Tylko Ronaldo mógł zgasić jazgot wokół transferu Messiego. Kolejna odsłona starcia kosmitów (KOMENTARZ)

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Alex Livesey/Getty Images

To najbardziej spektakularne przejęcie od czasów, gdy major Gross dowiedział się na lotnisku o zgarnięciu Chemika w filmie „Psy”. Cristiano Ronaldo zdążył poczytać sobie w angielskich gazetach od wczesnych godzin porannych, jakim to jest zdrajcą, już mu wyciągnięto cytaty sprzed lat, kiedy zarzekał się, że nie zagra w Manchesterze City, by nagle wylądować w miejscu, które dało mu światową sławę, na Old Trafford. Na tym ruchu rodzinie Glazerów zależało szczególnie. Po fiasku Superligi i wściekłych kibicach Czerwonych Diabłów nie można sobie wyobrazić lepszego ocieplenia relacji – ściągasz byłe bożyszcze trybun, na dodatek kradnąc je sprzed nosa największemu rywalowi.

To Luiz Felipe Scolari, który miał okazję prowadzić CR7 w reprezentacji Portugalii, powiedział kiedyś, że największym przekleństwem tego piłkarza jest Lionel Messi. Nie zgadzam się z taką tezą. Uważam, że rywalizacja tych dwóch graczy w ciągu ostatnich kilkunastu lat wyniosła futbol na galaktyczny poziom. I nie chodzi tylko o mecze Realu z Barceloną, gdy obaj jeszcze występowali w LaLiga, lecz również sytuacje takie, jak ta, której właśnie jesteśmy świadkami.

Kiedy Messi opuścił Barcelonę i sensacyjnie przeniósł się do PSG, mogło nam się wydawać, że nieistniejące urządzenia do pomiaru siły wstrząsów na rynku transferowych nie wydadzą z siebie już większych jęknięć. Tymczasem 27 sierpnia dostaliśmy spektakl ze zwrotem akcji rodem z kryminału Jo Nesbo.

Już bez tego spektakularnego powrotu sezon Premier League zapowiadał się jak lot w kosmos. Dopiero co Romelu Lukaku przyszedł do Chelsea i trafił w debiucie z Arsenalem, a Jack Grealish zasilił swoim talentem Manchester City. Mało? W tygodniu upadła saga transferowa z udziałem Harry’ego Kane’a, który zostanie w Tottenhamie, przynajmniej na razie. Ostatnie słowo należy jednak do Ronaldo. Nie wiem, co mogłoby to przebić. Może Robert Lewandowski w Manchesterze City?

Kiedy Cristiano był małym chłopcem, jego mama zauważyła, że podczas meczów – gdy koledzy nie podają mu piłki lub coś idzie nie po jego myśli – płacze. Pani Dolores Aveiro wyznała, że z czasem nazwali go „płaczkiem”. W życiu jednak często bywa tak, że ci najbardziej zaangażowani emocjonalnie są w stanie najwięcej osiągnąć, a Ronaldo wszedł na szczyt i utrzymywał się tam latami i nie przeszkadzało mu, że obok swój obóz rozbił Leo Messi.

Płakał jeszcze wiele razy – kiedy doznał urazu w finale EURO 2016, czy zmarnował ważny rzut karny. Płakał po tym, jak jego drużyny odpadały z różnych rozgrywek. Jednak najczęściej płakali rywale. Bo był od nich szybszy, skakał wyżej, strzelał niesamowite gole z wolnych, czy ciągnął swoje zespoły do wygranej w starciach, w których bez niego byłoby to niemożliwe.

W Portugalii ludzie mówią, sam Ronaldo to zresztą cytował, że „za dużo skromności to próżność”. Mądre porzekadło, wszak lepiej, gdy ktoś ma wysokie umiejętności, wierzy w nie i mówi o tym głośno, niż kokietuje, by oczekiwać pocieszeń i zapewnień o swojej wielkości. – Gdybym mógł zagłosować na siebie, zrobiłbym to i jestem szczęśliwy, że mogę tak powiedzieć – wyznał przed jednym z rozdań nagród w plebiscycie Złotej Piłki.

Od kiedy pierwszy raz postawił nogę na Old Trafford, a w zasadzie od pamiętnego sparingu z United, w którym niszczył rywali, wiedział dokąd zmierza i co jest na końcu tej drogi. Złoto zalało jego życie, bez względu na to, czy mówimy o felgach drogich limuzyn (w ostatniej kolejności, jako nagroda za ciężką pracę), czy złocie za triumf w mistrzostwach Europy lub tym z kolejnych nagród dla najlepszego piłkarza.

Mike Clegg, który był jednym z trenerów na Old Trafford, gdy Ronaldo grał w MUTD, powiedział kiedyś fajną rzecz: – Cristiano często gadał coś w stylu: „ciągle pada w tym Manchesterze”, ale tak naprawdę kochał tutaj być. Wiedział jednak, że to przystanek w podróży. Wiedział, że United ma być czymś, co zaprowadzi go w inne miejsce.

Ta samoświadomość wielkości dała mu prawie wszystko co sobie tylko wymarzył jako cudowne dziecko Sportingu Lizbona. Wraca do czerwonej części Manchesteru jako żołnierz, który zwiedził kilka frontów, podbił terytoria, a teraz chce zatańczyć ostatni raz przed publiką, która nigdy nie przestała go kochać. No, może zaledwie przez tych kilkanaście godzin, gdy pojawiły się grafiki z nim w stroju City.

Nie wiem, czy Ronaldo zmienia zasady gry w tym sezonie i to United są teraz faworytem do tytułu, ale mimo trzydziestu sześciu lat na karku daje drużynie Ole Gunnara Solskjaera gwarancję goli. Przychodzi tutaj jak po swoje. I na pewno dużo weźmie.

Tylko on mógł zgasić jazgot wokół transferu Leo Messiego. Kolejna odsłona starcia kosmitów pisze się na naszych oczach, choć w różnych ligach. Bo świat piłki nożnej jest od ponad dekady skonstruowany tak, że jedno mamy w nim pewne: jeśli jest głośno o Messim, bądźcie pewni, że za chwilę zrobi się jeszcze głośniej o Ronaldo. I na odwrót.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.