Uczeń Pirlo i Buffona, fan Lewandowskiego. Richmond Boakye celuje w podium z Górnikiem Zabrze

Zobacz również:CENTROSTRZAŁ #3. Odwaga pionierów. O nieoczywistych kierunkach transferowych
Nowy napastnik Górnika Zabrze
Michał Chwieduk/400mm

Strzelał Realowi Madryt, biegał po jednym boisku z Robertem Lewandowskim, na którym się wzoruje, w reprezentacji Ghany grał z gwiazdami futbolu, a w Juventusie podpatrywał je na co dzień. Teraz nowy napastnik Górnika Zabrze chce zostać jednym z najlepszych piłkarzy w ekstraklasie.

Kiedy Górnik Zabrze niespełna dwa tygodnie temu poinformował o podpisaniu kontraktu z Richmondem Boakye, można było mówić o wielkiej sensacji. Napastnik Crvenej zvezdy Belgrad, który z tym klubem całkiem niedawno grał w Lidze Mistrzów i był najskuteczniejszym obcokrajowcem w jego historii, znalazł się nagle w polskiej lidze. I to w drużynie, która raczej nie słynie ze ściągania bardzo głośnych postaci. 28-letni Ghańczyk ma już za sobą nie tylko debiut w ekstraklasie, ale też pierwszy pełny rozegrany mecz. Jego plan to pociągnięcie śląskiego klubu do pierwszej trójki tabeli.

PUCHAROWE AMBICJE

- Wierzę, że będziemy grać w europejskich pucharach. Różnice nie są duże i jeśli wygramy dwa mecze z rzędu, pójdziemy w górę. Widzę, jak walczymy i jak trenujemy, więc jestem przekonany, że skończymy na podium — podkreśla 14-krotny reprezentant Ghany, którego do przeprowadzki do Polski skłoniły po części względy prywatne. Jego dziewczyna studiuje bowiem w Warszawie ekonomię. - To nie był główny powód. Po prostu sam dla siebie zawsze chcę poznawać nowe kraje i sprawdzać się w nowym otoczeniu. Ale nie ukrywam, że bardzo się cieszę, że dziewczyna też tutaj jest. W dziesięciu-dwudziestu procentach wpłynęło to na moją decyzję. Każdemu zawodnikowi jest łatwiej, gdy ma kogoś bliskiego obok siebie — twierdzi.

PAMIĘĆ DO DAT

Boakye nie ukrywa, że w każdym miejscu bardzo ważne jest dla niego, jak zostanie zapamiętany. Od początku z dużym szacunkiem wypowiada się na temat bogatych tradycji Górnika, porównując go pod tym względem do Crvenej zvezdy. Podczas pierwszego wywiadu dla telewizji klubowej zaimponował, wymieniając z pamięci lata, w których zabrzanie sięgnęli po wszystkie czternaście mistrzowskich tytułów. - Są wymalowane na ścianach. Gdy codziennie na nie patrzyłem przez kilka minut, wryły mi się w pamięć, więc je wymieniłem. To nie jest jednak pamięć długotrwała. Po tygodniu bez patrzenia na te daty miałbym ciężko, by ponownie je wskazać — uśmiecha się napastnik. Sam zamierza jednak dopisać choć krótki rozdział do tej historii. - Chciałbym prezentować się tak, by kiedyś, gdy przyjadę na mecz do Zabrza, ludzie mówili: „Ten gość był kiedyś niesamowity. Pamiętam, jak on grał — podkreśla.

NAJKRÓTSZY KONTRAKT

Napastnik podpisał z Górnikiem tylko półroczny kontrakt, co sprawia, że ma bardzo niewiele czasu, by się pokazać. Do drużyny dołączył w połowie lutego, a już trzy miesiące później kończy się sezon. - To najkrótszy kontrakt, jaki podpisałem w karierze. Klub zawsze składa ofertę, a ty musisz jako zawodnik, zdecydować, czy ją przyjąć. Zdecydowałem się na razie na pół roku, ale nigdy nie wiadomo, co będzie potem. Zawsze można później podpisać dłuższy. Wszystko zależy od tego, jaka będzie moja relacja z klubem i jak będę grał — nie ukrywa. Na pewno nie zamierza jednak zasłaniać się brakiem czasu. - Adaptuję się i przyzwyczajam do drużyny. Cieszę się, że mam za sobą pierwsze 90 minut. Jestem cierpliwy w czekaniu na pierwszego gola. Wiem, że gdy go strzelę, przyjdą następne. W przeszłości miałem trochę problemów z przywodzicielami i z plecami, ale one wynikały ze złej diagnozy. Odkąd naprawiłem wszystko, zacząłem grać i nie mam kłopotów zdrowotnych. Regularnie pracuję zresztą z klubowym fizjoterapeutą, który jest bardzo dobry — zachwala.

NAUKA PRZEZ ANALIZĘ

Ghańczyk zabrał się też od razu za dokładne analizowanie ligi, do której trafił. - Każdy klub ma swój styl i każdy kraj czymś innym się charakteryzuje. Zadaniem zawodnika jest się podporządkować. Zaadaptowałem się do Serbii, tak jak wcześniej do Włoch, gdzie było więcej zadań taktycznych, Hiszpanii, gdzie był większy nacisk na umiejętności techniczne, czy Chin, gdzie gra opierała się na dużej liczbie dośrodkowań. W Polsce zauważam, że jest więcej pressingu i agresji niż w lidze serbskiej i staram się do tego dostosować. Po meczu w Gdańsku usiadłem i obejrzałem sobie w całości 90 minut, by przeanalizować, jak zachowuje się mój zespół, co robią rywale i wyciągnąć na przyszłość wnioski, co w tej lidze powinienem robić, a czego unikać. Wierzę w siebie i swoje umiejętności, więc nawet jeśli do końca sezonu zostały trzy miesiące, liczę, że zdążę się pokazać z dobrej strony — mówi.

MANNEH JAK KEITA

Boakye nie ukrywa, że jest bardzo zadowolony z tego, kogo zobaczył po wejściu do szatni nowego zespołu. - Podoba mi się mentalność tych chłopaków. Nie widać nikogo, kto by się obijał na treningach i nie chciał rozwijać. Widać, że chcemy grać ofensywnie i jesteśmy gotowi do pracy w pressingu. Podoba mi się, że gramy dwójką z przodu, bo mamy świetnych napastników i zawsze w ten sposób gra się łatwiej. Grałem już we wszystkich systemach i wiem, że 3-5-2 bardzo mi odpowiada — zaznacza. Sam wyznacza sobie nie tylko indywidualne cele, ale chce też wpłynąć na zespół. - Wszyscy starsi i bardziej doświadczeni zawodnicy muszą pomagać. Jako młody chłopak miałem w Juventusie to szczęście, że rady przekazywali mi Andrea Pirlo czy Gianluigi Buffon. Dlatego wiem, że musisz przekazywać innym to, co wiesz o futbolu, bo dzięki temu twoi partnerzy stają się lepsi i automatycznie zespół wokół ciebie staje się lepszy. Widać, że tutejsi piłkarze mają odpowiednią mentalność. Zresztą skoro Robert Lewandowski, jeden z moich ulubionych piłkarzy, jest Polakiem, to znaczy, że mentalność polskich piłkarzy musi być świetna — zaznacza piłkarz Górnika. Najbardziej w szatni zabrzan zaimponował mu jednak piłkarz spoza Polski. - Alassana Manneh to jeden z bardziej obiecujących zawodników, jakich widziałem. Świetnie kontroluje piłkę i podaje. Gra w podobnym stylu, co Seydou Keita, który był w Barcelonie. Będę mu radził, by nigdy się nie zadowalał i zawsze próbował iść do przodu, bo może zostać świetnym zawodnikiem — zaznaczył.

BYĆ NAJLEPSZYM W LIDZE

Przeciwko Lewandowskiemu Boakye miał okazję grać w Lidze Mistrzów w barwach Crvenej zvezdy. W Juventusie nie zadebiutował, bo był z niego tylko oddawany na wypożyczenia, ale strzelał w Serie A m.in. dla Atalanty Bergamo, czy Genoi. Jako piłkarz Elche strzelił w La Liga przeciwko Realowi Madryt. Teraz zamierza podbić ekstraklasę. - Nie nakładam na siebie dodatkowej presji, tylko chcę zawsze dawać z siebie wszystko. Niemniej, moim celem jest być jednym z najlepszych piłkarzy w lidze — podkreśla. Dzięki dobrym występom w Polsce chciałby wrócić do reprezentacji Ghany, która w marcu będzie walczyć o awans na Puchar Narodów Afryki. - Zawsze, gdy jestem zdrowy, chcę grać dla Ghany, ale na kadrę przyjdzie czas dopiero za miesiąc. Na razie koncentruję się na Legii Warszawa. To, że niedawno się mną interesowała, raczej była medialną plotką, ale nawet jeśli naprawdę mnie chciała, będę jej chciał coś strzelić — kończy Richmond Boakye. O tym, że Artur Płatek, dyrektor sportowy śląskiego klubu, potrafi do ekstraklasy ściągnąć bardzo ciekawych piłkarzy, wiadomo nie od dziś. Jeśli jego najnowszy nabytek wypali, niespodziewanym autorem największego hitu zimy w polskiej lidze, może zostać Górnik Zabrze.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.