonuje się jednak, że być czyimś przyjacielem to coś zupełnie innego niż pracować z nim.

7
EMERYTURA W KWIECIE WIEKU

Irving wspominał, że nie chce grać przesadnie długo. Jak zawsze powtarzał wtedy, że po prostu nie lubi zbyt wielu aspektów związanych z graniem – poza samym byciem na boisku. W tej chwili wygląda to tak, jak gdyby robił sobie taką przedwczesną emeryturę. Tak się przynajmniej w ostatnich dniach zachowuje, choć przecież latem 2019 roku podpisywał z Nets kontrakt na cztery lata o wartości 140 milionów dolarów. Jest w trakcie dopiero drugiego roku tej umowy, co nie przeszkadza mu w zasadzie odciąć się od zespołu już po kilku tygodniach od startu sezonu, w którego trakcie Nets mieli walczyć o najwyższe laury.

Na Brooklynie przekonują, że Irving prędzej czy później wróci. Po ostatnich wydarzeniach nie można być jednak tego aż tak pewnym. Może dlatego już pojawiają się głosy, że Nets wymienią go za… Jamesa Hardena, wychodząc z deszczu pod rynnę. Sam Irving uważa siebie za człowieka „oświeconego”, ale lepiej pasuje określenie „skomplikowany”. Na tę skomplikowaną osobowość 28-letniego gracza mocno wpłynęły wydarzenia z młodości, w tym przede wszystkim śmierć mamy. W swoim ostatnim sezonie w Bostonie mocno przeżył z kolei śmierć dziadka. To mogło przełożyć się nie tylko na jego słabszą dyspozycję, ale też decyzję, by przenieść się na Brooklyn, gdzie się wychował i gdzie mógł być bliżej swojej rodziny.

To, jakie ostatnio podejmuje decyzje, być może wynika więc z tego, że stracił już zainteresowanie koszykówką. Być może rodzina stała się najważniejsza, a jeśli tak, to nikt nie powinien go za to winić. Byleby tylko celebrował czas z rodziną z zachowaniem zdrowego rozsądku. W takim razie powinien jednak odwiesić buty na kołek i rzeczywiście przejść na emeryturę w kwiecie wieku. Bo w przeciwnym razie po prostu nie zachowuje się „fair” w stosunku do swojego klubu, kolegów z drużyny i fanów.

Od dłuższego czasu Irvinga nie można po prostu brać na poważnie – ani tego co mówi, ani tego co robi. Na Brooklynie cały czas mogą mieć nadzieje, że to się zmieni, ale kariera, zachowanie i wybory życiowe 28-latka mówią nam dokładnie coś odwrotnego.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.