TYGODNIÓWKA #37. Dominic Calvert-Lewin – symbol nowego Evertonu, pupilek Ancelottiego, który wreszcie ma instynkt killera

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
TYGODNIOWKA-WWW-750-X-500-1.png
graf. Kacper Dudziak

Jest trochę jak Harry Kane przed paroma laty. Wówczas też wszyscy zastanawialiśmy się, kiedy napastnik Tottenhamu przestanie strzelać. Nie zatrzymał się do dziś. Dominic Calvert-Lewin od paru sezonów uchodzi za wielki talent, ale z formą eksplodował dopiero teraz. Jeśli utrzyma obrany kurs, to będzie jego sezon.

W 2017 roku młodzi Anglicy grali z Wenezuelą w finale mundialu do lat 20. Sięgnęli po złoto dzięki jednej bramce. Zdobył ją Dominic Calvert-Lewin. Świat leżał u jego stóp, a eksperci nad Tamizą wierzyli, że wkrótce napastnik przejdzie transformację w „seryjnego killera” w Premier League i dorosłej kadrze. Ale DCL, choć zdobywał bramki dla Evertonu, nie był tym snajperem, jakiego wszyscy chcieli w nim widzieć.

Sam przyznam, że niekiedy patrzyłem na jego grę z przyjemnością, ale brakowało mu powtarzalności do tego stopnia, że nie wyobrażałem sobie, iż mógłby stanowić na serio o sile zespołu, który walczy o coś dużego. Oczywiście dało się dostrzec spore umiejętności, ale największym problemem napastnika był wyraźnie widoczny strach w kluczowych sytuacjach podbramkowych. DCL wyglądał na piłkarza, który wie doskonale, co chce zrobić, jednak impuls z mózgu do nogi szedł zbyt wolno. Uważałem go – co trudno uznać za wielki komplement – piłkarza, który dobrze gra głową.

Jego bilans na Goodison Park już nie jest zły. 40 goli w koszulce The Toffees to kapitał początkowy, ale ten i następny rok ma być szczególny. Piłkarz skończył 23 lata i czas wejść na wyższy poziom. Od początku sezonu 2020-21 udaje mu się to zrobić, ale dopóki nie podtrzyma takiej dyspozycji w całej kampanii, a potem w następnej i następnej, nigdy nie wejdzie na szczyt.

Chyba wziął sobie to mocno do serca, skoro mamy początek października, a na jego koncie są już dwa hat tricki, z West Hamem United w Pucharze Ligi i West Bromwich Albion w lidze, a łącznie aż 8 zdobytych bramek. Wreszcie zaczął robić to, co należy do jego obowiązków, ale to również zasługa kilku innych osób: Duncana Fergusona, który jest w sztabie szkoleniowym i zawsze wierzył w tego chłopaka, Carlo Ancelottiego, bo zmotywował go do lepszej gry, porównując do Pippo Inzaghiego, ale przede wszystkim lepszej współpracy z partnerami na boisku, w czym kluczową rolę odgrywa James Rodriguez – oparcie gry drugiej linii na Kolumbijczyku było strzałem w dziesiątkę.

To naprawdę mocny paradoks, że Sheffield United narzeka na brak skutecznej ofensywy, a właśnie z Bramall Lane Calvert-Lewin przychodził za kwotę, która w angielskiej piłce nie miała prawa zrobić wrażenia – 1,5 miliona funtów już z bonusami. Dominic trafił do akademii klubu z Sheffield jako ośmiolatek i był przekonany, że to właśnie tam, w miejscu urodzenia, czeka na niego wszystko, co najlepsze w zawodowej piłce. Ale czekało wypożyczenie do Stalybridge Celtic i Northampton Town.

Z tym drugim klubem po raz pierwszy poczuł smak zwycięstwa – drużyna okazała się najlepsza w League Two, on zaś strzelił osiem goli. Tej ósemki nie mógł przebić w drugim i trzecim pełnym sezonie w Evertonie, dopiero minione rozgrywki zapowiadały możliwy przełom. 15 zdobytych bramek dało Calvertowi-Lewinowi spokój, którego tak potrzebował. Choć zespół Ancelottiego, po raz pierwszy w jego trenerskiej karierze, kończył sezon w drugiej dziesiątce ligowej tabeli, DCL razem z Richarlisonem stworzyli ciekawy duet w ofensywie (Brazylijczyk również trafił w lidze i pucharach 15 razy).

Ancelotti od razu wysłał jasny sygnał: Dominic będzie u niego grał. Od tego zaczyna się wylanie fundamentu pod pewność siebie, tak potrzebną napastnikowi. Od kiedy Włoch trafił na Goodison Park, Calvert-Lewin zagrał w 23 meczach, czyli wszystkich pod jego wodzą. 13 ligowych bramek w tym czasie przekonało byłego trenera Bayernu i Realu, że ta koncepcja jest słuszna.

Everton pragnie zostać klubem konkurującym z Big Six. Plany właścicieli zakładają przenosiny na nowy stadion, ale najważniejsza budowa trwa w ośrodku treningowym i w transferowych kulisach. W ciągu kilku następnych sezonów, klub ma na stałe dołączyć do grupy tych, które budują markę w Lidze Mistrzów, ale jako że przydarzył się znakomity początek sezonu, co gorętsze głowy w niebieskiej części Merseyside zamarzyły o takim scenariuszu już teraz.

Na razie Ancelotti studzi te zapędy, a jednocześnie sam przeciera oczy ze zdumienia. Sześć zwycięstw z rzędu na starcie sezonu, jeśli doliczymy rozgrywki pucharowe, takiej serii The Toffees nie mieli od 1938 roku. Jeśli pokonają w sobotę Brighton and Hove Albion, co nie jest przecież niewykonalne, zbliżą się do historycznego rekordu, kiedy to na początku rozgrywek w 1894 roku zanotowali osiem kolejnych zwycięstw. Calvert-Lewin jest centralną postacią tych dalszych i bliższych planów. W Evertonie czuje się już jak członek rodziny, nie szczędził zresztą komplementów samemu klubowi, kiedy przenosił się tutaj w sierpniu 2016 roku, mówiąc, że to „zbyt dobry ruch w karierze, by był mu się w stanie oprzeć”.

Pierwszy sezon na Goodison nie był udany. Długie tygodnie stracone przez kontuzję kostki i tylko jeden gol, strzelony Hull City – niektórych mogło zdziwić, że młodziutki Anglik dostał niespełna rok później propozycję podpisania nowej, pięcioletniej umowy, przedłużonej później o kolejny rok i kolejne dwa lata, co daje Ancelottiemu spokój, bo obecna kończy się w 2025 roku.

Zatopiony w przeciętności, miewał chwilowe przebłyski, ale wciąż uchodził za talent. Kiedy trafiał, wiadomo było, że następnych kilka okazji zmarnuje. Nie miał instynktu killera, tak potrzebnego na jego pozycji. Początek tego sezonu ma jednak zmienić postrzeganie Calverta-Lewina, a fani Evertonu nie mogli sobie przypomnieć, kiedy ostatni piłkarz ich drużyny w jednym miesiącu zgranął dwa hat tricki. Okazało się, że nie mogli tego pamiętać, bo był nim William „Dixie” Dean w 1931 roku.

GettyImages-1273479233-300x210.jpg
Fot. Alex Livesey/Getty Images

Ostatnie tygodnie to pełnia szczęścia, bo dziś do reprezentacji Anglii powołał go Gareth Southgate. Selekcjoner kadry nie mógł pozostać obojętny na taką formę napastnika Evertonu. To również nagroda za ciężką pracę. Bo Calvert-Lewin w oczach byłych trenerów uchodzi za opętanego przez futbol gościa, który potrafi zrobić z piłką na treningach magiczne rzeczy. Nigel Adkins wspominał, jak po zajęciach Dominic stawał tyłem do bramki i w okienko trafiał po strzałach nożycami, a Nigel Clough zaświadczał niemal na piśmie, że nikt nie jest w stanie pokonać go w pojedynku powietrznym. Ancelotti idzie dalej: „Ten chłopak ma wszystko, żeby być na szczycie w Anglii i Europie, jest sprytny w polu karny, szybki, świetnie gra głową”.

Calvert-Lewin zawsze słuchał ludzi. Szczególnie tych, którzy dobrze mu życzyli. W Northampton zaprzyjaźnił się z Ryanem Cresswellem, który tak jak on sam, był często wypożyczany przez Sheffield United do innych klubów. Jako że mieszkał u niego w domu, miał okazję rozmawiać z ojcem kumpla na temat piłki. Ten do dziś dzwoni z różnymi uwagami, a napastnik Evertonu, choć karierę już zrobił dużo większą od Cresswella juniora, grzecznie słucha. Bo wie, że każda dobra rada wcielona w życie na boisku, to problem dla rywali.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.