Times mówi „nie”, Japończycy… „być może”. Co z tymi igrzyskami? (KOMENTARZ)

Zobacz również:„Nie mamy innego wyboru”. Amerykanie walczą o swój sport olimpijski
fot. Carl Court/Getty Images

Tokio ma niezwykłego pecha w kwestii organizacji igrzysk olimpijskich – jak nie II wojna światowa, to pandemia koronawirusa. Do niedawna jednak panowało przekonanie, że te w XXI wieku się odbędą, nawet jeśli będą opóźnione. Teraz jednak sytuacja robi się coraz bardziej niepewna.

Brytyjski „Times” poinformował, że według ich informatorów jeden z członków koalicji rządzącej japońskiego rządu uważa igrzyska w Tokio za „skończone i niemożliwe do odbycia”. Jest to wiadomość, która – choć nieco spodziewana – zatrzęsła Japonią i światem sportu. Z jednej strony bowiem nastawienie Japończyków do organizacji największej sportowej imprezy nie jest już tak entuzjastyczne, jak wcześniej, z drugiej – oznaczałoby to ogromne straty na wielu polach.

Przede wszystkim tym sportowym – osiem lat przerwy pomiędzy kolejnymi igrzyskami oznaczałoby brak szansy olimpijskiej dla wielu sportowców będących w najlepszych latach swojej kariery. Czasem wspomina się o niektórych polskich sportowcach z lat 80-tych mówiąc: „W 1984 roku był/była w życiowej formie, gdybyśmy tylko pojechali do Los Angeles…”. Teraz może to wyglądać podobnie, tylko że ze wszystkimi atletami świata. Na polskim podwórku nie zobaczylibyśmy np. prawdopodobnie ostatniej walki o medal Anity Włodarczyk, czy kajakarzy i wioślarzy w dobrej formie, czekających na swoje sukcesy. Na świecie pięknego końca kariery mogłaby zostać pozbawiona Simone Biles, a Noah Lyles mógłby nie zdobyć pierwszych medali olimpijskich, i to być może trzech. Takich przypadków jest masa i nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak bardzo sportowcy byliby zawiedzeni.

Sami Japończycy również. Oni włożyli w organizację igrzysk miliardy dolarów, które mogłyby się nie zwrócić nawet, gdyby te igrzyska zorganizowali, a co dopiero, jeśli ich nie będzie. To samo źródło powiedziało „Timesowi”, że Tokio miałoby celować wtedy w igrzyska w 2032 roku, jednak to wydaje się… nie mieć sensu jeszcze bardziej. Zbudowanie wszystkich stadionów, hal i innych miejsc rozgrywania zawodów to już byłby ogromny cios w budżet, a utrzymywanie ich następne 11 lat na wysokim poziomie mogłoby kosztować drugie tyle.

Wygląda źle? Raczej bardzo źle. I dla sportowców, i dla Japonii, i dla całego ruchu olimpijskiego. Są jednak przejawy optymizmu. Rzecznik japońskiego rządu zareagował dość agresywnie twierdząc, że „Times” zachował się jak typowy tabloid powołując się na jakieś całkowicie niewiarygodne źródła. Inni członkowie komitetu organizacyjnego mówią łagodniej, że na ten moment robią wszystko, by igrzyska odbyły się zgodnie z planem i na pewno o odwołaniu się w Japonii nie rozmawia, choć oczywiście jeśli będzie trzeba, to w przyszłości to zrobią. Przewodniczący Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego Thomas Bach wyraża się w podobnym tonie, choć jeśli mielibyśmy komuś wierzyć, to raczej honorowym Japończykom niż Bachowi, który już w tamtym roku kilka razy zapewniał, że igrzyskom w 2020 nic nie zagraża. Jego słowa o tym, że „planu B nie ma” też nie świadczą najlepiej o przewodniczącym największego ruchu sportowego.

Organizatorzy zapewniają, że pracują nad bezpiecznymi sposobami, by przeprowadzić igrzyska, jednak jeśli się zastanowić nad problemem głębiej, trudno takowe wymyślić. Szczepionki dla wszystkich? Brzmi jak coś bardzo trudnego do zrealizowania, aby każdy uczestniczący kraj zgodził się na szczepienie sportowców przed bardziej potrzebującymi obywatelami. Bańka? Zbyt duże i zbyt drogie przedsięwzięcie. Odizolowanie zagrożonych zawodników, tak jak ma to miejsce chociażby w sportach drużynowych, może skończyć się w niezwykle niesprawiedliwy sposób. W ligach piłkarskich strata jednego czy dwóch piłkarzy na mecz lub dwa nie ma aż takiego wpływu na cały sezon. W przypadku igrzysk może mieć ogromne. Co jeśli główny faworyt do złota zostanie usunięty w przeddzień zawodów? Brzmi to wszystko zbyt loteryjnie.

Wiemy tyle, że nic nie wiemy. Jednak to i tak znacznie gorsza sytuacja niż jeszcze kilka miesięcy temu, gdzie 2021 rok wydawał się bezpiecznym terminem. Teraz z każdym tygodniem szanse spadają, Tokio znajduje się w stanie wyjątkowym, a japońskie społeczeństwo jest coraz bardziej niezadowolone. Być może doszliśmy do momentu, w którym po raz pierwszy na pytanie: „czy igrzyska się odbędą?”, możemy odpowiedzieć: „raczej nie”. Na plus – fakt, że MKOl i Japonia będą chcieli doprowadzić do nich za wszelką cenę (bo cena odwołania, dosłownie i w przenośni, byłaby ogromna) oraz ten prosty fakt, że… organizuje to Japonia, kraj, któremu w kwestiach planów organizacyjnych można ufać, jak mało któremu. Gdyby były to np. igrzyska w Rio, to – biorąc pod uwagę, co w trakcie pandemii działo się w Brazylii – moglibyśmy już odwoływać kibicowskie plany na lato.

Pozostaje trzymać kciuki za organizatorów i za wymyślenie skutecznego planu, bo na ten moment nic nie wydaje się na świecie tak trudne do zorganizowania, jak igrzyska. A taki cios byłby niezwykle bolesny dla wszystkich. Nas, kibiców, również.

Podziel się lub zapisz
Uniwersalny jak scyzoryk. MMA, sporty amerykańskie, tenis, lekkoatletyka - to wszystko (i wiele więcej) nie sprawia mu kłopotów. Pisze dla newonce.sport, a w newonce.radio odwiedza audycję NFL Po Godzinach.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.