Wrocławski plac budowy, Jacek Magiera pokazuje kierunek. Ile łączy go z Michniewiczem?

Zobacz również:Zakaukazie udźwignięte. Śląsk potrafi stracić głowę, ale nauczył się stawiać pewne kroki
Pilka nozna. Liga Konferencji Europy. Slask Wroclaw - Paide Linnameeskond. 15.07.2021
FOT. PRZEMYSLAW KAROLCZUK/ 400mm.pl

Odkąd Magic przejął Śląska w kwietniu, w dziesięciu meczach przegrali tylko raz z wicemistrzem kraju Rakowem. Teraz zaliczyli kolejną bazę w europejskich pucharach i wybiorą się do Armenii, gdzie również powinni pomyśleć o awansie do następnej rundy. To jeszcze nie jest zespół porywający, ale nabierający konkretnego kształtu: z charakterystycznym 3-4-2-1, dominacją Polaków w jedenastce, wizją rozwoju dla młodych czy autorskimi stałymi fragmentami gry. Tak jak Czesław Michniewicz, Jacek Magiera jest nadzieją na skok jakościowy w polskich klubach. Samo podejście do pracy ani rzetelność nie gwarantują sukcesu, ale ich ciekawość nowoczesnej piłki gwarantuje rozwój.

Chociaż Paide Linnameeskond jest w kraju nazywane estońską Barceloną, to dwumecz ze Śląskiem tylko utwierdził nas w przekonaniu, że jedynym sensownym powodem są zbliżone barwy klubu z 10-tysięcznego miasta. Niezgrabni z piłką ghańscy środkowi obrońcy, wykonujący jeden zwód skrzydłowy Owusu-Sekyere, absolutnie najprostsze środki, jeden piłkarz wysunięty w ataku i dalekie piłki na wolne pole to wszystko, co Estończycy mieli do zaoferowania w rewanżu (0:2) na Stadionie Wrocław. Cały dwumecz przegrali 1:4.

Nie było innej możliwości, niż awans drużyny Jacka Magiery do następnej rundy. Nie z przeciwnikiem, który do pucharów przystępuje drugi raz jako absolutny kopciuszek, a w historii jeszcze nie wygrał meczu w Europie. Los podpowiadał, że na polskiej ziemi można się przełamywać, ale nie tym razem. Śląsk nie mógł odpaść z przeciwnikiem oferującym tak niewiele w kulturze gry i mającym tak nikłe doświadczenie na tym poziomie. Nie zmieniała tego nawet obecność byłego piłkarza Liverpoolu Ragnara Klavana na ławce, zresztą 35-latek w rewanżu nie dostał już szansy. Nie można było tego zepsuć i na szczęście Śląsk podejdzie zbudowany do rywalizacji z armeńskim Araratem Erewan.

Początkowo Wrocław zamienił się w krainę dośrodkowań i mogło zaskakiwać, jak uparcie i często gospodarze próbują tej metody. Na swój sposób przypominało to pożegnalny mecz Polaków z Euro 2020 ze Szwedami. Wszystko, co najlepsze, działo się po próbach Śląska środkiem, ale przy tak głęboko cofniętych Estończykach główny nacisk w systemie 3-4-2-1 został położony na wahadła. Ostatecznie to nawet dwaj wahadłowi Patryk Janasik oraz debiutujący w pierwszym składzie Víctor García zdobyli bramki, chociaż nie był to efekt wyjątkowo składnych akcji. Sam ich wkład w ofensywę i aktywność należy docenić, chociaż nie mogło być inaczej z przeciwnikiem oferującym takie pole gry. Aż prosiło się o więcej.

„Sam atak pozycyjny to bardzo trudny element gry. Nie ukrywajmy, że najłatwiej gra się z kontry, ale chcemy być konkretni w tym elemencie. Przeciwnik zmusił nas do ataku pozycyjnego, bo nie podchodził wyżej. Możemy grać w ten sposób coraz lepiej. Ważne są rotacje w pionie naszych ofensywnych graczy, szeroko ustawieni wahadłowy, też środkowi obrońcy mają ważną rolę, bo kiedy wyprowadzają piłkę, skupiają uwagę rywali. Od 22 marca wyglądamy w tym aspekcie lepiej. Zależy nam, by Śląsk budował akcje” – tłumaczył trener Jacek Magiera.

Oceniając bardzo nisko poziom Paide, wydaje się, że rezerwy są jeszcze potężne. Będzie to uproszczeniem, ale polskie kluby wiele kosztuje atak pozycyjny. Ekstraklasa jest ligą reakcji, a nie akcji, ligą neutralizacji i prostych środków, natomiast zamysł Jacka Magiery w grze z pewnością widać. To nadal bardziej początek drogi, niż prosta do sukcesu, ale w tym sezonie powinniśmy obserwować Śląska z dużym zaciekawieniem.

Nadzieją dla polskiej piłki są trenerzy głodni rozwoju, nieustannie poszukujący inspiracji, otwarci na naukę i chcący budować, a nie tylko myśleć o krótkofalowej ocenie na bazie rezultatów. Teoretycznie każdy trener powie, że przyświęcają mu takie cechy, ale trzeba jeszcze mieć charyzmę, odpowiednie warunki oraz odwagę, by na budowę sobie pozwolić. Czesława Michniewicza i Jacka Magierę łączy sporo: obaj przyszli z polskich młodzieżówek, czyli są przyzwyczajeni do wysokiego standardu pracy oraz organizacji, bo tam zgrupowania były prowadzone na najwyższym poziomie; obaj nie zatrzymali się w dawnej erze, o czym świadczą poszukiwania i zmiany taktyczne, w końcu zarówno Legia, jak i Śląsk do następnej rundy przeszły w systemach z trójką obrońców; obu charakteryzuje niezwykła sumienność, Magiera przecież jako piłkarz rozpisał 22 tomy notatek i sumiennie tworzy publikacje ze swojej pracy, zaś archiwum analiz wideo Michniewicza obszernie wypełnia szafki LTC. Nie godzą się na dziadostwo, przywykli do wysokiej jakości pracy, jako liderzy dotknęli też europejskich inspiracji, gry w eliminacjach i pracy na dużych turniejach. Akurat pucharowe realia nie są im obce.

Jeśli gdzieś szukać nadziei dla polskiej piłki klubowej, to w charyzmatycznych postaciach jak Michniewicz czy Magiera, pracujących w dużych ośrodkach oraz z komfortem czasowym i zaufaniem. I nie są to opinie powiązane jakkolwiek z pierwszą rundą pucharów, tylko ich doświadczeniem oraz stylem pracy. Kto się nie rozwija, ten się zwija, a u nich co chwilę widać nowe inspiracje oraz otwartość na wprowadzanie zmian. Klucz to poszukiwać.

Nawet taki mecz jak z estońskim Paide powiedział sporo o Śląsku Jacka Magiery: wystarczyło spojrzeć na różnorodne, interesujące warianty stałych fragmentów gry, aby dostrzec, że w sztabie chcą budować przewagę i zaskakiwać w wielu elementach. Mamy drużynę ustawioną w systemie 3-4-2-1, odkąd Magiera przejął zespół, z dużą rolę wahadłowych, ofensywnymi pomocnikami w roli atakujących, stoperami namawianymi do odważnego rozgrywania piłki, czego najlepszym przykładem jest Szymon Lewkot, również kilkoma autorskimi pomysłami z Janasikiem rozwijającym się na wahadle, Makowskim, który potrzebował zaufania i odnajduje się w różnych rolach czy wspomnianym wcześniej stoperem Lewkotem. „To może być kozak, jeśli będzie dalej pracował z taką determinacją” – uważa trener. I rzeczywiście czuć, że ma duszę rozgrywającego, środkowego pomocnika, bo z takiej roli został przemianowany na środek defensywy. W obronie widać braki, gubi się w ustawieniu, lecz z piłką przy nodze może być wyróżniającym się graczem w całej ekstraklasie.

Na razie 10 meczów Magiery w Śląsku nie było wyłącznie pasmem zwycięstw, bo wygrał połowę tych spotkań, ale to wystarczyło do wejścia do europejskich pucharów. Natomiast było pokazem solidności, bo przegrał tylko raz w sentymentalnym starciu z Rakowem Częstochowa. Magic z miejsca nadał drużynie konkretne struktury i założenia innej gry, niż za Vítězslava Lavički.

Na pierwszy mecz w Estonii oraz na rewanż we Wrocławiu Śląsk wyszedł ośmioma Polakami w wyjściowym składzie. Rozliczanie piłkarzy za paszport, a nie jakość nie ma większego sensu, ale to budujące z perspektywy zespołu grającego w europejskich pucharach. Takie nazwiska jak Szymon Lewkot, Rafał Makowski, Mateusz Praszelik czy Sebastian Bergier trzeba zaznaczyć na czerwono w kontekście obserwacji rozwoju w następnych miesiącach. Chociaż statystycznie wrocławianie mają najstarszy skład w ekstraklasie, są ciekawą mieszanką młodości i doświadczenia. Bazują na przeżyciach takich graczy jak Krzysztof Mączyński czy Waldemar Sobota, ale potrzebują też młodzieńczego głodu, a ten akurat Magiera potrafi wyzwalać po latach pracy z kadrą U-20. Jakkolwiek nie rozliczać jego wyników, akurat zawodnicy wspominali, że inspirował i potrafił wzniecić ogień oraz zapał do dalszej pracy nad sobą.

Wymienieni wyżej młodzi zawodnicy już grają, ale ten czas powinien też procentować dla Javiera Hyjka, Marcela Zylli, Przemka Bargiela, Kacpra Radkowskiego, Łukasza Bejgera, Maksa Boruca czy Piotra Samca-Talara. We Wrocławiu zgromadzili szeroką grupę talentów, które mogą być inwestycją na kolejne lata. Jak zaznaczał Jacek Magiera: chce po sobie zostawić lepszych piłkarzy, podejmujących bardziej świadome decyzje, chętnych do ryzyka, ale też widzących przy straconym golu coś więcej niż bramkarza oraz obrońcę, tylko cały proces zachowań prowadzący do błędu zespołowego. Jego podejście nie musi być gwarancją wyników ani wskoczenia Śląska na wyższy poziom, bo recepty na sukces sportowy nie ma, ale daje poczucie, że właśnie to jest droga do rozwoju. Na placu budowy jeszcze wiele do zrobienia, ale świadomość, co trzeba tworzyć oraz chęć postępów wyczuwalna.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.