Więcej niż stracona tożsamość. Dlaczego Barcelona marnuje czas każdym dniem z Ronaldem Koemanem

Zobacz również:O trzech takich, co spełnili marzenia. Polacy w zawodowych sekcjach Barcelony
FC Barcelona v Granada CF - La Liga Santander
Fot. Eric Alonso/Getty Images

Nie chodzi już nawet o brak celnego strzału z Bayernem (0:3) ani 54 dośrodkowania z Granadą (1:1), która nie wygrała w tym sezonie meczu. W świecie, w którym Young Boys pokonuje Manchester United, a Club Brugge zatrzymuje Paris Saint-Germain, Ronald Koeman co chwilę wmawia swoim piłkarzom, że są do niczego i nie można z nimi myśleć o sukcesach. Sam sposób, w jaki Holender prowadzi Barcelonę i rozmawia o niej wiedzie klub w przeciętność. To że nie ma topowego składu, nie ulega wątpliwości. Ale to że pyta, czy w jedenastce z Depayem, de Jongiem, Coutinho oraz Busquetsem są jacyś zawodnicy do tiki-taki, jedynie deprymuje zespół. Barcelona za wszelką cenę potrzebuje inspirujących postaci, a od głównej osoby projektu tydzień w tydzień wysłuchuje, że lepiej nie będzie i trzeba być realistą. To Koeman jest człowiekiem, który wyrządza Blaugranie wielką krzywdę.

Ile znaczy klasowy, światowy trener, a już tym bardziej robiący różnicę w kwestiach taktycznych, najbardziej przekonała się londyńska Chelsea wraz z przyjściem Thomasa Tuchela. Za Franka Lamparda również wysłuchiwała o limitach, rzeczywistości, potrzebie czasu, a Niemiec w pięć miesięcy całkowicie odmienił jej tożsamość i dał jej Ligę Mistrzów. Dzisiaj to niepokonana maszyna w Premier League – mimo Liverpoolu, Tottenhamu i Arsenalu na rozkładzie – z aspiracjami gry o wszystko. Podobnej magicznej przemiany jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki dokonał Hans-Dieter Flick w Bayernie, a wcześniej w nieco większym wymiarze czasowym Jürgen Klopp w Liverpoolu. Nic dziwnego, że o menedżerach mówi się dziś częściej niż o piłkarzach, bo to oni wyznaczają kierunek całego projektu. Siła kadry, potencjał finansowy, pomysł na budowę zespołu to fundamentalne kwestie, lecz bez inspirującego menedżera nie możesz myśleć o żadnych sukcesach.

A Ronald Koeman w Barcelonie jest trenerem nie tyle inspirującym, co deprymującym. Oczywiście, że krok po kroku rozbierają mu drużynę – zeszłego lata stracił Luisa Suareza, a tego dwóch najlepszych atakujących Leo Messiego i Antoine’a Griezmanna – lecz znał warunki tego układu już wcześniej. Dlatego jego pracodawca nie oczekuje wygrania Ligi Mistrzów, tylko przejścia suchą stopą przez okres przejściowy i dokonania zmiany pokoleniowej. Zamiast jednak aspirować do czegokolwiek, Katalończyków na każdym kroku spotykają wymówki.

Sama porażka 0:3 z Bayernem w Lidze Mistrzów nie była tak wstydliwa, jak jej styl na Camp Nou. Od samego początku to była gra o przetrwanie – wyjście piątką obrońców, oddanie piłki przeciwnikowi, strach przed potęgą Bawarczyków, najprostsze środki, brak planu na przeciwnika oraz brak podjęcia jakiejkolwiek walki. Tego samego dnia Sheriff Tyraspol ograł Szachtar Donieck 2:0, osłabione latem RB Lipsk zagrało jak równy z równym z Manchesterem City, mimo finalnej porażki 3:6, a FC Brügge zremisowało 1:1 z PSG z Messim, Mbappe oraz Neymarem. Dzień wcześniej również Young Boys pokonało 2:1 Manchester United z Cristiano Ronaldo. Każdy miał jakiś sposób, swoją specyficzną metodę, aby sprawić niespodziankę, mimo nierówności. Przecież gdyby kontrakty i nazwiska załatwiały wszystko, futbol nie miałby żadnego sensu. A od Koemana po ostatnim gwizdku piłkarze usłyszeli, że trzeba być realistami i spojrzeć na kadrę, a później dopiero marzyć o rywalizacji z takimi klubami jak Bayern. Naprawdę znakomita psychologia z perspektywy piłkarzy: tylko czekać na rewanż z Bayernem i podejście do niego, skoro nawet twój własny trener uważa, że nie masz najmniejszych szans na postawienie się Bawarczykom, bo to dwie różne ligi. To z pewnością buduje piłkarzy, których przecież całe wykorzystanie umiejętności bazuje na podejściu mentalnym, pewności siebie, wierze w sukces, w końcu ograniczeniu poczucia strachu.

Holender przed sezonem rzucił, że okres przygotowawczy został przepracowany wspaniale i teraz nie ma miejsca na żadne wymówki. Ale kiedy tylko zdarzył mu się pierwszy słabszy mecz, identycznie jak w poprzednim sezonie, sam zaczął strzelać wymówkami jak z karabinu. Nigdy nie widząc winy w swoich decyzjach, tylko trzymając się narracji: on jest realistą, a wszyscy widzący sukcesy w Barcelonie niepoprawnymi optymistami. Nawet rzucając to mimochodem, z takim przekazem nie zbudujesz wiary we własnej drużynie.

Ale przecież nie chodzi jedynie o niefortunne wypowiedzi, chociaż takich jest multum. Wystarczy wspomnieć, jak Koeman publicznie zaczął skreślać Alexa Collado i deprecjonować jego poziom. Były to deklaracje o tyle niepotrzebne, że nie służyły dosłownie nikomu. Popsuł relacje z piłkarzem, którego nie chciał, ale później z powodu problemów zdrowotnych nie miał kim grać w ataku i musiał przez sekundę analizować, czy jednak nie skorzystać ze wspomnianego Collado. A nawet jeśli nie widzi w nim materiału na gracza Blaugrany, po co obniżać jego wartość w oczach świata? Czy całe okno Katalończyków nie polegało właśnie na tym, aby wmówić światu, że ich gracze są warci większych pieniędzy, aby uleczyć zrujnowane finanse? Najwidoczniej Koeman nie pomaga dyrekcji swoimi opowieściami.

Jeszcze większym problemem jest samo zarządzanie meczami i umiejętności taktyczne Koemana, o czym przekonaliśmy się już w poprzednim sezonie. Może na papierze jest wybitnym strategiem, ale w praktyce absolutnie tego nie widać. Nie wracając już do mistrzostwa Hiszpanii przegranego na własne życzenie ze słabszymi rywalami, wystarczy przeanalizować ostatni tydzień. Na Bayern trener wystawił Luuka de Jonga, czyli ślamazarną, wolną, ale rosłą dziewiątkę. W efekcie Barcelona nie mogła zawiązać pół kontrataku, bo Holender nie dawał żadnego wsparcia Depayowi. W ataku brakowało szybkości, mobilności, a sam Memphis był wściekły na brak możliwości rozegrania. Widząc, jak opinia publiczna traktuje Luuka, Koeman posadził go na ławce w meczu z Granadą. A było to spotkanie, w którym Katalończycy grali niemal wyłącznie wrzutkami i wykonali ich aż 54 (!). Inna sprawa, że tylko 14 było celnych, ale bezradni gospodarze skupili się na górnych piłkach w pole karne, gdy mecz w ataku zaczął Depay schodzący w boczne sektory. W efekcie w końcówce jako dziewiątka grał Gerard Pique wraz z De Jongiem, a najwięcej pojedynków w powietrzu wygrał Ronald Araujo – kolejny stoper przemianowany na napastnika i strzelec gola na 1:1, zresztą największy wygrany tej rywalizacji.

Granada na starcie rozgrywek jest jednym z klubów bez wyraźnej filozofii i planu na grę. Robert Moreno dopiero szuka klucza do andaluzyjskiej drużyny, aby nawiązać do poziomu, do jakiego przyzwyczaił jego poprzednik Diego Martinez. W efekcie Granada po pięciu kolejkach pozostaje w lidze hiszpańskiej bez zwycięstwa. A jednak Barcelona z takim przeciwnikiem potrafiła tylko wyrwać remis 1:1 w końcówce. Problemy kadrowe Katalończyków nie podlegają wątpliwości: w jedenastce wyszli z defensywą złożoną z 17-letniego Alexa Balde, 20-letniego Erica Garcii, 22-letniego Ronalda Araujo i 20-letniego Sergino Desta. Ale to nie stanowi żadnej wymówki na mizerię i prostotę środków, jaką pokazali zawodnicy Koemana. Nadal po jednej stronie biegali Depay, Frenkie de Jong, Coutinho czy Busquets, a po drugiej odpalony z Barcy Monchu, Antonio Puertas, Darwin Machis czy 39-letni Jorge Molina. Mając taką różnicę potencjału, nie można wyglądać aż tak źle w konstrukcji akcji. Wszystko, co najlepsze, powstawało z rajdów 18-letniego Austriaka Yusufa Demira albo szalonych wejść stopera Araujo.

Pomeczowe wypowiedzi Koemana znów zakrawały o absurd i ratowanie własnej posady. W Barcelonie nie powinno być monopolu na styl i dośrodkowania wcale nie muszą być złym rozwiązaniem przy właściwej taktyce, ale oto co o swoich piłkarzach miał do powiedzenia Holender. „W ataku brakuje nam piłkarzy, którzy potrafią coś zrobić w pojedynkę. Czasem trzeba zmienić styl, a dzięki dośrodkowaniom zagraliśmy świetny mecz […] Spójrzcie na listę powołanych, co można z nimi zrobić? Zagrać tiki-taki [tak powiedział w oryginale - przyp. red.]? Zrobiliśmy to, co musieliśmy. Było bardzo mało przestrzeni, a nie mamy piłkarzy grających 1 na 1 z dobrą szybkością” – mówił holenderski menedżer.

I kolejny raz Koeman uderza w samych zawodników. Mając w jedenastce Depaya, Frenkiego czy Coutinho, wzrusza ramionami, że przecież tu nie można grać widowiskowej piłki. Podkreśla, że taka kadra nie jest silna i nie ma tam, kto grać jeden na jednego. Zawodnicy muszą być naprawdę zachwyceni i zbudowani, słuchając co trzy dni, że w sumie nie ma tu na czym budować. I jak myśleć o ambitnych celach czy pójściu w górę, kiedy sam przełożony co chwilę deprecjonuje twoje możliwości w oczach mediów, które każde słowo mielą na tysiąc części? Nie wiadomo, czy gorsze jest samo jego podejście, czy fakt, że nikt na Camp Nou nie udzielił mu jakichś lekcji zarządzania ludźmi. Koeman niezmiennie broni jedynie własnej skóry i zawsze winę zrzuca na innych albo na niefortunne okoliczności.

To nie tak, że Katalończycy mają kadrę niezdolną do rywalizacji. Nie mają już topowej kadry, ale nadal taką, aby zagrażać największym przy odpowiednim trenerze. Jakoś Luisowi Enrique nie przeszkadzało, aby Sergio Busquets i Jordi Alba zostali jednymi z najlepszych graczy mistrzostw Europy na swoich pozycjach, a Pedri najlepszym piłkarzem młodego pokolenia Euro 2020. Na Erika Garcię stawiał tak samo w ważnych meczach, a to było dosłownie przed chwilą. Na każdego trzeba znaleźć właściwy kontekst i system gry. Dokładając do tego możliwości Depaya, Frenkiego, ter Stegena czy Araujo, tam naprawdę klaruje się porządna ekipa. Młodzież stoi po stronie Barcelony jak nigdy – nadal to wyróżniająca się akademia na świecie, która pokonuje rówieśników m.in. z Bayernu. Kwestią jest, jak wykorzysta się talenty pokroju Gaviego, Balde czy Nico Gonzaleza. Na pewno nie tak jak Collado, który usłyszał, że nie przyda się tej drużynie.

Pep Guardiola powtarzał, że tiki-taka to bezsensowne wymienianie piłki dla samego wymieniania i nie chce mieć nic wspólnego z tym zwrotem. Dośrodkowania to też sprytna metoda, jaką chociażby Real Madryt potrafił sięgać po Champions League, ale musi być wyrazem przemyślanego planu i taktyki, a nie bezradności oraz najprostszych środków. Ronald Koeman taktycznie jest bardzo ubogim trenerem, psychologiem wcale nielepszym. Mając 8 wychowanków La Masii w kadrze na mecz z Granadą, wypomina, że to nie są piłkarze do gry w stylu Barcelony, mimo że szybkiej wymiany piłki i jeden na jeden uczyli się latami. Holender ewidentnie zapomina kogo trenuje, a swoim podejściem tylko pcha zespół w przeciętność, obniżając mu próg wymagań oraz możliwości.

Skoro sam Ronald Koeman nie widzi tam potencjału, a Joan Laporta nie widzi w nim idealnego kandydata na trenera, to dlaczego dalej męczyć się w tym związku? Barcelona jest na dnie finansowym, ale odbiciem dla niej jest młodość oraz nadal niewykorzystany potencjał kadrowy. Każdej zdolnej grupie piłkarzy potrzebny jest inspirujący menedżer, mogący wykrzesać to, co najlepsze i znaleźć pomysł na wykorzystanie ich możliwości. Kwestia, czy Barcelona dalej chce tracić czas w ten sposób. Model jest doskonale znany: wkalkulowane porażki taktyczne z największymi i rywalizacja w kraju w myśl zasady, że nie ma co patrzeć zbyt wysoko. Problemem klasycznie będzie następca Koemana, bo poważnego trenera na Camp Nou nie było od czasów Ernesto Valverde. Niemniej, i tak Katalończycy stracą na nim pieniądze. Czy zwolnią Koemana, czy przedłużą kontrakt, czy pozwolą mu pracować, swoje i tak będzie trzeba mu zapłacić. A ostatni tydzień potwierdził, że znacznie większą stratą będzie stracony czas i tożsamość ze szkoleniowcem, który co chwilę uderza w swoją grupę i nie ma przekonującego planu na przyszłość. Barcelonie nikt nie zabrania odwoływać się do innych ideałów. Ale aktualnie z Koemanem nie odnosi się do żadnych, poza szarą rzeczywistością, którą należy zaakceptować.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.