THROWBACK #6. Spotkanie z legendą. Jak Lucjan Brychczy miał iść do Górnika Zabrze, ale powiedzieli Gierkowi, żeby nie wtrącał się do wojska

Zobacz również:Najlepszy piłkarz ekstraklasy wraca. Poważne zbrojenia mistrza Polski
fot. Eliza Budzicz / 400mm.pl

Mam przepastne archiwum i nie zawaham się go użyć. W kilku segregatorach leżą teksty, jakie napisałem przez ponad 15 lat pracy w zawodzie dziennikarza. Setki rozmów i dziesiątki delegacji – to się nie może zmarnować. W każdą niedzielę jedna z takich historii na newonce.sport

17 lat temu zrobiłem pierwszy podczas przygody z dziennikarstwem duży wywiad, którego bohater mógł opowiedzieć o swoim życiu w szerokiej perspektywie. Był nim Lucjan Brychczy. Po latach mogę śmiało przyznać, że rozmowy z ludźmi stały się później moim ulubionym polem w tym zawodzie, ale pierwsze były niezwykle stresujące.

Denerwowałem się tak bardzo, że nie umiałem prowadzić swobodnego dialogu. Byłem zawsze dobrze przygotowany, jednak rzadko zdarzało mi się pociągnąć jakiś istotny wątek. Skupiałem się na zadaniu kolejnych, przygotowanych wcześniej pytań. Pomogło mi czytanie wywiadów, w tym tych zupełnie oderwanych od rzeczywistości piłkarskiej, a także oglądanie ich w telewizji. Chłonąłem rozmowy z aktorami, politykami, czytałem książki – wywiady-rzeki, aż wreszcie stres minął.

Jednak w maju 2004 roku usiadłem przed panem Lucjanem, legendą Legii i choć wiedziałem, że to dla niego również duże przeżycie, ponieważ nie lubi o sobie opowiadać, nie przepada za obiektywem czy kamerą, to jednak miałem świadomość, jaką jest postacią. Okazał się bardzo miłym, starszym człowiekiem, mającym dużo ciekawego do opowiedzenia. To jedyny wywiad, jaki z nim przeprowadziłem. Chciałbym, aby Lucjan Brychczy pojawił się w audycji „Futbol i Cała Reszta”, sporo wątków można z pewnością rozwinąć.

PYTAŁ REAL MADRYT

– Kiedy patrzę na nowe futbolówki, to aż trudno oko nacieszyć. Kiedy patrzę na dzisiejsze buty piłkarskie, to myślę, że można by w nich chodzić do kościoła – powiedział mi wtedy Kici. Taki przydomek nadał mu węgierski trener Janos Steiner. Kicsi po węgiersku oznacza „mały”.

Piłkarze Legii zawsze go kochali i darzyli wielkim szacunkiem. Wojciech Kowalczyk powiedział: – Mając 60 lat w czasie gry w dziadka zakładał wszystkim siatki. On nigdy nie szukał zaszczytów, kochał i kocha piłkę bezinteresownie.

Pan Lucjan opowiadał mi, jak miał trafić do Górnika Zabrze, ale Legia ściągnęła go do wojska. – Edward Gierek ponoć o to zabiegał, ale kiedy doszło do spotkań na najwyższym szczeblu, powiedziano mu, żeby się do wojska nie wtrącał – wspominał.

W ten sposób Górnik obszedł się smakiem, Gierek rozłożył tylko bezradnie ręce, a Legia zyskała wielkiego gracza.

Mógł też trafić do Realu Madryt, ale – podobnie jak później Włodzimierzowi Lubańskiemu – nie pozwolono mu wyjechać. – Zostawało jeszcze Chicago, tamtejsza Polonia mnie lubiła. Ale wiadomo, tam się jechało do pracy, a w piłkę pograć przy okazji. Ja, podpułkownik, miałbym stać gdzieś za barem? Wybili mi to z głowy – dodawał.

brychczy.jpeg

MAGICZNE ŁÓŻKO

Do pana Lucjana dzwoniłem wtedy na tzw. telefon stacjonarny. Odebrała żona. Byłem przekonany, że się nie zgodzi, ale zdaje się, że to ona go namówiła. – Mąż powiedział, żeby o 11:00 był pan na Łazienkowskiej – powiedziała. W „Przeglądzie Sportowym” pracowałem wówczas niespełna rok. Zdołałem jednak zdobyć na tyle zaufania, by powierzono mi zajmowanie się Legią i ciągle słyszałem, że pan Lucek nie udziela wywiadów, więc uparłem się na tę rozmowę. Byłem z niej bardzo dumny.

Z panem Lucjanem wiąże się również absurdalna historia z mojego dziennikarskiego życia. Nieco później, podczas zgrupowania Legii w Mrągowie, poszedłem na kolację z paroma innymi dziennikarzami i poważnie się zatrułem. Wiem co pomyślicie, ale to na serio było zatrucie – przyszło mi do głowy zamówić makaron z grzybami w środku zimy, w pustym kurorcie. O północy czołgałem się do łazienki, byłem przerażony i wycieńczony, nad ranem na czworakach zszedłem do samochodu i pojechałem do lekarza Legii Stanisława Machowskiego. W pierwszej chwili pomyślał, że mam po prostu kaca, ale zaraz, gdy dokładnie mnie obejrzał, przeraził się mocno i zaaplikował mi mnóstwo różnych lekarstw.

Mieszkał w pokoju z Lucjanem Brychczym i kazał mi się położyć w jego łóżku. Było mi strasznie głupio, ale nie miałem sił odmówić. Powiedział, że z zatruciem grzybami nie ma żartów. Zasnąłem na wiele godzin, a kiedy się obudziłem, pan Lucjan tam był i zapytał, jak się czuję. Bardzo się zmartwił. Pomyślałem, że nie można tak leżeć przed legendą Legii, wstałem pospiesznie, powlokłem się do auta i wróciłem do Warszawy. Myślałem, że może w gorączce mi się to wszystko przyśniło. Doktor Machowski powiedział mi, że łóżko legendy ma właściwości lecznicze. Widziałem pana Lucka wiele razy podczas treningów, robił wtedy, w wieku 70 lat, magiczne rzeczy z piłką. Zawsze żałowałem, że nie będzie mi dane zobaczyć go na żywo w akcji, kiedy był u szczytu kariery.

Podziel się lub zapisz
Czasem pisze – w poniedziałki Futbolowa Gorączka, a w piątki Tygodniówka na newonce.sport, a czasem gada – w poniedziałki w Kick Off, w czwartki w Futbol i Cała Reszta w newonce.radio. Liga angielska jest najlepsza na świecie. Amen.
Podobał Ci się ten artykuł?

Kliknij, żeby widzieć więcej podobnych w swoim feedzie.