To nie będzie sezon usłany różami. Bilbao obnażyło słabości Barcelony

Zobacz również:Memphis Depay działa na wyobraźnię. Uczucie z Barceloną od pierwszego wejrzenia
Athletic Club v FC Barcelona - La Liga Santander
Fot. Juan Manuel Serrano Arce/Getty Images

Baskijski Athletic jako pierwszy w tym sezonie obnażył niedoskonałości drużyny Ronalda Koemana. Grając na wysokiej intensywności, skutecznym pressingiem i nieustannie naciskając Barcelonę, ułożył mecz na San Mames pod siebie (1:1). I chociaż obie drużyny podzieliły się punktami, zwycięstwo Basków nie byłoby aż takim zaskoczeniem. Żywe pozostają problemy Blaugrany, które widzieliśmy jeszcze z Leo Messim, czyli organizacja gry i bezpieczeństwo w defensywie. Wszystko, co najlepsze na starcie sezonu, bierze się ze strony holenderskiej, czyli od Frenkiego de Jonga oraz Memphisa Depaya.

Kolejny raz Marcelino pokazał, że jako menedżer ma sposoby na Barcelonę i potrafi rysować fantastyczne plany na mecz. Wielokrotnie udowadniał to jako szkoleniowiec Valencii, a teraz także na San Mames zatrzymał Katalończyków. O dziwo, pierwsza połowa była rozgrywana na połowie Blaugrany. Wszystkie piłki przeniesione na drugą część boiska błyskawicznie wracały, ale to właśnie wyprowadzenie stanowiło największy problem ekipy Ronalda Koemana. Jakkolwiek absurdalnie to nie brzmi, Barcelona miała kłopoty z kontrolowaniem gry i wychodzeniem z piłką spod własnej bramki.

Neto zupełnie zmienia wyprowadzenie

Jak przystało na dobrego trenera, Marcelino przeanalizował, co nie funkcjonowało już w pierwszej kolejce, gdy Barcelona rozprawiła się z Realem Sociedad (4:2). Nie chciał powtórzyć błędów baskijskiego rywala, czyli cofnąć się i oddać inicjatywę, bo przecież Katalończycy żyją z gry piłką. Dostrzegł również, jak gigantyczna jest różnica w wyprowadzeniu piłki w zależności od tego, kto stoi w bramce. Marc-Andre ter Stegen prawdopodobnie robi to najlepiej na świecie, posyłając dokładne podania na kilkadziesiąt metrów, za to w przypadku Neto zbyt często wkrada się nerwówka.

Brazylijczyk zabiera Barcelonie swobodę rozegrania i myli się częściej, niż pierwszy bramkarz. To idealny słaby punkt, aby ukierunkować na niego pressing i zmusić go do ryzykownego grania. Jego przerzuty w boczne sektory lądowały na aucie, a niekiedy Neto po prostu był zmuszony oddać piłkę dalekim zagraniem. Eric Garcia i Gerard Pique mocno cierpieli przez pierwsze pół godziny, gdy Athletic czekał na wyprowadzenie Neto. Baskowie wiedzieli, gdzie uderzyć. Czasem piłkarzom Koemana udawało się wyjść spod presji, gdy genialne zagrania przez dwie linie prezentował Eric Garcia, specjalista w tym aspekcie. Ostatecznie jednak musieli zmienić pomysł na granie i cofnąć głębiej Frenkiego de Jonga, aby pomógł bezpiecznie transportować futbolówkę wyżej. Zawsze ma to swoje plusy i minusy, bo wtedy częściej brakowało go w ofensywie.

Cierpienia młodego Erika

Od pierwszej kolejki Ronald Koeman postawił na 20-letniego Erika Garcię na środku obrony kosztem mającego znakomity okres przygotowawczy Ronalda Araujo. Da się zrozumieć tę decyzję, widząc jak wychowanek Barcelony wyprowadza piłkę. Jest w tym aspekcie zdecydowanie najlepszy spośród konkurentów na swojej pozycji i często daje oddech umiejętnym transportowaniem gry prosto do napastników. Bardzo korzystają na tym Frenkie de Jong, Memphis Depay czy Antoine Griezmann. Płynność gry wielokrotnie zabierał jednak Martin Braithwaite i chociaż zaczął sezon świetnie liczbowo, niezmiennie jest elementem, który ogranicza potencjał ofensywny Katalończyków.

Odkładając jednak na bok wyprowadzenie nowego nabytku Blaugrany, Inaki Williams na San Mames mocno obnażał jego braki w grze ciało w ciało. Potężny fizycznie napastnik, bazujący na kapitalnej szybkości i sile, co chwilę dostarczał problemów 20-latkowi. Eric Garcia robił, co mógł, próbował nadrabiać ustawieniem, ale często musiał się ratować wszystkimi możliwymi środkami, gdy Inaki zdobywał pozycję. Przy silnych napastnikach może mieć mnóstwo problemów, czego zapowiedzią były już pojedynki z Willamsem. Wielokrotnie Eric odbijał się od niego, nie mógł go dogonić, jeśli nie przygotował się na rywalizację dobrym ustawieniem, a w doliczonym czasie gry zobaczył czerwoną kartkę, gdy wślizgiem faulował jako ostatni obrońca. Inaki znów mu się urwał, więc Garcia chciał ratować drużynę przed potencjalną porażką. Być może to dzięki tej interwencji Barcelona wywiozła punkt z Bilbao.

Najlepsze, bo holenderskie

Zdecydowanie najlepszym, co przytrafiło się Barcelonie, było ściągnięcie Frenkiego de Jonga, najlepszego zawodnika na boisku. Holender jak przystało na todocampistę odwalał robotę zarówno w ofensywie, jak i w tyłach ratując interwencjami drużynę. To postać, która może błyszczeć najjaśniej po odejściu Leo Messiego, tylko trzeba właściwie wykorzystać jego talent. W minionym sezonie był graczem, który świetnie atakował pole karne z głębi pola, stając się kolejnym napastnikiem. W Bilbao miał znacznie więcej zadań defensywnych, próbując uporządkować grę i zakończyć chaos na murawie.

Holender był wszędzie. Przede wszystkim naprawił wyprowadzenie piłki zespołu, ale też był niezwykle aktywny w konstrukcji ataków czy odbiorze. Czytał grę w środkowej strefie. Wyglądał jak w najlepszych czasach w Ajaksie i nie mylił się nawet w najtrudniejszych sytuacjach. Jak na zjawiskowego piłkarza przystało. Marzeniem Koemana powinno być, aby wszyscy wspinali się na poziom de Jonga. Kiedy Blaugrana ruszyła odrabiać straty i po przerwie częściej dochodziła do głosu, wiele z tych akcji wynikało z jego umiejętności kontrolowania i napędzania gry. 24-latek wyrasta na największego lidera, a na boisku właśnie Holendrzy pozostawili po sobie najlepsze wrażenie, bo podobnie należy napisać o Memphisie Depayu.

Szalej jak Memphis

Akurat Memphis świetnie zapełnia pustkę w ofensywie i ze swoją fantazją też będzie kandydatem na idola miasta. Musi podobać się jego styl gry, mieszanka odwagi i bezczelności, prowadzenie piłki podeszwami, szybkie zwroty, przyjęcia w stylu Ibrahimovicia. Depay to gwarancja show, co po raz kolejny zobaczyliśmy w Bilbao. Na dużym luzie mijał obrońców, lecz zwykle brakowało wykończenia, gdy wystawiał piłkę kolegom, choćby Braithwaitowi.

To zresztą piękne trafienie Memphisa dało remis Barcelonie. Miał nawet okazję na dublet, ale pomylił się kilka minut później, w samej końcówce. Sama bramka jednak stadiony świata – skierował piłkę kierunkowo, dotknął ją trzy razy, popychając grę do przodu i z dość ostrego kąta huknął – jak to mówią piłkarze – tuż pod ladę. Futbolówka tylko odbiła się od górnej części siatki, a przed oczami mogły się pojawić najlepsze wykończenia Messiego czy Luisa Suareza, którzy również nic sobie nie robili ze skali trudności akcji. Depay w ataku zostawia zdecydowanie najlepsze wrażenia. Nic dziwnego, że najszybciej rośnie jego popularność, a Barcelona widzi w nim kandydata na nowego bohatera. Nie tylko widać, jak mu zależy i jak przeżywa grę w klubie dzieciństwa, ale też jak wielkie ma umiejętności. Holender czekał na taką szansę.

Prądy w defensywie

Niezmiennie największym problemem Katalończyków pozostaje zarządzanie meczem i gwarancja spokoju w tyłach. Zbyt często rywale mogą się tam wyszaleć i korzystają ze złej współpracy między pomocą a defensywą. Barcelonę łatwo można zaskoczyć wysokim pressingiem, do tego ma zbyt wiele słabych elementów przy utrzymaniu się przy piłce jak Braithwaite czy Sergino Dest w Bilbao. To że Athletic skończył tylko z jednym golem, jest wyłącznie szczęściem piłkarzy Ronalda Koemana. Znów zbyt długo trwało otrzęsienie się z niekorzystnej sytuacji boiskowej.

To nie wróży najlepiej na przyszłość. Na pewno dobrze, że Katalończycy potrafią wywozić z takich trudnych terenów punkty. W końcu Athletic to jeden z najbardziej niewygodnych ligowych przeciwników, ale jednak z myślami o mistrzostwie, takie rywalizacje muszą wyglądać zupełnie inaczej. Przyszłość też nie będzie kolorowa: Pedri wyjeżdża na zasłużone dwutygodniowe wakacje, Gerard Pique ma problemy, Eric Garcia wyleciał z czerwoną kartką, a ważne postaci jak Ansu Fati czy Ousmane Dembele wrócą dopiero za kilka tygodni. Koeman ma co ustawiać, szukając większej stabilizacji. Na razie zbyt wiele słabych elementów widzimy w samej jedenastce. A inni wzorem Athletiku mogą zaskakiwać odważniejszym wyjściem na Barcelonę. To od lat nie jest drużyna, której trzeba się obawiać przed pierwszym gwizdkiem.

Podziel się lub zapisz
Uwielbia opowiadać o świecie przez pryzmat piłki. A już najlepiej tej grającej mu w duszy, czyli latynoskiej. Wyznaje, że rozmowy trzeba się uczyć, stąd audycja La Polémica. Pasjonat futbolu i entuzjasta życia – w tej kolejności, pamiętajcie.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.