TYGODNIÓWKA #67. Pomnik dla Solskjaera, dramat McQueena i gotowy Foden

Zobacz również:To twój czas, chłopaku. Piłkarze, dla których to może być przełomowy sezon Premier League
fot. Martin Rickett/PA Images via Getty Images

Przed Old Trafford stoi pomnik sir Alexa Fergusona. Kto wie, może za sprawą takich zwycięstw, jak w czwartkowy wieczór nad Romą, pewnego dnia zobaczymy tam również statuę Ole Gunnara Solskjaera. Na razie mamy opowieść o lokalnym bohaterze, który wyruszył w świat, by rozsławić imię miasta Kristiansund. Jego mieszkańcy uznali, że krajanowi należy się szacunek i zbierają pieniądze na figurę menedżera Manchesteru United.

Solskjaer stał się dla nich wielką inspiracją. Że można podbić świat, skądkolwiek pochodzisz. Dlatego dumni mieszkańcy Kristiansund zebrali 53 tysiące funtów i zamierzają postawić mu pomnik. Jeśli forsy będzie więcej niż potrzeba na materiał i wykonawcę, to reszta powędruje na cele charytatywne.

Miasteczko, w którym dorastał Ole, liczy 24 tysiące mieszkańców. Wszyscy dobrze znają tutaj piłkarza MUTD, który zdobył bramkę w finale Ligi Mistrzów. W lokalnym zespole, trzecioligowcu Clausenengen, mały OGS zaczynał treningi jako siedmiolatek, w wieku kilkunastu lat trafił do seniorów i zdobył w cztery lata ponad sto bramek. Lata lecą, a on wciąż rozsławia Kristiansund. Co ciekawe, w przeszłości postawiono mu już jeden pomnik w ojczyźnie.

Solskjaer to zbyt skromny facet, by ekscytował się rzeźbami ze swoją podobizną. Jako trener dobrze wie, że najważniejsze pomniki budują mu piłkarze – szczególnie, gdy wieczory kończą się tak jak w czwartek.

***

Piłka tak strasznie pędzi, jest taki natłok meczów, że rzadko znajdujemy czas, by pochylić się nad tymi, którzy wypadli z pociągu i zwyczajnie o nich zapominamy. Żyjemy z kolejki na kolejkę, sprawdzamy strzelców goli, asysty, pozycje w tabelach, walki o LM i utrzymanie, nic dziwnego, że nasz mózg nie jest w stanie przyjąć nic więcej.

Raz na jakiś czas zdarza mi się trafić na historię jakiegoś piłkarza, który leczył kontuzję i dawno nie widziałem go w akcji, ale to naprawdę jest wyjątkowo wstrząsający przypadek. Pamiętacie Sama McQueena z Southampton? Lewy obrońca nie zagrał meczu od... grudnia 2018 roku. Oznacza to, że Ralph Hasenhuettl, od kiedy objął posadę menedżera Świętych, nie widział go w akcji.

McQueen zerwał więzadła w kolanie, będąc na wypożyczeniu w Middlesbrough. Nie on pierwszy w historii futbolu, jednak przypadek jest o tyle dziwny, że cały czas uraz powraca. Austriacki trener The Saints twierdzi, że tylko cud sprawi, iż Sam wróci na boisko. To pokazuje, z jak kruchą materią mamy do czynienia. W zasadzie w każdym spotkaniu, jakie oglądamy, każdy zawodnik w dowolnej sekundzie może pożegnać się z karierą. Czasem to jest kolano, a innym razem głowa, jak w przypadku Ryana Masona.

***

Zaimponowały mi oba angielskie zespoły w półfinale Ligi Mistrzów. Chelsea zagrała z Realem Madryt tak, jakby wyszła na zwarcie – już chciałem napisać z West Bromem, ale przypomniałem sobie wynik. Zagrała tak, jak chce Thomas Tuchel.

Niemiec to przykład, że w piłce skończył się czas gadania, a nastała era czynu. I kiedy się coś mówi, to musi mieć pokrycie w rzeczywistości. Słuchałem z zaciekawieniem jego wypowiedzi przed spotkaniem i bardzo spodobało mi się to, że menedżer The Blues ogląda się na swój zespół, nie na rywali. Tak robią najlepsi. Oczywiście nie musi być blagierem, bo Chelsea ma bardzo mocną kadrę, z jakiegoś powodu jednak kilka kranów było zatkanych, a jeden, czyli Timo Werner, wciąż szwankuje, co jest chyba jedyną porażką Tuchela na Stamford Bridge. Niemiec zapowiedział jednak, że z jeśli z Realem jego drużyna zagra na swoim normalnym, wysokim poziomie, to nie musi się obawiać o wynik. Ta wiara w piłkarzy daje im siłę. W pierwszej połowie Chelsea grała tak, że momentami przecierałem oczy ze zdumienia. Myślę, że gdyby Roman Abramowicz sięgnął latem do kasy i ściągnął jakiegoś kozaka do wykańczania akcji, to ekipa z Londynu momentalnie staj się kandydatem do tytułu mistrzowskiego. Jasne że takim kotem miał być Werner, coś jednak nie zadziałało. Wydaje mi się, że blokada psychiczna jest już tak mocna, iż możemy nie obejrzeć niemieckiego napastnika w formie z Bundesligi, a może po prostu to nie jest jego miejsce, bywa i tak.

Manchester City jest bliski upragnionego Pucharu Europy, Pep Guardiola mógłby wreszcie odetchnąć z ulgą, bo to klejnot, jakiego brakuje mu do kolekcji. Po tym meczu pomyślałem o Philu Fodenie, który kazał wycofywać tweeta „Are you ready?”, skierowanego do Kyliana Mbappe. Okazało się, że nie było się czego bać, a młody gwiazdor PSG dostał od dziennika „L’Equipe” ocenę 3, w dziesięciostopniowej skali, czyli zagrał tak, jakby go nie było.

Foden wyrasta na jednego z najlepszych piłkarzy w Europie. Jego wizja gry, sposób rozgrywania akcji, inteligencja boiskowa i liczba trofeów w tak młodym wieku wręcz porażają. W kilku momentach widziałem w nim magię rodem spod buta Davida Silvy. Kibice Manchesteru City mogą być spokojni o to, kto będzie ich idolem przez najbliższe lata.

***

Gościem audycji „Futbol i Cała Reszta” był Adam Ostrowski, którego znacie pod scenicznym pseudonimem O.S.T.R. Wychowany na łódzkich Bałutach raper opowiadał głównie o piłce. A że jest dość wygadany, dwie godziny nie wystarczyły, by zadać mu wszystkie pytania. Zdążył opowiedzieć o fascynacji hiszpańską piłką i o tym, jak na jego weselu pierwszy taniec został przełożony o 90 minut, bo akurat Polska grała z Belgią. Uważa, że koncert muzyczny nigdy nie wywoła takich emocji jak futbol, a mówi to jako wykwalifikowany skrzypek.

W ramach przygotowań do wywiadu postanowiłem w czwartek przed południem przeczytać biografię Adama i przyznaję, że najbardziej urzekły mnie szkolne historie. Na jakiejkolwiek szerokości geograficznej byśmy nie dorastali i z jakiego rocznika nie pochodzili, zawsze znajdą się wspólne mianowniki. Dokuczanie nauczycielom, zagrożenia z różnych przedmiotów, pierwszy alkohol, no i oczywiście piłka nożna. Wszędzie to samo.

O.S.T.R. miał to szczęście, że wesołe przygody spotykały go również po wyjściu ze szkoły, a bycie raperem przyniosły mu nie tylko sławę i płyty sprzedawane w dużych nakładach, ale również zabawne sytuacje. Moja ulubiona to ta z konkursu młodych raperów, w jakimś domu kultury, gdzie Adam był jurorem. Dwóch gości w dresach wyszło na scenę, a refren ich kawałka leciał tak:

„W swoim życiu straty nie poniosłem

To co osiongłem, sam do tego doszłem”.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.