TOKIJSKIE NADZIEJE #10. Olimpijska mieszanka wybuchowa. To ile mamy tych szans w tenisie?

Zobacz również:Kiedyś to było! Nie, teraz to jest. Jak najgorszy rok stał się najlepszym (FELIETON)
Iga Świątek. Internazionali BNL D'Italia 2021 - Day Eight
Fot. Clive Brunskill/Getty Images

Tenis jest jedną z tych dyscyplin, w której dla większości zawodników zdobycie medalu olimpijskiego nie jest największym karierowym marzeniem – mamy w końcu niezwykle prestiżowe turnieje Wielkiego Szlema. To powoduje, że na igrzyskach często mamy nieco przerzedzoną obsadę i trudno przewidzieć, co się wydarzy. Do Tokio, Polacy jadą w najmocniejszym składzie i nie wiadomo, gdzie może się pojawić szansa medalowa. Bo może, tak naprawdę, wszędzie.

Jeśli chcecie przykład olimpijskiej mieszanki wybuchowej w tenisie, zapytajcie Moniki Puig. Zawodniczka, która nigdy wcześniej ani później nie była dalej niż w czwartej rundzie turnieju wielkoszlemowego. Najwyżej w karierze w rankingu WTA była 27., a jadąc na igrzyska do Rio nie była nawet rozstawiona. Jednak to ona jest aktualną mistrzynią olimpijską. Jak sama mówi – flaga jej rodzimego Portoryko zrobiła swoje. Oczywiście na co dzień tenisiści również grają z nazwami krajów obok swojego nazwiska, jednak nie rywalizują o medale, które są dodawane do dorobku całej olimpijskiej kadry. Nie słyszą hymnu po wygranym turnieju ani nie czują reprezentowania kraju aż tak bardzo.

Na igrzyskach się to zmienia. Puig nakręciło to też dlatego, że Portoryko do potentatów nie należy. Przed igrzyskami w Brazylii, jej kraj miał zaledwie osiem medali w całej swojej historii startów i żadnego złotego. Teraz już mają, a Puig jest ich pierwszą mistrzynią olimpijską.

TATA WIE, CO WAŻNE

Igrzyska są więc czymś całkowicie innym. Niektórzy nazywają je piątym szlemem, a niektórzy… z nich rezygnują z powodu przeciążenia i napiętego kalendarza. Była nawet swego czasu afera z Agnieszką Radwańską, której wytykano, że „dla kraju się nie stara”, odpadając we wczesnych rundach igrzysk. Nie miało to większego sensu, bowiem Radwańska była nieliczną z tenisistek czołówki, która chętnie reprezentowała kraj, chociażby na Pucharze Federacji, a jej porażki na igrzyskach wynikały po prostu z braku formy lub mocy rywalki po drugiej stronie siatki. Poza tym – mogła przecież zrezygnować, jak inni tenisiści w tym czasie.

Wydawało się, że polski tenis po odejściu Agnieszki Radwańskiej straci olimpijskie (i nie tylko olimpijskie) szanse. Okazało się jednak, że mamy bardzo duże talenty, które rozwinęły się w idealnym tempie, by ją zastąpić. Pierwszym jest oczywiście Iga Świątek, która już w jednej kwestii Radwańską przebiła – wygrała turniej wielkoszlemowy. Co więcej, jej nikt niechęci do reprezentowania kraju nie zarzuci, a jeśli to zrobi, to pomyli się jeszcze bardziej niż przy Radwańskiej. Tata Igi, Tomasz, jest bowiem olimpijczykiem (wioślarstwo – Seul 1988) i Iga wielokrotnie podkreślała, że start na igrzyskach jest dla niej bardzo ważny. Jej trener, Piotr Sierzputowski, mówi wręcz, że na ten moment jest to sprawa najważniejsza.

A Igę zobaczymy w Tokio w dwóch konkurencjach – singlu i mikście. W singlu będzie rozstawiona z numerem 6, co w teorii oznacza słabsze przeciwniczki aż do ćwierćfinału. Dobrze jednak wiemy, że rozstawienia nie grają, a w dodatku japoński turniej będzie rozgrywany na nawierzchni twardej, na której tenisistów dawno nie oglądaliśmy. Nie będzie to mączka, na której Iga czuje się najlepiej. Z drugiej strony lepsza nawierzchnia twarda niż trawa, na której mogłaby mieć problemy.

Jest też jedna rzecz, która stawia Igę ponad jej rywalkami. Nie zawsze dochodzi do końcowych faz turnieju, ale jeśli już tego nie robi, to rzadko przegrywa ze znacznie niżej notowanymi przeciwniczkami. Najczęściej są to tenisistki rozstawione (w Tokio jest takich szesnaście) lub takie, które prezentują konkretny poziom na danym turnieju. Sytuacja, w których Iga wypada w pierwszej rundzie z nieznaną szerzej zawodniczką niemalże nie istnieje. Możemy więc liczyć na to, że Iga przynajmniej zbliży się do końcowych faz turnieju, a jej obecność w ćwierćfinale nie będzie żadną niespodzianką. Od tego momentu zdarzyć się będzie mogło już wszystko.

DOŚWIADCZENIE ŁUKASZA

Oficjalnych zgłoszeń do miksta jeszcze nie ma, ale możemy być raczej pewni, że Świątek zagra w nim z Łukaszem Kubotem. Doświadczenie naszego znakomitego deblisty oraz fakt, że już mieli okazję z Igą grać, będzie tutaj kluczowe. Czego się możemy spodziewać po tym niecodziennym duecie? Otóż… nikt tak naprawdę tego nie wie. Tu bowiem pojawia się loteryjność tenisa na igrzyskach. Na co dzień tenisiści nie zwracają uwagi na narodowość partnera przy tworzeniu duetów (w końcu Kubot wygrywał szlemy w parze z Marcelo Melo), bo i nie muszą. Nikt w tenisowych federacjach nie zabrania takich połączeń. Igrzyska natomiast to – powtórzymy się – całkowicie inna sprawa.

W mikście mogą wystąpić tylko tenisiści zgłoszeni w innych konkurencjach. Zobrazować to najlepiej możemy faktem, że gdyby Łukasz Kubot nie grał w debla z Hubertem Hurkaczem (o tym za moment), to nie mógłby zagrać miksta z Igą, niezależnie od tego, jak wysoki mieliby ranking. W Tokio będziemy więc mieli wiele duetów, które wcześniej ze sobą nie grały albo grały mało (jak nasz). Duetów, w których obie osoby to zapaleni debliści, takich, gdzie po prostu zestawia się ze sobą dwójkę mocnych singlistów, ale też takich jak Polacy, czyli połączenie obu tych spraw. Mikst ma też to do siebie, że gra w nim tylko 16 duetów, więc do strefy medalowej wystarczą zaledwie dwie wygrane.

Czy nasz znakomity i utytułowany duet jest w stanie zdobyć medal? Oczywiście, ale czy jest też szansa, że odpadnie w pierwszej rundzie? Jak najbardziej. Mikst już taki jest. Nam pozostaje wierzyć w siłę uderzenia naszej dwójki. I może nieco szczęścia w losowaniu.

TWARDA NAWIERZCHNIA? PASUJE

Na tych igrzyskach Kubot pełni zresztą rolę mentora dla naszych młodych talentów, bo zagra jeszcze w debla z Hubertem Hurkaczem. Panowie trochę potrenowali razem przed igrzyskami, jednak w tej konkurencji o dobry wynik nie będzie aż tak łatwo jak w mikście. Tutaj nie będzie takiej loterii, a takie duety jak Francuzi Nicolas Mahut/Pierre-Hugues Herbert i Chorwaci Mate Pavić/Nikola Mektić grają ze sobą ciągle i – co więcej – wygrywają masę turniejów.

Czy to oznacza, że Polacy stoją na przegranej pozycji? Nie, w końcu nie są jedynym duetem składanym głównie na igrzyska, a umiejętności odmówić im nie można.

Łatwiej może być samemu Hurkaczowi w singlu. Przez wycofania innych tenisistów będzie rozstawiony z numerem 7 co, podobnie jak Idze, da mu w teorii słabszych przeciwników aż do ćwierćfinału. W dodatku twarda nawierzchnia pasuje Hubertowi, jak żadna inna, a jaką ostatnio ma formę to bardzo dobrze wiemy dzięki Wimbledonowi.

Wycofań i przetasowań było zresztą tyle, że na igrzyskach zobaczymy też Kamila Majchrzaka, będącego w rankingu poza pierwszą setką. Jeśli Hubert dojdzie do ćwierćfinału, to – tak jak w przypadku Igi – będzie się mogło wydarzyć już wszystko.

Hurkacz, Świątek, Magda Linette (zagra też w deblu z Alicją Rosolską) i Majchrzak skorzystają bądź już skorzystali (jak Kamil) z wycofań innych tenisistów. A lista nieobecnych (z różnych względów) jest naprawdę imponująca:

- mężczyźni – Rafael Nadal, Roger Federer, Matteo Berrettini, Dominic Thiem, Roberto Bautista Agut, Denis Shapovalov, Milos Raonić, Stanislas Wawrinka, Casper Ruud, David Goffin i wielu innych

- kobiety – Simona Halep, Sofia Kenin, Bianca Andreescu, Serena Williams, Wiktoria Azarenka, Coco Gauff, Angelika Kerber, Madison Keys i wiele innych;

Czy to odbierze prestiż ewentualnemu sukcesowi? W żadnym wypadku, medale olimpijskie mają to do siebie, że wszystkie ważą tyle samo – dosłownie i w przenośni. A jeśli inni ich nie chcą (lub nie mogą z powodów zdrowotnych – tych nie krytykujmy) to może być lepiej dla nas.

Polacy wystawiają najmocniejszy możliwy skład. A i sami zawodnicy są do tego bardzo pozytywnie nastawieni. To ile mamy tych szans? Na dobrą sprawę trudno powiedzieć – mając taką kadrę nic nas nie zaskoczy. Nawet pierwszy w historii Polski medal olimpijski w tenisie. Potraktujmy ich więc jako pojedynczą, ale sporą szansę na sukces

NAJGROŹNIEJSI PRZECIWNICY:

Singiel kobiet – Ashleigh Barty, Naomi Osaka, Aryna Sabalenka, Elina Switolina

Singiel mężczyzn – Novak Djoković, Danił Miedwiediew, Stefanos Tsitsipas, Alexander Zwieriew, Andriej Rublew

Debel mężczyzn – Mahut/Herbert, Pavić/Mektić, Farah/Cabal i inni

Mikst – nie wiadomo! Piękno tenisowych igrzysk

LUŹNY TYP NEWONCE.SPORT:

Iga Świątek – brązowy medal

Hubert Hurkacz – ćwierćfinał

Hurkacz/Kubot – 1/8 finału/ćwierćfinał

Świątek/Kubot – ćwierćfinał, a potem kto wie?

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.