Witamy w Lidze Mistrzów. Kędziora spełnił marzenia i poznał czar Juventusu

Zobacz również:Chłopiec w ortopedycznych butach, który został wielkim liderem. Anioł i demon w ciele Paolo Di Canio
TomaszKedziora4.jpg
FOT. PIOTR KUCZA/ 400mm.pl

Można kolportować żarty o Alvaro Moracie, ale finalnie to jego dwa kontakty z piłką w szesnastce sprawiły, że Dynamo Kijów przegrało 0:2 z Juventusem na Stadionie Olimpijskim. Tomasz Kędziora ma przed sobą kilka poważnych przepraw jesienią w elitarnej Lidze Mistrzów – to pierwsze debiutanckie nauczyło, że najlepsi nie muszą wrzucać najwyższego biegu, aby wracać do domu z kompletem punktów.

Pięć razy chłopak z Sulechowa podchodził do eliminacji, zanim zostały mu uchylone bramy Champions League. Niby wymaga się tego w Dynamie Kijów co rok, ale dopiero po pięcioletniej przerwie wróciło do fazy grupowej najważniejszych klubowych rozgrywek. Dla Tomasza Kędziory oznaczało to debiut i dołączenie do Rybusa, Krychowiaka czy Szczęsnego, czyli stałych bywalców na tym etapie. Swego czasu w lubuskim – jak to większość dzieciaków na osiedlach – wysyłano sobie na podczerwień muzykę Tony'ego Brittena, czyli hymn Ligi Mistrzów. Z takim wspomnieniem został podstawowy obrońca reprezentacji Polski. Po latach doczekał się, aby usłyszeć go na żywo i to nie w ostatniej rundzie kwalifikacji.

Marzeniem Kędziory było wylosowanie Manchesteru United, czyli ukochanej drużyny z dzieciństwa. Trafił inaczej, ale zdecydowanie w sposób godny pozazdroszczenia. W grupie G dostał Barcelonę z Leo Messim oraz Juventus z Cristiano Ronaldo. A na trzeciego rywala nowicjusza Ferencváros, czyli idealny układ, aby jeszcze powalczyć o trzecie miejsce i fazę pucharową Ligi Europy na wiosnę. W meczu otwarcia nie spotkał swojego idola jeszcze z czasów Czerwonych Diabłów, bo CR7 został wyeliminowany z gry przez koronawirusa. Jakichkolwiek teorii spiskowych nie szerzyłaby siostra Portugalczyka, na razie musi przesiedzieć swoje na kwarantannie.

Na dzień dobry lechita mógł powalczyć na Stadionie Olimpijskim w Kijowie z Dejanem Kulusevskim, Paulo Dybalą, Alvaro Moratą czy Federico Chiesą. Ten ostatni najbardziej uprzykrzał mu życie. Mistrzowie Italii w ataku ustawieni byli w systemie 3-4-2-1 (za to w obronie 4-4-2) ze współpracującymi Cuadrado i Kulusevskim po prawej stronie. Ich celem było tworzenie przestrzeni i jak najszybsze transportowanie piłki do drugiej strony, aby korzystał z tego Chiesa. Kilkukrotnie został sam na sam z Kędziorą i mógł przetestować szybkość Polaka zejściami do środka oraz na zewnątrz. Akcje kończyły się strzałami z obu nóg, ale młody Chiesa nie mógł zmieścić piłki w siatce. Narobił jednak szumu za plecami Polaka.

Ledwie tydzień wcześniej Włoch na drugiej flance toczył boje z Bartoszem Bereszyńskim w meczu z biało-czerwonymi (0:0) w Lidze Narodów, teraz przyszło mu rywalizować z Kędziorą. Prawy obrońca nie był w stanie złapać go w każdej akcji, ale generalnie mądrym ustawieniem potwierdzał, że potrafi bronić na wysokim poziomie. W pewnym sensie prochu nie wymyśli – mimo kilku prób i dwóch niezłych dograń, nie zachwyci wejściami ofensywnymi, ale zawsze będzie walczył do końca i nie da się zaskoczyć na najprostsze sztuczki. Dopóki ma odpowiednią asekurację, można być spokojnym o jego stronę. Plan Pirlo jednak ewidentnie zakładał doprowadzanie do pojedynków lechity z Chiesą.

Do przerwy Dynamo jeszcze udało się zachować czyste konto, ale zaraz po niej zawiodło nastawienie i koncentracja. Kwadrans w szatni zdecydowanie wygrali zawodnicy Andrei Pirlo. Pierwsza akcja bramkowa poszła stroną Kędziory, ale zawinili inni. Najpierw za łatwo dał się nawinąć Wiktor Cyhankow, a później 21-letni środkowy obrońca Witalij Mykołenko dał się urwać Moracie przy dobitce do bramki. Przy drugim golu Hiszpan też wymanewrował niedoświadczonego stopera – 18-letni Illa Zabarny stracił go z radarów, a Alvaro Morata wbrew całej krytyce przywitał się z tegoroczną edycją Ligi Mistrzów dubletem. Młodziutki duet Ukraińców nie poradził sobie z dziewiątką Juve rozpoczynającą udanie drugi etap w Turynie.

Niebawem hiszpański napastnik stanie się drugim piłkarzem w historii futbolu, który obrócił najwięcej gotówki swoimi transferami. Warunkiem jest wykupienie go przez Juventus, ale gdyby tak spełniał swoją misję w ekipie Pirlo, pewnie ten ruch będzie kwestią czasu. Pod nieobecność Cristiano Ronaldo pozwolił zapomnieć o portugalskim killerze w polu karnym i najpewniej właśnie do takiej roli sprowadzili go turyńczycy, mając w pamięci wyczyny Moraty sprzed pięciu lat.

Na razie machina Pirlo nie działa na wyobraźnię tak jak się spodziewaliśmy, ale to ścisłe początki tego projektu. Jeśli weźmiemy pod uwagę zeszły sezon Juventusu, zobaczymy, że Stara Dama nie lubi się przemęczać w fazie grupowej Champions League. Rok temu z Lokomotiwem Moskwa z dwoma Polakami w składzie również wygrywała jedną bramkę – dwukrotnie po 2:1. Teraz z rywalem ze Wschodu to również nie były zawody, po których wzdychalibyśmy nad grą Włochów. Ale nie musieli pokazać wszystkiego, aby pewnie wywieźć z Kijowa trzy oczka. Dla wicemistrzów Ukrainy to pierwsza wymagająca lekcja w Lidze Mistrzów. Za tydzień natomiast wyjazd do Budapesztu i poważna okazja na pierwsze punkty z Ferencvárosem.

Podziel się lub zapisz
Dominik Piechota
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.