Spróbować wszystkiego. Trenowanie różnych sportów receptą na mistrzowską karierę

glowne-e1604583196721.jpeg
MARIAN ZUBRZYCKI/ 400mm.pl

Futbolista LeBron James, piłkarz Steve Nash, dżudoka Robert Lewandowski, koszykarka Monika Pyrek. Świat sportu jest pełen przykładów, które pokazują, że aby odnieść sukces w jednej dyscyplinie, trzeba być dobrym w zupełnie innej. Bo akurat w sporcie trenowanie tego samego przez dziesięć tysięcy godzin rzadko przynosi efekty.

W połowie września 1989 roku przez Karaiby przetoczył się potężny Huragan Hugo. Zmiatając z powierzchni ziemi wszystko, co napotkał, porwał także pływalnię w Saint Croix. Jedyną olimpijskich rozmiarów, jaka była wtedy na Wyspach Dziewiczych. 13-letni Tim Duncan, którego siostra jako pływaczka reprezentowała Stany Zjednoczone na Igrzyskach Olimpijskich w Seulu, marzył, by pójść w jej ślady w 1992 roku w Barcelonie. Miał na to szansę, bo wyróżniał się w juniorskich kategoriach na dystansach 50, 100 i 400 metrów stylem dowolnym. Straciwszy miejsce do treningów, musiał ćwiczyć w oceanie. Jednak strach przed rekinami stopniowo osłabiał jego entuzjazm do zajęć.

Za namową przyrodniego brata, zdecydował się na treningi koszykarskie. Karierę zakończył jako pięciokrotny mistrz NBA, a dwukrotny najlepszy zawodnik ligi. Oczywiste pytanie, jakie się nasuwa, to gdzie byłby, gdyby huragan nie zniszczył pływalni. Jednak być może jeszcze ciekawsza kwestia to, czy byłby świetnym koszykarzem, gdyby wcześniej nie zapowiadał się na tak dobrego pływaka?

ROZŁOŻYĆ DZIESIĘĆ TYSIĘCY

Zasada dziesięciu tysięcy godzin jest już w każdej dziedzinie na tyle rozpowszechniona, że także w sporcie często stawia się na wczesną specjalizację. Dzieci wysyła się na treningi wymarzonej dyscypliny jak najwcześniej, zapewniając im profesjonalne treningi, znakomite warunki do zajęć i pracując nad wieloma aspektami przyszłej kariery. Tworzy się młodych zawodowców.

Są sporty, które właśnie tego wymagają. Jako przykłady dyscyplin, w których faktycznie trzeba zacząć treningi bardzo wcześnie, by mieć szansę na osiągnięcie mistrzostwa, podaje się zwykle gimnastykę, pływanie, czy łyżwiarstwo figurowe. Jednak w większości pozostałych dziedzin zasada dziesięciu tysięcy godzin niekoniecznie jest prawdziwa. Albo rozkłada się inaczej. Najpierw kilka tysięcy godzin podbudowy ogólnorozwojowej, a dopiero później kilka tysięcy poświęcone trenowaniu konkretnej dyscypliny. Tak, jak w przypadku Duncana. Koszykówkę zaczął trenować dopiero w wieku 14 lat. Pewnie nie osiągnąłby w niej mistrzostwa, gdyby do tego czasu nie robił kompletnie nic. Ale pływanie dało mu odpowiednią bazę, która umożliwiła odniesienie sukcesu w innej dyscyplinie.

TANIEC POMAGA BIEGAĆ

Takich Duncanów jest w świecie sportu mnóstwo, a połączenia między dyscyplinami przeróżne. Nigdy nie wiadomo, który element wyniesiony z jednej dyscypliny, przyda się w innej. – Przy pracy w lekkiej atletyce zdarzało mi się, że wszystkie obciążenia były dobierane na tip-top, działały świetnie, a potem nagle przestawały. Okazywało się, że największy wpływ na zawodniczkę miał taniec, na który mimochodem się zapisała i wróciła do dobrych wyników w bieganiu – mówi Bartosz Ochmann, fizjolog sportowy z Uniwersytetu Wrocławskiego.

Wyskok do główki w piłce nożnej wymaga od mięśni podobnych umiejętności, co wykonanie wsadu w koszykówce, czy bloku w siatkówce. Treningi taekwondo od lat pomagają Zlatanowi Ibrahimoviciowi strzelać gole w akrobatyczny sposób. A źródeł oryginalnego i niepodrabialnego stylu gry Steve’a Nasha w koszykówce, którą zaczął uprawiać dopiero jako 13-latek, on sam doszukiwał się w zajęciach piłkarskich. Początkowo chciał, jak jego brat, późniejszy reprezentant Kanady, kopać piłkę. Dopiero z czasem zaczął ją rzucać. Marcin Gortat, z którym Kanadyjczyk grał w Phoenix Suns, przeszedł podobną drogę, bo do 16. roku życia grał w piłkę w ŁKS-ie. Piłka nożna to akurat dobry punkt wyjścia do wielu dyscyplin. Tak przekonuje Damian Rudnik, trener biegowy.

- Jest w niej wiele elementów, które da się przenosić do innych sportów. Futbol wymaga wytrzymałości, sprawności, szybkości. Często, gdy okazuje się, że komuś brakuje techniki albo innych predyspozycji, przenosi się do innych dyscyplin. Na przykład do indywidualnych, gdzie nie jest uzależniony od kolegów - mówi. Są też jednak przypadki odwrotnej ścieżki. Patrick Owomoyela, brązowy medalista mundialu z 2006 roku, do 18. roku życia grał w koszykówkę w Regionallidze. - Dopiero gdy zobaczyłem, że do koszykówki muszę dokładać, podczas gdy na futbolu zacząłem już zarabiać, wybrałem piłkę – opowiadał były gracz Borussii Dortmund.

ODWRÓCONA PIRAMIDA UPADA

Korzyści najczęściej są jednak mniej policzalne, a bardziej subtelne i dotyczą spraw zdrowotnych. - U zawodników uprawiających jedną dyscyplinę sportu prawdopodobieństwo kontuzji jest 70% większe, niż u sportowców, którzy odbywają różnorodne treningi i są wszechstronnie rozwinięci – mówił lek. med. Przemysław Kubala, ortopeda sportowy, na konferencji zorganizowanej przez poznańską AWF. W Stanach Zjednoczonych, gdzie także dostrzega się, że coraz mniej uczniów uprawia w college’u więcej niż jedną dyscyplinę, powstają badania, które prowadzą do podobnych wniosków. Dr Tommy John, syn byłego miotacza Major Baseball League, prowadził firmę szkolącą w zakresie umiejętności bejsbolowych, w której zajmował się rehabilitacją. Jego zdaniem wczesna specjalizacja jest jak próba zbudowania odwróconej piramidy.

„Bez zbudowania najpierw solidnego fundamentu – pisał w książce, cytowanej przez portal tatatrampkarza.pl – szybkości i siły, które powstają w wyniku nadmiernego rozwoju mięśni, nie da się utrzymać przez bardzo długi czas, zanim otaczające je słabo rozwinięte mięśnie, stawy i więzadła nie będą w stanie ich podtrzymywać. Jeśli weźmiesz 9-latka i wyspecjalizujesz go, czy będzie robił postępy? Oczywiście, że tak. Możemy bardzo łatwo w młodym wieku zwiększyć swoje umiejętności, ale daleko tak nie zajedziesz, ponieważ nie ma żadnego fundamentu. Ta odwrócona piramida się przewróci”.

PRZEDE WSZYSTKIM SPORTOWCY

To, do czego dziś dochodzi się w wyniku badań naukowych, dawniej często przychodziło po prostu naturalnie. Dzieci uprawiały na podwórkach wszystkie możliwe dyscypliny sportu, zależnie od pory roku. Dopiero jako nastolatkowie ewentualnie wybierały jedną, w której czuły się najlepiej. – W podstawówce reprezentowałem moją szkołę na każdej niwie sportowej. Od siatkówki, przez piłkę ręczną, koszykówkę, przez gimnastykę artystyczną i sportową, po futbol. Wszędzie czułem się na w miarę dobrym poziomie – opowiadał Jerzy Dudek w wywiadzie dla newonce.sport. Po pełnej sukcesów karierze piłkarskiej gra na dobrym poziomie w golfa i z niezłymi rezultatami startuje w wyścigach samochodowych.

Ludzi, którzy po zakończeniu zawodowej aktywności, próbują czegoś nowego, jest mnóstwo. By przypomnieć tylko epizod Michaela Jordana w lidze bejsbolowej,  Adama Małysza w Rajdzie Dakar, czy piłkarskie próby Usaina Bolta. Chodzi o to, by najpierw zostać sportowcem, a dopiero potem piłkarzem, koszykarzem, czy siatkarzem. Zresztą w przygotowaniach do sezonu w wielu dyscyplinach stosuje się elementy innych sportów. - Po okresie roztrenowania, gdy regeneruje się siły po sezonie, przygotowania zaczynają się od ćwiczeń ogólnorozwojowych, a dopiero później przechodzi się do zajęć specyficznych dla danej konkurencji - tłumaczy Rudnik.

BOISKOWI DŻUDOCY

Częstą dziedziną, która pomaga zbudować odpowiednie podstawy, są trenowane w młodości sporty walki. Roberta Lewandowskiego ojciec zaprowadził na treningi dżudo w AZS AWF Warszawa. Przyszły piłkarz Bayernu Monachium trenował tam u Wojciecha Borowiaka, trenera Pawła Nastuli, mistrza olimpijskiego z Atlanty. – Jako trener dżudo Krzysiek (ojciec Lewandowskiego – przyp. MT) wiedział, że to dobrze ukształtuje koordynację Roberta i poprawi motorykę – mówił po latach Borowiak w „Super Expressie”. Nastula z kolei przypominał sobie, że młodego Lewandowskiego poznał na górskim obozie przygotowawczym, na który pojechał w towarzystwie ojca.

Dżudocy, którzy odnieśli sukces w futbolu, to całkiem nieźle reprezentowana grupa. Boudewijn Zenden, były piłkarz m.in. Barcelony, czy Liverpoolu, to syn dżudoki. Holender już w wieku 14 lat zdobył czarny pas i był trzykrotnym mistrzem Limburgii. – Kiedyś powiedziałem mu: „pokaż, co potrafisz”. Położył mnie jednym ruchem tak, że nie mogłem się ruszyć. Prawie mnie zabił – wspominał Phil Bardsley, jego były kolega z Sunderlandu. Z kolei Chris Smalling, grający dziś w Romie, był w tej dyscyplinie mistrzem Anglii. Treningi porzucił dopiero w wieku 15 lat.

BOKSERSKIE POCZĄTKI

Kilku późniejszych znanych piłkarzy ma przeszłość bokserską. Nicolas Otamendi z Benfiki zaczynał od tej dyscypliny, ale znacznie lepiej zapowiadał się – co akurat chyba nie dziwi – Roy Keane, były pomocnik Manchesteru United. – Boks to najlepszy sport na świecie. Jeden na jeden. Jesteś zdany tylko na siebie. Tylko jedna osoba może sprawić, że wyjdziesz z ringu żywy. Ty sam – opowiadał w wywiadzie dla "Guardiana".

Irlandczyk zaczął trenować jako dziesięciolatek. Futbolem na poważnie zajął się, dopiero gdy został odrzucony w boksie ze względu na zbyt niską wagę. – Byłem niezły, ale bez szału. Pewnie byłbym średniakiem na brytyjskiej scenie profesjonalnej – mówił po latach. Boksem pasjonował się też Wayne Rooney, jego były kolega z szatni Manchesteru. – Przez prawie całe życie, odkąd miałem sześć lat, zawsze oglądałem z tatą w telewizji wielkie walki. Uwielbiałem oglądać boks, a później przez cztery lata go trenowałem. Zawsze żyłem tym sportem – opowiadał kiedyś Anglik.

ZDOLNI KRYKIECIŚCI

Sportem, z którym angielscy trenerzy piłkarskiej młodzieży musieli regularnie rywalizować o zawodników, jest krykiet, cieszący się na Wyspach sporą popularnością. Największą karierę w tej dyscyplinie miał szansę zrobić Phil Neville, wieloletni gracz Manchesteru United. Były obrońca odgrywał nawet rolę kapitana reprezentacji Anglii do lat 15. Dobrze zapowiadał się też Gary Lineker. – Byłem kapitanem szkolnej drużyny od jedenastego do szesnastego roku życia. W tamtych czasach myślałem, że mam większą szansę na sukces w krykiecie niż w futbolu – opowiadał.

W krykieta grali też późniejsi reprezentacyjni bramkarze Nigel Martyn oraz Joe Hart, który uchodził za wielki talent. Damian D’Oliveira, jego były trener, wróżył mu kiedyś wielką karierę w tym sporcie. – Miał wszystkie potrzebne atrybuty. Był wysoki i miał silny rzut z obu rąk. Był jednym z najwyżej ocenianych młodych graczy w kraju – podkreślał. Jack Shantry, jego były kolega z krykietowej drużyny, mówił w angielskich mediach: - Jestem pewny, że gdyby wybrał krykiet, też odniósłby w tej dyscyplinie sukces.

SIŁA FUTBOLU AMERYKAŃSKIEGO

W Stanach Zjednoczonych podobną siłę przyciągania młodzieży ma futbol amerykański, którego próbowali różni sportowcy, świetnie radzący sobie później w innych dyscyplinach. LeBron James, jeden z najlepszych koszykarzy wszech czasów, w szkolnych latach był wysoko ocenianym skrzydłowym. Wielu mówiło, że ma siłę, etykę pracy i warunki fizyczne, by osiągnąć sukces w tym sporcie. Podobnie jak Allen Iverson.

Futbolu amerykańskiego i koszykówki próbował też w młodości Dick Fosbury. Odrzucony przez trenerów obu tych sportów, zajął się skokiem wzwyż i zrewolucjonizował tę dyscyplinę. Odpowiedni wyskok akurat dla koszykarzy i skoczków wzwyż jest podobnie pożądaną umiejętnością. Z kolei Australijczyk Greg Norman jako nastolatek skupiał się przede wszystkim na treningach rugby. W wieku 15 lat pierwszy raz spróbował gry w golfa i tak mu się spodobała, że postanowił poświęcić jej cały czas. W karierze wygrał ponad 80 międzynarodowych zawodów i należał do międzynarodowej elity.

BIEGOWE SUKCESY

Gigantyczne znaczenie rozwojowe w przypadku wielu sportowców miała lekkoatletyka. Gareth Bale, w najlepszych czasach jeden z najszybszych piłkarzy świata, jako uczeń świetnie radził sobie w rugby, hokeju i właśnie lekkiej atletyce. Specjalizował się w biegach na różnych dystansach. Jego rekord życiowy na 1500 metrów wynosił 4:59, a na 800 metrów 2.24. Jako 14-latek przebiegł sprint w zaledwie 11,4 sekundy. Odnosił też sukcesy w biegach przełajowych. W tej konkurencji dobrze radziła sobie też Justyna Kowalczyk, zanim przerzuciła się na narty. Tomasz Majewski, dwukrotny mistrz olimpijski w pchnięciu kulą, zaczynał od trenowania trójskoku i rzutu oszczepem

Joshua Kimmich, piłkarz Bayernu Monachium i reprezentacji Niemiec, sporo skorzystał w czasach gry w RB Lipsk na treningach z Timem Lobingerem, byłym tyczkarzem, który pomógł mu w minimalizowaniu przeciążeń i ryzyka urazów. A Juergen Klinsmann, mistrz świata z 1990 roku, źródeł przyszłych sukcesów dopatrywał się m.in. w rozmowie ze starszym bratem, który trenował w latach 80. dziesięciobój i zwrócił mu uwagę na błędy. "Nie masz siły w górnych partiach ciała. Im bliżej końca meczu, tym więcej tracisz z szybkości i masz coraz gorszą koordynację przy bieganiu. Musisz to poprawić, bo wprawdzie biegasz szybko, ale nie potrafisz tego w pełni wykorzystać" – opisywał w autobiografii. Klinsmann spędził więc urlop z indywidualnym trenerem sprintów, który po czasie pomógł mu biegać na sto metrów aż o sekundę szybciej. Już jako trener Klinsmann jako pierwszy wprowadzał do niemieckich treningów piłkarskich zajęcia z fachowcami od lekkiej atletyki.

ODSKOCZNIA LEKKOATLETÓW

Co jednak znamienne, przyszłym lekkoatletom także robi dobrze sprawdzenie się w innych dyscyplinach. Bronisław Malinowski, były rekordzista Polski na 3000 metrów z przeszkodami oraz 5000 metrów, trafił na bieżnię z boiska piłkarskiego. Angelika Cichocka, mistrzyni Europy z Amsterdamu na 1500 metrów, jako dziecko uprawiała żeglarstwo, a Monika Pyrek koszykówkę. Skokiem o tyczce zajęła się dopiero w wieku 15 lat. Młociarka Anita Włodarczyk już jako ośmiolatka startowała w zawodach speedrowerowych. Christophe Lemaitre, jeden z najszybszych białych ludzi globu, trenował piłkę ręczną i rugby, zanim w wieku 15 lat odkryto jego sprinterski potencjał. A Ashton Eaton, złoty medalista olimpijski w dziesięcioboju, zanim dostał się na Uniwersytet w Oregonie, nigdy wcześniej nie trenował aż sześciu konkurencji wchodzących w skład tej dyscypliny.

TRUDNE DO ZAPLANOWANIA

Takie historie rozgrywają się zwykle nie według skomplikowanego planu, w których ktoś zaprojektował sobie przyszłego mistrza i zastanawiał się, jakie elementy z innych dyscyplin mogą mu się w przyszłości przydać. Czasem zajęcia z innych dyscyplin wplatają do programu profesjonalne akademie, jak w przypadku Rakowa Częstochowa, który organizuje dla swoich zawodników treningi sportów walki. Zazwyczaj wychodzi to jednak zupełnie przypadkiem.  - Tak jest najlepiej, bo to same dzieci powinny chcieć spróbować danej aktywności. Najgorzej, gdy rodzice chcą bardziej niż one. Wtedy z góry wiadomo, że ciężko będzie dziecko namówić do mocniejszych i dłuższych treningów. Dlatego raczej nie da się zaplanować konkretnie, które elementy przeniesie się później z jednej dyscypliny do drugiej. Zwyke w miarę rozwoju samo to wychodzi - twierdzi Rudnik.

ZIMOWI MISTRZOWIE

Dlatego częstym sportem drugiego wyboru jest dyscyplina popularna w konkretnym regionie. Coś, w co grają wszyscy w okolicy. Dziecko, chcąc spędzać czas z rówieśnikami, robi to, co oni. Lew Jaszyn i Petr Cech, znakomici bramkarze piłkarscy, w młodości bronili także hokejowej bramki, bo w ich krajach to jeden z najpopularniejszych sportów.

W krajach latynoskich bardzo lubiany jest tenis, dlatego Diego Forlan, Alvaro Morata czy Jose Izqueierdo, późniejsi piłkarze, przez lata uganiali się nie tylko za piłką w ciapki, lecz także za żółtą. Aritz Aduriz, legenda Athleticu Bilbao, podzielał pasję ojca do gór i w wieku dziewięciu lat został wicemistrzem Hiszpanii w biegach narciarskich. A Bastian Schweinsteiger wychował się u podnóży Alp i równie dobrze, jak grał w piłkę, jeździł na nartach. W klubie narciarskim z Oberaudorfu zjeżdżał w towarzystwie Feliksa Neureuthera, dziś czołowego niemieckiego alpejczyka, a prywatnie jego dobrego przyjaciela. W juniorskich czasach trudno było ponoć przewidzieć, który zrobi karierę w futbolu, a który w jeździe na nartach.

NAJPÓŹNIEJ, JAK SIĘ DA

W Niemczech zaczęło się już jakiś czas temu zwracać uwagę, że wczesna specjalizacja wcale nie prowadzi do mistrzostwa. O czym przekonuje Maciej Mikita, były tenisowy mistrz Polski, który wiele lat spędził później w tym kraju. – W Polsce trenerzy od początku pracują z dziećmi przede wszystkim nad grą w tenisa. Za granicą przygotowują je do tego, by w przyszłości umiały grać w tenisa. To różnica. Gdy zawodnik jest bardziej ograny, czuje się bezpieczniej i pewniej. Jego zagraniczny rówieśnik trenuje różnymi metodami i z naszym przegrywa. Nie jest jeszcze gotowy do gry. Ma być gotowy, gdy będzie miał 16-18 lat. Nasi zawodnicy w tym wieku często przestają grać. Akurat następuje skok rozwojowy, zmieniają się mięśnie, dynamika. Za granica potrafią te zmiany przełożyć na grę, u nas już zwykle nie. Zbyt wcześnie zaczyna się w Polsce profesjonalizm – treningi jeden na jednego, z trenerami. Rodzice, gdy słyszą o indywidualnych treningach, profesjonalizmie, wchodzą w to, bo się nie znają. Nie muszą. Ale to pomyłka – podkreśla.

– Do 12.-14. roku życia kluczowe są ogólnorozwojowe treningi, a nie sam tenis. Między 14. a 16. rokiem życia, stosunek tenisa do innych dyscyplin powinien wynosić mniej więcej pół na pół. Dopiero od 16. – 18. roku życia trenuje się tylko tenis. Tymczasem u nas ośmiolatkowie mają już specjalistyczne treningi tenisowe. Na początku to daje owoce, ale nie daje wtedy, gdy ma dawać – dodaje. Jego spostrzeżenia potwierdza Międzynarodowe Stowarzyszenie Trenerów Lekkiej Atletyki. „Rodzice powinni powstrzymywać dziecko przed wyborem jednej dyscypliny sportu tak długo, jak to możliwe” – rekomendowało. Dlatego czasem zburzona pływalnia to najlepsze, co się może młodemu pływakowi przytrafić. Pod warunkiem, że chce zostać koszykarzem.

Podziel się lub zapisz
Michał Trela
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.