THROWBACK #7. Tekst, który otworzył mi drogę do dziennikarstwa sportowego. Diabelski finisz emigracji i początek nowego życia

Zobacz również:Najbardziej romantyczny beniaminek od czasów Newcastle Keegana. Czy Leeds zderzy się ze ścianą?
fot. Phil Noble - PA Images/PA Images via Getty Images

Mam przepastne archiwum i nie zawaham się go użyć. W kilku segregatorach leżą teksty, jakie napisałem przez ponad 15 lat pracy w zawodzie dziennikarza. Setki rozmów i dziesiątki delegacji – to się nie może zmarnować. W każdą niedzielę jedna z takich historii na newonce.sport

Dziś wyjątkowy odcinek cyklu Throwback, a to dlatego, że dotyczy prawdopodobnie najważniejszego tekstu, jaki napisałem w życiu. Pierwszego. Mnóstwo było później lepszych (choć i gorsze by się znalazły, zdecydowanie), jednak bez tego nie byłoby niczego dalej.

15 maja 2003 roku stałem przed sklepem na Hanwell, części londyńskiej dzielnicy Ealing Broadway, trzymając w rękach ważny kawałek papieru. Przechodnie potrącali mnie, przeklinając pod nosami, że tarasuję przejście, ale w ogóle mnie to nie obchodziło. „Przegląd Sportowy” zamieścił na całej rozkładówce mój tekst. Redakcja zrobiła to dwa dni wcześniej, 13 maja, ale właśnie tych dwóch dni gazeta potrzebowała na dotarcie do Wielkiej Brytanii. Przeczytałem tekst jakieś dziesięć razy, po czym schowałem go do plecaka, jak największy skarb i poszedłem do budki telefonicznej. Najpierw zadzwoniłem do Pawła Zarzecznego, z którym nie chciano mnie początkowo połączyć, ale ostatecznie dobiłem się po kilku próbach. Podziękowałem mu za publikację, tym bardziej że przed prośbą o wysłanie tej korespondencji chyba ze dwa miesiące nie odpisywał mi na maile. Następnie, otrzymawszy od niego zaproszenie do Warszawy na staż, wykonałem telefon do rodziców, by poinformować ich, że wracam.

AED35D53-1966-4474-A4D4-477A8BAB12F6.jpeg

Przeprowadziłem w ostatnich kilkunastu latach setki wywiadów, skomentowałem pewnie ponad 1000 meczów, byłem na wielkich turniejach czy finałach Ligi Mistrzów, obejrzałem na żywo dziesiątki meczów ekstraklasy, z których pisałem relacje, ale to tekst o Manchesterze United i jego mistrzowskim sezonie 2002-03 jest najważniejszy.

Wiele razy o nim opowiadałem, uświadomiłem sobie jednak, że nigdy tak naprawdę nie udostępniłem jego treści. Za chwilkę to uczynię, jednak chciałem wcześmniej szybko wyjaśnić, szczególnie młodszym odbiorcom, jak wyglądał świat w 2003 roku. Internet nie był tym, czym jest dzisiaj. W największym skrócie oznacza to, że jeśli mieszkałeś w Anglii i miałeś dostęp do papierowych gazet, od razu zyskiwałeś przewagę. Niektóre z tych tytułów przychodziły co prawda do polskiej redakcji, ale – jak to stwierdził Paweł – „moi dziennikarze są zbyt leniwi, by coś sensownego z tym zrobić”.

Kupiłem kilkanaście różnych tytułów i zrobiłem mocny research, dopieszczałem każde zdanie, ważyłem słowa. Wiedziałem podskórnie, że od tego dużo zależy. I nie myliłem się wówczas. Dzisiaj dobrze pamiętam, jakie towarzyszyły mi odczucia, chociaż są to czasy tak odległe, że George Best żył i komentował sportowe sprawy na łamach prasy, Arsenal grał na Highbury, a ja myślałem jeszcze, że Rafał Nahorny jest korespondentem z Anglii.

Tekst nosił tytuł „Diabelski finisz” i dopiero teraz dostrzegam jego podwójne znaczenie, bo to był zarazem mój diabelski finisz emigracji – noszenia mebli, sprzątania pubów. Zamknięcie pewnego etapu życia i otwarcie nowego, całkiem ekscytującego.

Nie wiem, czy po takim tekście samemu sobie dałbym pracę, ale na szczęście Paweł wiedział. Oceńcie zresztą sami:

Diabelski finisz

korespondencja z Anglii

Przemysław Rudzki

W Anglii końcówka sezonu zaskakiwała zmianami z prędkością japońskiego ekspresu. Do ostatniej chwili toczył się pojedynek gigantów – Manchesteru United i Arsenalu. Czarny sen londyńczyków pod tytułem: „Jak stracić tytuł w 57 dni”, zakończył się happy endem dla podopiecznych sir Aleksa Fergusona. Czerwone Diabły sięgnęły po mistrzostwo, zapewniając sobie tytuł kolejkę przed końcem, w dużej mierze dzięki niespodziewanej porażce Kanonierów z Leeds, na Highbury. „Wszyscy się pomyliliście” – mógł wreszcie zagrzmieć z okładek gazet Ferguson, dla którego było to ósme podobne trofeum w ciągu ostatnich jedenastu lat.

Zagrzewał Eminem

Faktycznie, jeszcze trzy miesiące temu nikt nie dawał szans jego drużynie, jednak to właśnie do niej należało ostatnie słowo. A to głównie dzięki genialnej dyspozycji strzeleckiej Holendra Ruuda van Nistelrooya, którego sir Alex określił jako „czynnik numer 1” w batalii o czempionat Anglii.

79 bramek w 100 spotkaniach, z czego 44 w tym sezonie, to imponujący dorobek tego piłkarza w barwach klubu z Old Trafford. Już dziś legendarny piłkarz Diabłów, rozrywkowy Irlandczyk George Best, upatruje w Holendrze najlepszego napastnika Manchesteru United wszech czasów.

Na boiskach rządził Manchester, poza nimi, dokładnie w szatniach, amerykański raper Eminem, którego mega hit „Lose Yourself” był w ubiegłym sezonie najczęściej zagrzewającym piłkarzy do boju kawałkiem muzycznym. Tylko Arsenal zatracił i zdemotywował się zupełnie. Jak bardzo? „Daily Mirror” zamieścił wymowne zdjęcie załamanego Thierry’ego Henry’ego, siedzącego na murawie po pyrrusowym środowym zwycięstwie nad Southampton, 6:1. Na dodatek w ostatniej chwili koronę króla strzelców zgarnął wspomniany Van Nistelrooy. Ostatnią szansą na wygranie czegokolwiek w tym sezonie, będzie więc dla Arsenalu sobotni finał FA Cup. Przeciwnik, ponownie Southampton, nie powinien być wielką przeszkodą.

Kłopoty The Gunners mogą się jednak przełożyć na następny sezon, a to za sprawą znacznego uszczuplenia budżetu transferowego z powodu budowy nowego stadionu za kwotę 400 mln funtów. Projekt ma zostać skończony do 2006 roku.

Chelsea do brydża

„Dzień przeznaczenia” – jak zwiastował „Sunday Mirror” w minioną niedzielę, miał odkryć resztę kart. O ile kwestia trzech pierwszych miejsc była jasna od tygodnia, to do ostatniej chwili ważyły się losy czwartego, również premiowanego startem w Lidze Mistrzów.

W bitwie o 15 mln funtów, jak określała ten mecz angielska prasa, przy Stamford Bridge, Jerzy Dudek i jego koledzy zawiedli ponownie w tym sezonie i to Chelsea dołączyła do trójki Manchester United, Arsenal, Newcastle. Kibice zaś po spotkaniu mogli zaśpiewać chóralne: „We are Chelsea and we are the best, we are Chelsea so fuck off the rest” („Jesteśmy Chelsea i jesteśmy najlepsi, jesteśmy Chelsea, a resztę”... wiadomo co).

W Pucharze UEFA zagrają Liverpool i Blackburn, a do dwójki spadkowiczów – Sunderlandu i West Bromwich Albion – dołączył londyński West Ham.

Alex kontra Becks

Od kilku tygodni wszystko toczyło się w tle romansu na linii David Beckham – Real Madryt. Po tym, jak Becks nie wystąpił w meczu sezonu na Old Trafford, sprawa wydawała się przesądzona. Piłkarz machał po meczu do fanów gestem królowej Elżbiety, wyraźnie się z nimi żegnając. Topmodelka Naomi Campbell szukała już szkół dla dzieci państwa Posh, a gazety proponowały posiadłości pod Madrytem za krocie.

Real nagle oznajmił, że nie jest wcale zainteresowany. Kibice Królewskich zaprotestowali na swojej stronie internetowej: „Nie chcemy kolejnej gęsi, jedną już mamy (Ronaldo)”. Dziwnym zbiegiem okoliczności Brazylijczyk jako jeden z nielicznych pozytywnie wypowiadał się o przyjściu kapitana Anglii na Santiago Bernabeu.

Dla Manchesteru United Beckham zarabiał niebotyczne kwoty. 2 miliony funtów to suma, jaką w ubiegłym sezonie klub zarobił za sprzedaż samych koszulek z nazwiskiem zawodnika. Jego wymiana trykotów z Zinedinem Zidanem zdawała się być preludium do rychłego połączenia z panteonem gwiazd. Jednak wszystko wskazuje na to, że piłkarscy Harlem Globetrotters nie będą mu w tym roku pisani.

W minionym tygodniu sam zainteresowany oznajmił, że nie chce odchodzić z Old Trafford. Działacze zaś, że nowy, czteroletni kontrakt, nie da mu ani pensa więcej, niż otrzymywał dotychczas. Na dzisiaj wydaje się, że Ferguson i Beckham to dwie zbyt silne osobowości w jednym miejscu. I na pewno takie pomysły, jak zabronienie piłkarzowi noszenia opaski na włosach, czy wstępu jego małemu synkowi Brooklynowi na płytę Teatru Marzeń, nie tworzą klimatu do pozostania, ale też nie przystoją komuś, kto nosi tytuł szlachecki! CHYBA TUTAJ LEKKO ODLECIAŁEM :)

Gdzie zginął prezes?

Jakby mało było problemów z eksportową gwiazdą, wyspiarze poważnie obawiają się powrotu fali chuliganów. Po burdach z tureckimi kibicami na Stadium of Light, zabrakło kogoś, kto powiedziałby chociaż: „przepraszam”.

Prezes FA, Geoff Thompson, przepadł. „Daily Mail” wystosował list do kibiców: „Jeśli ktokolwiek widział prezesa, prosimy o kontakt”. Niech więc wraca jak najszybciej – modlą się pewnie piłkarze, bo nowy sezon tuż tuż, a kasa do rozdania wielka. Już za sam udział w rozgrywkach Premiership, na dzień dobry, każdy klub otrzymuje 503 tysiące funtów.

Czołówka najlepszych klubów może liczyć na 9,4 mln funtów w sezonie za sprzedaż praw do transmisji stacjom telewizyjnym – SKY i ITV. Jedna pokazana gra w systemie pay-per-view to dla klubu zysk 597 tysięcy funtów. Spadać się nie opłaca. W Division One liczą się tylko zwycięzcy, choć to i tak przepaść. W tym roku Portsmouth za awans z pierwszego miejsca otrzymał... 50 tysięcy funtów.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.