Widziałem ojca cień. Kasper Schmeichel i jego spektakularna interwencja przeciwko akcji „syn znanego taty”

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Sebastian Frej/MB Media/Getty Images

Właśnie stuknęło mu 500 ligowych meczów na angielskich boiskach. Raz na jakiś czas któreś z mediów przypomni starą fotografię, na której – jako mały chłopiec – idzie z tatą na trening, ubrany w strój bramkarza. Ale Kasper Schmeichel ma swoje życie, swoją karierę i swoje powody do dumy.

Ludzie kojarzą Leicester City głównie z jednym nazwiskiem. Jamie Vardy. Gdybyśmy jednak przeanalizowali skład Lisów z ostatnich kilku lat, jest tylko jeden człowiek, który może czuć się taką samą legendą King Power Stadium, jak najlepszy strzelec. To Kasper Schmeichel. 34-letni dziś bramkarz przeszedł długą drogę od dnia debiutu, w którym kibice Darlington bez wątpienia mogli się zastanawiać, czy ten chłopak zasługuje na grę, czy to tylko pokłosie bycia synem Petera, legendy Manchester United. A fani Manchesteru City czy Leeds United powinni żałować, że nie zagrzał dłużej miejsca w ich drużynach, bo mógł stać się tam ikoną.

Dzieci gwiazd często przepadają. Nie wytrzymują lawiny porównań do swoich rodziców, nie są w stanie sprostać presji, jaka temu towarzyszy. Ale Kasper to zupełnie inny przypadek. Pewny siebie, utalentowany, można powiedzieć, że wyciągnął z podglądania ojca wszystko, co najlepsze. Zdobywając z Leicester City mistrzostwo Anglii, mało tego, będąc jednym z architektów tamtego sukcesu sprzed kilku lat, zapewnił sobie komfort do końca kariery. Już nikt nigdy nie powie, że jest synem znanego tatusia.

NIEZNISZCZALNY I NAJLEPSZY W DANII

Schmeichel junior właśnie po raz drugi z rzędu odebrał statuetkę dla najlepszego piłkarza w ojczyźnie. Łącznie w domowej gablocie ma już cztery takie trofea. Ale dla nikogo w Danii nie jest to już zaskoczeniem. Bo poza kilkoma dziwnymi, jak na niego, wpadkami w końcówce ubiegłego sezonu, gdy cały zespół dostał zadyszki i ostatecznie zaprzepaścił szansę na grę w Lidze Mistrzów, prezentował bardzo równą formę.

Szybki na linii, pewny siebie na przedpolu, można odnieść wrażenie, że lubi dołożyć zawsze coś ekstra od siebie, tak by jego interwencje zawsze były efektowne, miały styl i klasę. W ostatnich latach jest niezniszczalny. Od początku sezonu 2018-19 zagrał w Premier League 93 mecze w wyjściowym składzie. Wszystko oczywiście po 90 minut. Nie ma drugiego takiego zawodnika w całej lidze. 60-krotny reprezentant Danii za chwilę prześcignie Muzzy’ego Izzeta, kultową postać wśród kibiców Leicester City, który zagrał 222 mecze w barwach Lisów w Premier League. Schmeichelowi brakuje do tego pięciu spotkań. Nieco więcej, bo 61 kolejnych, musi zagrać, żeby zostać bramkarzem z największą liczbą występów w historii klubu. Choć Mark Wellington zrobił to 460 razy, jest szansa, że Duńczyk go dogoni i prześcignie.

TATA, CZYLI POSTRACH

W Leicester Kasper nie musiał nigdy przejmować się zmianami menedżerów. Jego pozycja w zespole była niepodważalna, czy prowadził go Nigel Pearson, czy Claudio Ranieri, Craig Shakespeare, Claude Puel czy teraz Brendan Rodgers. Wyzwanie Kaseya Kellera – polegające na tym, który bramkarz Leicester będzie miał najwięcej czystych kont w Premier League, potraktował już dawno jak dziecinnie łatwą zabawę, praktycznie dublując jego liczby. Nie ma też w klubie z King Power Stadium zawodnika, który miałby takie doświadczenie w reprezentacji swojego kraju.

schmeichelowieglowne.jpg
Michael Regan - FIFA/FIFA via Getty Images

Kiedy dekadę wstecz przychodził z Leeds United za 1,5 miliona funtów, komuś ta kwota mogła się wydawać wygórowana. Miał 24 lata i nie wystrzelił w kosmos, nikt w Anglii nie mówił, że to będzie wielki bramkarz. Za to wszyscy gadali ciągle o jego ojcu. Peter, stając między słupkami Manchesteru United, zrewolucjonizował swoją pozycję. Wielki, szybki, silny, a jak trzeba, potrafił zapędzić się pod bramkę przeciwnika i strzelić gola po stałym fragmencie. Nic dziwnego, że fani United go pokochali.

Ruud Gullit, holenderski mistrz Europy, a kiedyś grający menedżer Chelsea, powiedział po jednym ze spotkań MUTD z Tottenhamem: – On przeraża rywali. Piłkarze Spurs dwukrotnie trafiali w poprzeczkę i jestem pewien, że powód jest oczywisty – bali się trafić w Schmeichela.

To prawda, bali się go i jest chyba jednym z nielicznych zawodników, przed którymi respekt czuł nawet sir Alex Ferguson. Kiedyś w szatni doszło między panami do starcia. Szkot znany był z tego, że rugał ostro swoich piłkarzy, kiedy coś nie szło. Po latach przyznał jednak, że podczas konfrontacji ze Schmiechelem pomyślał, po uprzednim dokładnym zmierzeniu jego warunków fizycznych, „jeśli mnie trafi, to jestem martwy”.

Koledzy z Old Trafford żartowali sobie co prawda, że Peter nigdy nie przyznaje się do błędów. Brian McClair z humorem wspominał kiedyś, że „Peter przeszedł operację, ale chyba się nie udała, bo nadal uważa, że nigdy nie zawinił przy golu”. Ale wiedzieli też, że gdy w polu karnym dojdzie do kotłowaniny, za chwilę prawdopodobnie zobaczą swojego bramkarza, trzymającego piłkę w rękach. Czuli się z nim bardzo pewnie. Jego sukcesy z United są niepodważalne. O ile syn długo szukał miejsca na planecie Premier League, przez wspomniane Darlington, ale i Bury, Falkirk czy Coventry City, tata wszedł do ligi z drzwiami. Pięć tytułów mistrzowskich w Anglii na zawsze uczyni z niego ważną część historii nie tylko Czerwonych Diabłów, ale całej wyspiarskiej piłki. Zresztą, łącznie tych trofeów było aż jedenaście.

SZOK W LEEDS

Jedno mistrzostwo z Leicester na koncie Kaspera nie czyni z niego równego ojcu, ale daje legitymację poważnego piłkarza. Nie ma też pewnie szans, by stać się kimś takim jak tata w ojczyźnie. Peter zagrał 129 meczów w kadrze, ale przede wszystkim był częścią Duńskiego Dynamitu, fenomenalnej drużyny, która w 1992 roku sięgnęła po mistrzostwo Europy, grając w turnieju w trybie awaryjnym, w miejsce wykluczonej Jugosławii. Zupełnie mu to jednak nie przeszkadza. Peter nie jest przekleństwem. Od dziecka Kasper był w niego zapatrzony i karmił się wszystkimi sukcesami. Nie ma możliwości, by czegokolwiek zazdrościł ojcu.

Dzięki tacie piłka stała się całym jego życiem. Uderzające podobieństwo fizyczne, ale też urocze kreacje małego Kaspera, gdy zakładał bluzy bramkarskie i wielkie rękawice – to wszystko jasno pokazywało, jaką droga podąży. Jasne, były tam wyboje, na początku częściej niż jazda z ładnymi widokami. Jak choćby w Leeds United, kiedy chciał zostać na Elland Road, ale przełożeni uznali, że zbyt duży procent strzałów rywali ląduje w siatce i sprzedali go do Leicester. Był w szoku, ale szybko się ogarnął. Jak zawsze pogadał z ojcem, który mógł powiedzieć tylko jedno: – Grasz tam, gdzie cię chcą.

schmeichel-tt.jpg
fot. Plumb Images/Leicester City FC via Getty Images

Jednak Peter bardzo rzadko udziela mu rad. Uważa, że to nie było by komfortowe i uczciwe wobec trenerów, z którymi Kasper pracuje, ale i wobec niego samego. Czasem ma inne zdanie na jakiś temat, wypowiada je głośno, ale nie naciska na syna. Opowiadał o tym pod koniec ubiegłego roku w stacji Sky Sports, gdy po jednym z meczów na King Power Stadium studio łączyło się z będącym na dole bramkarzem Leicester City, a ten przysłuchiwał się konwersacji na słuchawce.

UCIECZKA Z MIŁOŚCI

Rodzina Schmeichelów ma korzenie w Polsce. Dziadek, Tolek, wyemigrował do Danii w latach 60. Tam urodził się jego syn, Peter. Tolek był mocny fizycznie, pochodził z rodziny naznaczonej wojennym dramatem – jego ojciec zginął podczas II Wojny Światowej od wybuchu bomby, a mamę wywieziono na Sybir. Tolek, czyli tak naprawdę Antoni, opowiadał na łamach „Super Expressu”, jak uciekał z Polski i obiecał władzom PRL, że będzie współpracował z wywiadem. Sam był świetnym muzykiem, a na statku Stefan Batory poznał dziewczynę z Danii, Inger, zakochał się w niej i wiedział, że nie zostanie w Polsce.

– Miałem być polskim szpiegiem w Danii! Przeszedłem specjalne szkolenie, dostałem listę kontaktów i w 1961 roku wyjechałem. Pierwsze kroki skierowałem do duńskiej policji, powiedziałem o wszystkim i zacząłem się wyplątywać z macek wywiadu – opowiadał „SE” dziadek Kaspera.

To mama, Bente, dbała, żeby Kasper nie zwariował podczas dorastania od dobrobytu, uczyła go miłości, cieszyła się, kiedy spędza czas z siostrą Cecile. Ale syn był zapatrzony w ojca i pragnął zrobić taką karierę jak on. Rodzina ze śmiechem wspomina, jak pierwszy raz wcielił się w rolę bramkarza, który nie chciał wpuścić do domu grupy mężczyzn. Peter sięgnął po mistrzostwo Danii z Broendby, za moment miał odchodzić do Anglii i postanowił urządzić imprezę. Zaprosił sporo ludzi do domu, wielu z nich to byli kibice klubu z Kopenhagi. Kilkuletni Kasper stanął w drzwiach i krzyknął: – Nie możecie tutaj wejść!

Wszyscy zaczęli się śmiać, ale można śmiało powiedzieć, że to był pierwszy akt „bramkarskiej” odwagi w życiu chłopca.

fot. Lars Ronbog/FrontzoneSport via Getty Images

JAK CRISTIANO RONALDO

Nie wychowała go akademia, przynajmniej we wczesnych latach. Przywilej obcowania z dużym futbolem, za sprawą bywania w ośrodku treningowym Manchesteru United, dał mu przewagę w postaci czystej motywacji, a kopanie piłki z synem Steve’a Bruce’a w uliczkach miasta, gdy zaczęli dorastać (z Alexem spotkali się potem w Leeds), szlifowało umiejętności gry nogami.

Jeden z byłych trenerów Kaspera, Kevin Hitchcock, z podziwem opowiadał nie tak dawno w angielskiej prasie, że bramkarz Leicester City już przed laty potrafił robić z piłką na boisku treningowym takie rzeczy, że wielu jego kumpli z pola przecierało oczy ze zdumienia. Świetnie wykonywał rzuty wolne, problemu nie stanowiło również zdobycie bramki po strzale nożycami. – To było jako oglądanie Cristiano Ronaldo – twierdził Hitchcock.

Być może ten luz złapał w słońcu Estoril, kiedy rodzina Schmeichelów wyjechała do Portugalii, by żyć tam przez pewien czas, a on trenował już w juniorach, zostając po zajęciach i ćwicząc, a jakże, z tatą. Za nim podążył również do Anglii, gdy tylko nadarzyła się taka okazja. W Manchesterze City nie zrobił kariery, ale dorósł, także na boisku, gdzie – jak przyznał po latach – bał się wznawiać gry z piątki. Było to domeną rosłych obrońców, tak zresztą wyglądał futbol dwie dekady wstecz.

SZTUKA BRONIENIA

Kasper świetnie analizował to w tekście „Sztuka bronienia” na „The Athletic”, kilkanaście miesięcy temu. W rozmowie z Robem Tannerem mówił o zmianach na jego pozycji, o tym, że kiedyś, podając ustawienie drużyny, mówiło się np. 4-4-2, jakby zespół grał w dziesiątkę, bez bramkarza. – Bo w ofensywie faktycznie tak to wyglądało, co zmienił dopiero Manuel Neuer – stwierdził.

Opowiadał, jak bramkarz z outsidera stał się integralną częścią zespołu, choćby dlatego, że zaczął trenować razem z innymi. – Mogłem wejść do gierki i poczuć to samo, co czuje kolega grający na danej pozycji, potem łatwiej było mi zrozumieć jego błędy – zauważył. Mówił też, jak irytują go eksperci w studio, którzy analizują grę bramkarza i rzucają sloganami, w stylu „powinien piąstkować”, „musi łapać”, „krótki słupek jest jego”. Uważa bowiem, że bycie golkiperem jest tak specyficzną częścią piłki, iż naprawdę niewiele osób rozumie to od strony technicznej.

Dla młodych graczy ma radę: – Nie grajcie na konsolach, wyjdźcie na zewnątrz, porzućcie technologię i poznajcie się z błotem.

Na kolegów, tak jak przed laty ojciec, nie przestał krzyczeć. Jego wokalny styl to jedna z wizytówek na boisku. Brendan Rodgers uważa, że powinien to robić. Bo Kasper kocha futbol tak samo jak przywództwo. No i rodzinę.

Stine Gyldenbrand poznał jako 17-latek, jest dwa lata starsza od niego, mają dwójkę dzieci – syna i córkę. Kasper czekał 11 lat, by oświadczyć się Stine, która dziś jest jego żoną. Jego rodzicom nie udało się uratować małżeństwa. Peter związał się z byłą modelką Playboya, którą poślubił, a mama, Bente, tak jak wcześniej robiła to przez długie lata, żyje w cieniu nazwiska Schmiechel. Czasem Duńczycy mogą ją zobaczyć na jakiejś gali, na której syn odbiera kolejną nagrodę.

– Zostanie bramkarzem nie było najłatwiejszą misją w życiu, nawet dziś obcy ludzie pytają, jak czuję się z tym, że nigdy nie będę tak dobry jak mój tata. Próbowałem przez lata żyć z takim osądem, a zdanie na ten temat zachować dla siebie, na tyle, na ile było to możliwe – powiedział w jednym z wywiadów Kasper. Człowiek nie jest w stanie uciec od własnego cienia, ale cień, który rzucało na Kaspera nazwisko ojca udało się zgubić. To idealny przykład, że nie coś co inni uznać mogą za przekleństwo, on wykorzystał jako swój atut. Tata zaraził go pasją do futbolu, przekazał dobre geny i otworzył parę drzwi. Resztę Kasper zrobił sam.

Podziel się lub zapisz
Przemek Rudzki
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.