Uwolniony zawód. Nowa fala trenerów bramkarzy w polskiej piłce

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Pilka nozna. PKO Ekstraklasa. Wisla Krakow. Trening. 23.06.2021
MYSLENICE 23.06.2021

Przez lata za szkolenie polskich golkiperów odpowiadali Krzysztof Dowhań, Andrzej Dawidziuk oraz całe grono byłych zawodników, którzy robili spektakularne kariery w reprezentacji czy w lidze. Aktualnie rynek szturmuje nowe pokolenie. Połowa klubów ekstraklasy ma trenerów bramkarzy młodszych niż najstarszy bramkarz ligi.

Artur Boruc nawet jak na bramkarza jest już wiekowy, bo rzadko zdarza się piłkarz regularnie grający w lidze po 41. urodzinach. Ale nie tylko dlatego połowa ekstraklasowych klubów ma w tej chwili trenerów bramkarzy młodszych niż najstarszy bramkarz ligi. Do polskiej piłki napływa młoda fala fachowców od pracy z golkiperami. Zmiana pokoleniowa w tym zawodzie dokonuje się właśnie teraz. Wiąże się to ze zmianą wymagań wobec współczesnych bramkarzy, za którymi przynajmniej teoretycznie łatwiej nadążyć młodszym. Lecz także z uwolnieniem zawodu, do jakiego kilka lat temu doszło w Polsce. PZPN dopuścił do tej pracy także ludzi, którzy nie zrobili wcześniej wybitnych karier jako zawodnicy.

KLUB WYBITNEGO REPREZENTANTA

Jeszcze jakiś czas temu listę najbardziej znanych trenerów bramkarzy czytało się jak listę byłych reprezentacyjnych golkiperów. Józef Młynarczyk (45 A), Andrzej Woźniak (20 A), Jarosław Bako (35 A), Jacek Kazimierski (24 A) należeli przez lata do najchętniej zatrudnianych. Paradoksalnie, ci dwaj najbardziej znani i uznawani za twórców tzw. polskiej szkoły bramkarskiej, czyli Krzysztof Dowhań i Andrzej Dawidziuk, nie mieli akurat za sobą udanych karier bramkarskich. Ale zdecydowanie łatwiej o pracę było tym, którzy na rynku byli kojarzeni z sukcesami między słupkami. Jak to ujmuje Dawidziuk: - 30 czerwca kończyło się karierę piłkarską, 1 lipca było się trenerem bramkarzy.

NIEWIELU ZNANYCH LIGOWCÓW

Dziś na liście trenerów bramkarzy pracujących aktualnie w ekstraklasie też da się znaleźć znane nazwiska, choć niekoniecznie z pierwszych stron gazet. Jarosław Tkocz (Raków Częstochowa) w lidze rozegrał 65 meczów. Do setki nie dobili też Waldemar Piątek (Bruk-Bet Termalica Nieciecza), Mateusz Sławik (Górnik Zabrze), Sergiusz Prusak (Górnik Łęczna), Andrzej Krzyształowicz (Pogoń Szczecin) czy Paweł Primel (Lechia Gdańsk). A Maciej Kowal (Wisła Kraków), Jakub Studziński (Radomiak), Kamil Beszczyński (Stal), Maciej Palczewski (Lech), Krzysztof Osiński (Śląsk), Dominik Kubiak (Warta), Piotr Grzybko (Jagiellonia), Maciej Sikorski (Wisła P.) i Mateusz Smuda (Piast) w ogóle nie dotarli jako zawodnicy na poziom ekstraklasy. Portugalczyk Ricardo Pereira z Legii też nie grał na poziomie najwyższej ligi. W tym towarzystwie Marcin Cabaj z Cracovii i Robert Mioduszewski z Zagłębia Lubin, ograni ligowcy, są wyjątkami. - Nic dziwnego, że kiedyś trenerami bramkarzy zostawali wyłącznie byli bramkarze. Ja też, będąc pierwszym trenerem albo właścicielem klubu, mając do wyboru kogoś kompletnie znikąd albo byłego bramkarza, wybrałbym tego drugiego, bo jest większa szansa, że będzie miał o tym pojęcie — mówi Maciej Kowal z Wisły Kraków. Jako 33-latek jest w tej chwili najmłodszy w lidze. Cztery lata młodszy od pierwszego bramkarza “Białej Gwiazdy”.

ROSNĄCE WYMAGANIA

Wszyscy rozmówcy pytani o możliwe przyczyny odmłodzenia na tym stanowisku podkreślają, że nie chodzi o to, iż starsze pokolenie miało jakieś wyraźne deficyty. Jednak nie da się ukryć, że praca trenera bramkarzy na przestrzeni ostatnich kilku lat zmieniła się diametralnie. I nie każdemu udało się za nią nadążyć. - Kiedyś trener bramkarzy zrobił trening i szedł do domu. Dziś, jeśli kluby chcą wygrywać i utrzymywać się na pewnym poziomie, trener bramkarzy musi dawać więcej, niż napisać w pomeczowej analizie “75. minuta – lepiej" - mówi jeden ze szkoleniowców pracujących w środowisku. - Bramkarz może dać w sezonie kilka punktów, więc warto przyłożyć się do pracy z nim. Rozwój nauki o sporcie poszedł mocno do przodu. Do pracy z bramkarzem doszło więcej kwestii taktycznych. Analiza to już nie tylko: “odbij do boku”. Kiedyś trener bramkarzy powiedziałby przed meczem: “najważniejsze, żeby było zero z tyłu”. Teraz to bardzo złożona praca – dodaje.

SPECJALISTYCZNY KURS

Wzrost wymagań na pewno w naturalny sposób odsiał z rynku tych, którzy kompletnie nie nadążali, ale kto chciał się rozwijać, mógł to robić w każdym wieku. Jednak wysyp młodych ludzi na tym stanowisku w ekstraklasie należy wiązać przede wszystkim z uwolnieniem zawodu, do jakiego kilka lat temu doszło w Polsce. Wcześniej trenerów bramkarzy spoza środowiska bramkarskiego praktycznie nie było. Bo nie mogło być. - Nie było możliwości zdobycia wiedzy z zakresu specjalistycznego, jeśli chodzi o szkolenie bramkarzy. Wszyscy trenerzy bramkarzy posiadali główne licencje trenerskie – UEFA A, B albo PRO. Wraz ze wzrostem roli bramkarza, dostrzegaliśmy, że potrzebna jest dodatkowa wiedza. Razem z Patem Bonnerem, Irlandczykiem odpowiedzialnym za kursy trenerów bramkarzy w Europie, uznaliśmy, że to najwyższy czas, by wprowadzić kwalifikacje uefowskie, które spowodują, że pojawią się pełnoprawni trenerzy w wąskiej specjalizacji — mówi Dawidziuk, koordynujący szkolenie bramkarzy w PZPN-ie.

EDUKACYJNA ŚCIEŻKA

Polska była jednym z pierwszych krajów w Europie, który utworzył kurs UEFA Goalkeeper A, przeznaczony dla trenerów pracujących na profesjonalnym poziomie w piłce seniorskiej. Pierwsza edycja odbyła się w 2014 roku, a specjalistyczne kwalifikacje uzyskało piętnastu trenerów. Od tego czasu wystartowały jeszcze trzy edycje. - To sprawia, że dziś mamy 46 trenerów posiadających dyplom UEFA Goalkeeper A — mówi Dawidziuk. - Moja droga jako trenera bramkarzy rodziła się właśnie w momencie, gdy drzwi do tego zawodu otwierały się szerzej. Ta funkcja wreszcie znalazła ścieżkę edukacji, bo w federacji pojawiła się odpowiednia struktura szkoleniowa — podkreśla Kowal.

ekstraklasa
Jakub Gruca/400mm

PIERWSZY KROK

Maciej Palczewski z Lecha, który jako zawodnik nie wyszedł ponad szczebel zaplecza ekstraklasy, w 2015 roku został w wieku 33 lat trenerem bramkarzy Cracovii. Wówczas był zdecydowanie najmłodszy w lidze. W lecie już jako uznany fachowiec, przeszedł do sztabu szkoleniowego Macieja Skorży w Poznaniu. Jego zdaniem kurs UEFA Goalkeeper A był jednak dopiero pierwszym krokiem. - Przyjmowano na niego bardziej hermetyczne grono, ze szczególnym uwzględnieniem byłych wybitnych zawodników. Nie wszyscy byli w stanie spełnić wymagania. Dzięki trenerowi Dawidziukowi wprowadzono jednak drugi szczebel kształcenia i być może powoli zaczynają być widoczne tego efekty – zwraca uwagę.

SZERSZE OTWARCIE

Koordynator szkolenia bramkarzy w PZPN-ie widział problem, o którym mówi Palczewski i zdawał sobie sprawę, że wprowadzenie kursu uefowskiego to dopiero pierwszy krok. - Dlatego zrodził się u mnie pomysł, by dać możliwość rozwoju trenerom z piłki amatorskiej, czy pracującym w akademiach z młodymi bramkarzami. Stworzyliśmy wewnątrzfederacyjny kurs PZPN B. Z czasem okazało się, że program, który napisałem, jest idealny, by stworzyć drugi szczebel kształcenia także na poziomie UEFA. Mamy już za sobą trzy edycje UEFA Goalkeeper B, aktualnie trwa czwarta. Jak jeszcze niedawno nie było żadnego miejsca, gdzie chętni do pracy w tej roli mogliby się rozwijać, dziś są dwa poziomy kształcenia. To pełnowartościowy zawód, do którego każdy może się już przygotować adekwatnie do wymogów — cieszy się Dawidziuk.

INTEGRALNA CZĘŚĆ SZTABU

Formalne otwarcie drzwi zbiegło się w czasie ze zmianą, jaką w całym światowym futbolu przeżywała rola trenera bramkarzy. Dawniej był to sztab w sztabie. Trener, asystenci i trenerzy przygotowania fizycznego mieli swoją grupę zawodników, a trener bramkarzy swoją. Oba światy rzadko się przenikały. Zaczęła się jednak zmieniać rola bramkarza w futbolu. Zmiany zapoczątkowane przez wprowadzenie przepisu o zakazie łapania piłki po podaniu od kolegi z drużyny sprawiły, że golkiper stał się zawodnikiem grającym w bramce. A wraz z nim także trener bramkarzy zaczął coraz mocniej należeć do sztabu. - Wpajam na kursach taką zasadę: jeżeli mówimy, że bramkarz jest integralną częścią zespołu, nie znajduje się poza nim, to trener bramkarzy jest integralną częścią sztabu. Nie znajduje się poza nim — podkreśla Dawidziuk.

TAKTYCZNE WSKAZÓWKI

Kiedy przed laty można go było zobaczyć, jak w sztabie Leo Beenhakkera albo u kolejnych trenerów Lecha Poznań przekazywał wskazówki zawodnikom z pola wchodzącym na boisko, było to odbierane trochę dziwnie. Bo nie było oczywiste, że trener bramkarzy ma coś do powiedzenia komuś innemu niż bramkarz. Dziś to całkowicie normalny, a wręcz pożądany widok. Trener bramkarzy nie pracuje tylko z bramkarzami. - Trzeba mieć znacznie większą wiedzę taktyczną. Bo to bramkarz ma wiedzieć, kto gdzie ma stać przy defensywnych stałych fragmentach gry. Nie tylko stopuje drużynę przeciwnika, ale też bierze czynny udział w rozwiązaniach taktycznych. Trzeba być kompetentnym w różnych aspektach, nie tylko w kwestii treningu bramkarskiego — podkreśla Palczewski.

TRENER GRY OBRONNEJ

Podział zadań różni się w zależności od sztabu i jego liczebności, ale coraz częściej spotyka się sytuacje, w których trener bramkarzy odpowiada za ustawienie przy defensywnych stałych fragmentach gry. A także za otwarcie gry, na co wpłynęła niedawna zmiana, pozwalająca zawodnikom z pola wchodzić we własne pole karne podczas autu bramkowego. - Od tego momentu mocno zmieniło się opracowanie otwarcia gry. To staje się coraz bardziej praca analityczna — mówi trener bramkarzy Lecha, który jednak zaznacza, że jego zdaniem proporcje nie powinny zostać zachwiane i to, co na boisku, wciąż powinno przeważać nad tym, co przed ekranem. Trener bramkarzy musi mieć jednak szerszy obraz na temat funkcjonowania bramkarza w drużynie. I przy straconym golu nie analizuje już tylko, jak zachował się golkiper, lecz także, czy defensywny pomocnik nie mógł mu w jakiś sposób ułatwić interwencji. Pomaga dograć współpracę między poszczególnymi formacjami w grze obronnej.

MĄDROŚĆ STARSZEGO POKOLENIA

Kowal, który do Wisły trafił w styczniu tego roku z rezerw Legii Warszawa, uchodzi w środowisku za spory talent. Pierwszy raz trenerem bramkarzy był już jako 26-latek w sztabie Tomasza Fornalika w I-ligowym GKS-ie Tychy. Mimo młodego wieku zdążył już pracować także w Chrobrym Głogów i juniorskich reprezentacjach Polski. Choć jest przedstawicielem nowej fali, także on pilnuje, by w wirze zmian nie zatracić proporcji i nie zapomnieć o tym, co ważne. - Na początku podchodziłem do zawodu z ułańską fantazją. Wierzyłem, że zmienię świat, będę prekursorem czegoś nowego. W jakimś stopniu dalej się to we mnie utrzymuje, ale coraz bardziej rozumiem, że w tym zawodzie jest tak, jak w całym społeczeństwie. Dzisiejsza generacja ma nowe nawyki żywieniowe i roboty kuchenne, a starsze pokolenia sprawdzone przepisy. Chciałbym, aby te trafione metody i receptury nigdy nie zniknęły i żebyśmy wciąż mogli z nich korzystać — mówi. - Jako młodzi trenerzy bramkarzy jesteśmy wnukami starszego pokolenia trenerów i nie możemy pozwolić, by fundamentalne aspekty z tamtych czasów zniknęły. Nie możemy uciekać w skrajności. Interpretacja pozycji bramkarza idzie czasem w stronę, z którą się nie godzę. Mamy wciąż na bardzo wysokim poziomie szkolenie podstawowe, które kiedyś dominowało — pracę techniczną, sprawność ogólną i trzeba to dalej zachować — zaznacza.

PEŁNA RÓŻNORODNOŚĆ

W Polsce jeszcze nie ma wymogu, jak w przypadku pierwszych trenerów, by z bramkarzami pracowali wyłącznie ludzie z odpowiednią specjalistyczną licencją, ale wydaje się, że to kwestia czasu. - Już jest rekomendacja, by w ekstraklasie byli zatrudniani trenerzy z licencją UEFA Goalkeeper A lub B, bo te grupy nie są jeszcze na tyle pokaźne, by można było je zawęzić tylko do najwyższego szczebla kształcenia. Ale wszystko jest na dobrej drodze, by wprowadzić wymóg, że trenerzy bramkarzy w najwyższej klasie rozgrywkowej muszą posiadać takie licencje. By pracować na jakimkolwiek szczeblu wiekowym z bramkarzami reprezentacji Polski, już trzeba je mieć — podkreśla Dawidziuk. I chyba właśnie w juniorskich kadrach najlepiej widać różnorodność, jaką udało się osiągnąć na polskim rynku trenerów bramkarzy. Od 68-letniego Józefa Młynarczyka pracującego z kadrą U21, po Arkadiusza Onyszkę w U15. A pomiędzy nimi trenerzy, którzy karierami piłkarskimi w żaden sposób nie mogą się z nimi równać: Rafał Skórski, Radosław Hołubiec, Maciej Borowski. Środowisko wreszcie doszło do wniosku, że byli bramkarze Hutnika Kraków i Unii Janikowo mogą być równie dobrymi trenerami bramkarzy, jak ci, którzy grali w Porto czy Odense.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.