Wirtualni trenerzy w Serie A. Jak tablety i kulki z Football Managera zmieniają grę

Zobacz również:Osobowość, pewność siebie, technika. Sebastian Walukiewicz i rok na wielki skok
Inter v Bayer 04 Leverkusen - UEFA Europa League Quarter Final
Fot. Claudio Villa - Inter/Inter via Getty Images

Arrigo Sacchi pewnie rozpłakałby się ze wzruszenia. Włoska piłka miała kiedyś treningi z obrońcami przywiązanymi sznurkiem, a dziś bawi się tabletami jak z Football Managera. Trenerzy Serie A dzięki programowi Virtual Coach od roku dostają mecze podane na tacy. Mogą analizować statystyki w czasie rzeczywistym i dostosowywać się do podpowiedzi, jakie sugeruje im system.

To się musiało wydarzyć we Włoszech: kraju wybitnych trenerów, słynnej szkoły w Coverciano i obsesji, by o piłce wiedzieć wszystko. Adriano Bacconi pracuje w analizie danych od 30 lat, ale dopiero teraz widzi jak ta z hukiem wtargnęła do świata piłki. Tablety z wirtualnym trenerem są finansowane przez władze ligi. Trener może zajrzeć w gąszcz wykresów i przesuwających się kulek 2D, siedząc na ławce rezerwowych. Jednym ruchem dłoni widzi kto jak się przesuwa, jakie są odległości między graczami, czyja wydajność spada i czy kogoś przypadkiem nie należałoby zmienić.

To oczywiście tylko dodatek. Wirtualny trener nigdy nie zastąpi człowieka. Ale sam fakt, że coś takiego powstało pokazuje jak mocno branża start-upów atakuje piłkę. Virtual Coach tworzy grupa dziesięciu programistów, w tym wspomniany Bacconi, członek sztabu Marcelo Lippiego podczas mundialu w 2006 roku. Do tej pory rzadko się o nim mówiło, choć to on z tylnego siedzenia latami zarażał danymi kolejnych włoskich trenerów. Mnóstwo analityków w Serie A to jego uczniowie. Dzisiaj z dumą prezentuje ludziom Virtual Coach, mówiąc: „Wyróżnia nas to, że działamy w czasie rzeczywistym. Trener już w trakcie meczu wie, czy zespół zmierza w dobrą, czy w złą stronę”.

Trzy dekady temu pewnie nawet by mu się to nie śniło. Bacconi był trenerem od przygotowania fizycznego w Pizie, gdzie spotkał Mirceę Lucescu. Rumun w Bukareszcie potrafił zatrudniać pięciu studentów do opisywania meczów na kartce, więc zaraz po przylocie do Włoch powiedział, że chce mieć profesjonalny dział analizy. Przekwalifikował Bacconiego na analityka i kazał mu rozkładać spotkania na czynniki pierwsze.

Był 1991 rok, komputery nie były jeszcze powszechne, ale Lucescu od początku upierał się, że chce mieć specjalną bazę danych, a rok później w Brescii miał już nawet pierwszy program. Nazywał się FARM i przetwarzał 1500 zdarzeń z każdego meczu. Klub z Lombardii w tym samym roku awansował do Serie A. Dwa lata później FARM-em zainteresował się Arrigo Sacchi i użył go podczas mundialu w USA. Sława włoskiej nowinki dotarła nawet do Francji, bo już w połowie lat 90. poza kilkoma włoskim klubami program kupił Olympique Lyon.

Lucescu śmieje się, że w pierwszych latach w Serie A nikomu nie mówił o swoim dziale analizy. Pracował w słabych klubach. Wiedział, że musi mieć asa w rękawie. Bacconi z kolei tak bardzo wciągnął się w nowe zajęcie, że w 1994 roku założył firmę Digital Soccer Project. Lucescu na starcie wpłacił 35 tysięcy dolarów i był współwłaścicielem. Zrezygnował po wyjeździe z Włoch, tymczasem Bacconi w kolejnych latach rozwijał projekt, w międzyczasie dorabiając jako ekspert telewizyjny i felietonista. Skończył też kurs UEFA A razem z Roberto Mancinim w Coverciano.

Nigdy nie był samodzielnym trenerem. Ma trzy spotkania jako szkoleniowiec tymczasowy w Brescii, dwa mundiale w sztabie Lippiego i szefowanie działowi analizy w Interze u Waltera Mazzariego. Ciekawy jest szczególnie ten pierwszy okres. Lippi sporo musiał wychodzić i wydzwonić, by analityk znalazł się w sztabie na mundial. Potem nie przedstawił go drużynie jako faceta od cyferek, tylko jako gościa od zwiększania szansy. Piłkarze sami przychodzili do niego z prośbą o wycinki złych fragmentów. Ciekawi byli jak statystyka obiektywnie ocenia ich mecz.

W międzyczasie nieustannie obserwował świat nowinek: to jak kluby najpierw próbowały robić analizę same, potem zlecały to firmom zewnętrznym, a dziś znowu - już większymi siłami - chcą mieć własne, jeszcze lepsze jakościowo informacje. Analizuje się organizmy, transfery, poruszanie się piłkarzy, kiedyś Gennaro Gattuso zaproponował Bacconiemu, by zaczął prześwietlać sędziów, bo to też przecież ważny element gry. Ostatnie lata to jednak rosnące znaczenie danych pozycyjnych i zgłębianie całych przebiegów akcji, a nie tylko momentów oddania strzału. I tutaj pojawia się Virtual Coach, dziecko firmy Math & Sport, kupione przez Serie A na kolejne trzy lata. Zabawka została również udostępniona dziennikarzom Rai podczas czerwcowego finału Pucharu Włoch.

Zabawka to dobre słowo, bo tablet ze statystykami wygląda jakbyśmy nagle z realnego meczu przełączyli się w jakiś inny, niedostępny świat. Gilberto Pastorella, 32-letni matematyk podczas jednego z pokazów włączył mecz Roma - Spezia, rozgrywany 500 kilometrów od miejsca prezentacji i w czasie rzeczywistym pokazywał jak wygląda to spotkanie z perspektywy 2D. Dane pochodzą z kamer rozstawionych na stadionach i przesyłane są z częstotliwością 20 razy na sekundę. Zdarza się tak, że sygnał jest o sekundę szybszy niż w telewizorze. Mecz na tablecie wygląda jak ten z Football Managera, różni go tylko traktowanie graczy jako całości. Widać jak drużyna zdobywa przestrzeń, z jaką intensywnością pressuje, można też w kilka sekund cofnąć akcję, nagrać i w przerwie pokazać piłkarzom.

Trener może w trakcie meczu zaznaczyć dwóch graczy i porównać ich liczby: dlaczego gracz A pięć razy z rzędu podał niechlujnie, a piłkarz B nie wraca do obrony. System średnio 50 razy w trakcie spotkania sam analizuje pewne dziwne tendencje i wysyła powiadomienia. Przykładowo w spotkaniu Bologna - Genoa w poprzednim sezonie Andrea Pinamonti miał ogromny spadek wydajności między końcem pierwszej połowy a początkiem drugiej. Trener Davide Nicola mógł to zlekceważyć, ale mógł też utwierdzić się w swoim odczuciu i dać piłkarzowi sygnał: weź się do roboty, bo za 10 minut dostaniesz zmianę.

Bacconi wie, że niektórzy trenerzy nie będą skakać z radości na myśl, że tego typu aplikacje przybierają na sile i że bedą coraz częstsze. Dostał już kilka sygnałów od szkoleniowców Serie A, że niepotrzebne im tablety, bo potrafili wygrywać bez nich. Władze ligi cieszą się jednak, że to u nich powstała ta nowinka. Włoska piłka nie jest wolna od problemów, ale to wciąż jest miejsce taktyki i trenerów, co mają łeb jak sklep. Innowacje to zawsze krok wprzód. Mircea Lucescu musi pękać z zazdrości.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.