Wątek kryminalny w światowym tenisie. O co chodzi z Shuai Peng?

Zobacz również:Wydarzenie bez precedensu. Czy dwójka Polaków w turnieju Masters jest możliwa?
Peng Shuai
Fot. Zhizhao Wu/Getty Images

Było groźnie, ale skończyło się pomyślnie. Przynajmniej na razie. Sprawa chińskiej tenisistki Shuai Peng przez kilka dni emocjonowała fanów tenisa i największe światowe media. Molestowanie, cenzura, zaginięcie, a to wszystko w kraju znanym z tego, że podejście do praw człowieka ma co najmniej wątpliwe. I jednocześnie kraju, który za chwilę zorganizuje igrzyska olimpijskie.

Cała sprawa zaczęła się na początku listopada, kiedy Shuai Peng na chińskim portalu społecznościowym Weibo zamieściła wpis oskarżający chińskiego wicepremiera Zhang Gaoliego o napaść seksualną. Dwójka przed kilkoma laty miała, według raportów, bliską relację, po której Gaoli, świadomy swojej pozycji, miał zaatakować tenisistkę. To pierwsze tak poważne oskarżenie w stronę wysoko postawionego urzędnika w Chinach. Wpis został usunięty przez chińską cenzurę po dwudziestu minutach, jednak jak to bywa w Internecie – nic tam nie ginie, bo użytkownicy zdążyli już sobie ten wpis zachować.

Bezpośrednio po całej sytuacji sprawą zajęły się zagraniczne media, głównie ze względu na cenzurę i traktowanie w dość dowolny sposób wolności słowa w komunistycznym państwie, jednak z każdym dniem coraz bardziej niepokojąca zdawała się być też nieobecność Shuai Peng. Zarówno w mediach społecznościowych, jak i w jakiejkolwiek publicznej aktywności. Niepokój zwiększały wymijające odpowiedzi rzeczników ministerstwa spraw zagranicznych Chin, którzy uznali, że nie słyszeli o całej sprawie i poza tym to nie jest pytanie do nich. Ich wypowiedzi również zostały później usunięte z państwowych stron i mediów.

W sprawę zaangażowały się ważne osobistości świata tenisa, na czele z jedną z najważniejszych osób w WTA, Stevem Simonem, szefem ATP, Andreą Gaudenzim, a także tenisistami. Novak Djoković, Serena Williams, Naomi Osaka czy Andy Murray głośno mówili o całej sprawie, krytykując jednocześnie politykę Chin i martwiąc się o sytuację koleżanki z kortu. Odbywały się także różnego rodzaju protesty.

Chiński rząd musiał w końcu zareagować, ponieważ dzięki sportowcom sprawa robiła się coraz głośniejsza. Zareagował uruchamiając państwowe, propagandowe media. Te wypuściły w świat maila, w którym Peng miała rzekomo pisać do Steve’a Simona, mówiąc w nim, że ma się dobrze, nic jej nie zagraża, a tak w ogóle to te oskarżenia o napaść seksualną były kompletnie bezpodstawne i wcale tak nie uważa.

Treść maila sama w sobie byłaby podejrzana, ale i tak sprawę rozstrzygnął… kursor myszy widoczny w dokumencie na zrzucie ekranu, wyraźnie sugerujący, że maila napisał któryś z pracowników chińskiej państwowej telewizji.

Simon, który jako dyrektor wykonawczy WTA zaangażował się w sprawę najbardziej, zaczął naciskać jeszcze mocniej. Chiński rząd wypuścił więc wideo, na którym Peng miała być w restauracji oraz kolejne zrzuty ekranu – tym razem jej rozmów z przyjaciółką (skąd je mieli?), udowadniające, że ma się dobrze. Sprawę zakończyła dopiero trzydziestominutowa rozmowa wideo między szefem Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomasem Bachem a samą tenisistką, która pojawiła się publicznie po raz pierwszy od ponad dwóch tygodni. Choć „zakończyła” może być tutaj przesadą. Za taką uważa ją Bach, ale niekoniecznie inni.

Rozmawiała w obecności jednego z szefów chińskiego sportu, a to już może nieco zaciemnić obraz. Simon, będący w centrum uwagi całej tej sytuacji, stwierdził, że o ile możemy odetchnąć z ulgą widząc ją w czasie rzeczywistym, o tyle nie wiemy, jak wygląda reszta sytuacji, np. czy może o sobie decydować. Stwierdził również, że WTA jest w stanie stracić masę pieniędzy, wycofując się z Chin, dopóki bezpieczeństwo Peng nie będzie w stu procentach zapewnione.

Protesty w sprawie Peng Shuai
Fot. Alain Pitton/NurPhoto via Getty Images

Zapewnienia Simona, jeśli prawdziwe, są jak najbardziej chwalebne, ale patrząc na całą sytuację nie da się nie zauważyć, że przecież Chiny, przy swojej potędze, cenzurze i niezbyt udanych propagandowych mailach, za chwilę zorganizują zimowe igrzyska olimpijskie. Mamy z ostatnich lat chociażby przykłady Hongkongu, traktowania i mordowania Ujgurów czy nawet sytuacji z Tybetem przy poprzednich pekińskich igrzyskach (2008), pokazujące wiele rzeczy, które z duchem olimpizmu mają niewiele wspólnego.

Nawoływania do bojkotu i wtedy, i teraz, skończą się na niczym. Amerykanie (którzy zajęli się także sprawą Peng – wspominał o tym prezydent Joe Biden) już wcześniej postanowili zbojkotować igrzyska w Pekinie... dyplomatycznie. Po prostu nie wyślą swoich dyplomatów na święto sportu, co gospodarzy igrzysk prawdopodobnie nie obejdzie.

Sytuacja z Peng może to zmienić, choć Chińczycy pewnie zdają sobie sprawę, że nie mogą w tej sprawie przekroczyć pewnej granicy. Miejmy tylko nadzieję, że w całych tych rozgrywkach nie ucierpi tenisistka, która znalazła się w politycznym potrzasku.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.