Trener jak pogoda, telefony do kapitana i społeczna presja. Reprezentacja ma nowego selekcjonera

Zobacz również:Z NOGĄ W GŁOWIE. Jerzy Brzęczek – jedyny naprawdę niekochany w reprezentacji
nowy selekcjoner reprezentacji Polski
Gabriele Maltinti/Getty Images

Najpierw publiczne rozliczenie z Jerzym Brzęczkiem, do którego zwolnienia doprowadziła społeczna presja oraz syndrom oblężonej twierdzy samego selekcjonera, później przedstawienie Paulo Sousy jako jego następcy. Co nowego o reprezentacji Polski powiedziała nam godzinna konferencja prasowa Zbigniewa Bońka?

Najpierw wyjście z grupy mistrzostw Europy, później awans przynajmniej do baraży eliminacji mundialu. To cele, jakie Paulo Sousa, nowy selekcjoner reprezentacji Polski, usłyszał od Zbigniewa Bońka. Podczas czwartkowej konferencji prasowej prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej zachwalał byłego trenera Fiorentiny, Leicester City, czy Bordeaux. - Byłem zaskoczony jego wiedzą na temat polskich piłkarzy. Kiedy do niego zadzwoniłem, wiedział wszystko. Nasi piłkarze są znani w Anglii, we Włoszech, w Niemczech czy w Rosji, a kto pracuje w tym zawodzie, musi się cały czas orientować — podkreślał. Dla Bońka selekcjoner nie jest wieloletnim znajomym. - Chociaż nigdy wcześniej go nie spotkałem, zawsze podobał mi się jego charakter, twardość, a przy tym otwartość, ale też stosunki z zawodnikami. Gdzie nie zadzwoniłem, by spytać go o opinię, zawsze słyszałem "Zibi, top" - mówił. Choć nie chciał jednocześnie przekonywać, że ta decyzja na pewno okaże się strzałem w dziesiątkę. - Uważam, że każdy trener jest jak pogoda. Dobra albo słabsza. Wygrywają zwykle ci, którzy pracują w dobrych drużynach — dodał.

TAKTYCZNA ELASTYCZNOŚĆ

W kwestiach piłkarskich Sousa przekonał Bońka taktyczną elastycznością. - Uderzyła mnie jego swoboda przechodzenia z jednego systemu gry do drugiego. Kiedy czasami słyszę dywagację, że ciężko się przestawić, nie wiem, o czym mówimy. To najlepsi piłkarze, którzy muszą mieć przygotowane różne warianty – podkreślał. Boniek spodziewa się też zupełnie innego niż dotąd podejścia do futbolu. – To jest Portugalczyk, czyli ktoś z innego świata. Dla niego futbol to utrzymywanie się przy piłce, wertykalizowanie, ty do mnie ja do ciebie. Portugalczycy lubią szybko wymieniać piłkę i utrzymywać się przy niej. Już dawno byliby mistrzami świata, gdyby nie trzeba było jeszcze zdobywać bramek. Trener doskonale zdaje sobie sprawę, jaki mógłby być potencjał ofensywny tej drużyny. Podkreśla, że trzeba do niego tak dostosować obronę, by wytrzymała ten potencjał – akcentował.

KWESTIA DOŚWIADCZENIA

Prezes odniósł się też do kwestii braku reprezentacyjnego doświadczenia nowego selekcjonera. – Adam Nawałka czy Jerzy Brzęczek też go nie mieli. A Sousa miał styczność z pracą federacji, bo na początku był asystentem w pierwszej reprezentacji Portugalii. Uważam, że doświadczenie w życiu jest potrzebne, ale często jest pierwszym stopniem do regresu. Człowiekowi wydaje się, że wszystko wie i nie musi się już dokształcać. Przestaje być czujny. Dla Sousy reprezentacja może być opcją dla dalszej kariery. Jeśli dobrze poradzi sobie w Polsce, może wrócić do wielkiej piłki – zaznaczył.

OBLĘŻONA TWIERDZA

Dla Bońka ważna była kwestia, że selekcjoner jest obcokrajowcem i nie będzie musiał się od początku mierzyć z medialną presją. – Trener zagraniczny nie będzie musiał od razu czytać specjalistów, z którymi ani razu nie zamienił słowa. Szacunek, dystans i pozytywne spojrzenie na innych ludzi to coraz rzadsze rzeczy – podkreślił. Te słowa odnosiły się do pierwszej części konferencji, w której Boniek obszernie tłumaczył kwestię rozstania z Jerzym Brzęczkiem. Można było odnieść wrażenie, że do zmiany selekcjonera w największej mierze przyczyniła się presja opinii publicznej oraz to, jak dotychczasowy trener kadry narodowej na nią reagował. – Sposób, w jaki wygrywaliśmy mecze, to zwykle było przepychanie meczów. Mało spotkań było dobrych, dużo przepchanych. Pojawiały się ciągłe pretensje, oblężona twierdza, „Niekochani”. Doszło do tego, że presja była tylko na trenerze. Nie było żadnego marginesu. Po przegranych meczach piłkarze też nie myśleli już, że to oni przegrali, tylko „on”. Drużyna, w której presja nie jest rozłożona zarówno na trenera, jak i na piłkarzy, nie mogła osiągać wyników. Opinia publiczna, gdy piłkarz źle podał, też mówiła, że to wina trenera, bo w klubie dany zawodnik gra lepiej. Zastanawiałem się, czy koryto tej rzeki da się jeszcze puścić w inną stronę. Uznałem, że kadra potrzebuje czegoś nowego – stwierdził.

DIALOG Z GRUPĄ

Choć o Brzęczku Boniek starał się wypowiadać pozytywnie, było słychać, że największe zastrzeżenia ma do tego, jak zarządzał grupą. – Musi zwrócić uwagę na pewne kwestie dotyczące zarządzania piłkarzami i komunikacji. W drużynie najwięcej rzeczy dzieje się dzień po meczu. Wygranym, czy przegranym. Wtedy wszystko dojrzewa. Można dyskutować i wyciągać wnioski. W reprezentacji nie ma jednak „dnia po meczu”, bo zawodnicy wyjeżdżają do klubów. Trzeba się z nimi komunikować na odległość – mówił. W innym fragmencie wspomniał o Adamie Nawałce, który „cały czas prowadził dialog z piłkarzami”, w czym łatwo było wyczuć, że Brzęczek nie prowadził go dostatecznie dużo. – Ślepy nie jestem i widziałem wokół tej kadry marazm. Także wśród piłkarzy. Zachowanie po przegranych meczach jasno to wskazywało. Chcę znów widzieć euforię w tej drużynie – podkreślał.

ROZMOWA Z KAPITANEM

Sporo zamieszania na konferencji wywołała kwestia sposobu podjęcia decyzji o zmianie. Boniek zapewniał, że nie musiał wtajemniczać zarządu związku w zmianę selekcjonera i skorzystał z tego prawa, bo „zarząd nie jest szczelny”. Pierwotnie prezes stwierdził, że dwa dni przed poinformowaniem Jerzego Brzęczka, zadzwonił do Roberta Lewandowskiego, by jako kapitanowi, przekazać mu decyzję. Gdy Boniek został zapytany, czy aby na pewno taka kolejność jest elegancka wobec selekcjonera, zreflektował się i stwierdził, że to Lewandowski zadzwonił do niego już po tym, jak odbyła się rozmowa trenera z prezesem, co komunikacyjnie wypadło mało przekonująco.

CZAS TO NIE PROBLEM

Jednocześnie przez całą konferencję Boniek starał się odpierać zarzuty, że wybrał nieodpowiedni moment na zmianę selekcjonera albo że Sousa dostanie za mało czasu, by cokolwiek zmienić. – Trener Brzęczek najlepszy mecz z reprezentacją rozegrał po trzech dniach obecności z kadrą. Gdy dwa i pół roku później graliśmy z Włochami, widzieliśmy, w którą stronę to poszło z naszej, a w którą z ich strony. Wynik meczu jest w nogach i głowach piłkarzy. Trener ma im pomagać. Im lepszy, tym bardziej pomaga. Ale to piłkarze są odpowiedzialni. Presja na nich jest zbyt mała. Leo Beenhakker też miał niewiele czasu. Każdy myślał, że po polsku wyrzucę trenera dwa-trzy dni po meczu, kładąc go na stos. Doszedłem jednak podczas spokojnej analizy do wniosku, że ta kadra nie mogłaby już pójść do przodu, a w obliczu Euro i eliminacji mundialu musi to zrobić. I nowy trener na pewno nie będzie się zasłaniał, że nie miał na to czasu – zapewnił prezes Polskiego Związku Piłki Nożnej, zapowiadając jednocześnie, że w przyszłym tygodniu postara się zorganizować spotkanie Paulo Sousy z dziennikarzami. Debiut nowego trenera nastąpi 25 marca w Budapeszcie w meczu eliminacji mundialu przeciwko Węgrom.

Podziel się lub zapisz
Prawdopodobnie jedyny człowiek na świecie, który o Bayernie Monachium pisze tak samo często, jak o Podbeskidziu Bielsko-Biała. Szuka w Ekstraklasie śladów normalności. Czyli Bundesligi. W newonce.sport autor sobotniego cyklu Z nogą w głowie i poniedziałkowej rubryki Centrostrzał.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.