Wielki futbol wisi na krokodylu. Jak leżakowanie pod murem stało się największym viralem sezonu

Zobacz również:Messi w końcu przemówił. Czuje się oszukany, ale zostanie w Barcelonie. Przynajmniej na razie
Arsenal v Villareal CF - UEFA Europa League Semi Final: Leg Two
Fot. Charlotte Wilson/Offside via Getty Images)

Krokodyl panoszy się po Europie. Myśleliśmy, że to chwilowe dziwactwo, a tu końca nie widać. Leży się już nie tylko w Lidze Mistrzów, bo trendy łapią nawet kartofliska w B-klasie. Nie było jeszcze w piłce sezonu z tyloma dyskusjami na temat ustawienia muru przy rzutach wolnych i dodatkowym facecie wygrzewającym się na murawie.

Fabio Caressa, komentator Sky Italia, mówił niedawno, że to cyrk. Siedzący obok w studiu Alessandro Costacurta zgodził się, że jako zawodnik nie chciałby brać udziału w tej szopce. Ale obok był też Fabio Capello, triumfator Ligi Mistrzów z Milanem i jego zdanie było jasne: „Panowie, jeśli coś działa, to trzeba to stosować”. No więc stosują. Marco Verratti, Koke albo Joshua Kimmich – oni wszyscy mają to już za sobą. Futbol coraz mocniej chłonie wszelkie nowinki, nawet jeśli z boku wyglądają jak klasyczny plażing.

Momentami to jest komedia. Wystarczy przypomnieć obrazek z jesieni w Ekstraklasie. Piłkarze Wisły Płock ustawili mur z dodatkowym obrońcą na wypadek strzału dołem. Niestety zapomnieli, że wypadałoby też zająć się kryciem. Torgil Gjertsen leżał w polu karnym, a w tym czasie dwóch graczy Jagiellonii czekało obok muru i oczywiście po gwizdku sędziego strzelili Wiśle gola. Wyszło typowo po polsku: zróbmy to, co robią inni, najwyżej nie wyjdzie. W tym osobliwym przypadku nie wyszłoby nawet wtedy, gdyby zamiast krokodyla leżał wieloryb.

EMERY MA PLAN

Majstrowanie przy murze nie jest niczym nowym. Były przecież kiedyś dyskusje, czy w niektórych przypadkach ten mur powinien w ogóle stać. Olivier Kahn często wyganiał piłkarzy z pola karnego, bo twierdził, że poradzi sobie sam. Naukowcy z Uniwersytetu w Belfaście wyliczyli, że broniący często przeszkadzają bramkarzowi, zmniejszając jego czas reakcji i szanse o 13 procent. Nie ma jednak sensu brać tych wyliczeń 1:1, bo różni są gracze, kąty i odległości. Zdarzają się mecze jak Juventus - Porto, gdy rozsypany mur przeszkodził Wojtkowi Szczęsnemu w interwencji. Ale bywały też sytuacje jak ta z Romanem Weidenfellerem, który siedem lat temu zrezygnował ze wsparcia przy strzale Hakana Calhanoglu i za moment dziwił się, że dostał bombę z 40 metrów.

Ten tekst najlepiej czytać z YouTube pod ręką. Niektóre filmiki i patenty na obronę rzutów wolnych bywają fascynujące. Unai Emery w czasach Sevilli bacznie przyglądał się rezerwom Nicei, bo tam mur ustawiano na linii bramkowej. Był też pomysł, żeby w La Liga to samo zrobić przy strzałach Messiego. – Bylibyśmy uznani za głupców albo innowatorów – opowiadał Emery na Forum Sportu Agencji EFE w 2016 roku. Ostatecznie porzucił plan, a chwilę pózniej Messi znowu strzelił Sevilli gola. Innowacyjni chcą być wszyscy, nawet bramkarz Wigier Suwałki, który kilka miesięcy temu stanął w murze razem z obrońcami. Filmik obiegł kilkanaście portali, zgarnął torbę lajków i tyle. Był raczej anegdotą. Nikt się dłużej nad nim nie rozwodził.

Krokodyl to inna sprawa, bo o tym ludzie dyskutują, to się dzieje i zatacza coraz szersze kręgi. Futbol zawsze był dyfuzją kulturową, gdzie jedni czerpali od drugich. Rodzili się innowatorzy i grupa naśladowców. Michael Cox, gdyby dziś pisał drugą część książki „Gegenpressing i Tiki-Taka”, być może kilka akapitów poświęciłby również rzutom wolnym i tym, co drużyny robią, by im zapobiec. Słowo krokodyl z jednej strony jest zabawne, a z drugiej doskonale obrazuje cały manewr. Niewątpliwie swój wpływ mają social media. Każdy filmik, jak Ruben Dias przeciąga po ziemi leżącego w murze Ołeksandra Zinchenkę niczym worek kartofli, buduje zasięg. To klasyczne virale. Oglądają to kibice, piłkarze i trenerzy. A potem kopiują.

MOMENT PRZEŁOMU

To jest też ciekawe, że spektakularne gole strzelane pod murem oglądaliśmy już w 2006 roku (Ronaldinho z Werderem Brema), ale dopiero teraz, piętnaście lat później mamy masową odpowiedź drużyn jak temu zapobiegać. Leo Messi doskonale pamięta październik 2018 roku, kiedy pierwszy raz zobaczył jak Marcelo Brozović z Interu Mediolan kładzie się na murawie i skutecznie blokuje strzał Luisa Suareza. Wyraz zdumionej twarzy Argentyńczyka został uwieczniony przez kamery. Film zaczął krążyć po sieci, a Brozović, wicemistrz świata z Chorwacją, miał swoje pięć minut.

Matteo Politano, dzisiaj gracz Napoli, a wtedy Sassuolo mówi, że to przez niego. Cztery miesiące przed scenami na Camp Nou strzelił Interowi gola z rzutu wolnego, uderzając płasko pod murem. Brozović zapamiętał ten strzał i wymyślił samoobronę. Nie konsultował tego z trenerem, być może był to nawet instynkt. Przy strzale Suareza stał w murze i dopiero w ostatniej chwili zdążyć się położyć. Fakt, że działo się to w Lidze Mistrzów, nadało temu obrazkowi odpowiednią skalę.

Brozović nie tylko wylądował w memach, on to wręcz podsycił, zakładając na siebie kostium krokodyla i wrzucając fotkę na Instagram. To jemu zawdzięczamy nazwę zjawiska, o którym dziś dyskutuje się w studio największych programów publicystycznych w Europie.

INNOWACJE Z BRAZYLII

Sam Brozović nie był jednak pierwszym. Leżakowanie można odnaleźć już w 2013 roku. Niejaki Ricardinho z Figueirense próbował w ten sposób zatrzymać rzut wolny Jorge Valdivii z Palmeiras. W rozmowie z ESPN opowiadał, że nikomu w drużynie nie zdradził planu, poprosił jedynie obrońcę Thiego, by przy uderzeniu wyskoczył najmocniej jak się tylko da. Dół był ubezpieczony, dlatego Valdivia uderzył górą i nadział się na głowy rywala. Ten specyficzny obrazek na Instagramie wykręcił 2 miliony wyświetleń. Być może właśnie wtedy zasiano ziarno, które w kolejnych latach zaczęło kiełkować.

Dzisiaj nie ma wątpliwości, że to Brazylia najmocniej wpłynęła na coś, co Monty Python nazwałby ministerstwem głupich kroków przy murze. Jesienią 2016 roku Marcelo nie był tak odważny, by całkowicie położyć się na murawie, ale lubił klęczeć, gdy naprzeciwko do piłki podchodził Messi. Zrobił tak w spotkaniu eliminacji do mundialu przeciwko Argentynie. Phillipe Coutinho z pewnością inspirował się Marcelo, ponieważ wkrótce powtórzył ten zabieg w Premier League. Juan Mata w Manchesterze United też nie czekał długo – zrobił to w Lidze Europy, klęczenie zamieniając na przysiad.

SPECJALIŚCI OD MURU

To jest klasyczna ewolucja. Przykład, jak mocno lubimy oglądać się na innych, co jakiś czas dodając kolejne rzeczy do repertuaru rozwiązań. Krokodyl nie jest jednak modą w stylu mitycznego plastra Robbiego Fowlera (w Polsce znany jako plaster Mięciela). To trwa już któryś rok i wręcz przybiera na sile.

Nikt nie prowadzi dokładnych statystyk, ale nigdy nie mówiło się o tym tak często jak wiosną 2021 roku. Skoro krokodyla znajdziemy już nawet w drużynie Pepa Guardioli, to znaczy, że nie ma odwrotu. Hiszpan i jego zespół ma taki status, że to oni dyktują innym trendy. Dopóki Manchester City będzie ustawiał dodatkowego faceta w murze, to inni tym bardziej z tego nie zrezygnują.

Czy to jest skuteczne? Messi pewnie powiedziałby, że nie. Przy jego wolnych buduje się mury z cementu, ustawia krokodyla i chłopa na słupku, a potem Argentyńczyk i tak uderza jak chce. W styczniowym meczu z Granadą zakpił sobie z leżącego Carlosa Nevy, z premedytacją posyłając piłkę dołem. Gdyby chciał, mógłby jeszcze do niego podejść i powiedzieć: „Wstawaj, kolego, już po wszystkim”.

Ostatnio kuriozalną scenę można było zobaczyć w meczu Lechii Gdańsk. Jeden z piłkarzy położył się za murem tyłem do piłki zasłaniając kroczę. Na Twitterze pojawiło się setki komentarzy z cyklu, co poeta miał na myśli. Najlepsze podsumowanie brzmiało: „To jest polska liga, nigdy nie wiadomo skąd nadleci piłka”.

Być może ma więc trochę racji Caressa, gdy mówi, że to horror i cyrk. Z drugiej strony trudno nie zauważyć, że w tym wyblakłym pandemicznym sezonie właśnie dzięki temu mamy w piłce trochę kolorytu. Nie wyobrażam sobie, by Football Manager w kolejnej edycji nie dodał opcji decydowania, czy trener chce grać z krokodylem czy bez. Być może za jakiś czas – wzorem trenerów od autów – pojawią się też specjaliści od ustawiania muru. Najwięksi wiedzą, że w piłce jeden detal albo moment nieuwagi może kosztować miliony. Nie jest to najracjonalniejszy biznes świata.

Pod tym względem wielki futbol wisi na krokodylu.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.