Transferowy cyrk Josepa Pedrerola. El Chiringuito – najbardziej porąbany program sportowy w telewizji

Zobacz również:Człowiek, którego trzymają się kilogramy. O Hazarda skłonności do nadwagi
El Chiringuito, Josep Pedrerol
fot. YouTube

Josep Pedrerol stał się ostatnio Pedretrollem. Francuzi mają już dość jego „tic tac”, gdy w nastroju grozy codziennie zapowiada transfer Kyliana Mbappe. Hiszpański magazyn El Chiringuito coraz mocniej idzie w świat. Tylko tutaj masz bójki, wrzaski i newsy od Florentina Pereza w środku nocy. Wszystko w atmosferze takiej, jakby ktoś do wspólnego kociołka wrzucił środki psychoaktywne.

Może kiedyś to będzie nasza codzienność. Może świat zmierza właśnie w takim kierunku, by było głośno, wulgarnie i z parciem na robienie zasięgów. Josep Pedrerol, szef całego zamieszania, nie ukrywa, że chodzi mu tylko u show. El Chiringuito znaczy tyle, co barek na plaży. I jak to w barze, lada aż ugina się od towaru. Mimo że program zaczyna się o północy, potrafi obejrzeć go nawet milion ludzi. Raz skończył się o 6:30, a kiedy Real wygrał jedenasty Puchar Europy, debata trwała nawet do 8:00. Hiszpanie o Pedrerolu mówią, że to Messi telewizji. Bawi się swoim latającym cyrkiem i ma gdzieś, co ludzie powiedzą.

Przeciętny kibic o El Chiringuito pierwszy raz mógł usłyszeć wiosną, gdy wybiło szambo Superligi. To tam Florentino Perez urządził sobie prywatną konferencję prasową. Ludzie pytali, co 74-letni facet robi w środku nocy w jakimś infantylnie wyglądającym studiu, a on po prostu przyszedł na spowiedź do starych znajomych. Na tym też polega siła programu: tutaj pojawiły się newsy o odejściu Cristiano Ronaldo i podpisaniu umowy z Zinedinem Zidanem. Tutaj produkuje się Tomas Roncero, dziennikarz „AS-a”, który w Realu zna każdego i jeśli coś bulgocze pod pokrywką, to on już to wie. O krytykach mówi wprost: „Twierdzą, że robimy śmieciową telewizję? Okej, ale my przynajmniej mamy newsy”.

23 GODZINY NADAWANIA

Josep Pedrerol nie lubi udzielać wywiadów. Pięć miesięcy temu był u streamera Ibaia Llamosa, mówiąc, że trochę krępuje go sława, choć nie wygląda na takiego, który czymkolwiek by się krępował. Na Twitterze ma prawie półtora miliona obserwujących. Każdy program rozpoczyna od demonicznego spojrzenia prosto w kamerę. Z siwą fryzurą zaczesaną do tyłu wygląda jak kaznodzieja wygłaszający unikalną prawdę. W tle gra muzyka jakby zaraz miał skończyć się świat, a on tylko „„tic tac”, „tic tac”. I tak przez kilka minut, by na końcu zaśmiać się ludziom w twarz, że szanse transferu Mbappe wynoszą… 50 do 50. Za każdym razem towarzyszy temu nagłówek „ostatecznej decyzji”. Ale u Pedrerola nic nie jest ostateczne. Już rok temu zapowiadał, że jeśli Ramos i Messi opuszczą La Ligę, to on spakuje walizki i odejdzie z programu.

Oczywiście z tego też zrobił show. 19 sierpnia przygasił reflektory, znowu zbudował napięcie i przez kilka minut udawał, jak bardzo targają nim emocje. Na końcu rzucił szybkie „zostaję!” i wypuścił napisy końcowe. Tłumaczył się potem, że deklaracja z listopada była tylko metaforą. Poza tym ludzie kochają go tak bardzo, że nie mógłby im tego zrobić.

Francois Gallardo, hiszpański dziennikarz, śmieje się, że nawet nie łudził się na inne rozwiązanie. Pedrerol nie tylko jest gospodarzem show, ale też jego producentem. Od 2014 roku zwiedził ze swoim cyrkiem już cztery telewizje. El Chiringuito jest kontynuacją programu Punto Pelota nadawanego w stacji Intereconomia. Obecnie nadaje go Mega TV w godzinach od północy od 2:45. Niby od niedzieli do czwartku, ale to tylko pozory. Jeśli dzieje się coś ważnego, banda „los tertulianos” może wejść do studia w każdym dowolnym momencie.

Pedrerol już kiedyś zrobił program, który trwał 23 godziny. O swojej pracy mówi, że nie chce robić rzeczy normalnych, bo normalność to nuda. – Najlepsze w El Chiringuito jest to, że nigdy nie wiem, co się wydarzy. Siadam i bawię się tym – przyznaje. I zaraz dodaje, że do tego programu nie warto zakładać najlepszej koszuli, bo ta i tak zaraz będzie przemoczona, ewentualnie poszarpana przez któregoś z gości.

To jedyny show piłkarski wyglądający jak debaty polityków, nieraz dochodziło tu do szarpanin, a kamery są na tyle lotne, że potrafią wyjść poza studio i nagrywać wrzaski uczestników w łazience albo w pokoju obok, gdzie kilka razy stawiano bramkę i po prostu strzelano karne.

TORBA Z KOKAINĄ

Dziennikarzom El Chiringuito nikt nie zarzuci, że nie potrafią dwa razy prosto kopnać piłki, skoro sami wielokrotnie przynosili ją do studia, demonstrując, jak poprawnie robi się zwód elastico. Gerard Pique skwitował to kiedyś uśmiechem politowania, ale Pedrerol dalej upiera się, że robi program rewolucyjny. Nazywa go zjawiskiem społecznym. Kiedyś podszedł do niego student i zaczął robić mu wyrzuty na temat obiektywności w mediach. Pedrerol wysłuchał go z uwagą, ale potem szybko dodał: „Skoro jesteś obiektywny, to dlaczego masz pod pachą dziennik AS? Jesteś z Madrytu, prawda? Obiektywność nie istnieje. Zawsze jesteśmy pod wpływem otoczenia albo miejsca, w którym przyszliśmy na świat”.

Pedrerol urodził się w 1965 roku w Barcelonie. Ludzie nie wierzą, gdy to mówi, bo w programie 70 procent treści jest o Realu Madryt, a sam program często dostaje łatkę tuby Florentino Pereza. Dziennikarstwa uczył się w hiszpańskim Canal+, pionierze telewizji satelitarnej na początku lat 90. Już wtedy poznawał największych ludzi w branży. Wiele czerpał od słynnego Michaela Robinsona, z którym przez siedem lat prowadził magazyn „El día después”. To on lubił powtarzać, by robić program dla ludzi – z uśmiechem i kreatywnością.

El Chiringuito wyciska z tej rady maksimum. Często pojawiają się nawet podejrzenia, że uczestnicy show są pod wpływem alkoholu albo narkotyków. David Broncano, gospodarz programu „La Resistencia”, powiedział kiedyś u siebie na żywo do jednego z gości: „Schowaj ten plecak narkotyków, bo to wygląda jak El Chiringuito”. Rok później dwóch ludzi od Pedrerola rzeczywiście zostało oskarżonych o przemycenie na plan torby z niespodziankami. Jednemu kokaina wypadła w trakcie programu.

Oczywiście do dziś nie ma żadnych kontynuacji w tym temacie. El Chiringuito – tak, jak odpinał wrotki w przeszłości – tak robi to nadal. Zdarzało się, że dziennikarze w studio potrafili przebrać się w szlafrok i niebieskie klapki. Jeden drugiemu czasami wskakiwał na plecy. Często są wspólne śpiewy i zawody, kto głośniej krzyknie do kamery, co w wielu krajach by nie przeszło, ale tutaj przechodzi.

Swoje robią też media społecznościowe. To dzięki temu sława programu wychodzi poza Pireneje i Alpy. 700 tysięcy ludzi w niecałe 24 godziny obejrzało filmik z tym, jak Pedrerol podejmuje decyzje o pozostaniu. Wielu z nich pochodziło z Ameryki Południowej. Późna pora nadawania plus uniwersalność języka idealnie wpisuje się w latynoskie rynki. Dodaj do tego show, prowokacje, spory z Luisem Enrique albo Xaxim i masz receptę na sukces.

Studenci dziennikarstwa już nawet nie próbują rozwikłać zagadki, jakim gatunkiem telewizyjnym jest nocny show z szyldem Mega TV. To kogiel-mogiel, faktyczny plażowy barek z rozlaną ladą, gdzie zmieszały się wszystkie trunki, podłoga zaczyna się lepić, a roześmiane towarzystwo mimo późnej pory ani myśli, by wracać do domu. To teatrzyk kukiełkowy, w którym zgrabne ręce Pedrerola podsycają wulgaryzmy, napuszczają na siebie ludzi, ewentualnie rozdzielają, gdy Hugo Gatti, były bramkarz Boca Juniors krzyczy do kolegi: „zabiję cię!”. Gatti ma zresztą ksywkę „Wariat”. Zdarzały się sytuacje, kiedy poprosił kobietę w studio, by poszła pozmywać naczynia. Ten program nieustannie balansuje po niebezpiecznej krawędzi, czasem po prostu spadając z klifu.

ZAWAŁ? KRĘCIMY!

Wiele rzeczy to prawdopodobnie po prostu reżyserka jak w wrestlingu. Rafa Guerrero, były sędzia, w trakcie jednego z programów zaczął skarżyć się na duszności. Widzowie sugerowali, że facet właśnie przeżywa zawał, ale kamery El Chiringuito ani na moment nie przestały nagrywać. Poszły z nim do garderoby, co było już ewidentnym przegięciem. Facet pod koniec emisji oczywiście wrócił do studia i pięknie się ze wszystkim uściskał. To sugeruje, że Pedrerol niby często gra na chaos, a jednak wiele rzeczy odpowiednio planuje. To, że Guerrero zasnął w trakcie jednego z programów też wydaje się upozorowane. Nie da się usnąć w kolorowym studio z dziesięcioma gośćmi, światłami i nieustannym wrzaskiem.

Mundo Maldini, popularny hiszpański dziennikarz, mówi na łamach „El Mundo”, że jego to nie interesuje. Gdy obejrzy jeden mecz, za chwilę ogląda drugi. Musiałby być głupi, żeby tuż przed snem faszerować się rozdygotanym Tomasem Roncero, udającym goryla i krzyczącym „Kylian Mbappe”. José María García, inny redaktor, nazwał kiedyś El Chiringuito najgorszą przestrzenią całego dziennikarstwa. Padła nawet słowo gówno, choć zdaje sobie sprawę z tego, że to nie jest program dla niego, tylko dla mas a do tych najprościej dociera się w ten sposób.

Popularność cyrku Pedrerola pokazuje też to, że program ma nawet swój nieoficjalny profil na Twitterze w języku angielskim. To tam wycinane i tłumaczone są najciekawsze bombki. Ostatnio cały czas wałkowane są tematy PSG. Magazyn z tego powodu nadawany jest praktycznie codziennie, a „tic tac” z planszą Mbappe stał się viralem hipnotyzującym nową widownię.

Huczne odliczanie powoli zbliża się do końca. Aż strach pomyśleć, co tym razem wymyślą magicy z wesołego barku na plaży.

Podziel się lub zapisz
Żebrak pięknej gry, pożeracz treści, uwielbiający zaglądać tam, gdzie inni nie potrafią, albo im się nie chce. Futbol polski, angielski, francuski. Piszę, bo lubię. Autor reportaży w Canal+.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.