Trent Alexander-Arnold odpala silnik. Anglicy mają w rezerwie supermoce i nie zawahają się ich użyć

Zobacz również:Głupi i głupszy – w godnym Monty Pythona wyścigu bezmyślnych istot brawurowa ucieczka Greenwooda i Fodena
Trent Alexander-Arnold
Fot. Michael Regan/Getty Images

Niewielu jest w Europie takich piłkarzy jak on: świetnych w klubie, za to w kadrze ciągle gdzieś z boku, w dodatku z dużym pechem, bo przecież Trent Alexander-Arnold na Euro 2020 nie pojechał przez kontuzję. Gareth Southgate nie ukrywa, że wciąż głowi się, jak wydobyć potencjał 22-latka. Początek sezonu w Premier League znowu ukazał nam piłkarza wybitnego.

Trudno w to uwierzyć, ale Alexander-Arnold w reprezentacji Anglii ma tylko 13 występów. W ciągu ponad trzech lat praktycznie ani razu razu nie widzieliśmy go w formie z Liverpoolu, zresztą on sam odważnie opowiada o tym w angielskich mediach. W meczu z Węgrami (4:0) znowu siedział na ławce. Prawdopodobnie zagra w niedzielę z Andorą, co ma być początkiem dużej zmiany i próbą zahaczenia się w pierwszym składzie na stałe. Żadna kadra nie ma takiej rywalizacji na prawym skrzydle. Ale też żadna nie odrzuciłaby gracza, który na początku sezonu Premier League zanotował 15 kluczowych podań, najwięcej w całej lidze.

Dwa lata temu mówiliśmy, że to najlepszy prawy obrońca świata i za chwilę pewnie trzeba będzie te słowa powtarzać. Owszem, Liverpool znowu musiałby demolować rywali w Lidze Mistrzów, ale niewykluczone, że tak będzie. The Reds rozpoczęli rozgrywki w Anglii od dwóch zwycięstw i remisu, a Alexander-Arnold pod względem taktycznym był najciekawszym graczem ligi. Podobnie jak dawniej, widzimy go jako konstruktora ataków drużyny, piłkarza często schodzącego do środka, grającego dużo kreatywniej niż typowy zawodnik z regułką „biegnij-wrzuć”.

Według statystyk fbref.com jest pierwszy w Premier League pod względem oczekiwanych asyst (1.8), podań w pole karne (11), dośrodkowań (19). O kluczowych podaniach już było. Można tylko dodać, że ma ich o jedno mniej (15) niż cała drużyna Leicester (16).

Ta znakomita forma nie wzięła się teraz, on już w końcówce poprzedniego sezonu ciągnął Liverpool do przodu. Pożegnał gorsze czasy, gdy w marcu Gareth Southgate nie powołał go na mecze eliminacji. Wrócił tuż przed Euro i gdyby nie kontuzja, być może wniósłby do reprezentacji Anglii dodatkową jakość.

Jest w tym coś dziwnego, gdy „Daily Mail” pisze o nim per czwarty wybór na prawej stronie u Southgate’a. Alexander-Arnold z jednej strony jest gwiazdą Liverpoolu, a z drugiej bije się o skład z Kyle'em Walkerem, Kieranem Trippierem i Reece'em Jamesem. Każdy z tej trójki gra dużym klubie i sięgnął w zeszłym roku po duże trofeum.

Gary Lineker tydzień temu napisał, że to już czas, by zacząć rozważać Alexandra-Arnolda jako pomocnika. Nie ma sensu ograniczać chłopaka, który od sezonu 2018/19 ma tylko jedną asystę mniej niż Kevin De Bruyne (33 vs 34). Inne zdanie ma na ten temat choćby Tony Cascarino, felietonista „The Times”, pisząc, że gracz Liverpoolu słabiej sobie radzi, gdy nie ma piłki. Anglików nie stać, by przeciwko silniejszym przeciwnikom korzystać z tak wielu graczy z niską odpowiedzialnością za bronienie.

Southgate lubi powtarzać, że u niego wszystko zaczyna się od obrony. Nieprzypadkowo Alexander-Arnold rok temu w meczu z Belgią zanotował 32 kontakty z piłką, podczas gdy w klubie, w niedawnym starciu z Burnley miał ich 101. Juergen Klopp wie, jak wycisnąć z 22-latka najlepsze. Selekcjoner Anglików dopiero teraz będzie próbował użyć tych supermocy. Niedzielny mecz z Andorą może przynieść mu kilka odpowiedzi.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.