Spokój pomieszany z aferami i pół kadry z plusligowym doświadczeniem. O rywalach polskich siatkarzy na igrzyskach słów kilka

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Reprezentacja Polski siatkarzy
Fot. Jakub Gruca / 400mm.pl

Przed Polakami najważniejszy turniej od 2016 roku. To właśnie z formą na igrzyska celował Vital Heynen. Teraz przed prowadzoną przez niego kadrą stoi szansa na pierwszy od 45 lat polski medal olimpijski w siatkówce. Aby tego dokonać, Polacy najpierw muszą uporać się jednak z rywalami w grupie.

Turniej olimpijski w siatkówce od zawsze uchodził za niezwykle elitarny. Pięć lat temu Polacy o udział walczyli jeszcze nieco ponad dwa miesiące przed pierwszym spotkaniem w Rio. Tym razem sytuacja od dawna była znana.

Biało-Czerwoni od kilkunastu dni przebywają w Japonii. Najpierw aklimatyzowali się w Takasaki. Przyzwyczajenie do nowych warunków i odmiennej strefy czasowej musiało zająć trochę czasu. Ponadto, przed przyjazdem do Tokio, drużynie pomagali Norbert Huber i Tomasz Fornal. Określani mianem „strażaków” polecieli, aby Heynen miał dodatkowych zawodników w trakcie treningów oraz ewentualne zabezpieczenie, gdyby któryś z dwunastki powołanych doznał kontuzji.

TRÓJKA BEZ KŁOPOTÓW?

Na Biało-Czerwonych w grupie A czekają kolejno Iran, Włochy, Wenezuela, Japonia i Kanada. Najgroźniejszymi rywalami wydają się pierwsze dwa zespoły. Poza rywalami z Ameryki Południowej (33. miejsce), przeciwnicy Polaków plasują się na miejscach 9-12 rankingu FIVB.

Japończycy jako gospodarze mieli z góry zapewnione miejsce w zawodach. Wenezuelczycy zdobyli bilety do Tokio na początku ubiegłego roku. W kontynentalnych kwalifikacjach w Chile pokonali gospodarzy, a także Kolumbię oraz Peru. Na zawodach tej rangi pojawią się dopiero po raz drugi.

Polacy mieli okazję mierzyć się z Wenezuelą podczas bardzo udanych mistrzostw świata 2014. Prowadzona wówczas przez Stephane’a Antigę ekipa z łatwością pokonała rywali do zera. Próźno jednak szukać nazwisk, które mówiłyby coś przeciętnemu kibicowi volleya. Część ekipy Ronalda Sartiego pamięta jednak turniej sprzed siedmiu lat.

Z Japonią podobnie jak z pozostałymi rywalami oprócz Wenezueli, zawodnicy Heynena mierzyli się podczas ostatniej edycji Ligi Narodów. W niecałe półtorej godziny Polacy wygrali sety kolejno do 14, 18 i 19 Najwięcej, 16 punktów, zdobył pełniący funkcję „strażaka” Tomasz Fornal.

Największą gwiazdą trzykrotnego medalisty igrzysk jest Yuki Ishikawa. Mierzący 191 centymetrów przyjmujący, od kilku lat z powodzeniem gra w Serie A. W ostatnim sezonie, wraz z Allianzem Mediolan zdobył Puchar Challenge. Oprócz niego warto zwrócić uwagę na gwiazdę rodzimej ligi, Yuji Nishidę, a także… Philippe Blaina. Były asystent Antigi w polskiej reprezentacji obecnie współpracuje z selekcjonerem kadry Japonii, Yuichi Nakagaichim.

Spośród grupowych rywali, największą znajomość gry w Polsce mają kanadyjscy siatkarze. Aż sześciu z dwunastu ma za sobą przygodę w PlusLidze. Ponadto, siódmy, Jay Blankenau, po igrzyskach dołączy do VERVY Warszawa. Z Kanadą wygraliśmy 3:0 w ubiegłym miesiącu. Najwięcej punktów (16) zdobył Sharone Vernon-Evans.

Igrzyska w Tokio będą piątymi w historii dla dziesiątej ekipy rankingu FIVB. Największy olimpijski sukces brązowych medalistów Ligi Narodów sprzed czterech lat to miejsce tuż za podium zawodów w Los Angeles (1984 rok) oraz ćwierćfinał w Rio. Awans na nadchodzące zawody zapewnili sobie zwyciężając w kontynentalnych eliminacjach. Z kwitkiem odprawili dawną siatkarską potęgę - Kubę.

Atutem Kanady jest także doświadczenie trenerskie. Glenn Hogg pracował w reprezentacji w latach 2006-2016, by po dwóch latach powrócić. Rolę selekcjonera łączy z pracą (nieprzerwanie od jedenastu lat) w tureckim Arkas Sporze. Pomaga mu Dan Lewis – mistrz Polski i brązowy medalista Ligi Mistrzów ze Skrą Bełchatów.

SIATKÓWKA VERSUS PALLAVOLLO

Najbardziej utytułowanym rywalem Polaków w grupie są Włosi. Od 45 lat nieprzerwanie występują na imprezie czterolecia. Nigdy jednak nie udało im się stanąć na najwyższym stopniu podium. Trzykrotnie musieli uznać wyższość rywala w finale. W 1996 roku „generazione di fenomeni”, jak określano team Italii z lat dziewięćdziesiątych, pokonał Bas van de Goor wraz z Holendrami. Z kolei w 2004 i 2016 roku lepsi byli Brazylijczycy dowodzeni przez Bernardo Rezende.

– Znamy trudności turnieju olimpijskiego. Wiemy co czeka nas w Japonii, ale pojedziemy tam z chęcią odniesienia zwycięstwa – opowiadał po drugim meczu sparingowym z Argentyną selekcjoner Włochów, Gianlorenzo Blengini. Dla 49-latka igrzyska będą ostatnim tańcem w kadrze. Po turnieju jego posadę przejmie dobrze znany nad Wisłą, Ferdinando de Giorgi. Co ciekawe, w lutym, po porażce z ZAKSĄ Kędzierzyn-Koźle w Lidze Mistrzów, „Fefe” stracił posadę w Cucine Lube Civitanova. Zastąpił go… Blengini.

Wciąż aktualny trener reprezentacji Italii praktycznie do samego końca selekcji miał do dyspozycji szesnastu zawodników. Podobnie jak Heynen i inni, on też miał ból głowy związany ze skreśleniem nazwisk. Wybór padł między innymi na Filippo Lanzę. Wicemistrz olimpijski sprzed pięciu lat nie przyjął dobrze tej decyzji. W poście opublikowanym na Instagramie ogłosił zakończenie kariery, dodając przy okazji kilka słów na temat decyzji selekcjonera.

– Zawsze wierzyłem, że sport reprezentuje wartości, które wykraczają poza same wyniki. Dorastałem z myślą, że ta koszulka (reprezentacji Włoch – przyp. M.W) zasługuje na ciężką pracę i poświęcenie. Jestem dumny z tego, kim stałem się dzięki uprawianiu sportu, ale jednocześnie rozgoryczony wyborami, które nie zawsze wynikają z merytokracji. Myślałem o zakończeniu przygody w kadrze wraz z igrzyskami olimpijskimi, jednak nie będzie to możliwe. Życie często nie jest tym, czego oczekujemy – napisał w emocjonalnym wpisie przyjmujący, który ostatni sezon spędził w Vero Volley Monza oraz Chaumont Volley-Ball 52.

Dla kadry brak Lanzy w obecnej formie nie powinien być osłabieniem. Blengini na przyjęciu będzie miał do dyspozycji Osmany'ego Juantorenę, mocny punkt Italii na tej pozycji, Daniele Lavię czy najmłodszego siatkarza igrzysk, 19-letniego Alessandro Micheletto. Dwaj ostatni w nowym sezonie będą reprezentować barwy Trentino, finalisty Ligi Mistrzów. Na innych pozycjach również nie zabraknie wielkich gwiazd. Siłę ataku stanowią powracający do Serie A Iwan Zajcew oraz Luca Vettori. Za rozegranie odpowiedzialny będzie Simone Gianelli, a na libero zobaczymy Massimo Colaciego. Każdy z tych graczy stanowi solidną jakość nie tylko na krajowym, ale i zagranicznym podwórku.

Poza ostatnimi sparingami niewiele wiemy o obecnej dyspozycji kadry Blenginiego. Zarówno w żeńskiej, jak i męskiej odmianie tegorocznych rozgrywek Ligi Narodów, Włosi wystawili mocno rezerwowy skład. W Rimini zabrakło nawet głównych szkoleniowców, którzy woleli poświęcić ten okres na szlifowanie formy w zamknięciu. Mimo wszystko „Azzurri” wydają się obok Iranu najtrudniejszym rywalem Polaków. Na Półwyspie Apenińskim coraz mocniej słychać głosy mówiące, że czas najwyższy zburzyć klątwę złotego medalu i osiągnąć to, czego nie udało się zrobić „dream teamowi” z lat dziewięćdziesiątych.

IRAŃSKA BURZA

Do przedstawienia pozostał jeszcze jeden grupowy przeciwnik Polaków. O ile w przypadku pozostałych rywali można mówić o względnym spokoju jeśli chodzi o atmosferę, o tyle w przypadku Iranu takie określenie byłoby kłamstwem. W ubiegłym roku schedę po Igorze Kolakoviciu, który doprowadził Persów do olimpijskiej kwalifikacji, przejął Wladimir Alekno. Choć słynny rosyjski trener ogłosił zawieszenie kariery po igrzyskach, to jeszcze przez ostatnie miesiące pracy sprawia, że jego nazwisko często pojawia się w nagłówkach wiadomości.

O tym, że niedobrze jest mieć z Rosjaninem „pod górkę”, przekonał się w minionej klubowej kampanii Bartosz Bednorz. Alekno niejednokrotnie otwarcie krytykował Polaka za słabą grę. Choć w międzyczasie wychodziły informację, że złej krwi nie ma, to nie powinno być kłamstwem stwierdzenie, że złe relacje przełożyły się na formę przyjmującego. „Bedni” słabą dyspozycją nie zapracował na olimpijskie powołanie.

Polacy mierzyli się z Iranem w czerwcowej Lidze Narodów. Bez problemu pokonali rywali 3:0. W ostatniej partii, przegrywając 0:6, Alekno wziął czas. Zdenerwowany krzyczał do zawodników: „Czy wam nie wstyd? Przecież to oglądają wasze żony, dzieci, rodzice!”. Szkoleniowiec wprowadził w zespole duży rygor. W Rimini nieraz było widać strach przed złym zagraniem, szczególnie w grze mniej doświadczonych Irańczyków.

Zdecydowanie większą aferą była medialna wojenka pomiędzy szkoleniowcem a Farhadem Ghaemim, przyjmującym z kilkunastoletnim stażem w kadrze. Siatkarz zakończył reprezentacyjną karierę przed początkiem sezonu 2020/21. Prośba od irańskiej federacji zmieniła jego zdanie, przez co 31-latek wstawił się na zgrupowaniu u Alekny. Mimo zapewnień o gwarantowanym miejscu w kadrze na igrzyska, dla Ghaemiego obóz zakończył się już po jednym treningu. Selekcjoner tłumaczył, że przyjmujący prezentował tragiczną formę. Ten, na łamach mediów w otwarty sposób wyraził opinię na poruszany temat.

– W kadrze jest mafia, która wszystko planuje. Od dnia, w którym dołączyłem do drużyny, czułem, że jest grupa, która mnie nie akceptuje. Muszę podkreślić, że trener w kadrze narodowej jest nikim. Alekno to najbardziej wyeksploatowany trener siatkówki, którego zatrudnił Iran. Wciela się w rolę marionetki i nie zna graczy. Nie rozumie irańskiej siatkówki i po prostu szuka pieniędzy! Ma niewiele do powiedzenia w drużynie narodowej – atakował szkoleniowca Ghaemi. Rosjanin nie omieszkał odpowiedzieć na zarzuty. Podczas konferencji prasowej przedstawił historię związaną z pobytem zawodnika na zgrupowaniu. Ponadto zwrócił uwagę na różnice w siatkarskim dorobku.

– Nie chciałem tego robić, ale muszę wyprostować kilka spraw. Między nami jest spora różnica, jestem od niego znacznie starszy. Nie wygrał nawet małego procenta tego, co ja - opowiadał poddenerowany trener.

Pomijając aspekt atmosfery w zespole, Iran to nadal groźna drużyna. Choć Persowie zakończyli Ligę Narodów na fatalnym, dwunastym miejscu, to podobnie jak inne reprezentacje, całą siłę i motywację wkładają w występ na igrzyskach. Związkowi włodarze nie ukrywają, że zakontraktowanie Alekny ma dać Iranowi pierwszy medal olimpijski w siatkówce. Pomóc w tym mają najlepsi rodzimi gracze. W składzie nie brakuje prawdopodobnie najbardziej znanego zawodnika z tego kraju, rozgrywającego Saieda Maroufa oraz siatkarzy, których na jesieni zobaczymy w PlusLidze – Milana Ebadipoura (Skra Bełchatów) i Meisama Salehiego (Indykpol AZS Olsztyn).

WYGRAĆ I CZEKAĆ NA RESZTĘ

Z każdej grupy (A i B) do dalszej fazy przejdą cztery najlepsze zespoły. Dla Polaków szczególnie ważny jest dobry rezultat w pierwszej części, gdyż to on sprawi, na jakiego przeciwnika natrafimy w ćwierćfinale. Może być to ktoś z szóstki – Brazylia, USA, Rosja (wystawiająca zespół pod flagą i nazwą Rosyjskiego Komitetu Olimpijskiego), Argentyna, Francja lub Tunezja. Rywalizacja rozpocznie się 24 lipca i potrwa do 7 sierpnia.

*****

Terminarz meczów Polaków (podane godziny dotyczą czasu polskiego):

Polska – Iran (sobota, 24 lipca, godzina 12:40)

Polska – Włochy (poniedziałek, 26 lipca, godzina 7:20)

Polska – Wenezuela (środa, 28 lipca, godzina 9:25)

Polska – Japonia (piątek, 30 lipca, godzina 7:20)

Polska – Kanada (niedziela, 1 sierpnia, godzina 2:00)

Podziel się lub zapisz
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.