TOKIJSKIE NADZIEJE #11. Niespodziewani faworyci. Czego jeszcze możemy się spodziewać po polskich rzutach?

Zobacz również:TOKIJSKIE NADZIEJE #12. Atak z drugiego rzędu. Jak przebić lekkoatletyczny szklany sufit?
Maria Andrejczyk
Fot. Michał Chwieduk/400mm.pl

Paweł Fajdek, Anita Włodarczyk, Wojciech Nowicki. Kandydatów do medali olimpijskich w polskich rzutach wymienia się w zasadzie jednym tchem. Na tym jednak nasze szanse się nie kończą. Mamy bowiem faworytów, którzy z różnych względów wcześniej tak często do tych wyliczanek nie należeli, m.in. Marię Andrejczyk, Marcina Krukowskiego i Malwinę Kopron. A teraz? Teraz się wliczają, choć ich problemy zaczynają się nieco piętrzyć.

Igrzyska w Rio. W eliminacjach oszczepu pań na rozbieg wychodzi 20-letnia Maria Andrejczyk, młody talent, dla którego miało to być wyłącznie przetarcie przed większą karierą. Tymczasem ten talent wyraźnie wygrywa eliminacje, rzucając nowy rekord Polski. W finale do zaskakującego i wymarzonego medalu brakuje… 2 centymetry. Z tym że to dopiero złe miłego początki, prawda?

MROCZNA STRONA SPORTU

Tak mogło się wydawać, jednak w roku 2017 Andrejczyk nie startowała w ogóle, ze względu na poważne problemy zdrowotne. Wciąż rehabilitowała swój rzucający bark po zmęczeniowym pęknięciu, którego doznała po igrzyskach w Brazylii. Wróciła w roku 2018, jednak był to sezon kompletnie nieudany. Mimo wielu startów, ani razu nie przekroczyła 55 metrów (jej rekord Polski z Rio to ponad 67). A po wszystkim przypałętał się kolejny, bardzo trudny psychicznie problem zdrowotny – kostniak, lekki nowotwór kości. Na szczęście nie okazał się groźny i wszystko stosunkowo szybko wróciło do normy. Były to jednak dwa niemal w całości stracone lata dla naszej najzdolniejszej oszczepniczki.

Sezon 2019 był krokiem do przodu. Do swojego rekordu Polski Maria się nie zbliżała, ale udało jej się zakwalifikować na mistrzostwa świata w Dausze. Tam odpadła w eliminacjach, ale porównując to z konkursami, gdzie nie mogła dorzucić do 50 metra rok wcześniej? Przepaść.

Sezon pandemiczny wyglądał nieźle, ale na przełożenie igrzysk też nie było co narzekać. W końcu zdrowa Andrejczyk dostała więcej czasu na przygotowanie. Mając w pamięci o włos przegrany medal w Rio, Tokio w końcu miało wyglądać inaczej.

MOCNE UDERZENIE I POWTÓRKA Z ROZRYWKI

Pierwsze od dawna spokojne przygotowania, zgrupowania miały przynieść świetny sezon 2021. Na początku maja Andrejczyk wyszła do koła i… zaszokowała cały lekkoatletyczny świat. Na Pucharze Europy w Splicie jej oszczep poszybował na 71.40! Rekord Polski – to jasne, ale to też trzeci wynik w historii lekkoatletyki. Liczba kobiet, którym udało się przekroczyć 70 metrów jest naprawdę niewielka, a Polka weszła do tego grona z niezwykłą łatwością. Od razu obwołano ją kandydatką do złota w Tokio i miałoby to duży sens, gdyby nie… kontuzja.

Niestety, rzucający bark ponownie się odezwał. Biorąc pod uwagę bliskość zawodów w Japonii, Maria i jej trener Karol Sikorski postanowili – słusznie zresztą – nieco spuścić z tonu. Brak startów i lżejszy trening rozregulował naszą oszczepniczkę. Od tamtej pory startowała cztery razy i trudno jakkolwiek ocenić jej formę. Z jednej strony w najdalszych rzutach osiągała 62-63 metry, co medalu w Tokio raczej nie da, z drugiej – osiągała w tych konkursach dalsze odległości od naprawdę mocnych zawodniczek (m.in. drugiej na listach światowych Christin Hussong), co mogłoby świadczyć, że warunki do rzutów były nie najlepsze, a w optymalnych oszczep latałby dalej.

Jaka jest forma Andrejczyk? Raczej nie na rzuty powyżej 70 metrów, ale do medalu wcale nie będzie trzeba tyle rzucać. Nie wiadomo zresztą jaki rezultat da medal, bo sytuacja w żeńskim oszczepie jest co najmniej interesująca. Tylko Maggie Malone rzucała daleko w ostatnim czasie. Pozostałe zawodniczki swoje najlepsze próby uzyskiwały mniej więcej w tym samym okresie, co Andrejczyk. Nie wiemy na co stać Polkę, ale i nie wiemy, na co stać rywalki. Dorzućmy do tego oszczep, będący najbardziej loteryjną konkurencją rzutową i mamy jeden wielki znak zapytania.

NIESZCZĘŚCIA CHODZĄ PARAMI

Oszczep jest zresztą jednym z dużych zaskoczeń tego sezonu w polskiej lekkoatletyce. Nie tylko Andrejczyk, ale i Marcin Krukowski pokazał, że w Tokio trzeba się z nim liczyć. Może nie w walce o złoto, bo to może się okazać zarezerwowane dla Johannesa Vettera (siedem najlepszych wyników w tym roku, bliżej mu do rekordu świata niż do goniących go oszczepników), ale Polak jest w tej chwili drugi na listach światowych z wynikiem 89,55, co jest aktualnym rekordem kraju. W końcu, po wielu sezonach, gdzie ocierał się o naprawdę dobre wyniki, udało się przełamać. Najlepszy rezultat ustanowił na początku czerwca i w całym sezonie przegrał raz – z Vetterem na Drużynowych Mistrzostwach Europy. Dlaczego więc "nieszczęścia"?

Bo ostatni start, na Festiwalu Rzutów im. Kamili Skolimowskiej, w zasadzie nie powinien być nazywany startem. 73 metry, czwarte miejsce i kilka odpuszczonych rzutów. Powód? Bolący bark rzucający, który należy oszczędzać przed Tokio…

Jeszcze do niedawna rzut oszczepem nie istniał na listach naszych szans olimpijskich. Teraz mamy takie dwie, które z kolei mogą popsuć się ze względów zdrowotnych. Na co stać naszych? Nie wiadomo. Na co stać rywali? Również nie. No może poza Vetterem – on jest na zupełnie innym poziomie. Czy będą z tego medale? Rozkładamy ręce z niewiedzy.

WYJŚĆ Z CIENIA ANITY

Mniej problemów, przynajmniej zdrowotnych, ma Malwina Kopron, jednak ona ma nieco inny – poziom swojej konkurencji. Jest prawdopodobnie jedną z najrówniejszych młociarek świata, regularnie rzucając w przedziale 74-76 metrów, jednak trudno na ten moment stwierdzić, na ile to wystarczy. Na dobrej drodze do złota jest DeAnna Price, jedyna w historii kobieta obok Anity Włodarczyk, która rzuciła powyżej 80 metrów. I zrobiła to zaledwie kilka tygodni temu. Price ma obok siebie dwie koleżanki, Brooke Andersen i Gwen Berry, również potrafiące rzucać w granicach 76-78 metrów. To one (Price i Andersen, Berry nieco spuściła z tonu) będą głównymi faworytkami do złota i srebra. Do Amerykanek należy zresztą 11 z 12 najlepszych wyników tego sezonu.

Ten jeden pozostały? Anita Włodarczyk, dla której Tokio ma być „ostatnim olimpijskim tańcem”. Już zresztą mogliście czytać o niej w pierwszym odcinku Tokijskich Nadziei (był też odcinek cyklu o nadziejach Pawła Fajdka oraz Wojciecha Nowickiego).

Gdzie w tym wszystkim Kopron? Nieco niżej, w drugim szeregu, z kilkoma innymi zawodniczkami. Jest jednak z nich najbardziej regularna, a i ciągle mówi o tym (zapewne nieprzypadkowo), że stać ją na więcej, może nawet na rzuty w okolicach 77 metrów. To sprawiłoby, że mielibyśmy prawdopodobny polsko-amerykański pojedynek o medale.

Mimo zapowiedzi 77 metrów jeszcze nie udało się osiągnąć, ale forma na to ma przyjść w Tokio. Pytanie w jakiej formie będą wtedy wszystkie Amerykanki i Anita Włodarczyk? Czy ktoś z drugiego szeregu również jej nie zbuduje? Znaków zapytania sporo, a Malwina będzie atakowała nieco z tyłu. W podobnej sytuacji zdobyła brązowy medal mistrzostw świata w 2017 roku, więc kto wie, może jednak się uda? Nam na pewno pasuje fakt, że – podobnie jak w młocie męskim – mamy aż dwie realne szanse medalowe.

*****

NAJGROŹNIEJSI RYWALE:

Andrejczyk: Christin Hussong, Maggie Malone, Huihui Lyu, Nikola Ogrodnikova, Barbora Spotakova, Lina Muze

Krukowski: Johannes Vetter, Keshorn Walcott, Neeraj Chopra, Gatis Cakss

Kopron: DeAnna Price, Brooke Andersen, Anita Włodarczyk, Gwen Berry, Alexandra Tavernier

LUŹNY TYP NEWONCE.SPORT:

Andrejczyk: brązowy medal

Krukowski: top 5 z szansami na medal

Kopron: top 5 i walka do końca z amerykańskimi młociarkami

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.