Wielkie pieniądze dla Jrue Holidaya. Milwaukee Bucks mają trzon gotowy do walki o mistrzostwo

Zobacz również:Bezdomny dzieciak znalazł swoje miejsce w NBA. Jak Jimmy Butler stał się liderem
NBA: Jrue Holiday
Fot. Brian Fluharty/Pool via Getty Images

Jeszcze przed startem sezonu Milwaukee Bucks mocno wykosztowali się na Jrue Holidaya. W listopadzie ubiegłego roku oddali za niego m.in. trzy wybory w pierwszej rundzie draftu oraz prawo do zamiany dwóch kolejnych. Zrobili to także dlatego, by przekonać Giannisa Antetokounmpo do pozostania w Milwakuee na dłużej. Pewne było więc, że i z Holidayem wiążą swoją przyszłość. W niedzielę upewnili się, że ten nie ucieknie im z Wisconsin po jednym ledwie sezonie.

We wrześniu poprzedniego roku Milwaukee Bucks po raz kolejny musieli znieść smak gorzkiej porażki. Z bańką w Orlando żegnali się już w drugiej rundzie – raz jeszcze odpadając jako najlepszy przecież zespół sezonu zasadniczego. I to z MVP w składzie. Zaczynał się tym samym nerwowy okres, bo nie było pewne, czy tego właśnie MVP uda się w drużynie zatrzymać na dłużej. Ostatecznie sięgnięcie po Jrue Holidaya ułatwiło decyzję Giannisa Antetokounmpo o pozostaniu w Milwaukee.

Kozły musiały zapłacić wysoką cenę, ale innego wyjścia nie było. Oddając trzy wybory w drafcie (oraz zgadzając się na prawo do zamiany jeszcze dwóch wyborów) zagwarantowali sobie kilka kolejnych lat z Giannisem na pokładzie. Można wręcz powiedzieć, że ruch po Holidaya był transakcją wiązaną. W niedzielę wymazali też ryzyko odejścia 30-latka po zakończeniu rozgrywek, kiedy mógł wejść na rynek wolnych agentów. Teraz już nie może, bo Bucks porozumieli się z nim w sprawie przedłużenia umowy.

Cztery lata i nawet 160 milionów dolarów, czyli kontrakt maksymalny. 135 milionów w podstawie i 25 milionów w bonusach. Po raz kolejny wykładają więc na stół ogromne pieniądze. Wcześniej zaklepali nie tylko Antetokounmpo (228 milionów za pięć lat; sezon 2025/26 opcją zawodnika), ale też Khrisa Middletona (177 milionów za cztery lata; sezon 2023/24 opcją zawodnika). Z tym trzonem będą podejmowali próbę zdobycia mistrzostwa, co nie udawało im się w dwóch poprzednich sezonach.

MNIEJ PIŁKI, WIĘKSZA EFEKTYWNOŚĆ

Kluczową zmianą w porównaniu do lat poprzednich jest właśnie Jrue Holiday. Zawodnik, który jawi się jako prawdziwy x-faktor dla Bucks. Kontrakt maksymalny zdaje się potwierdzać podobne myślenie w Milwaukee. Na korzyść Holidaya przemawiają liczby: 5-6 w meczach bez niego, 27-11 z nim. Najlepszy atak w NBA z nim, dopiero trzynasty bez niego. Piąta obrona w NBA z nim, dziewiąta bez niego. On z kolei przemawia jako znacznie lepiej pasujący do Milwaukee rozgrywający niż Eric Bledsoe. Piłkę ma w rękach rzadziej niż wcześniej, ale to przekłada się na jego wysoką efektywność.

Holiday trafia 39 procent swoich trójek, ma najwięcej w zespole przechwytów, a na jedną jego stratę przypadają średnio prawie trzy asysty (to drugi najlepszy w karierze wskaźnik asyst do strat). Rzadko kiedy ma okazję pokazać swój ofensywy repertuar w całości, będąc trzecią opcją obok Giannisa i Middletona, ale w razie potrzeby nadal może grać pierwsze skrzypce. Tak jak w sobotę w Sarcamento, gdy pod nieobecność Antetokounmpo zdobył 33 punkty, 11 asyst oraz 7 zbiórek w wygranym przez Kozły starciu z Kings.

ZAUFAJ MI, GIANNIS

Holiday idealnie wpisał się w potrzeby Bucks, którzy znaleźli w nim pewnego kreatora przy piłce. 30-latek pozostaje znakomitym graczem w izolacjach, gdzie samodzielnie jest w stanie wykreować rzut sobie lub swoim kolegom. Potrafi też poradzić sobie z mniejszymi obrońcami w grze tyłem do kosza, co może być dużym problemem np. dla takiego Kyrie Irvinga. Pozwala on wreszcie na odejście od grania przez Giannisa w najważniejszych momentach meczu. Można mu zaufać z piłką w rękach, dzięki czemu Antetokounmpo w tych kluczowych minutach nie musi samodzielnie przebijać się przez ścianę rywala.

Zmniejsza to też ryzyko rzutów wolnych greckiego skrzydłowego w trudnych momentach spotkania, co nadal jest jedną z jego najsłabszych stron. Te zmiany widać w liczbach, w tym przede wszystkim w procencie usage Giannisa w crunchtime: poprzedni sezon to ponad 42 procent, a ten obecny to już tylko niecałe 27. Jednocześnie ze swoimi atutami świetnie nadaje się do współpracy z Giannisem na zasłonach, kiedy to Grek ma piłkę w rękach. Kogoś takiego Antetokounmpo jeszcze w swojej karierze w Milwaukee nie miał, a to może znacznie ułatwić mu życie przede wszystkim w fazie play-off.

WYDATEK KONIECZNY

30-latek to także najlepszy obwodowy obrońca w Milwaukee za czasów Giannisa, za sprawą którego Bucks wreszcie mogą zmieniać krycie bardziej efektywnie. Sięgnięcie po kogoś takiego było więc dla Milwaukee konieczne, nawet jeśli ucierpiała na tym głębia składu. Nie do końca udało się zresztą Kozłom odpowiednio uzupełnić kadrę. Żaden podpisany wolny agent nie okazał się graczem do rotacji, ale w dłuższej perspektywie Holiday jako trzecia opcja jest dużo bardziej wartościowy dla szans Bucks niż długa ławka rezerwowych.

Płacenie mu nawet 40 milionów rocznie to niewątpliwie duży wydatek. Z drugiej jednak strony, latem tego roku Holiday i tak byłby jednym z ciekawszych wolnych agentów na rynku. W poprzednich miesiącach kolejno znikali z niego m.in. Giannis, Rudy Gobert czy Paul George. Ostał się na razie tylko Kawhi Leonard, ale i tu pewności nie ma. W związku z tym Holiday mógłby być dla kilku klubów bardzo ciekawą nagrodą pocieszenia. Małe były więc szanse, że Bucks dogadaliby się z nim z uwzględnieniem jakiejś zniżki. Nie mieli innego wyjścia – musieli dogadać się teraz i musieli zgodzić się na kontrakt maksymalny.

AS W RĘKAWIE

W tym momencie Bucks patrzą więc na spory podatek od luksusu, a przecież tercet Giannis-Middleton-Holiday trzeba będzie jakoś uzupełnić. Duże koszty związane z tą trójką mogą prowadzić do oszczędzania na wzmocnieniach – tym bardziej że Milwaukee to przecież mały rynek. Z tego też powodu w tym sezonie opóźniono jeszcze wejście ponad próg podatku, choć w zespole nadal brakuje pewnej opcji 3-and-D, której brak uwidacznia się szczególnie mocno po przesunięciu Giannisa pozycję wyżej. Za taką Bucks mogą uważać PJ Tuckera, choć 35-latek na razie więcej meczów opuścił (6), niż zagrał (3).

Kozły w trwających rozgrywkach wyglądają jednak na dużo poważniejszego kandydata do mistrzostwa niż w latach poprzednich. I to pomimo faktu, że przecież sezony zasadnicze 2018-19 oraz 2019-20 były totalną dominacją w ich wykonaniu. Nic jednak nie znaczyły bez sukcesów w fazie play-off. W dużej mierze winny temu był szkoleniowiec Mike Budenholzer, który w obu sezonach dał się pokonać swoim trenerskim przeciwnikom. W tym roku ma jeszcze jedną szansę, a Holiday zdaje się być jak as w rękawie. Ktoś, kto wreszcie może odblokować mistrzowski potencjał Bucks.

Podziel się lub zapisz
Dziennikarz sportowy z pasji i wykształcenia. Miłośnik koszykówki odkąd w 2008 roku zobaczył w akcji Rajona Rondo. Robi to, co lubi, bo od lat kręci się to wokół NBA.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.