TYGODNIÓWKA #78. Klasyczny hit każdego lata: Robert Lewandowski odchodzi z Bayernu. Na bazarze nigdy nie ustaje zgiełk

Zobacz również:Piłkarz z własną podobizną na plecach. Leroy Sane — nowa ekstrawagancja Bayernu
fot. Gonzalo Arroyo - UEFA/UEFA via Getty Images

To niemal tak pewne jak gole polskiego napastnika. Kiedy nadciąga letnie okno transferowe, dziennikarze z Anglii i Hiszpanii podają „hot” i „shocking” newsy, że pojawiła się „massive” i „lucrative” oferta z – tutaj podstawcie sobie dowolną nazwę. Chelsea, Manchester City, Manchester United, no a jeśli to „AS” lub „Marca”, to wiadomo, że Real. Na razie pisanie okazuje się mało sprawcze, bo Robert gra w Niemczech już 11 lat.

Dawno już zrezygnowałem z googlowskich alertów, głównie za sprawą Lewandowskiego. Jego nazwisko pojawiało się w nich tak często, że musiałbym cały dzień czytać jakieś bzdurne artykuły dotyczące najmniejszego ruchu Polaka, no a latem – wiadomo, że o odejściu z Bayernu. „Lewy” zdążył pobić rekord Gerda Muellera, udowodnił również, że bawarski klub jest na tyle duży, że nie potrzebuje innego pracodawcy, by wygrać Ligę Mistrzów, ale dziennikarze uparcie wpychali do w ramiona kolejnych zagranicznych przygód.

Jako że każdy poranek zaczynam od prasówki (teraz to się chyba powinno nazywać „internetówka”) – przeglądam co ciekawego piszą brytyjskie gazety, miałem pełną świadomość, że w końcu trafię na tego newsa. Podał go „Daily Mail”. Tym razem to już na pewno – „sensational offer”. Manchester City chce ściągnąć Lewandowskiego. To wczoraj. Dziś kontynuacja, bo jak się powiedziało (napisało) A, to trzeba powiedzieć (napisać) B. Zatem Robert Lewandowski świetnie współpracował z Pepem Guardiolą. Odkrycie na miarę nowej planety.

Jak wygląda pogoń za newsem transferowym najlepiej pokazał przykład zatrudnienia Paulo Sousy w roli selekcjonera reprezentacji Polski. Ten przypadek to żywy dowód, że jeśli chce się coś utrzymać w tajemnicy, to faktycznie można, przynajmniej do czasu. Dziennikarze są oczywiście od tego, by tropić. Najlepsi tropią najlepiej, dlatego newsa o Sousie podał Włoch, Gianluca Di Marzio, ten sam, który właśnie podał informację o przenosinach Kamila Glika do Udinese. Fabrizio Romano to kolejny przykład snajpera transferowego. Na jego instastories nie znajdziecie zdjęć z obiadów, drinków z palemkami i siłowni – nie ma na to czasu, bo ciągle szuka newsów.

To dobrzy tropiciele. Skuteczni. Jednak wiarygodność większości newsów jest praktycznie żadna. Od kiedy media zorientowały się, jak bardzo transfery kręcą ludzi, podbijają sobie tym sprzedaż. Mnie to już przestało ekscytować. Wolę przeczytać sobie na spokojnie, już po oficjalnej informacji, że dany zawodnik zmienił klub, jak tam będzie ustawiany, z kim ma rywalizować, jakie korzyści przyniesie jego przyjście samej drużynie. Interesuje mnie, innymi słowy, piłka w piłce.

Bo okno transferowe to taki bazar, a na bazarze nigdy nie ustaje zgiełk. Wszyscy krzyczą, wybrzmiewają jakieś ceny, nazwiska, człowiek ma w głowie potężny chaos. Zauważyłem, że kiedy śledziłem na bieżąco najważniejsze live’y transferowe, często w pamięci zostawały mi niedomknięte transakcje jako te już dokonane. Potem okazywało się, że coś wywróciło się na ostatniej prostej i dany piłkarz wcale nie zmieniał barw. Sam się o tym przekonałem w sprawie Kamila Grosickiego i Burnley („Yes!”).

Robert to łakomy kąsek dla mediów. Jego nazwisko zawsze rozpali wyobraźnię. Tak już będzie do końca kariery Polaka. Ale przyłapałem się na tym, że za każdym razem, kiedy ktoś pisze o jego odejściu z Bayernu, zamiast szukać w sieci jakichkolwiek śladów, że to się naprawdę wydarzy, próbuję odnaleźć raczej dowody na to, że się nie wydarzy. Zazwyczaj trop wiedzie do jakiegoś rzetelnego dziennikarza, który „wyjaśnia” tego, który napisał (wyssał z palucha) bzudrę. Oczywiście po tylu latach w branży mam świadomość istnienia rozgrywek agentów. Dla nich są dwie istotne kwestie napędzające biznes – zmiany barw klubowych przez piłkarzy, czyli ich klientów lub doprowadzenie do przedłużenia kontraktu, od czego również otrzymują prowizję.

Myślę, że to jest esencja jeśli chodzi o sprawę „Lewego”. Dowodzą tego zresztą kolejne publikacje w Niemczech. Na przykład Marc Behrenbeck z niemieckiej stacji Sky podkreśla, że jest ogólne odczucie, jakoby Robert chciał poszukać nowego wyzwania, bo w Bundeslidze osiągnął już wszystko, to nawet naturalna kolej rzeczy. Julian Nagelsmann zauważa, że o odejściu Lewandowskiego z Bayernu mówi się od lat. Teraz jednak sytuacja jest specyficzna. Polak ma 32 lata i jeszcze dwa lata ważnego kontraktu z monachijczykami. Według Behrenbecka mógłby pograć np. jeszcze rok i dostać zielone światło do odejścia. Zgadzam się z niemieckim dziennikarzem, że to Real jest niespełnionym marzeniem Lewandowskiego, bo... sam mi o tym kiedyś powiedział. Zawsze chciałem, by trafił do Premier League, przyczyn chyba nikomu nie muszę podawać. Ale rozumiem, że piłkarz tego formatu chce spróbować madryckiego życia. W końcu to Królewscy i tam jest miejsce królów.

Nie łudziłbym się zatem, że przyjdzie do City i zwidziłbym, jeśli odszedłby gdziekolwiek. Szczególnie gdy czytam w Bildzie, że Pini Zahavi ma się spotkać z władzami Bayernu, by... przedłużyć kontrakt z Polakiem. Oczywiście takie rozwiązanie nie oznacza od razu pozostania „Lewego” w Monachium do końca kariery. Ale bądź tu człowieku mądry i połap się we wszystkim. Dopóki nie zobaczę jakiejkolwiek oficjalnej informacji, nie uwierzę w nic.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.