Władca absolutny. Lewis Hamilton pisze nową historię Formuły 1

Lewis-Hamilton-e1583513929788.jpg
Lewis Hamilton of Great Britain and Mercedes-fot. Jose Breton/Pics Action/NurPhoto via Getty Images

Kiedy w niedzielę na torze w Portimao, pobił rekord Michaela Schumachera, Anglicy napisali: „Lewis, co dalej? Aleksander Wielki też kiedyś podbił wszystko. A potem zapłakał”. Hamilton, lat 35, za moment siódmy raz zostanie mistrzem świata Formuły 1. Rządzić będzie jeszcze długo, choć dalej nie ma odpowiedzi, czy właśnie oglądamy najwybitniejszego kierowcę w dziejach.

Też jest człowiekiem i też ma emocje. Na mecie rzucił się w ramiona ojca Anthony'ego. A potem otwarcie przyznał, że pod koniec wyścigu łapały go potworne skurcze. Za każdym razem czekał na prostą, by puścić gaz. Znowu był bezlitosny dla reszty. I znowu, już 92. raz w karierze stanął na najwyższym stopniu podium. Szef Mercedesa, Toto Wolff stwierdził: „Za chwilę będziemy musieli sprzedać fabrykę, by go zatrzymać na przyszły sezon".

To jest w tej chwili władca absolutny. Jeden z najwybitniejszych sportowców świata, który już teraz ma tyle samo wygranych wyścigów, co inne legendy Formuły 1 - Alain Prost (51) i Ayrton Senna (41). O ataku na rekord Schumachera mówiło się od dawna. Nagle pstryk i jest. Niemiec podobną chwilę przeżywał na początku XXI wieku, gdy spychał ze szczytu Alaina Prosta. Karierę w Formule 1 rozpoczynał w 1991 roku. Hamilton miał wtedy dopiero sześć lat, matkę w urzędzie, ojca na kolei i pierwszy gokart na urodziny. Nikt nie postawiłby złamanego grosza, że kiedyś Schumachera przebije.

Schumacher i jego 91 wygranych wyścigów to była bariera nieosiągalna. Coś jak 26-letni rekord w skoku o tyczce Siergieja Bubki (pobity niedawno przez Armanda Duplantisa) albo jak 100 punktów rzuconych w jednym meczu NBA przez Wilta Chamberlaina. Niemiec pierwszy raz na emeryturę poszedł, gdy miał 37 lat. Wrócił cztery lata później, już jako zawodnik Mercedesa, ale nic więcej z kariery nie wycisnął. Siódmy tytuł mistrza świata zdobywał równo w 35. urodziny.

Hamilton obecnie jest w tym samym miejscu i za moment też ten rekord wyrówna. Poza tym nie widać sygnałów, by miał zamiar hamować. On wciąż jest głodny. W obecnym tempie w przyszłym sezonie przekroczy magiczną barierę stu wygranych wyścigów. A potem pewnie odhaczy kolejny tytuł. Jeździ w innej lidze, nawet jeśli co chwilę słyszy, że to nie zasługa jego wybitnych umiejętności, a maszyny i ery Mercedesa od kiedy w 2014 roku silniki hybrydowe wyparły spalinowe.

Hamilton musi się z tym mierzyć. Ale też fantastycznie na te głosy odpowiada. Przez ostatnie sześć sezonów nie zszedł z poziomu minimum dziewięciu wygranych w sezonie. Wyjątkiem nie był nawet 2016 rok, w którym mistrzem został jego były kolega z zespołu, Nico Rosberg.

James Allison, dyrektor techniczny Mercedesa powiedział niedawno: „On cały czas jeździ z taką samą pasją jakby był dzieckiem. Tacy jak on mają kosmiczną motywację, ścigają się z samym sobą, robią to, żeby udowodnić sobie, że są najlepsi. Za każdym razem widzę w nim mieszankę ekscytacji i niepokoju, on często w siebie wątpi, ale to jest jego mocna strona, bo każdy wyścig jest dla niego jak nowy początek”.

Przez najbliższe miesiące znowu będą trwały dyskusje, kto jest lepszy: Schumacher, czy Hamilton. Wróci wojna na argumenty o bolidach, wpływie zespołu i bardziej wymagających partnerach. Schumacher w Ferrari nigdy nie przegrał z kolegą z zespołu. 91 wyścigów wygrał w mniejszej liczbie startów niż Hamilton. Ale to Brytyjczyk chociażby cześciej bywał na podium, miał też więcej pole positions. 35 procent startów kończył zwycięstwem. U Schumachera ten wskaźnik wynosi "tylko" 30.

Ostatnio Fernando Alonso powiedział, że Hamilton jest genialny, ale to Schumacher miał największy naturalny talent w historii Formuły 1. Brytyjczyk ma jeszcze kilka rekordów do pobicia, m.in. liczby najszybszych okrążeń w wyścigach. Hamilton w Portimao jasno powiedział, że statystyki go nie obchodzą, o wielu nawet nie ma pojęcia. Liczy się tylko kolejny wyścig. I trzy najbliższe lata, bo według wstępnego planu tyle jeszcze zamierza jeździć.

Na razie nie ma oficjalnej decyzji, czy w przyszłym sezonie znowu zobaczymy go w barwach Mercedesa. Toto Wolff musiał mocno lawirować, gdy dziennikarze przyparli go do muru. Angielskie media podają, że jest już wstępne porozumienie i za moment obie strony podpiszą papiery. Hamilton ma dostać trzyletni kontrakt z sumą 120 milionów funtów. Pod tym względem też gra rolę globalnego lidera. I też zepchnął ze szczytu Schumachera, który w trakcie kariery zarobił pół miliarda funtów. Hamilton rok temu przekroczył tę barierę i pędzi dalej.

Świat Formuły 1 zastanawia się, jak długo potrwa ta dominacja i kto ją przerwie. Brytyjczyk debiutował w Formule 1 w wieku 22 lat. Max Verstappen z Red Bulla w tym samym wieku miał już na koncie 9 zwycięstw i 108 przejechanych wyścigów. Niki Lauda nazwał go talentem stulecia, ale gdy pojawiły się plotki, że mógłby trafić do Mercedesa, rzekomo Hamilton ten ruch zablokował. 23-letni Holender bacznie obserwuje Brytyjczyka. I mówi wprost: „Będę jeździł do czterdziestki, by go pobić”.

Podziel się lub zapisz
Paweł Grabowski
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.