TOKIJSKIE NADZIEJE #8. Podtrzymać serię, czyli czwórka podwójna kobiet w drodze po kolejny światowy medal

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Zillmann Wieliczko Sajdak Kobus_Zawojska A.jpg
Od lewej: Katarzyna Zillmann, Marta Wieliczko, Maria Sajdak, Agnieszka Kobus-Zawojska. Fot. Łukasz Wielec

Nadziei olimpijskich w wioślarstwie mamy kilka, jednak chyba na żadną nie liczymy tak mocno, jak na czwórkę podwójną kobiet. Osada, która dała nam brązowy medal igrzysk w Rio, wraca w nieco odmienionym składzie, z jeszcze większymi nadziejami. Sezon 2021 nie był może najłatwiejszy, ale cel całej czwórki jest jeden – medal olimpijski.

Na igrzyskach w Rio de Janeiro wszyscy zachwycaliśmy się dwójką podwójną kobiet, bowiem Magdalena Fularczyk-Kozłowska i Natalia Madaj zdobyły jeden z zaledwie dwóch złotych medali Polaków na tej imprezie. Jednak nie był to jedyny medal we wioślarstwie. Czwórka podwójna, w składzie Maria Springwald (obecnie Sajdak), Joanna Leszczyńska (obecnie Hentka), Agnieszka Kobus (obecnie Kobus-Zawojska) i Monika Ciaciuch (obecnie Chabel) dołożyła brąz. I choć Rio okazała się stacją końcową dla złotej dwójki, o tyle z czwórką wiązaliśmy spore nadzieje na kolejne lata.

ZMIANY, ZMIANY

Po zawodach w Brazylii nadszedł jednak czas na zmiany. Ciaciuch i Leszczyńska zostały zastąpione przez Katarzynę Zillmann i Martę Wieliczko. W pierwszej chwili mogło się wydawać, że „dotarcie się” naszych wioślarek chwilę zajmie, jednak już w pierwszym sezonie (2017) czwórka zdobyła wicemistrzostwo świata, czyli coś, czego poprzedni skład osiągnąć nie zdołał.

Kiedy rok później nasze wioślarki zdobyły zarówno mistrzostwo świata, jak i Europy, wielu zaczynało przeczuwać, że możemy mieć tu do czynienia z osadą „dominatorek”, nawiązując do męskiej czwórki podwójnej, mistrzów olimpijskich z Pekinu (2008). Dominacji nie było, jednak od igrzysk w Rio Polki nawet na moment nie wypadły ze światowej czołówki. W sezonie 2019 zdobyły swoje drugie wicemistrzostwo świata i z nadzieją zaczęły spoglądać w kierunku japońskich igrzysk.

Jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Pandemia przeniosła igrzyska, a niemal dwa lata przerwy w startach mogły dużo pozmieniać w każdej osadzie. W dodatku koronawirus mocno namieszał w naszej reprezentacji, chociażby wykluczając Kobus-Zawojską z tegorocznych mistrzostw Europy.

– Ostatni rok to był dla mnie absolutny rollercoaster. Historie z tego okresu będę dzieciom opowiadać – śmieje się sama zainteresowana w rozmowie z newonce.sport. – Ale nie chcę, ani nawet nie jestem w stanie ocenić „co by było gdyby”, czy zeszły rok byłby dla nas bardziej optymalnym czasem do startu. Wiem jednak, że teraz jesteśmy niesamowicie mocne i na zgrupowaniu wytrzymujemy czasem takie rzeczy, że aż mnie samą to zadziwia. Na pewno ten rok wykorzystujemy najlepiej jak się da – podsumowuje.

Z wypowiedzi naszej doświadczonej wioślarki można wyczytać optymizm, mimo że sytuacja w tym sezonie faktycznie nie była najlepsza. W ciągu kilku miesięcy na przełomie 2020 i 2021 roku każda z zawodniczek przeszła koronawirusa, co na dłuższą metę znacznie wydłużyło przygotowania do sezonu. To też sprawiło, że wyniki na Pucharach Świata czy Mistrzostwach Europy były dalekie od optymalnych. Polki wyraźnie przegrywały np. z Niemkami, które w normalnych okolicznościach zostawiały w tyle.

– Na tamten moment byłyśmy słabsze, ale w swojej najwyższej dyspozycji pokonujemy Niemki i robiłyśmy to już nie raz – przypomina Kobus-Zawojska. – Ważne, aby powrócić do tej formy, wówczas te niecałe dwie sekundy nie będzie problemem. Wierzę w to, że staniemy na starcie w Tokio tak dobrze przygotowane jak nigdy wcześniej. – dodaje.

Wiara jest jednak jedną rzeczą, a brak czasu, żeby nadrobić zaległości – drugą. Od ostatniego startu w Pucharze Świata (Polki były trzecie, ale na starcie nie było chociażby najmocniejszych w tej chwili na świecie Chinek) do startu w Tokio minie mniej więcej półtora miesiąca. Półtora miesiąca treningów, których efekt będzie niespodzianką nawet nie tyle do pierwszego startu, co do olimpijskiego finału.

– Polskie wiosła nie raz pokazały, jak wychodzić z trudnych sytuacji, jak przygotować się na najważniejszą imprezę w sezonie, w tym również igrzyska. Innym krajom, muszę przyznać, nie zawsze się to udaje – mówi Kobus-Zawojska.

I trzeba przyznać jej rację. W wielu dyscyplinach można zarzucić naszym trenerom nieumiejętność trafienia z formą w docelową imprezę, jednak wioślarstwo zawsze błyszczy wtedy, kiedy tego oczekujemy. Mimo braku potwierdzenia w bezpośredniej rywalizacji, nasi wioślarze również w to wierzą.

– W Rio z dziewczynami zdobyłam brązowy medal i pamiętam, że to był dla mnie piękny i niezapomniany dzień – kontynuuje nasza doświadczona „noskowa” (ostatnia w kolejności w łódce). – Wiedziałam, że decyzje, jakie podjęłam wcześniej, były słuszne. Teraz będę walczyć o kolejny taki dzień i nie pozwolę sobie go odebrać. Poza tym jednego jestem absolutnie pewna. Nie ma na świecie osady wioślarskiej bardziej zdeterminowanej i „sfokusowanej” na wygraną niż nasza. Cała nasza obecna koncentracja jest poświęcona startom w Tokio – kończy.

Starty każdej z naszych wioślarskich osad w tym roku nie napawały optymizmem, jednak słuchając polskich zawodników, można odnieść wrażenie, że wszyscy wiedzą co robią. Biorąc pod uwagę, że od igrzysk w Sydney (2000) za każdym razem przywozimy w tej dyscyplinie medal lub medale – chyba ten raz możemy im zaufać.

Zillmann Sajdak Wieliczko Kobus_Zawojska Osada 5.jpg
Od przodu: Katarzyna Zillmann, Maria Sajdak, Marta Wieliczko, Agnieszka Kobus-Zawojska. Fot. Łukasz Wielec

Również naszej czwórce, która będąc w formie klasą nie ustępuje w zasadzie nikomu. Kwestię formy i wiary w nią, zarówno z naszej strony, jak i samych zawodniczek, już przerobiliśmy, jednak dobrze wiedzieć, kogo będziemy oglądać po nocach w naszej eksportowej osadzie, bo te nazwiska warto zapamiętać:

Katarzyna Zillmann – najmłodsza w osadzie, będąca jednocześnie w bardzo odpowiedzialnej roli „szlakowej” (pierwszej patrząc od strony początku łódki), czyli wioślarki wyznaczającej tempo, która lepiej niż inne zawodniczki „czuje wodę”. Czucie wody przydało jej się przed kilkoma laty, kiedy w trakcie treningu uratowała życie tonącemu w Wiśle mężczyźnie. Choć urodzona i związana z Toruniem, jest wielką kibicką piłkarskiego Arsenalu Londyn oraz marzy… o byciu DJką w klubach techno. Miejmy jednak nadzieję, że najpierw jeszcze trochę powiosłuje.

Maria Sajdak – w łódce znajduje się zaraz za Zillmann, choć pod pewnymi względami obie panie nie mogłyby różnić się bardziej. Sajdak pochodzi z niezbyt sportowej rodziny, choć jej krewną jest Wanda Fukała-Kaczmarczyk, olimpijka z Rzymu (1960) i Meksyku (1968) w szermierce. Poza tym znajdziemy tam lekarzy czy malarzy. Sama maluje i gra na pianinie i wychodzi jej to na tyle dobrze, że gdyby nie wiosła… Na szczęście dla naszych emocji, wiosła ją odnalazły, dzięki czemu mogliśmy się cieszyć z brązowego medalu olimpijskiego. I oby następnego już za półtora tygodnia.

Marta Wieliczko – trzecia w kolejności w łódce, jest córką Małgorzaty Dłużewskiej, srebrnej medalistki olimpijskie z Moskwy w dwójce bez sternika. Można więc powiedzieć, że tu w wyborze sportu wątpliwości nie było. Od początku kariery trenowana przez Jakuba Urbana, aktualnego trenera naszej czwórki.

Agnieszka Kobus-Zawojska – najstarsza i jednocześnie ostatnia w łódce. „Noskowa”, która obserwuje sytuację na torze i daje sygnał do ataku. Rodowita warszawianka, u której w rodzinie temat wioseł jest tematem niemalże codziennym. Trenowali rodzice, a jej mąż to Maciej Zawojski, reprezentant Polski w wioślarstwie klasycznym i morskim. Aktywistka społeczna oraz współzałożycielka Akademii Wioślarskiej Zawojskich.

Po co takie szczegółowe informacje? Poza faktem, że w ten sposób jesteśmy w stanie poznać nasze wioślarki lepiej, to jest to też coś, co podkreślają wszystkie – osada działa w znakomity sposób, bo jest mieszanką wybuchową czterech absolutnie różnych charakterów. Każdy z nich wnosi do osady coś wyjątkowego, a razem… cóż, przeczytaliście wyżej, jakie są tego efekty. Najważniejszy ma jednak przyjść w Japonii, a nikt nie jest tak na tym skupiony, jak one.

NAJGROŹNIEJSZE RYWALKI: Chiny, Niemcy, Holandia, Włochy

LUŹNY TYP NEWONCE.SPORT: Srebrny lub brązowy medal

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.